środa, 30 listopada 2011

DDD - Dzień Darmowej Dostawy

Dzisiaj, 30.11 - Dzień Darmowej Dostawy!

Do akcji zgłosiło się aż 1846 sklepów internetowych, pełną listę znajdziecie TUTAJ .
Niektóre z nich proponują brak kosztów przesyłki nie tylko dzisiaj, ale też np. jutro.


Macie zamiar skorzystać z tego udogodnienia? Będziecie w tych sklepach szukać prezentów świątecznych?

wtorek, 29 listopada 2011

Essence - Vampire's Love LE (ankieta)

O nowej limitowance Essence już na pewno wiecie i zapewne wiele z Was skusiło się na zakup choćby jednego kosmetyku :)

źródło: http://en.essence-beautyfriends.eu/
Ciekawa jestem, które z z wampirzych kosmetyków cieszą się największym powodzeniem :)
W ankiecie zaznaczcie wszystko, co kupiłyście:


Swoimi zakupami pochwalę się w następnej notce.

sobota, 26 listopada 2011

Kulinarnie - część 2 – trójkąty z ciasta francuskiego z nadzieniem sernikowym

Wcześniejszym postem o cukrze waniliowym i ekstrakcie waniliowym rozpoczęłam kulinarną tematykę bloga :) Uznałam, że skoro już się porwę na zrobienie czegoś dobrego, warto by było to „uczcić” i uwiecznić na blogu :D
W poprzedni piątek uszczęśliwiłam męża pysznością z ciasta francuskiego.

Inspiracja i przepis z bloga - Mojewypieki.


Komentarz – mój :)
 -  375 g ciasta francuskiego na maśle (1 płat)
 można kupić np. w Biedronce

-  300 - 350 g twarogu półtłustego, zmielonego dwukrotnie lub przeciśniętego przez praskę
ja mielę w Fenomenie Zelmera (btw – świetne urządzenie, wielofunkcyjne – np. do placków ziemniaczanych)

-  1 żółtko
-  1 łyżka miękkiego masła
lub margaryny palma

-  5 łyżek drobnego cukru z wanilią
początkowo wydawało mi się to za dużo, dałam więc 3. Faktycznie, okazało się to za mało, dołożyłam kolejne 2 i jak dla mnie było wystarczająco (nie lubię zbyt słodkich wypieków)

-  skórka otarta z 1 mandarynki + sok z połowy owocu
jeśli mandarynka jest duża, wystarczy nawet mniej soku, bo inaczej nadzienie będzie zbyt rzadkie i trudno będzie zlepić i zakleić ciasto

-  1 jajko roztrzepane z 1 łyżką wody do posmarowania

- odrobina soli - aby nadzienie nie było zbyt płone
  
Stolnicę oprószyć mąką. Wyłożyć na nią ciasto francuskie (jeśli jest zamrożone - wcześniej odmrozić). Ciasto powinno dojść do temperatury pokojowej (wówczas nie kurczy się podczas pieczenia).

Przygotować nadzienie:
Zmielony twaróg wymieszać dokładnie z żółtkiem, masłem, cukrem z wanilią, solą, skórką otartą z mandarynki i sokiem z połowy owocu.
Ciasto podzielić na 6 równych części, kwadratów.
Dla mnie to za duże porcje. Za pierwszym razem podzieliłam na 12, a za drugim – na 15 :) Trójkąciki wychodzą mniejsze, wygodniej się je je no i starczają na dłużej :D

Na każdym kwadracie rozłożyć nadzienie serowe. Brzegi ciastek posmarować jajkiem roztrzepanym z wodą, następnie złożyć na pół, po przekątnej, by utworzyły trójkąty.
Jeśli kwadrat jest nierówny i bardziej przypomina prostokąt lub jest za mały lepiej nie zawijać w trójkąt tylko w prostokąt – nadzienie wtedy nie będzie się wylewać w trakcie zlepiania.

Zlepiać ciastka a boki dociskać widelcem. Tak przygotowane przełożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, posmarować jajkiem. Przed samym pieczeniem koniecznie zrobić nożem małe otworki wentylacyjne, po 3 na wierzchu każdego z rożków.
Piec w temperaturze 220ºC przez około 20 - 23 minuty, aż ciasto będzie złote i chrupiące. Jeszcze ciepłe można polukrować.* (niekoniecznie)
* pół szklanki cukru pudru rozprowadzić grzbietem łyżki z 1 łyżką gorącej wody lub soku z pozostałej mandarynki
Ja posypałam cukrem pudrem


Wyszły przepyszne!!! To nadzienie!!! Hmmmm Pychota!!!
Ku uciesze męża zostało sera, więc dokupił w niedzielę ciasto francuskie, dołożyłam jeszcze trochę sera i było na drugą partię :)


niedziela, 20 listopada 2011

Eveline - Spa Professional - kwiat lotosu - balsam do ciała

Zużywanie balsamów/maseł/kremów do ciała idzie mi bardzo opornie (hmmm chyba już o tym niedawno pisałam), sukcesem jest więc zużycie masła Eveline z masłem shea :D Niestety nie spowodowało to luzu w zapasach smarowidłowych - jedno pudełeczko ubyło, co jest niewidoczne na tle tego wszystkiego co zostało ... Gdy znajdę chwilę czasu i odpowiednią motywację zrobię zdjęcia wszystkim moim balsamów/kremów do ciała. Jesteście ciekawe co jeszcze mam?
Tymczasem słów kilka o kolejnym balsamie Eveline - Kwiat lotosu z serii Spa Professional.

Opis ze strony producenta: www.eveline.eu

NAWILŻAJĄCO – UJĘDRNIAJĄCY BALSAM DLA SKÓRY SUCHEJ, BARDZO SUCHEJ
lekka formuła z kwasem hialuronowym
intensywnie nawilża
ujędrnia i wygładza skórę
poprawia elastyczność
modeluje sylwetkę

NAWILŻENIE TO SEKRET PIĘKNEJ SKÓRY
Nawilżająco-ujędrniający balsam sprawia, że skóra staje się maksymalnie wygładzona, ciało perfekcyjnie ujędrnione i wymodelowane. Doskonale nawilża, poprawia elastyczność skóry, niweluje szorstkość i łuszczenie, dzięki czemu przedłuża trwałość opalenizny. Aksamitna,
szybko wchłaniająca się formuła zapewnia skórze miękkość i satynową gładkość, a niezwykły zapach kwiatu lotosu orzeźwia i napełnia energią. DLA SKÓRY SUCHEJ, BARDZO SUCHEJ
Wyciąg z kwiatu lotosu – o wyjątkowo silnym działaniu ujędrniającym. Redukuje tkankę tłuszczową oraz zapobiega jej ponownemu magazynowaniu.
Kwas hialuronowy – intensywnie nawilża skórę, przywracając jej jędrność i elastyczność.
Centella asiatica – naturalny składnik roślinny o niepowtarzalnym działaniu modelującym sylwetkę. Wzmacnia włókna kolagenu i elastyny, uodparnia skórę na rozciąganie oraz zapobiega powstawaniu rozstępów.
Kofeina – poprawia mikrokrążenie, sprawia, że skórka pomarańczowa ulega wyraźnej redukcji.
Witamina E – „witamina młodości”, odżywia suchą skórę oraz pobudza procesy regeneracji.



Opis balsamu, a właściwie jego przeznaczenia (do skóry suchej i bardzo suchej) jest bardzo obiecujący dla mojej suchej skóry, która często jest napięta i podrażniona.
Równie obiecująca jest konsystencja, jaką balsam ma po wyciśnięciu - jest gęsty, ale nie tłusty. Przy rozsmarowywaniu okazuje się jednak, że balsam jest lekki, tak jak pisze producent. A to moja skóra lubi już mniej :/
Po pierwszych 2 czy 3 użyciach skóra była słabo nawilżona, nie czułam tej miękkości i gładkości, jaką dają mi cięższe balsamy. Z każdym kolejnym użyciem było lepiej i teraz jestem z niego zadowolona :) Jeżeli macie mniej wymagającą skórę niż moja, to będziecie zadowolone z niego - nie klei się, nie roluje, a mniej suchą skórę od razu lepiej nawilży niż moją. Kłóci się to z deklaracją producenta, który balsam przeznaczył dla skóry suchej i bardzo suchej :/
Opakowanie z dozownikiem trafia w mój gust, lecz przy takiej konsystencji balsamu niezbyt zdaje egzamin - trudno się wyciska.
Zapach - mojemu mężowi od razu się spodobał. Jest bardzo delikatny, kojarzy mi się z subtelniejszą wersją klasycznego kremu Nivea.
Ujędrnienia nie zauważyłam, działania antycellulitowego i przeciwrozstępowego też nie - w tym celu uznaję inne kosmetyki Eveline - sera z serii Slim Extreme.

sobota, 19 listopada 2011

Kulinarnie - domowe waniliowe niezbędniki

Nie mam zamiłowania do przesiadywania w kuchni (jedynie lubię), ale raz na kilka miesięcy dosięga mnie natchnienie do wypieków. Poza tym leń ze mnie i najzwyczajniej w świecie mi się NIE CHCE. Mąż jest przyzwyczajony do coniedzielnych słodkości, jednak został brutalnie uświadomiony, że jeżeli chce co weekend zjeść ciasto, to będzie jeździł do mamusi ;) Ciężko było, ale pogodził się z tą myślą. Nie narzeka, nie naciska :) Nie lubię czegoś robić wbrew sobie, bo wtedy jest jeszcze gorzej. Na szczęście dla mojego męża tydzień temu obudziła się mnie ta wena do wypieków! Niesamowite, wiem ;) Minie pewnie tak szybko, jak się pojawiła, no ale ... Mąż się cieszy, ja też, że on się cieszy, teściowa chwali i mam przewagę nad drugą synową ;)
Kulinarny ciąg rozpoczęłam ciastem czekoladowym z owocami i galaretką. Zdjęć nie zrobiłam, wybaczcie. Zainspirował mnie blog Moje wypieki (dziewczynom lubiącym kucharzenie na pewno nie jest obcy) i wypróbowałam ten przepis.
Pora roku zmusiła mnie do modyfikacji - owoce letnie zamieniłam na zimowe: banana, brzoskwinie z puszki i mandarynki. Wyszło przepyszne (ciasto wręcz się rozpływa, mniam), choć pozostaje raczej ciastem z gatunku "letnich". W przepisie jest mowa o ekstrakcie waniliowym - cóż, nie posiadałam takiego, użyłam więc aromatu waniliowego. Teraz jestem mądrzejsza i wiem już, że to jednak nie jest zbyt dobry zamiennik, ale o tym za chwilę.

Aby uniknąć takich wpadek postanowiłam zrobić taki ekstrakt a także cukier waniliowy. Cena lasek wanilii w sklepach powaliła mnie na nogi (9-11 zł), zamówiłam więc na Allegro 10 lasek w cenie 1,85zł / szt. + 1 gratis. Przeczytałam, że wiele osób rozczarowuje zapach prawdziwej wanilii - mnie wręcz na odwrót - zachwycił na całego! Jest bardzo intensywny, to prawda, ale w produktach, które zrobiłam staje się subtelniejszy, choć nadal wyrazisty.

Przepisy na ekstrakt i cukier waniliowy pochodzą z tego samego bloga: Moje wypieki. Delikatnie je zmodyfikowałam.


EKSTRAKT:
przepis wyjściowy i opis przygotowania z: http://mojewypieki.blox.pl/2008/12/Ekstrakt-z-wanilii.html

3,5 strąki wanilii
0,5 szklanki wódki
0,5 szklanki rumu
szklany słoiczek, butelka (z zakrętką)

- strąki wanilii przeciąć wzdłuż na pół (ale nie do końca, końcówki pozostawić złączone),
- umieścić w słoiczku (można strąki przeciąć na pół, gdyby nie chciały się zmieścić w buteleczce).
- nalać alkohol, do całkowitego przykrycia strąków.
- zamknąć butelkę, trzymać w chłodnym, ciemnym miejscu (ale nie w lodówce), co jakiś czas energicznie wstrząsając.
 Już po tygodniu ekstrakt nabierze ciemniejszej barwy, jednak po dwóch miesiącach osiągnie pełny aromat i wtedy można go używać. Można przechowywać przez lata. Jeśli połowę ekstraktu zużyjecie, warto uzupełnić buteleczkę alkoholem i trochę poczekać, do wzmocnienia aromatu.
Uwaga: nie dodawać ekstraktu do gorących płynów, ponieważ alkohol wyparuje razem z częścią aromatu z wanilii.

Ekstrakt oprócz zapachu daje też smak i dlatego nie może być użyty zamiennie z aromatem waniliowym! 

CUKIER WANILIOWY:
przepis wyjściowy i opis przygotowania z :http://mojewypieki.blox.pl/2008/01/Domowy-cukier-waniliowy.html

- 1,5 szklanki drobnego cukru
- 2  laski wanilii

- cukier wsypać do szczelnego pojemnika
- laskę wanilii przeciąć wzdłuż, zeskrobać nasionka, wymieszać z cukrem
- pustą laskę wanilii przeciąć na 2 - 3 części, również zakopać w cukrze. 
- zamknąć pojemnik. Wstrząsnąć.
Cukier jest gotowy do użycia po 1 - 2 tygodniach. Można go używać jak zwykłego, granulowanego cukru.


Tak przygotowana będę chyba częściej dogadzać Mężowi ;) a Teściowa dostanie w prezencie świątecznym cukier i ekstrakt :)

niedziela, 13 listopada 2011

Lakier Essence - Multi Dimension - 62 Must-have

Postanowiłam odgrzebać lakiery, których jeszcze nie używałam i w końcu przekonać się, jak wyglądają na paznokciach.
Pierwszy z nich to Must Have z oferty Essence. Mam go od około roku :]


Zdjęcie musiałam przyciemnić, ponieważ kolor wyszedł zbyt jasno, w porównaniu z tym, jak się prezentuje na żywo.

Lakier ma bardzo ciemny szary kolor, ze stalowymi nutami, momentami wpadający w czerń.
Subtelne drobinki wyglądają bardzo uroczo, sprawiając, że paznokcie nie wyglądają ciężko.
O samym kolorze nie ma co wiele pisać, niemniej jednak przypadł mi do gustu :)

Nakłada się łatwo, ale trochę długo schnie.

Na drugi dzień zmatowiłam go top coatem z Catrice. Niestety nie zdążyłam zrobić zdjęcia, ponieważ po kilku godzinach z topem miałam kilka dużych odprysków :/ Szkoda, bo efekt był świetny.

sobota, 12 listopada 2011

Kosmetyczny początek listopada + krótka recenzja płynu Herbamedius

Wraz z rozpoczęciem nowego miesiąca do mojej "kolekcji" dołączyły 2 kosmetyki, kupione zupełnie spontanicznie w Naturze - płyn eukaliptusowy Herbamedicus (nowość, był jeszcze z melissą i rozmarynem) i żel AA Creme Brulee.


Płyn Herbamedicus ma pojemność 500ml, w promocji kosztuje 7,99, regularna cena 9,99.
Już jest w użyciu - daje obfitą pianę, umila kąpiel eukaliptusowym zapachem, choć dla mnie mógłby być bardziej kręcący w nosie ;) Kąpiel faktycznie jest relaksująca i odprężająca. Polecam :)

Żel AA Creme Brulee - pachnie smakowicie, ale póki co wylądował w zapasach.

Eveline - Celebrites Beauty - puder 204 Shimmer

Już dawno temu minęła mi obsesja rozświetlania twarzy - po tego typu kosmetyki sięgam bardzo rzadko, więc m.in. sławny AOH z Essence czy PI Estee Lauder siedzą w pudle i się kurzą.

Puder Eveline nr 204 Shimmer z serii Celebrities Beauty należy do delikatnych i dyskretnych rozświetlaczy (choć zapowiada się całkiem inaczej) i o dziwo ostatnio najczęściej używam właśnie jego - z 2 powodów, o których później ;)


Opis producenta (ze strony www.eveline.eu)


Nowy luksusowy puder w kamieniu Celebrities Beauty z wysoką zawartością naturalnych składników zapewnia cerze olśniewający wygląd i kompleksową pielęgnację. Delikatna aksamitna struktura pudru ułatwia jego równomierne rozprowadzanie, doskonale dostosowuje się do struktury Twojej skóry, nadając jej świeży, jedwabisto-matowy wygląd na cały dzień. Doskonale maskuje niedoskonałości i pochłania nadmiar sebum nie wysuszając skóry. Formuła nie zawiera szkodliwych parabenów, natomiast zastosowane w pudrach Celebrities Beaty pigmenty są naturalnego pochodzenia. Poza efektem upiększającym puder Celebrities Beauty posiada również niezrównane walory odżywcze i ochronne dzięki bogatemu zestawowi składników niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania skóry:
- wyciąg z jedwabiu – utrzymuje wodę w naskórku, uelastycznia i ujędrnia skórę, minimalizując oznaki zmęczenia

- wyciąg z zielonej herbaty i kakaowca - bogate źródło polifenoli i flawonoidów, intensywnie nawilża oraz zapobiega utracie wody przywracają skórze zdrowy koloryt i blask dzięki swemu odżywczemu i regenerującemu działaniu. Chronią skórę przed negatywnym wpływem wolnych rodników.
Dostępne kolory:


 Nr 204 Shimmer


Wersja, którą mam jest mozaiką 3 kolorów (pozostałe są w jednolitym kolorze) - jaśniutki beż, ciemniejszy, wpadający delikatnie w łososiowy i złocisty jasny brąz.


Odcienie są jasne, ale dzięki brązowym tonom  na mojej skórze nie dają efektu wybielającego, jak niektóre rozświetlacze, ani też nie przyciemniają (chyba, że użyję ciemniejszego odcienia w większej ilości). Brak bielenia jest pierwszym z powodów, o których wspomniałam na wstępnie.
Drugi, to mimo, iż po otworzeniu pudełeczka przeraziłam się brokatem, puder daje subtelny efekt - drobinek nie jest dużo i ukradkiem połyskują, efekt delikatności podbija matowa baza, pozbawiona perły itp. Dla mnie to plus, ale dla dziewczyn, którym podoba się efekt w pudełeczku efekt na twarzy będzie rozczarowujący (różne są gusta).

Także pudełeczko spełnia moje wizualne "wymogi"- jest estetyczne, eleganckie, z ciekawym i łatwym otwarciem (wystarczy nacisnąć z przodu na szerszą złotą obramówkę), a delikatne tłoczenie na pudrze jest urocze :)

Podsumowując:
- polecam dziewczynom, które lubią delikatne rozświetlenie, a nie lubią efektu rozjaśnienia skóry przez bazę rozświetlacza
- nie polecam miłośniczkom wyraźnego i mocnego rozświetlenia, mimo, iż w pudełeczku jest wystarczające

piątek, 11 listopada 2011

Iwostin - Sensitia - nawilżający tonik kojąco-oczyszczający

Od kilku lat z "drogeryjnych" toników używam tylko tych antybakteryjnych, delikatne nawilżające zastępując hydrolatami - moi ulubieńcy to aloesowy i rumiankowy. Jakiś czas temu coś mnie podkusiło i spontanicznie kupiłam w aptece tonik Iwostin z serii Sensitia. Chyba chciałam jakiejś odmiany, poza tym rabat -20% zrobił swoje ;) Za butlę 330 ml zapłaciłam ok 27 zł.
Dopiero mając już tonik w torebce sprawdziłam opinie i zachęciły mnie do jak najszybszego wypróbowania.

Opis ze strony producenta (www.iwostin.pl)

SENSITIA nawilżający tonik kojąco-oczyszczający nawilżający tonik kojąco-oczyszczający

Właściwości

  • Łagodnie oczyszcza skórę twarzy i usuwa resztki makijażu.
  • Tonizuje skórę i zapewnia uczucie świeżości.
  • Przywraca naturalne pH skóry.
  • Opóźnia proces starzenia się skóry, nawilża i ożywia koloryt skóry.
  • Nie zawiera substancji zapachowych i barwników.

Wskazania

  • Codzienna toaleta skóry twarzy.
  • Oczyszcza i odświeża skórę twarzy i szyi.
  • Zalecany do pielęgnacji skóry wrażliwej, alergicznej, skłonnej do podrażnień.

Sposób użycia

  • Przetrzeć twarz płatkiem kosmetycznym nasączonym tonikiem, następnie nałożyć odpowiedni krem. Stosować rano, wieczorem oraz w ciągu dnia w celu odświeżenia skóry.

Substancje aktywne

  • Wyciąg z alg morskich
    Dostarcza skórze cennych substancji odżywczych. Zaopatruje skórę w witaminy, aminokwasy, proteiny i składniki mineralne, przez co zapewnia jej prawidłowe nawilżenie i odżywienie. Zawarte w algach witaminy E i C oraz beta-karoten wykazuja działanie antyrodnikowe, wzmacniają ściany naczyń, aktywizują procesy zachodzące w skórze i poprawiają jej koloryt.
  • Alantoina
    Ma właściwości wygładzające i zmiękczające skórę. Usuwa spękania i zgrubienia. Łagodzi podrażnienia.
  • Prowitamina B5 (pantenol)
    Działa jako czynnik nawilżający i zatrzymujący ucieczkę wilgoci. Jest silnie działającym stymulatorem wzrostu i odnowy komórek, zarówno naskórka jak i skóry właściwej;przyspiesza procesy gojenia mikro- i makrouszkodzeń naskórka. Łagodzi podrażnienia.
  • Woda termalna z Iwonicza 
Na pierwszą pochwałę zasługuje opakowanie - butla z dozownikiem jest bardzo praktyczna, sprawia, że wygodnie używa się toniku: nie trzeba nawet podnosić z półki żeby użyć (chyba, że półka jest wysoko ;) ), znika też wszelkie odkręcanie czy inne otwieranie butelki (przeważnie trzymam przekręcony dozownik, w każdej chwili gotowy do użycia).
W trakcie pierwszego użycia czułam lekkie i przyjemne mrowienie - nie było spowodowane podrażnieniem, tylko skojarzyło mi się raczej z wchłanianiem.  
Tonik rewelacyjnie nawilża - nie czuć ściągnięcia skóry, czasami zdarza mi się zapomnieć o kremie na noc. Nie zostawia lepkiej warstwy, fantastycznie koi i uspokaja. Skóra jest odświeżona, zrelaksowana, gładka, miękka.
Dla mnie - bezapelacyjny hit!!

czwartek, 10 listopada 2011

Przegląd maseł Eveline - która seria lepsza?

Gdyby z moją systematycznością używania wszelkich smarowideł do ciała było choćby ciut lepiej niż jest, to nie przerażałaby mnie liczba balsamów/kremów itp. jaką mam :D Z reguły to jest tak, że smaruję się codziennie przez 3-4 dni, a potem odpuszczam na kilka kolejnych.
W poście zaprezentuję masła Eveline, które ostatnio miałam przyjemność używać. Pochodzą z 2 serii - nowszej Spa Professional i starszej (chyba sprzed 2 lat, czy nawet 3) Body Butter.
Obecnie jest u mnie zatrzęsienie maseł tej firmy, ponieważ najpierw kupiłam trzy z nowej serii, które pakowane były w dwupaki ze starszymi, a kilka dni później dostałam te same nowości do testów :D

Spa Professional

Opisy ze strony producenta (www.eveline.eu)

Zniewalający cynamon
Luksusowe masło do ciała o cudownym, zniewalającym zapachu cynamonu dodaje witalności i regeneruje skórę. Pobudza zmysły, działa jak afrodyzjak. Intensywnie pielęgnuje ciało, otulając je wspaniałym zapachem. Aksamitna, szybko wchłaniająca się formuła, to doskonały relaks dla ciała i rozkosz dla zmysłów. Idealnie wygładza skórę, niweluje szorstkość i łuszczenie. Ujędrnia i doskonale nawilża.
ZMYSŁOWE SPA W DOMU!
• WYCIĄG Z CYNAMONU – naturalny afrodyzjak, usprawnia mikrokrążenie, działa ujędrniająco i wygładzająco.
• MASŁO SHEA – odżywia i głęboko regeneruje, uzupełnia cenne lipidy naskórka, przeciwdziałając wysuszeniu i utracie wody.

• OLEJ KOKOSOWY – bogate źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych – nawilża i doskonale regeneruje skórę.
• KWAS HIALURONOWY – silnie nawilża i intensywnie wygładza, nadając skórze elastyczność i gładkość.
• WITAMINA E – „witamina młodości”, silny przeciwutleniacz – zapewnia ochronę przed szkodliwymi czynnikami środowiska.



Soczyste mango
Luksusowe masło do ciała o smakowitym, zniewalającym zapachu soczystego mango napełnia energią i orzeźwia skórę. Pobudza zmysły i intensywnie pielęgnuje ciało. To owocowy raj dla ciała i rozkosz dla zmysłów. Aksamitna, szybko wchłaniająca się formuła zapewnia skórze miękkość i satynową gładkość. Idealnie wygładza skórę, niweluje szorstkość i łuszczenie. Ujędrnia i doskonale nawilża.
ZMYSŁOWE SPA W DOMU!
• WYCIĄG Z MANGO – naturalne źródło witamin C i E, doskonale nawilża, przywraca skórze elastyczność i młodzieńczy wygląd.
+ Masło Shea, kwas hialuronowy, Witamina E (opisy przy maśle cynamonowym)


Zmysłowa oliwka
Luksusowe masło do ciała o cudownym, ciepłym zapachu odpręża i regeneruje skórę. Koi zmysły i intensywnie pielęgnuje ciało, otulając je relaksującym zapachem. Aksamitna, szybko wchłaniająca się formuła to doskonały relaks dla ciała i rozkosz dla zmysłów. Idealnie wygładza skórę, niweluje szorstkość i łuszczenie. Przywraca miękkość i satynową gładkość, zapewniając głębokie nawilżenie i długotrwałą regenerację.
ZMYSŁOWE SPA W DOMU!
• OLIWA Z OLIWEK – działa łagodząco, nawilżająco i wygładzająco oraz sprawia, że skóra staje się wyjątkowo miękka i jedwabista.
• WYCIĄG Z LIŚCI OLIWNYCH – ujędrnia, wzmacnia i uelastycznia skórę, chroniąc ją przed starzeniem.

+ kwas hialuronowy, Witamina E (opisy przy maśle cynamonowym) 


Masła faktycznie mają konsystencję light - nie są ciężkie, tłuste ani klejące, choć początkowo czuć delikatnie lepką warstwą, która na szczęście szybko znika.
Masła szybko się wchłaniają, dobrze nawilżają (dla osób wolących bardziej treściwe balsamy/masła i mających bardzo suchą skórę mogą okazać się z byt słabe) i oprócz zapachu nic ich nie różni od siebie. 
Ulubieńca mogę więc wskazać tylko kierując się walorami zapachowymi. Zdecydowanie najbardziej podoba mi się zapach masła cynamonowego *.* Nie jest on przytłaczający ani zbyt duszący (jak w przypadku maseł Farmony), pachnie bardzo przyjaźnie do nosa :) Zapach długo się utrzymuje, zwłaszcza na piżamie - czuć jeszcze 2 dni po użyciu. Z uwago na zawartość cynamonu powoduje pieczenie skóry :/ To już niezbyt mi się podoba, ale czytałam kiedyś, że z tym należy się liczyć kupując kosmetyk z cynamonem. Oprócz pieczenia pojawia się lekkie zaczerwienieni skóry.
Następne jest oliwkowe - jest to inna oliwka niż np. w kosmetykach Ziai czy Planet Spa z Avonu.  Jest delikatny, świeży. Przyjemny :)
Mango ... Nie, jakoś nie lubię kosmetykowej wersji zapachu mango ... Podobnie jak np. w żelu TBS zamiast mango czuję oranżadowe bąbelki :/ Mam balsam w dużej butli, też Eveline i tez mango - tutaj trafili z zapachem soczystego mango :)

Body Butter

Gdy pojawiła się ta seria zdecydowałam się na wersję sezamową, teraz używam 2 pozostałych - z makadamią i migdałami.


Noooo te masełka być może nie powalają zapachami (nie mają jakiegoś konkretnego zapachu, ale są intensywne, słodkawe), ale działaniem owszem :D Są zdecydowanie bardziej gęste i cięższe niż opisywane wcześniej. Idealne dla osób o bardzo suchej skórze, zwłaszcza migdałowe (jeszcze rano czuć warstewkę masełka na skórze). W sklepach już ich raczej nie spotkacie, chyba, że w dwupakach z tymi z serii Spa Professional.

Nature Line
Jest jeszcze trzecia seria - Nature Line
Zdjęcia ze strony www.eveline.eu, znajdziecie tam też opisy (musiałam je usunąć, bo wyszło za dużo znaków)

 Z czterech kremów miałam tylko jeden - Kozie mleko. Konsystencję ma lekką, powoli rozrzedzającego się budyniu. Zapach jest dosyć intensywny i słodki. Dla mojej suchej, szorstkiej skóry okazał się za słaby, ale dla bezproblemowej będzie odpowiedni.

wtorek, 8 listopada 2011

Wibo - lakier Express Growth nr 345

Tytuł bloga "Lakierowy Zawrót Głowy" a zawartość zaczęła temu przeczyć ;) Wypadłam z wiru zakupów lakierowych i zmieniania koloru paznokci codziennie czy co drugi dzień. Jest to spowodowane nie tylko ograniczonym czasem, ale także stanem skorek i paznokcie, których nie mogę doprowadzić do ładu :/
Nic to, dziś pokażę Wam kupiony ostatnio Wibo nr 345 - fioletowo-szary duochrom :D Zrobienie zdjęć po przyjściu z pracy byłoby niemożliwe (po 16 jest już buro), więc wzięłam aparat do pracy i po problemie :)



Im więcej pada światła na lakier, tym większa powierzchnia fioletowego koloru o intensywniejszym odcieniu. Cudo :D
W pełnym słońcu (fantastyczna pogoda :D) efekt jest mocno metaliczny.

Wszystko pięknie ładnie, ale widzicie pewne niedociągnięcia. Lakier jest dosyć gęsty i trudno się nim maluje. Pojawiły się bąbelki powietrza i nierówności - lakier długo schnie, dodając do tego "oduczenie się" malowania paznokci efekt jest nie do końca zadowalający. Można powiedzieć, że zapomniałam o cierpliwości :/
Na pewno wypróbuję go jako lakier nawierzchniowy na szary i fioletowy lakier :)

poniedziałek, 7 listopada 2011

Rossmann - Isana - woda brzozowa

Nie jestem tzw. maniaczką włosową, zwłaszcza, że moje włosy są bardzo wybredne i oporne na wszelkiego rodzaju odżywki, maski itp. Jedyne co im służy w pielęgnacji to olej kokosowy (użyty przed myciem na suche włosy), 2 czy 3 sera z Avonu i ... woda brzozowa Isana z Rossmanna.



Opis producenta:

Preparat do intensywnej pielęgnacji włosów normalnych i z łupieżem.
Wysoko-odżywcze ekstrakty z liści brzozy pielęgnują włosy i rewitalizują skórę głowy. Prowitamina B5 nadaje włosom połysk i wzmacnia je.
Dzięki specjalnemu połączeniu aktywnych substancji
- poprawia się ukrwienie skóry głowy,
- włosy stają się mocniejsze,
- nabierają blasku i objętości, a łupież znika.

Skład: Aqua, Isopropyl Alcohol, Propylene Glycol, Glycerin, Betula Alba Leaf Extract, Betula Alba Juice, Alcohol Denat., Sodium Benzoate, Panthenol, Parfum, Potassium Sorbate, Citric Acid, Peg-60 Hydrogenated Castor Oil, CI 19140


Za niecałe 6 zł (w promocji nawet mniej) kupujemy półlitrową butlę. Dla moich włosów jest to fantastyczny kosmetyk, za śmieszne pieniądze.
Oczywiście nie byłyby sobą, gdyby nie reagowały lepiej na inny sposób użycia niż podaje producent. Na butelce czytamy, żeby wody nie spłukiwać, natomiast u mnie to zupełnie się nie sprawdza. Idealnym rozwiązaniem jest nałożenie dużej ilości wody na suche włosy, tak, aby stały się całkiem mokre, upięcie spinkami-klamerkami (takimi jak u fryzjera) i trzymanie jak najdłużej (stosuję więc wtedy, gdy mam minimum godzinę na taką zabawę), po czym zmycie szamponem. Włosy są miękkie, błyszczące i zdecydowanie dłużej świeże - po takim kompresie włosy myję co trzeci a nie co drugi dzień, a nawet i wtedy nie ma aż takiej "tragedii", żebym koniecznie musiała je umyć.
Cudownie koi podrażnioną skórę głowy (szampon, którym podbijałam kolor włosów nie wpływa zbyt dobrze na skórę), nie zauważyłam wysuszenia włosów. 
Dla mnie hit :)


niedziela, 6 listopada 2011

Wibowskie lakierowe zakupy

Dawno żaden lakier w szafie Wibo nie przykuł mojego wzroku, nawet z 3 nowych serii: French Duo Color, Crocodile Skin i So Matte. Ale w końcu coś się ruszyło :) Nie wiem, jak długo są dostępne nowe kolory w serii Express Growth, zwróciłam na nie uwagę  w czwartek. Spodobały mi się 2 kolory - nr 345 i nr 354:



Nr 354 to róż z niebieskimi malutkimi drobinkami - jest uroczy! Wydaje mi się, że lepiej będzie wyglądał na innym różowym lakierze, który podbije jego kolor.


Nr 345 to fioletowo-szary duochrom. Jestem bardzo ciekawa, jak będzie się prezentował na paznokciach.


czwartek, 3 listopada 2011

Eveline - błyszczyk Colour Celebrity nr 563

Najnowszy błyszczyk w mojej kolekcji - Eveline Colour Celebrity nr 563. Nazbierało się ich trochę, podobnie jak szminek. Czy Wy też tak macie, że wpadacie z mani błyszczykowej w szminkową i tak w kółko? Teraz jestem na etapie szminkowo-błyszczykowym, głównie przez ten właśnie błyszczyk. Ale po kolei ;)

Opis ze strony producenta: (www.eveline.eu)
Błyszczyk posiada innowacyjną formułę Mega Shine System, zapewniającą ustom zmysłowy i wibrujący blask i wizualne powiększenie.
Kosmetyk ma delikatną, nieklejącą konsystencję i wyjątkowo przyjemny owocowo-waniliowy zapach.
Błyszczyk zawiera niezwykle cenne składniki pielęgnujące delikatną skórę ust:
- Polimery i olejki mineralne - dogłębnie nawilżają, wygładzają i intensywnie odżywiają naskórek.
- Witaminy E i C – chronią przed szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych, mają właściwości odmładzające.
- Specjalne barwniki i połyskujące drobinki - optycznie powiększają usta i sprawiają, że lśnią niczym tafla wody.
Błyszczyk ma eleganckie opakowanie, które stanie się ozdobą każdej damskiej torebki. Wygodny i precyzyjny aplikator w formie miękkiej gąbeczki ułatwia makijaż.
Efekty:
- wyjątkowo gładkie i zmysłowe usta
- optyczne powiększenie i olśniewający blask
- delikatny naskórek dogłębnie nawilżony i odżywiony


Opakowanie - dla niektórych eleganckie, dla niektórych lekko tandetne, wystylizowame na luksusowe ("złota" nakrętka ze wzorem) - tak czy inaczej jest na pewno estetyczne i nie zapowiada się na to, aby szybko popękało.
Kolor, który mam (563) jest jasnym perłowym różem dodatkowo z kolorowym brokatem.


W opakowniu odcień jest jak najbardziej "mój", jednak na ustach okazuje się być o wiele jaśniejszy, wręcz rozbielony. Mam brązowe oczy, brązowe włosy, wyraziste rysy i niezbyt mi taki odcień pasuje. Błyszczyk nieustannie kojarzy mi się z delikatną niebieskooką blondynką ;)
Oprócz perłowej bazy usta rozświetla kolorowy brokat, którego raczej unikam w błyszczykach.  


Używanie solo z pewnością u mnie odpada, ALE ...
Lubię eksperymentować, zwłaszcza z kosmetykami, które mimo nieodpowiedniego koloru chcę wykorzystać, bo mają inne walory. Błyszczyk okazuje się świetny pod względem konsystencji i działania. Trafniej byłoby go nazwać balsamem, ponieważ właśnie taką ma konsystencję - jest miękki, satynowy w przeciwieństwie do kosmetyku powszechnie znanym jako "błyszczyk", który przeważnie jest klejący i nie daje takiej miękkości. Jak balsam bardzo dobrze nawilża i chroni usta, które się nie kleją - uwielbiam taki komfort :)
Powyższe zalety zdecydowanie przeważają "nie mój" kolor i jak wspomniała, zaczęłam eksperymentować - strzałem w 10 okazało się nakładanie go na szminki! Idealnie komponuje się ze wszystkimi szminkami, które mam, nadając im delikatny połysk (nawet brokat mi wtedy nie przeszkadza, bo staje się bardzo dyskretny) gubiąc tym samym "płaskość" szminki, zmiękcza i nawilża usta, nie mówiąc już o tym, że nawet nałożony na szminkę, w której niezbyt dobrze się czuję ze względu na kolor - spisuje się świetnie (ciekawe - szminka i błyszczyk w nie do końca odpowiednim kolorze zastosowane razem dają odwrotny efekt :) ).

Paleta błyszczyków składa się z 12 kolorów - z pewnością znalazłabym odpowiedni kolor dla siebie. Przyznam, że byłoby świetnie, ponieważ błyszczyk zachwycił mnie konsystencją i działaniem na skórę ust.



środa, 2 listopada 2011

TAG: Lakiery na jesień

Nadrabiając zaległości blogowe, trafiłam na ciekawy tag na blogu Em. Tag ma charakter otwarty, a temat na tyle interesujący (ile razy można odpowiadać na pytania o sobie), że z chęcią podzielę się z Wami moimi jesiennymi typami.
Mój wybór kolorów zapewne nie będzie oryginalny - przeważać będą kolory stonowane, częściej będę używać lakierów ciemnych, nie żebym ulegała jakimś wytycznym - po prostu źle się czuje o tej porze roku np. z żółtymi paznokciami czy błękitnymi. Aby nie było zbyt smutno, złamane brązo-szarości, fiolety, brudne granaty, urozmaicę intensywnymi różami i czerwieniami.
Poniżej kilka wybranych lakierów z każdej z grup kolorystycznych, o których pisałam wcześniej.
Do taga zapraszam wszystkie z Was, które mają chęć podzielenia się swoimi typami.




Polecane posty

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...