środa, 27 lutego 2013

Ankieta - 4 sposoby na znalezienie poszukiwanych informacji na moim blogu

Na moim blogu macie 4 możliwości wyszukiwania interesujących Was np. recenzji:

1. przez strony - znajdziecie tam linki do konkretnych recenzji
2. wyszukiwarkę (od kilku tygodni nie wiem czemu nie działa, przywróciłam więc pasek nawigacyjny - wystarczy najechać myszką na górę strony i się pokaże))
3. etykiety
4. archiwum bloga





Która forma jest dla Was najbardziej użyteczna?


Pytanie jest nie bezpodstawne - zastanawiam się, czy nie usunąć któregoś rozwiązania, czy to nie jest za dużo.

W prawej kolumnie zamieściłam ankietę - możecie zaznaczyć kilka odpowiedzi.

wtorek, 26 lutego 2013

Lakier Golden Rose - Rich Color - nr 17

Kolejny lakier poprawiający nastrój w tę chlapę - wczoraj była piękna, wręcz wiosenna pogoda, a dzisiaj już szaro, buro, od rana siąpi deszcz, aż ciekawe co będzie jutro.

Dzisiaj chcę Wam pokazać jeden z lakierów ze stosunkowo nowej serii Golden Rose Rich Colour.

Mój ma nr 17 i jest to mocny, intensywny koral, z czerwonymi tonami. Lubię takie soczyste i zdecydowane kolory (zdjęcia musiałam wyostrzyć, bo kolor wychodził zbyt blado). Nawet w zimie, a może właśnie SZCZEGÓLNIE w zimie.


Nie da się go nie zauważyć - daje po oczach ;)

Generalnie nie lubię szerokich pędzelków, ale tym operuje się zaskakująco wygodnie.

Lakier ma gładką konsystencję, ładnie kryje płytkę - bez prześwitów, bez smug, śladów od włosków pędzelka i bez pęcherzyków powietrza.


Zdecydowanym atutem jest szybkie schnięcie i całkiem dobra trwałość.
Jestem ciekawa innych kolorów, ale niestety nie widziałam w żadnej drogerii :(



Znacie tę serię lakierów GR? 


poniedziałek, 25 lutego 2013

Farmona - Blue lagoon - Ekskluzywny tonik do twarzy

Na początku roku przedstawiłam Wam biokrem pod oczy z serii Blue Lagoon polskiej firmy Farmona. Do kompletu dostałam tonik z tej samej serii i dzisiaj kilka słów właśnie o nim.


Opis producenta:

Delikatny tonik, bez zawartości alkoholu oczyszcza, odświeża i tonizuje skórę, przywracając jej naturalne pH.
Dzięki zastosowaniu najwyższej jakości składników aktywnych tonik głęboko i skutecznie nawilża skórę oraz łagodzi i koi podrażnienia, likwidując napięcie skóry. Pozostawia przyjemne uczucie świeżości i orzeźwienia oraz sprawia, że skóra staje się delikatna i aksamitnie gładka.
Sposób użycia: Tonik nanieść na płatek kosmetyczny i delikatnie przetrzeć skórę twarzy, szyi i dekoltu. Stosować rano i wieczorem, a także w ciągu dnia w celu odświeżenia skóry.
200 ml

Moja opinia:

Tonik nie przekonał mnie do siebie w 100%, choć czytałam o nim ogólnie pozytywne recenzje - co skóra to inne wymagania. 

Plusem jest na pewno brak uczucia ściągnięcia skóry i lekkie odświeżenie, ale za to czuję klejenie - skóra nie jest gładka, miękka a klei się i niestety nie znika to zbyt szybko.

Jeśli skóra jest podrażniona, tonik może ją dodatkowo podrażnić, lekko zaczerwienić skórę, co ostatnio dla mnie jest szczególnie ważne.

Zapach toniku jest delikatny - odbieram go jako morsko-cytrusowy, dla mnie przyjemny, choć wiadomo, że gusta są różne.

Najbardziej podoba mi się opakowanie - u mnie najlepiej sprawdza się butelka z dozownikiem choćby dlatego, że nie muszę toniku wyciągać z szafki, tylko podkładam wacik, naciskam 1-2 razy i gotowe :) Taka forma aplikacji poprawia też wydajność kosmetyku.

Kosztuje 15-17 zł co przy takim wpływie na mają skórę jest zbyt dużym i nie potrzebnym wydatkiem.



Znacie ten tonik? Jak się u Was spisuje?

niedziela, 24 lutego 2013

Miły akcent na zakończenie tygodnia - paczka od FlosLek

Miniony tydzień był drugim z kolei męczącym i intensywnym zarówno w pracy jak i prywatnie. Z niecierpliwością oczekiwałam na ... niedzielę (piątku nie, bo od razu po pracy czekały mnie zajęcia na studiach podyplomowych od 16 do 20, w sobotę z kolei od 8 do 16).
Oczekiwanie na chwilę oddechu zdecydowanie uprzyjemniła mi paczka od firmy FlosLek :)


          


W paczce znalazłam 10 kosmetyków, wśród których znalazłam 3 z serii Emoleum, która już jakiś czas temu mnie zaciekawiła.


Kilka produktów już włączyłam do pielęgnacji, natomiast te z serii Sun Care muszą poczekać do lata.

Niedawno zamieściłam recenzję tropikalnego żelu z serii Natural Body - ciekawa jestem, czy otrzymany teraz opuncja+biała herbata spisze się równie świetnie :)



Macie doświadczenia z  powyższymi kosmetykami lub innymi tej firmy?



sobota, 23 lutego 2013

L'Orient - Savon noir a la Rose de Damas - czarne mydło z różą damasceńską

Nawet nie przypuszczałam, że zapowiedź najbliższych recenzji aż tak zmobilizuje mnie do działania.
Minęło kilka dnia a a wraz z dzisiejszą recenzją prawie połowa z planu wykonana :)

Na czarne mydło Savon Noir a la Rose de Damas skusiłam się zupełnie spontanicznie na otwarciu w moim mieście Mydlarni u Franciszka. Obietnica producenta o dokładnym oczyszczeniu skóry z zanieczyszczeń i toksyn zapewniając przy tym odpowiednie nawilżenie i ukojenie pobudziły wyobraźnię sprawiając, że szybko podjęłam decyzję o kupnie.


I nie żałuję. Rzeczywiście świetnie oczyszcza - skóra aż piszczy, ale nie jest nadmiernie wysuszona i ściagnięta, ale też szczególnie nawilżona nie jest. Krem nawilżający wchłania się błyskawicznie, twarz jest gładka, promienna i odprężona.

Mydło można używać na dwa sposoby - do mycia twarzy lub jako maseczkę. Ja wybrałam ten drugi - myślę, że mając to mydło dłużej na twarzy w większym stopniu można zauważyć jego działanie.

Właściwie sposoby są trzy - można nakładać je także na całe ciało. Sama nie próbowałam, ale podobno efekty są niesamowite.

Konsystencja jest kłopotliwa w aplikacji - mydło jest jak guma, ciągnie się jak glut. Jednak dla efektu warto się pomęczyć.


Przed chwilą przeczytałam 2 recenzje tego mydła i ... szczerze się zdziwiłam, bo autorki wspominają o drobinkach peelingujących. Moje nie ma.

Jak wspomniałam mydło kupiłam w stacjonarnym sklepie Mydlarnia u Franciszka (mają też sklep internetowy).
Kosztuje tam 28 zł co biorąc pod uwagę pojemność(100g) nie jest wygórowaną ceną.


Znacie Savon Noir? Jakie są Wasze odczucia?


czwartek, 21 lutego 2013

Szampon Hesh - Neem

Dawno, dawno temu zamówiłam kilka kosmetyków w sklepie Helfy.pl.
O ile sam sklep bardzo polecam (doradzą, szybko wyślą paczkę), tak drugi zamówiony szampon Hesh mnie rozczarował.


Opis ze strony Helfy.pl

 Unikalna receptura tego szamponu zawierającego ekstrakt z neem sprawia, że włosy są zdrowe aż po same końce. Składniki kondycjonujące zawarte w szamponie sprawiają, że włosy stają się bardziej miękkie i lśniące. Niezwykle skutecznie usuwa łupież, zapobiega też jego powstawaniu.

Skład: aqua (water), sodium laureth sulfate, cocamide dea, glycol stearate, olive oil peg-7 esters, parfum, cocamide mea, cocamidopropyl betaine, sodium peg-7 olive oil carboxylate, melia azadirachata (neem ) leaf extract, dimethiconol, tea-dodecylbenzenesufonate, rosmarinus offcinalis oil, disodium edta, polyquaternium-7, phyllanthus emblica (amla ) fruit extract, lawsonia inermis (henna) leaf extract, trigonella foneum-graecum (methi) extract, ocimum basilicum (tulsi ) leaf extract, phentanol, phenoxyethanol, propylene glycol, sodium benzoate


Tę wersję kupiłam w małej butelce 100ml. I całe szczęście. Jestem z niego tak samo niezadowolona jak z Amli.
W zasadzie są bardzo podobne - taka sama konsystencja, taki sam kolor (zdjęć nie zamieszczam, są w recenzji szamponu Amla) i zapach też taki sam. I "działanie" również.
Na pierwszy rzut oka składy mają bowiem bardzo do siebie zbliżone - od razu można zauważyć zamianę pozycji neem i amli w zależności od wersji.

Wbrew temu co pisze producent, nie zauważyłam, żeby włosy były miękkie i lśniące - wręcz przeciwnie.

Czy usuwa łupież? Nie wiem, bo nie mam z nim problemów.
Zauważyłam za to, że używając tego szamponu często swędziała mnie skóra głowy.

Tę małą buteleczkę wymęczyłam z wielkim bólem. Nie polubiliśmy się.


Znacie szampony Hesh?

Jakie macie o nich zdanie?


środa, 20 lutego 2013

Lakier Virtual - Street Fashion - Purple fever

Jak zauważyłyście w poprzednich wpisach zmieniłam czcionkę podpisu zdjęć.
Mam jednak na dysku przygotowane zdjęcia wg. poprzedniego stylu, stąd przez jakiś czas pojawiać się będą jeszcze właśnie takie zdjęcia.

Czy pisałam już, że bardzo lubię lakiery Virtual? Są zdecydowanie moimi faworytami! Bajeczne kolory, szeroki wybór, łatwe nakładanie i elegancki "lekki" wygląd na paznokciach (niektóre lakiery wyglądają na paznokciach dosyć topornie - zauważyłyście takie zjawisko?).

Jednym z lakierów, który często gości na moich paznokciach jest Purple Fever.


Jest to czysty fiolet, fioletowy fiolet, bez domieszek różu czy niebieskości. Długo takiego szukałam!

Marzy mi się cień o jak najbardziej zbliżonym kolorze do tego lakieru. Jeśli macie jakieś typy, koniecznie piszcie w komentarzach :)


Jak i inne lakiery Virtual nakłada się bardzo łatwo i gładko - nie jest ani za gęsty ani za rzadki.
Nie marze się po płytce, równo ją pokrywa nie tworząc prześwitów.

W zasadzie tak na uparteo już jedna warstwa by wystarczyła, ale jednak po drugiej kolor zyskuje głębię.

Te jakby bąbelki na palcu wskazującym to nie defekt lakieru - w trakcie malowania nie zauważyłam, że przykleił się do paznokcia fragment włosa - na wyciągnięcie było za późno.


Plusem jest także szybkie schnięcie, przyzwoita trwałość i ładny połysk.

Dla mnie bomba :)

Chcę więcej!

Znacie lakiery Virtual?

wtorek, 19 lutego 2013

FlosLek - Natural body - Tropikalny żel pod prysznic noni i czarna porzeczka

Dzięki akcji HexxBox mam przyjemność testować żel pod prysznic i 2 masełka do ciała polskiej firmy FlosLek. Prawie od razu zaczęłam używać żelu i już mogę Wam co nie co o nim napisać.


Opis producenta:

Delikatnie oczyszcza skórę, odświeża i pielęgnuje. Nie powoduje nadmiernego wysuszania i złuszczania naskórka.
Gładka, pięknie pachnąca, odpowiednio nawilżona skóra.
Łagodny żel do mycia ciała wzbogacony ekstraktem z noni, który działa wzmacniająco i kojąco oraz intensywnym zapachu czarnej porzeczki. Polecany do każdego rodzaju skóry

Moja opinia: 


Żel jest kosmetykiem niezbyt wdzięcznym do recenzowania. Generalnie ma spełniać swoje działanie - ma myć, więc o czym by tu można więcej pisać? A można.

Dla mnie ważną kwestią jest działanie żelu na skórę. Cudów nie wymagam, wszak żel balsamu czy innego smarowidła do ciała nie zastąpi, ale dużym plusem jest, jeśli dodatkowo nie wysuszy skóry.

I ten taki właśnie jest.
Co więcej, śmiem twierdzić, że jednak w pewnym stopniu pełni rolę balsamu.
Nie, nie, to nie tak, że całkiem mogę o nim zapomnieć, ALE przez te 2-3 dni faktycznie skóra nie dopomina się dodatkowego nawilżenia. Nie jest ściągnięta, szorstka, a wręcz przeciwnie. Świetna opcja na krótki wyjazd.
Myślę, że jest to zasługą konsystencji - żel jest dosyć gęsty, śliski, jakby lekko tłustawy (nie aż tak jak oliwka). Jest przy tym wydajny (zdjęcie zrobiłam po ponad 1,5 tygodniowym codziennym użyciu tego żelu).

Zapach ma mocny, Wyraźnie czuć go w trakcie mycia, a także zostaje na skórze przez jakiś czas po kąpieli.
Sam zapach jest kwestią gustu - mi się podoba (i mojemu mężowi też). Choć przyznam, że delikatnie mnie dziwi porzeczkowy zapach żelu określonego jako tropikalny.

Zamknięcie butelki zabezpieczone jest przed otwarciem, więc wybierając wersję zapachową musimy zdać się na intuicję.

Żel należy do tych raczej o wysokiej jak na żel cenie - kosztuje ok 13-15 zł. Dla mojego portfela cena taniego żelu mieści się w kwocie 10 zł. Niemniej jednak myślę, że warto raz na jakiś czas sięgnąć po ten z FlosLeku, bo dobrze działa na skórę, a przypomnę, że moja nie lubi większości żeli, po których jest napięta, szorstka i swędzi.


Znacie żele FlosLeku z serii Natural Body?


Miałyście którąś z wersji? 


Jakie są Wasze wrażenia?




poniedziałek, 18 lutego 2013

Dermedic - Emolient Linum - olejek do kąpieli

Recenzję olejku Emolient Linum już zamieszczałam (TUTAJ), ale druga musi się pojawić. Musi, bo od niedawna olejek stosuję jak przykazał producent, a to zmienia postać rzeczy ;)



Niby czytałam "instrukcję obsługi", ale chciałam być mądrzejsza i nie do końca stosowałam się do niej. Błąd, i to wielki, polegał na tym, że po kąpieli w tym olejku używałam jeszcze żelu pod prysznic! Istna profanacja! Fakt faktem, że i tak skóra była inna w dotyku niż po samym żelu, ale z jakiegoś powodu producent "zabrania" wycierania ręcznikiem, a co dopiero użycia żelu. Coś w tym musi być.
I rzeczywiście.

Za mną trzy kąpiele z użyciem olejku (a bez żelu ;) ). Po kąpieli nie spłukuję się nawet pod prysznicem, tylko lekko wycieram ręcznikiem, a nawet nie tyle, że wycieram, a raczej przykładam delikatnie ręcznik.

Efekt jest świetny! Skóra nie wymaga nałożenia balsamu i jest miła w dotyku. Znika szorstkość i swędzenie.
Raz w tygodniu (w soboty, bo wtedy mam więcej czasu) robię taką emolientową kąpiel - wpisałam już ją do rytuałów, a apetyt na tego typu kosmetyki gwałtownie wzrósł. I tak w koszyku perfumerii Henri.pl (przejrzyjcie ofertę, mają dobre ceny) wylądowały m.in. olejki i emulsje Emolium i Oillan.


Jakich kosmetyków najczęściej używacie do kąpieli?


Stawiacie tylko na pachnące i pieniące się umilacze czy może, tak jak ja, sięgacie co jakiś czas po "apteczne" olejki i emulsje?

piątek, 15 lutego 2013

Poranna i wieczorna pielęgnacja twarzy

Już od 3 tygodni inaczej dbam o skórę twarzy (powód opisałam TUTAJ) i widzę, że to jej bardzo służy. Za delikatną pielęgnację, a przy tym mocno nawilżającą odpłaca się gładkością, komfortem i brakiem niespodzianek.
Istotną zmianą jest wprowadzenie wody termalnej i kostki myjącej La Roche-Posay - są to nowe pozycje w mojej pielęgnacji i dużo wskazuje na to, zostaną na stałe.
W pierwszym etapie przywracanie skóry do ładu 3 kosmetyki składały się na pielęgnację - oprócz wody i kostki były to duże ilości Physiogelu (nakładane nawet kilka razy dziennie). Gdy już wysypka zniknęła, ściągniecie i podrażnienie zniknęło, powoli wprowadzałam "normalne" kosmetyki, aczkolwiek bałam się tego.

Aktualnie moja pielęgnacja wygląda tak:

RANO:


Żel z białą herbatą - Avon:


krzywdy mi nie robi. Nie podrażnia skóry, nie powoduje, że jest zaczerwieniona. Jest łagodny i bardzo go lubię (to moja druga buteleczka). Szkoda, że już go nie ma w ofercie.

Woda termalna - La Roche-Posay:

Używam jej zamiast toniku. Nawet nie wiedziałam, że może tak świetnie działać! Miałam już kiedyś wodę termalną, jednak dopiero teraz, po tych przejściach z cerą dostrzegam jej działanie i zalety. Wcześniej uznałam ją za zbędny wydatek - bo i nie miałam potrzeby jej używać.
Koi, uspokaja skórę, nawilża, nie ściąga jej, nie zostawia klejącej warstwy. Skóra nie wymaga natychmiastowego nałożenia kremu. Ma już stałe miejsce w pielęgnacji.

Physiogel

To mój ulubiony krem. Tylko jego nałożenie powodowało minimalne pieczenie skóry. Po innych (próbowałam dermoprotektora Cetaphil, balsamu do twarzy też Cetaphilu i kremu Emolient Linum Dermedic) pieczenie było zdecydowanie większe.
Sukcesywnie przywracał odpowiednie nawilżenie skóry i w rezultacie pożegnałam się z uczuciem naciągnięcia skóry i wrażenia, że zaraz popęka.


WIECZÓR:

Najczęściej wygląda tak:



Czasami, gdy czuję, że woda będzie lepszym wyborem, stosuję ją zamiast toniku:


W sytuacjach ekstremalnych, gdy więcej przebywam na zewnątrz i skóra jest lekko zaczerwieniona od mrozu czy wiatru, stosuje dodatkową warstwę kremu, który spotęguje łagodzące działanie kostki i wody termalnej:


Micel Sensibio - Bioderma:

Początkowo zmycie twarzy micelem nie wchodziło w rachubę. Niby jest do cery wrażliwej, a jednak powodował lekkie pieczenie i zaczerwienienie. Myłam twarz tylko kostką myjącą (na dzień zrezygnowałam z makijażu, nawet oczu bo i na powiekach miałam wysuszone placki i tą drobną kaszkę mannę), micel wprowadziłam, gdy już ten najgorszy etap miałam za sobą.

Kostka Lipikar z La Roche-Posay:

U mnie spisuje się świetnie! Twarz jest zdrowo jasna, bez zaczerwienienia, nie jest wysuszona i nie domaga się od razu kremu. Zdecydowanie bardziej mnie satysfakcjonuje niż naturalne mydła ręcznie robione. Plus za bardzo delikatny zapach.

Tonik Corine de Farme:

Nie zawsze się sprawdza, dlatego czasem zastępuję go wodą termalną.
Woda termalna zdążyła mnie już przyzwyczaić do gładkiej i miękkiej skóry, bez uczucia lepkości. Ten tonik pozostawia właśnie taką warstewkę, lekko klejącą, no i też czasami skóra jest po nim zaczerwieniona.

Krem-ratunek Pharmaceris A Sensilium:

Do bardzo wysuszonej skóry jest zdecydowanie za słaby. Z tego powodu na początku stosowania nie byłam zadowolona z poziomu nawilżania - wchłaniał się ekspresowo, do matu, zostawiając przy tym skórę nadal napiętą. Nie było mowy o tłustej, świecącej warstwie, na którą narzekały osoby recenzujące ten krem na Wizażu. Gdy skóra odzyskała odpowiednie nawilżenie krem sprawuje się całkiem dobrze, zwłaszcza, że faktycznie łagodzi podrażnienie i zaczerwienienie. Skóra się uspokaja, zaczerwienienie szybko mija. Nadal używam pod Physiogel, bo sam jednak nie daje mi w 100% takiego nawilżenia, jakiego potrzebuję.


Można powiedzieć, że zupełnie przez przypadek odkryłam świetne kosmetyki (mam tu na myśli wodę termalną i kostkę), które na stałe zagoszczą w mojej pielęgnacji.
Od wielu, wielu lat byłam fanką toników - dopiero teraz widzę, że faktycznie jest różnica w skórze po zastosowaniu toniku a wody termalnej.

Wiele z Was zapewne dobrze zna uroki wody termalnej - u mnie niedawny niespodziewany kaprys skóry spowodował, że dostrzegłam jej zbawienny wpływ. Jak pisałam wcześniej, kilka lat temu miałam wodę termalną, ale używałam jej bez większego przekonania, nie widziałam jej przewagi nad tonikami. Ale też wtedy woda nie miała okazji pokazać w całej krasie co potrafi.



Czy Wy dokonałyście podobnego odkrycia, bo akurat miałyście potrzebę zmiany pielęgnacji skóry twarzy lub ciała?


środa, 13 lutego 2013

E-torebka 10% taniej!


Do 15.02 każda e-torebka nie 5%  a 

10 % taniej!


aby skorzystać z tej walentynkowej promocji w trakcie zamówienia trzeba podać kod rabatowy, np. mój:

132163cb

 

 

Mam 4 torebki z e-torebki a przez tą promocję chodzi mi po głowie myśl zakupu kolejnej.


EDYCJA POSTU:

no i kupiłam:

KATY



wtorek, 12 lutego 2013

Słaba ta moja silna wola

Moja silna wolna chyba odpoczywa ... Luty zapowiadał się tak pięknie. Niestety dzisiaj znowu coś wpadło mi w ręce.


Piankę Decubal planowałam kupić "kiedyś tam" - nie potrzebuję jej na "już", ani też na "jutro". Ale cóż ... Na wystawie niepozornego osiedlowego sklepu zielarskiego zobaczyłam plakat Decubal, weszłam i ... przepadłam (sklep może zbyt niskich cen nie ma, ale za to można tam znaleźć kosmetyki, których na próżno szukać w sieciówkach).

Faktycznie, Decubal stoi dumnie na półkach, podobnie jak np. rosyjskie kosmetyki do włosów (które można zamówić np. na Bioarp.pl).

Wdałam się w pogawędkę z miłym panem właścicielem, w której nie omieszkałam wyrazić ubolewania, że sklep nie jest samoobsługowy i nie można wszystkiego dokładnie pooglądać i poczytać opisów. Pan tylko bezradnie rozłożył ręce powołując się na zbyt mało miejsca.
Nie lubię tego, o wszystko trzeba prosić, dodatkowo o sprawdzenie cen (nie wszystkie kosmetyki mają cenę na opakowaniach), więc zakupy są mało komfortowe. Niemniej jednak co jakiś czas tm zaglądam i przeważnie nie wychodzę z pustymi rękami.

Aaaaa, pianka kosztowała niecałe 24 zł. Biorąc pod uwagę lekko zawyżone ceny w tym sklepie sądzę, że można kupić taniej.

W tym samym sklepie sięgnęłam po 2 maseczki w saszetkach Mincer Pharma:


Bardzo dobrze wspominam i co jakiś czas wracam do dwóch innych maseczek tej firmy: miodowo-melonowej i z morelą i awokado, więc nie miałam obaw co do wyboru. Mam nadzieję, że będę co najmniej tak samo zadowolona.

Cena: 3,20zł/szt (z uwagą jak powyżej).



I muszę się jeszcze pochwalić: długi weekend majowy spędzimy z mężem we Włoszech :) Przyda nam się taki relaks.
Mam tylko nadzieję, że nie będzie powtórki z tamtego roku, kiedy to dzień przed wyjazdem do Paryża złapała mnie grypa żołądkowa.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Joanna - Z apteczki babuni - kąpiel solankowa o zapachu róży i o zapachu bzu

Niepozorna duża butla (nawet bardzo duża - 700 ml), za proporcjonalnie niską cenę (ok 8 zł), średniej urody, a jakie cudo kryje!! Istne cudo dla zmysłów i nawet dla ciała jakim jest:

kąpiel solankowa jodowo-bromowa różana i o zapachu bzu


Na dodatek to cudo jest naszej rodzimej firmy Joanna.



Pierwszą wybraną przeze mnie wersją był zapach bzu - uwielbiam ten aromat, więc nie mogło być inaczej. Zwłaszcza, że zapach jest bardzo sugestywny, naturalny i mocny na tyle, że go czuć, ale równocześnie nie powoduje bólu głowy. Strzał w dziesiątkę!

Płyn skończył się niedawno (KLIK), od razu więc, jeszcze w styczniu MUSIAŁAM uzupełnić brak. Tym razem wybrałam zapach różany (bzu nie było - jakoś mnie to nie dziwi ;)).
Generalnie nie przepadam za kosmetykami o zapachu różanym, ale czasem jednak czuję potrzebę otoczenia się tym zapachem.

Obie kąpiele spisują się równie świetnie - zdecydowanie umilają kąpiel tworząc obfitą pianę i wypełniając łazienkę cudownym zapachem. Relaks i odprężenie gwarantowane.

Co ważne, mocne pienienie nie niesie za sobą wysuszenia skóry. Płyn sam w sobie nie nawilża, ale producent deklaruje zmiękczenie wody - pozostaje mi ufać, że to dzięki temu moja skóra nie domaga się natychmiastowego nałożenia balsamu.

Do wypróbowania pozostaje jeszcze kąpiel o zapachu leśnym. Zapewne po zużyciu różanej, to właśnie leśna wersja pojawi się w mojej łazience.

Producent zdecydowanie powinien pomyśleć o wzbogaceniu oferty - 4 to za mało!!!



Znacie te kosmetyki? Który zapach najbardziej przypadł Wam do gustu?


sobota, 9 lutego 2013

Biedronka, ach Biedronka ...

Wczorajszego wieczoru przeszłam się do Biedronki - pogoda była idealna na taki spacer - lekki mróz, śnieg, brak wiatru. Zostawiłam w domu śpiącego męża, a gdy wróciłam po ok godzinie spał nadal. Miałam zamiar kupić tylko płatki - trójpak jest teraz w cenie 5,55 zł, czyli rzeczywiście to promocja 2+1 (różnie z tym bywa). Mam teraz zapas pewnie na rok ;) W ręce wpadło mi coś jeszcze.


* zestaw Biały Jeleń 

2 żele i mydełko w cenie 9,90 zł. Żele intrygowały mnie już od jakiegoś czasu. Myślę, że dobrze się spiszą przy moim założeniu dania odpocząć skórze ciała od typowych żeli pod prysznic (pisałam o tym TUTAJ). 2-3 razy w tygodniu chcę używać czegoś delikatnego, a że zamówienie apteczne odłożyłam na marzec (planuję kupić m.in. kosmetyki do kąpieli i pod prysznic typu Emolium, Oillan),  lub na koniec lutego (jeśli na koncie coś zostanie ;)), więc te żele, mam nadzieje, będą wystarczające do tego czasu.

* maseczka odżywcza Lirene

po ostatnim wielkim wysuszeniu skóry twarzy (KLIK) przyda się jej dodatkowa porcja odżywienia.


Zakupy spożywcze pominę ;)


Pamiętajcie o fajnym żelu micelarnym BeBeauty (podobno pozostałe dwe też są godne uwagi).


Lubicie robić zakupy kosmetyczne w Biedronce?

piątek, 8 lutego 2013

Lakier Venita Glamour - G19

Skończyło się moje labowanie - 1.02 wróciłam do pracy (jak to dobrze odetchnąć trzymając w ręce umowę na czas nieokreślony - po ponad 2 latach najwyższa pora na to ;)), powoli się rozkręcam i przyzwyczajam do "starego trybu życia" dodając nowy element - pisanie pracy dyplomowej. Taaaa.... zachciało mi się na stare lata mieć kolejny papierek, tym razem "robiąc" studia podyplomowe. Przynajmniej jest to po części związane z moją pracą (a że praca z kolei nie ma nic wspólnego z moim wykształceniem wyższym, to "papierek" tym bardziej się przyda).

Ze statystyk wynika, że najbardziej interesują Was lakiery do paznokci, zatem wychodząc temu na przeciw wrzucam coś, co może się Wam spodoba.

Jeden lakier Venity już pokazywałam (KLIK). O ile ten odrobinę mnie rozczarował, tak drugi oczarował ;)
Nr G19, bo o nim teraz mowa, zawładnął mym sercem. Same zobaczcie dlaczego.



Lakier jest niesamowicie błyszczący, ale przy tym jest czymś więcej niż brokatowy. Nazwałabym go brokatowo-metalicznym.




Efekt mnie zachwyca. Starałam się go jak najlepiej uchwycić na zdjęciach, ale wiadomo jak to jest - w 100% się nie da ;)

Dodając do tego łatwość nakładania (mimo szerokiego pędzelka, których raczej nie lubię), świetne krycie i bardzo dobrą trwałość lakier trafił do grona moich ulubieńców.

poniedziałek, 4 lutego 2013

BeBeauty - żel micelarny do mycia i demakijażu - warto zapolować :)

Lada dzień, bo od 7.02 w Biedronce zacznie obowiązywać nowa gazetka promocyjna z kosmetykami :) Na pewno warto przypatrzeć się żelom do mycia twarzy BeBeauty, produkowanym dla Biedronki przez firmę Tołpa.


Z czystym sercem mogę polecić Wam jeden z nich: micelarny. Pozostałych po prostu nie miałam :)



Żel jest dosyć niepozorny, ale miałam okazję przekonać się, że faktycznie jest łagodny i nie zrobi krzywdy podrażnionej skórze (o chwilowych i zażegnanych już problemach ze skórą napisałam TUTAJ).
Jest dosyć gęsty (nie kapie z dłoni), przezroczysty o delikatnym, neutralnym zapachu.

Zmywa makijaż i brud bez wytwarzania piany, więc osoby przyzwyczajone do pieniących się żeli mogą początkowo mieć wątpliwości co do skuteczności oczyszczania tym żelem. Jednak przecierając później twarz tonikiem zobaczą czysty wacik. Mówię tutaj o usuwaniu makijażu twarzy, ponieważ oczy zmywam wcześniej micelem (aktualnie Sensibio Biodermy), zatem nie wiem, jak radzi sobie z kredką, cieniem i tuszem.

Wspomniałam o moich problemach ze skórą twarzy.
Początkowo bałam się cokolwiek nakładać i czymkolwiek myć, zwłaszcza, że po żelu Lipikar z LRP skóra piekła niemiłosiernie (dostałam w aptece próbkę). Dopóki nie zeszło zaczerwienienie skóry myłam ją kostką myjącą LRP (bardzo przypadła mi do gustu, bardziej niż naturalne mydełka, po których mam od razu ściągniętą twarz), a później odważyłam się na używanie rano czegoś innego - właśnie żelu micelarnego z Biedronki (wieczorem dalej kostka myjąca). Z ulgą nie stwierdziłam żadnego pieczenia, dodatkowego podrażnienia, a wręcz przeciwnie - skóra była delikatnie (jednak nie w 100%) ukojona o ładnym, "uspokojonym" kolorycie.

Dopóki nie zdarzyło mi się to świrowanie skóry miałam raczej neutralny stosunek do żelu, na zasadzie - jest ok, można kupić i spokojnie używać,  ale na kolana nie powala. Teraz wiem, że jednak powala, jest "bezpieczny" dla skóry wrażliwej i podrażnionej lub łatwo ulegającej podrażnieniom.

Na pewno zawitałabym do Biedronki po ten żel, zwłaszcza, że już mi się kończ, ALE będę twarda. Sprawdzę najpierw, jak skóra reaguje na inny żel, który mam rozpoczęty (z białą herbatą z serii Planet Spa z Avonu). Jeśli będzie ok, to wstrzymam się z biedronkowym i kupię przy następnej okazji. (wow, sukces :D)

Całą gazetkę znajdziecie na stronie Biedronki.


Znacie żele BeBeauty?

 

Coś Was zaciekawiło z gazetki? (mnie na szczęście oprócz żelu, którego i tak nie kupię - nic)


sobota, 2 lutego 2013

Kosmetyczne podsumowanie stycznia cz. 2 - zużycia

Wzbraniałam się przed tego typu postami, zwłaszcza, że sama takie raczej omijam na innych blogach, ale na początku tego roku doszłam do wniosku, że takie "wyłożenie kawy na ławę" (czyt. nie tylko zakupów ale i listy zużytych kosmetyków) pomoże mi w zmniejszeniu liczby posiadanych kosmetyków pielęgnacyjnych. Poza tym, to świetna okazja do kilku słów o kosmetykach, których nie zdążyłam zrecenzować, lub o których zbyt wiele nie da się napisać.




1. Joanna - Z Apteczki Babuni - Kąpiel solankowa jodowo-bromowa o zapachu bzu

 

Kilka słów napisałam TUTAJ.
Teraz mam wersję różaną - równie mocno zachwyca :D

Na pewno będzie regularnie gościł w mojej łazience.


2. Bourjois - żel pod prysznic peelingujący

 

/recenzja/


Nawet gdybym miała możliwość zakupu (w Polsce nie ma żeli pod prysznic Bourjois) to bym nie kupiła kolejny raz. Cieszę się, że go w końcu zużyłam.


3. Fruttini - żel pod prysznic Cherry Vanilla


/recenzja/


Zapach ma bajeczny i z pewnością skuszę się jeszcze na niego. 

 

 

 

4. Eveline - Pure Control - 3 w 1 (żel, peeling, maseczka)

 

/recenzja/ 

 

Fajny produkt, godny polecenia, ale sama raczej nie wrócę do niego.


5. Alterra - szampon z granatem i aloesem

 

Sprawdził się tylko zmywania olejów. W innym wypadku wysuszał włosy i robił z nich niesamowite siano.
Nie kupię go ponownie, ani innego szamponu Alterry (miałam jeszcze wersję morela+pszenica i papaja+bambus i też się nie sprawdziły).

 

6. Avon - Care - krem do rąk


Zużyłam wiele tubek tego kremu i jeszcze wiele zużyję. Odpowiednio nawilża, nie zostawia klejącej warstwy, ale też nie znika bez śladu. Przyzwoity w bardzo przystępnej cenie.

 

 

7. BeBeauty - zmywacz do paznokci

 

Zmywacz jak zmywacz, raczej dobry niż zły, głównie przez zapach, który kojarzy mi się z biszkoptami. Nie wysuszał paznokci.

 

 

8. Avon - Foot Works - peeling do stóp pomarańcza+cynamon

 

O ile przy kremach do stóp Foot Works z sezonówek jestem ostrożna i kupuję tylko gdy w nazwie widnieje "cream" a nie "lotion", tak peelingi kupuję w zasadzie z każdej, o ile zapach mi się podoba. Jedne peelingują lepiej, inne gorzej, jedne sie przy tym pienią, inne nie, ale i tak mogę powiedzieć, ze je lubię. 
Wersja pomarańcza+cynamon ściera raczej delikatnie. 
Polubiłam go, ale nie na tyle, żeby stać się moim faworytem.

 

 

9. Farmona - Sweet Secrets - peeling do ciała trufle i migdały

 

/recenzja/


Nie pojawi się już u mnie - wolę mocniejszego waniliowego brata.


10. GlissKur - Ultra Repair - odżywka Natychmiastowa Terapia Włosów


Nie zachwyciła mnie jakoś szczególnie, była po prostu dobra. Gdyby nie powodowała oklapnięcia włosów na drugi dzień powiedziałabym, że jest bardzo dobra.

Za GlissKurem nie przepadam, głównie za "zapachy" (kilka lat temu miałam serię z jedwabiem, niedostępną już serię Asia Beauty i coś jeszcze, ale nie pamiętam), działania też nie wspominam jako spektakularnego, ale mimo to przez tą odżywkę zainteresowały mnie inne produkty z tej serii.
Może kiedyś sięgnę po nie w drogerii.

 

11. Malinowy Zdrój Balneokosmetyki - biosiarczkowy krem do ciała 

 

O ile z maseczki jestem bardzo zadowolona, tak krem mnie rozczarował. Po pierwszych użyciach miałam pozytywne zdanie, ale używając dłużej i codziennie zauważyłam, że nie nawilża tak jak powinien. Skóra była lekko naciągnięta i szorstkawa, zamiast gładkiej i miękkiej.

 

piątek, 1 lutego 2013

Lakier Virtual - Street Fashion - Sweet Kiss

Nigdy przy wyborze lakieru do paznokci nie kierowałam się porą roku - tzn. w lecie nie używam jedynie żywych, intensywnych kolorów, a jesienią czy zimą - ciemniejszych, kolorów typu granat czy brązy.
I tak ostatnio na paznokciach gościł u mnie iście soczysty Sweet Kiss naszej polskiej firmy Virtual, której lakiery bardzo lubię i chętnie używam.


Kolor jest dosyć trudny do zdefiniowania zwłaszcza, że w buteleczce jest troszkę inny niż po pomalowaniu.
Z pewnością jest słodki, wręcz cukierkowy. A kolor? Mix różu, brzoskwini, koralu momentami nawet czerwieni.
W buteleczce widoczne są opalizujące złote drobinki, które jednak na paznokciach są bardzo delikatne i dyskretne - dla mnie świetny efekt.


Co do jakości - nie mam do czego się przyczepić. Lakier łatwo się nakłada, nie jest ani za gęsty ani za rzadki. Idealnie pokrywa płytkę, nie ma prześwitów. Niema też smug ani bąbelków. Jest trwały - 3-4 dni bez problemu wytrzymuje.

Rozwesela w zimowe dni i z pewnością napełnia pozytywną energią.


Lubicie takie kolory na paznokciach jesienią i zimą, czy rezerwujecie je jedynie na słoneczne wiosenno-letnie dni?


Polecane posty

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...