wtorek, 30 kwietnia 2013

Lakier Misa - Bubble Pop - neonowy zmrożony różo-koral

Pora na czwarty lakier Misa - Bubble Pop.
Równie dziwacznego lakieru chyba nie miałam. Jest dziwny na paznokciach i równie dziwny na zdjęciach, nie mówiąc o tym, jak jest trudny do uchwycenia.

Jeśli lubicie neonowe, a przy tym "zmrożone", satynowe lakiery, to zerknijcie na Bubble Pop.
Na zdjęciach nie do końca jest taki jak w rzeczywistości - owszem, jest neonowy i wibrujący, ale w samym odcieniu coś mi tu nie gra.
Sprawdzałam kolor na kilku monitorach i może się zdarzyć, że ktoś zobaczy mocno koralowy lakier - dodajcie wtedy nieco różu i będzie ok :) A jeśli widzicie czysty róż - dodajcie trochę koralu ;) Z resztą na żywo lakier tez jest raz intensywnie różowy (w słońcu), lub dająco-po-oczach koralowy (w sztucznym świetle)



Kolor jest zdecydowany, mocny, neonowy, rzucający się w oczy, zdecydowanie dla odważnych dziewczyn :)
Przez satynowe wykończenie daje efekt nieco plastikowych paznokci. Jeśli nie lubicie tego, wystarczy nałożyć warstwę nabłyszczacza. Mimo plastikowości nie wygląda tandetnie.




Schnie szybko, nie robią się bąbelki powietrza.



Lakier jest dosyć rzadki, więc do pełnego krycia potrzebne są 3 warstwy. 



Typowo letni kolor, świetny też do paznokci u stóp.


EDYCJA:
Jestem pod ogromnym wrażeniem trwałości lakieru!!
Drugi raz użyłam go dokładnie tydzień temu. Miałam zamiar zmyć we wtorek przed wyjazdem do Włoch, żeby nie straszyć odpryskami, a tu tydzień mija i odprysku żadnego nie ma!! Lakier jest jedynie nieznacznie starty na końcówkach kilku paznokci. Pełny szacun!!

Od niedawna lakiery Misa można kupić także w sklepie 

 

internetowym na Facebooku.

 

 

Cena lakieru jest taka sama jak w sklepie na stronie Misa - 29 zł 

 

(uwaga - lakiery mają 15 ml) 

 

 

i również obowiązuje darmowa wysyłka przy zakupach za min. 99 zł

 

 

Przy zakupie 3 lakierów - odżywka gratis!


poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Długi weekend majowy coraz bliżej :)

Dobrze mieć męża nauczyciela :p I dobrze, że przynajmniej u niego w pracy funkcjonuje fundusz socjalny, bo u mnie nawet bonu na święta czy biletu na basen nie ma co oczekiwać ...

W tamtym roku w okresie Bożego Ciała w ramach tego funduszu pojechaliśmy do Paryża. W tym roku zorganizowano wycieczkę do Włoch, z której także postanowiliśmy skorzystać.


Dzięki dofinansowaniu jedziemy we dwójkę w cenie 1 osobowej wycieczki, mając dosyć bogaty program zwiedzania i opłacone wszystkie wejścia.
Co prawda byłam we Włoszech 2 razy na dłuższym, dwutygodniowym pobycie, ale większość czasu wypełniało plażowanie. Tym razem, podobnie jak w przypadku Paryża będzie to typowa objazdówka - czyli: mało dni, a maksimum zwiedzania. Nie da się ukryć, że jest to męczące, ale jak się mówi: coś za coś.

Wyjeżdżamy jutro o godzinie 13 :)

Przygotowałam kilka postów, m.in. podsumowanie miesiąca, czyli całomiesięczne zakupy kosmetyczne (ups) i zużycia, które będą się automatycznie publikować, więc zapraszam :) Po przyjeździe z ciekawością przeczytam Wasze komentarze.

A Wy jakie macie plany na długi weekend?



niedziela, 28 kwietnia 2013

Sześć szminek Idealny Pocałunek firmy Avon!

Obiecane wczoraj zdjęcia 5 szminek Idealny Pocałunek firmy Avon - Peach Peck, Caressing Coral, Kiss me Pink, Pucker up Pink, Naughty and Nude i Chic Nude.


Peach Peck:




Szminka Peach Peck jest jasna i bezpieczna, z drobinkami. Kupiłam od razu jako szminkę, jednak po próbce pewnie bym nie kupiła - owszem, jest ładna, ale akurat nie takiego koloru szukałam.

Caressing Coral:




Intensywny koral, bez drobinek, aparat zbyt ochłodził odcień. Tego szukałam :) Do tej pory wybierałam bezpieczne, stonowane, lekko przybrudzone kolory szminek, ale coś mi "odbiło" i zachciało mi się czegoś zupełnie innego. Podoba mi się ta zmiana :)
Jest trwała - na ustach tkwi ok. 3-4 godziny, mimo jedzenia i picia. Mam wrażenie, jakby wpijała się w usta, schodzi równomiernie. 

EDYCJA: 29.04
Przeglądam ten wpis na innym komputerze i mała uwaga: w zależności od ustawień kolor ten możecie widzieć jako mocno wpadający w czerwień. Nie jest taki! To soczysty koral, z nutką, a nie przewagą czerwieni.

 Kiss me Pink i Pucker up Pink:




Kiss me Pink to wesoły, wiosenno-letni róż (troszkę bardziej intensywny niż na zdjęciu). Nie ma nic wspólnego ze słodkim, barbiowym różem. Nie ma drobinek! Mój typ :)

Pucker up Pink - bardziej stonowany, lekko przybrudzony róż. Ładny i pewnie w innym czasie (może jesienią?) bym się na niego zdecydowała, ale na ten moment wydaje mi się jakiś taki smutny.


Naughty and Nude:




Naughty and Nude to mocny kolor, ciepły (lepiej pokazany kolor na zdjęciu po lewej stronie). Na moich ustach bardzo widoczne są rudawe, pomarańczowo-brązowe tony. Nie podoba mi się :/

Chic Nude:




Na zdjęciach bardzo mi się podoba ten odcień, jest elegancki, stonowany różo-beż, ale na żywo coś mi w nim nie gra.



Po wypróbowaniu próbek zdecydowałam się na zakup pełnowymiarowych Caressing Coral i Kiss me Pink *.*

 

Oprócz trwałości, o której pisałam przy Caressing Coral dużym plusem jest ich delikatnie owocowy zapach i brak sztucznego, typowo szminkowego posmaku.

Wielkie brawa dla Avonu za te szminki. Z resztą za błyszczyki z tej samej serii także (TUTAJ pokazałam Sweetly Peach i Butter me up).


Macie którąś z tych szminek?

Chyba mam ochotę na więcej .... 


sobota, 27 kwietnia 2013

Oriflame - uniwersalny krem Tender Care, wersja kokosowa

Na koniec recenzji otrzymanych kosmetyków Oriflame zostawiłam legendarny krem Tender Care, w wersji kokosowej. Legendarny, powszechnie znany, ale ja mam z nim pierwszy raz do czynienia. Czytałam zachwyty, ale nie zaciekawił mnie na tyle, żeby zamówić.



Kremik jest malutki, w uroczym, jajeczkowatym opakowaniu.



Konsystencja przypomina mi nieco wazelinę, ale przez inne dodatki jest zdecydowanie bardziej miękka i nie aż tak tłusta i klejąca.


Zapach - na plus. Obawiałam się sztuczności kokosa, poza tym nie przepadam za kosmetykami a takim zapachu, ale kremik o dziwo pachnie przyjemnie i nie dusząco.

Na ustach spisuje się świetnie - wygładza, zmiękcza i delikatnie natłuszcza.

Wszystko byłoby super, gdyby nie opakowanie, które jest zupełnie nie praktyczne. Bardzo nie lubię grzebania palcem w pudełeczku, by nałożyć krem na usta. Mam długie paznokcie, wszystko więc mi pod nimi zostaje, a powierzchnia kremu jest zbyt mała, aby nabrać go opuszką.

Jeśli ktoś nosi krótkie paznokcie i nie przeszkadza mu forma aplikacji to śmiało może zamówić ten kremik.
Natomiast ja jakoś go zużyję, ale nie znajdzie się u mnie ponownie.

Jeśli chcesz już zawsze kupować kosmetyki po cenach hurtowych wejdź na www.my.oriflame.pl/domcia i zarejestruj się


DOPISANE:
Początkowo przyjemny zapach zmienił się w sztuczny, plastikowy smród :/ bleee

Co tam nowego

Żeloholizm mam już stwierdzony ... Kilka dni temu wpadły (taaa, same ;)) kolejne w tym miesiącu żele, tym razem Palmolive (w Realu cena 5,59 zł, o ile dobrze pamiętam końcówkę).


Jak łatwo się domyślić, w koszyku było o wiele więcej żeli, bo prawie wszystkie zapasy, ale w porę się opamiętałam i zostawiłam tych 5 butelek. Choć to i tak za dużo ... Żeli mam już chyba na 3 lata ;)

Żele Palmolive bardzo lubię i nie mogę przeżałować, że mój ukochany z masłem shea został dawno wycofany :( Co prawda mam jeszcze kupiony na Słowacji kakaowy, który pachnie niemal identycznie jak ten z shea, ale z racji, że w Polsce jest niedostępny, to żal mi go używać ... I tak sobie czeka już 2 lata :]

 
Czwartkowe spontaniczne zakupy w malutkim sklepiku z miodami, kosmetykami itp. W wyniku miłej pogawędki z miłym panem wyszłam bogatsza o kilka rzeczy.


Kupiłam:

Świecę z wosku pszczelego jonizuje i oczyszcza powietrze, cena: 9 zł

Balsam Grecka oliwka - Korana cena: 20,80 zł
 
Krem do rąk Grecka oliwka firmy - Korana
cena: 13,50 zł. Już zdążyłam się w nim zakochać!

Pomadkę ochronną z woskiem pszczelim - Leda

cena: 12,00 zł. Nie mam pojęcia co to za firma. Pomadki trochę się boję, bo śmierdzi :p


I kolejne dwie szminki Idealny Pocałunek z Avonu *.*


Caressing coral i Kiss me pink *.*
Zakochałam się w nich po wypróbowaniu próbek


Mam już przygotowane zdjęcia 5 kolorów szminek na ustach, więc zapraszam niebawem. Może już jutro?

piątek, 26 kwietnia 2013

Woski Yankee Candle cz. 1 - Garden Hideaway i Clean Cotton

Po pochwaleniu się przesyłkami z woskami i samplerami Yankee Candle (KLIK) wypadałoby już napisać kilka słów na  ich temat.

Pierwszym woskiem, od którego zaczęłam poznawanie wosków Yankee Candle był:

Garden Hideaway

 



Wybór był prosty - pogoda była słoneczna, czuć w końcu wiosnę, więc żaden inny z pierwszych zakupów ani wanilia ani tym bardziej pomarańcza z przyprawami nie pasowały, a na Clean Cotton jakoś nie miałam ochoty.

Nie, nie pachnie on ogrodem. Odbieram go za to jako zapach świeżego prania, które suszyło się w słoneczny dzień w ogrodzie. Kwiaty, owszem są, ale dopiero opis zapachu zasugerował mi, że to mogą być konwalie. Uwielbiam zapach konwalii i je same, a jednak nie przyszły mi one na myśl, zwłaszcza, że w pomieszczeniu zdecydowanie bardziej unoszą się nuty świeże, niż kwiatowe.
Sam zapach początkowo jest bardzo intensywny, wręcz uderza swoją mocą, ale szybko staje się delikatny i szybko też ucieka.

Po 2 paleniach nie przekonał mnie na tyle, żeby stać się moim ulubieńcem. Szansę jeszcze jednak dostanie, może akurat wszystko przed nim.


Kilka dni temu sięgnęłam po

Clean Cotton



Świeże pranie mam w Garden Hideaway, choć zapach nie miał taki być, natomiast nie czuję go w Clean Cotton, mimo, że tak wskazuje nazwa.

Clean Cotton to po prostu ... proszek do prania. Tak, świeżutko otwarty proszek, z całą jego intensywnością i ostrością, powodującą wręcz kręcenie w nosie. Wosk wydaje się niepozorny, ale ku mojemu zdziwieniu zapach jest bardzo mocny i naprawdę długo go jeszcze czuć po zgaszeniu.

Polubiliśmy się, ale zdecydowanie nie jest to zapach to częstego używania.




Jakie są Wasze typy i anty-typy zapachów Yankee Candle?



Błyszczyk Oriflame - Sparkle in Paris - Caramel Nude

Maniaczką błyszczyków nie jestem, ale lubię ich używać. Najbardziej lubię takie, których można użyć bez konieczności zerkania do lusterka.

Błyszczyk Sparkle in Paris w kolorze Caramel Nude taki jest.



Kolor jest ciepło-beżowy, ale transparenty, przez co tylko delikatnie podkreśla kolor ust. W tej przejrzystej bazie mieni się mnóstwo brokatowych drobinek, a przy tym dosyć dużych. No i właśnie. Nie przepadam za takim efektem na ustach, choć i miłośniczki na pewno się znajdą. Po prostu nałożony bezpośrednio na usta, nie odpowiada moim upodobaniom.






Natomiast na satynowej szmince wygląda świetnie. Nie zmienia znacząco jej koloru, a dodaje połysku, który na szmince faje ciekawy, nietandetny efekt. I tak go będę używać dalej.

Co do spraw technicznych - ciekawy jest aplikator błyszczyku. To taki silikonowy "języczek". Nie miałam wcześniej do czynienia z takim aplikatorem, wymagało to ode mnie nauczenia się jego obsługi ;) Początkowo niedosyt mi szło nakładanie błyszczyku, ale, jak to się mówi, trening czyni mistrza.

Nie jest szczególnie trwały, może przetrwać maksymalnie godzinę, pozostawiając na ustach jedynie brokat.
Zapach ma owocowy, przyjemny, ze smakiem jest już gorzej.

Jeśli chcesz już zawsze kupować kosmetyki po cenach hurtowych wejdź na www.my.oriflame.pl/domcia i zarejestruj się


czwartek, 25 kwietnia 2013

Przesyłki Yankee Candle x 3

No to Yankee-mania opanowała mnie na dobre. Po pierwszym nieśmiałym zakupie 5 wosków szybko nabrałam ochoty na więcej.... Efekty zobaczycie poniżej.

Wbrew pozorom fortuny nie wydałam, ponieważ 2 z tych zakupów były zakupami okazjonalnymi, w dobrych cenach. Pokazuje to, że warto zerkać na Allegro.


Przesyłka nr 1


Zestaw 19 wosków (w tym 1 napoczęty) był o tyle atrakcyjny, że zawierał wiele zapachów, które chciałam mieć.
Ostatecznie wyszedł razem z przesyłką: w cenie 94 zł, czyli 1 wosk po 4,97 zł :)



2x Soft clanket, Sun & sand, Loves me loves me not, 2x Natures paintbrush, Clean cotton,
Lilac blossom, Baby powder, Christmas tree, White christmas, A child's wish, 
Sparling snow, Garden hideway, Fluffy towels, Bissful autumn, Snow in love,
Camomile tea i Wedding day


Przesyłka nr 2


Zamówienie niby z Allegro, ale poza Allegro ;) Przed wystawieniem YC dostałam na mail spis co Pan ma i sobie wybrałam to co poniżej. Maila dostało też kilka innych dziewczyn, w związku z czym na Allegro trafiły same końcówki.


Samplery: Sugared plums, Fresh mint, Summer wish i Summer scoop (z najnowszej letniej kolekcji Q2) i wosk Autumn rain.

Ceny standardowe: samplery po 8 zł, wosk - 6zł

Do samplerów niezbędne są świeczniki. Idealne znalazłam w Intermarche, za jedyne 3,99 zł/sztuka.



Yankee-maniaczki z Wizażu z dłuższym stażem uświadomiły mnie, że zapach Summer wish to ten sam zapach co A child's wish, który w formie wosku dostałam w ramach wygranej licytacji. Nie zwróciłam wcześniej uwagi  na taką samą etykietkę i dopiero trzymając sampler w ręce przyszło mi do głowy, że mogą być to takie same zapachy.





Przesyłka nr 3

 

Szukałam wosku Christmas Rose i natknęłam się na świeżo wystawioną ofertę: zestaw 7 wosków (+ gratisowe zapałki) w cenie 35 zł (razem z przesyłką). Jak mogłam nie skorzystać? Capnęłam od razu, żeby ktoś mnie nie uprzedził.


2x Red berry & cedar, 3x Christmas Rose, Mandarin Cranberry i Red apple wreath


Planuję jeszcze jedno zamówienie na woski, zastanawiam się też nad pierwszą świeczką - po głowie chodzi mi Summer Scoop ... 


Już od jutra przeczytacie pierwsze moje recenzje i opinie o YC :)


Jakie są Wasze ulubione zapachy Yankee Candle?

środa, 24 kwietnia 2013

Nawilżająca maseczka Oriflame Essentials

Gdy skóra twarzy potrzebuje mocniejszego nawilżenia niż dają kremy, z przyjemnością sięgam po maseczki nawilżające i odżywiające.
Mam skórę dosyć wymagającą, przez co jest mi trudno znaleźć odpowiednie kosmetyki do jej pielęgnacji.
W każdym kolejnym kremie i maseczce pokładam nadzieję. Podobnie było z nawilżającą maseczką Oriflame z serii Essentials.



Kosmetyk z pewnością ma spory potencjał. Po zmyciu skóra jest gładka i przyjemna w dotyku, jednak mimo to odczuwam zbyt słabe nawilżenie i muszę nałożyć jeszcze krem. Dla mojej skóry działanie maseczki okazało się niewystarczające.

Nie lubię w tej maseczce jej zachowania na skórze - lekko zastyga (ale nie schnie) na twarzy, robiąc tępą, napinającą warstwę. Na szczęście po zmyciu pozostawia uczucie gładkości i miękkości.

Zapach jest delikatny, nienachalny, nie kojarzy mi się z niczym szczególnym.


Jeśli chcesz już zawsze kupować kosmetyki po cenach hurtowych wejdź na www.my.oriflame.pl/domcia i zarejestruj się


wtorek, 23 kwietnia 2013

Lakier Misa - Frozen in time

Zapewne pamiętacie moje zachwyty nad lakierami Misa.
Pokazałam już Little Hands i Shake it to the Samba. Dzisiaj zobaczycie lakier innego typu - z drobinkami.



Frozen in time jest skomplikowanym kolorem, a takie bardzo lubię. Jest to niby fiolet, ale widać w nim niebieskie tony. Momentami, także w zależności od światła wychodzą z niego także szare nuty.


W kolorowej bazie zanurzone są różowe, dyskretne drobinki, które w sztucznym świetle są bardzo słabo widoczne, a szkoda. Najbardziej te drobinki widać jednak w buteleczce, choć w słońcu też je dostrzegam.


Fakt ten powoduje, że jestem lekko rozczarowana tym lakierem - spodziewałam się, że drobinki będą bardziej widoczne. Kwestia gustu, więc lakieru nie da się zdyskwalifikować.

Nakładanie jest trochę trudniejsze niż przy Little Hands - lakier trzeba nakładać uważnie, ale druga warstwa wyrównuje niedociągnięcia.
W porównaniu z błękitem jest też mniej błyszczący - o ile Little Hands nie wymaga nabłyszczacza, tak na Frozen in time dla niektórych osób może okazać się potrzebny.

Trwałość jest bardzo dobra - w stanie idealnym utrzymuje się 3 dni, później zaczynają się pojawiać drobne odpryski na końcówkach.

Tym sposobem został mi jeszcze jeden lakier - Bubble pop. Przyznam, że się trochę obawiam tego intensywnego różowego odcienia.


Od niedawna lakiery Misa można kupić także w sklepie 

 

internetowym na Facebooku.

 

 

Cena lakieru jest taka sama jak w sklepie na stronie Misa - 29 zł 

 

(uwaga - lakiery mają 15 ml) 

 

i również obowiązuje darmowa wysyłka przy zakupach za min. 99 zł

Nowa seria limitowana Catrice - Hip Trip

Nie pamiętam kiedy ostatni raz pokazywałam limitowanki z Essence czy Catrice. Musiały mnie niezbyt lub wręcz wcale zainteresować i faktycznie - coraz rzadziej wybieram coś z kolejnych edycji limitowanych tych firm.
W końcu jednak Catrice proponuje coś dla mnie ciekawego, choć i tak specjalnie na kolana nie powala ;)


HIP TRIP



Paleta 6 cieni



Haunting Melody


Nawilżający puder brązujący






Połyskujące szminki



  • The Salmon Dance, Wheels On Fire, Nude & Rude

 


Satynowy róż



Light my fire



Lakiery do paznokci



  • Blue Highway, Green Days, The Salmon Dance, Wheels On Fire, Nude & Rude


Okładka na paszport




Jeśli Hip Trip pojawi się w polskich Naturach, na pewno przyjrzę się szminkom i dwóm lakierom - The Salmon Dance i Wheels on fire.



A Wam coś wpadło w oko?

niedziela, 21 kwietnia 2013

Kolorowe kredki ... :)

Kredki i eyelinery (choć bardziej kredki)  należą do tych kosmetyków kolorowych na które łatwo mnie skusić. Mam ich ok. 30, ale na szczęście nie leżą nie używane. Gdy rano mam mało czasu albo brak pomysłu na bardziej skomplikowany makijaż kolorowe kreski na powiekach są jak znalazł.
Często na górnej powiece mam inny kolor niż na dolnej, ale nawet w tym samym makijaż wygląda fajnie.

W ciągu ostatnich kilku dni kupiłam 6 kredek, jedynie z Emily (Golden Rose) są dla mnie nowością, choć często czytałam o nich bardzo pozytywne opinie.

1. Golden Rose - nr 315

  2. Golden Rose - nr 404

  3. Emily - nr 118

  4. Emily - nr 103

  5. Avon - Sugar Plum

  6. Avon - Brown Sugar

  Golden Rose


Do kolekcji 4 kredek Golden Rose (nr 311 , nr 307, nr 309 i nr 407) doszły dwie: połyskujący brąz 315 i jasny fiolet z brokatem nr 404:



Fioletowa nr 404 jest z serii brokatowej, nie jest czystym fioletem, a widać w nim różowe tony.
Brązowa jest bardziej metaliczna i jest ciepłym odcieniem, z lekką domieszką miedzi.
Zdjęcie może niezbyt wiernie to oddaje i obie wydają się być brokatowe.

Kredki kupiłam w Wispolu w cenie 8,90 zł. Wybór kolorów był marny. Może to i dobrze, bo wyszłabym z większą liczbą kredek ;) Zastanawiałam się nad czarną z brokatem, ale rzadko robię czarne kreski (wolę kolorowe), więc szybko zrezygnowałam.

Emily


Kredki Emily kupiłam spontanicznie, w cenie lekko zawyżonej 5,90 zł (urok małych prywatnych drogerii).


Intensywnie turkusowa nr 118 jest połyskująca (bez widocznych drobinek), natomiast ciemnobrązowa nr 103 jest matowa - dopiero przy obróbce zdjęcia zauważyłam, że zabrudziła mi się czymś brokatowym, więc musicie uwierzyć na słowo ;) Z resztą poniższe zdjęcie już pokazuje jej matowość.


Kredki Emily są miękkie, wodoodporne, bardzo dobrze się nimi maluje.
Nie potrafię powiedzieć, czy lepsze są grube GR czy te cieńsze Emily - jakościowo są identyczne, wybór więc będzie zależał jedynie od osobistych preferencji (czy się lubi grubsze czy cieńsze kreski) i koloru.

Avon


Wysuwane kredki z Avonu poznałam stosunkowo niedawno - przyglądałam się jedynie tym do strugania. Zniechęcała mnie też wysoka cena w stosunku do gramatury (0,28g). Jednak pod koniec tamtego roku kupiłam Twilight Sparkle i Golden Diamond, które ostatecznie oddałam (kolory niezbyt mi podeszły), w ich miejsce wybrałam trzy inne (Diamentową Smokey Diamond i Black Ice oraz Opalizującą Burgundy Shock) i tym razem przepadłam :)
Z racji malutkiej wagi (dobrze, że mimo niej są wydajne i nie skończą się w zastraszającym tempie) opłaca się je kupować tylko w promocji, na które warto polować - kredki można kupić już za 8,99 - 9,99 zł.
I właśnie te 2 ostatnie (Sugar Plum i Brown Sugar) kupiłam w cenie 8,99 zł.




Obie kredki mają brokat, jednak nie jest on nachalny, a delikatny i subtelny.
Brown Sugar jest bardzo ciemna, momentami podchodzi pod czerń. Podoba mi się :)

 


Kredkowe zakupy uważam za bardzo udane! Kreski na powiekach są w wyrazistych kolorach, nie trzeba długo machać kredkami, aby efekt był widoczny. Wszystkie kredki mają idealną konsystencję - ani nie drapią powieki, ani też nie mażą się po niej.


Lubicie kredki?

 

Jakim warto się przyjrzeć?


piątek, 19 kwietnia 2013

Nawilżająca pianka do mycia twarzy Decubal

Mam nadzieję, że nie macie dość postów o Decubal w blogosferze? Po wysypie recenzji poczułam chęć na piankę nawilżającą i jak tylko zobaczyłam w sklepie zielarskim bez zastanowienia kupiłam i ... przepłaciłam. Mówi się trudno ;)
Butelka niedługo się opróżni, więc czas na kilka słów o tym produkcie.


Opis producenta:



Łagodna pianka do mycia twarzy rano i wieczorem, która skutecznie oczyszcza skórę bez wysuszania. Pianka ma konsystencję lekkiego i przyjemnego musu. Zawiera między innymi nawilżającą i pielęgnującą glicerynę oraz alantoinę, która działa jak łagodny peeling, zapoczątkowując w ten sposób odnowę komórkową. Poza tym zawiera łagodzący rumianek zapobiegający podrażnieniom. Dopełnij zabieg pielęgnacyjnym kremem do twarzy.  

Bezzapachowa, nie zawiera konserwantów 

Skład: Glycerin, Aqua, Sodium Cocoamphoacetate, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Niacinamide, Sucrose Cocoate, Allantoin, Caprylyl Glycol, Bisabolol, Sodium Gluconate, Citric Acid.

Pojemność: 150 ml
Cena: 16-26 zł


Moja opinia:


Piankę używam mniej więcej od połowy lutego najczęściej 2 razy dziennie - do odświeżenia skóry rano i umycia jej wieczorem. Ile jej zostało widzicie na powyższym zdjęciu - uważam, że z wydajnością nie jest najgorzej, zwłaszcza, że powinna posłużyć  jeszcze około 2 tygodnie. 

Swoją podstawową funkcję spełnia bardzo dobrze - delikatnie, ale skutecznie usuwa zanieczyszczenia i makijaż z twarzy. O zmywaniu oczu producent nic nie pisze, ale z samym tuszem radzi sobie świetnie, nie powodując przy tym pieczenia i łzawienia. Jeśli mamy jeszcze kredkę i cienie to jest już trochę gorzej. Nie, nie używam jej do demakijażu oczu, jedynie wypróbowałam kilka razy, żeby móc o tym napisać.

Początkowo pianka przypadła mi do gustu - nie wywołała co prawda szczególnego zachwytu, ot, fajny kosmetyk do mycia. Był czas, że używałam jej na zmianę z kostką myjącą Lipikar La Roche Posay, nie odczuwałam wtedy ściągnięcia czy jakiegokolwiek dyskomfortu, natomiast gdy skupiłam się tylko na piance, po kilkunastu użyciach zauważyłam lekkie wysuszenie skóry.

Co do określenia "bezzapachowy"... Swego czasu spotkałam się z wieloma postami na ten temat, że jak to producent opisuje produkt jako "bezzapachowy" skoro ma zapach. Dla mnie nic tu dziwnego nie ma i "bezzapachowy" zawsze interpretuję jako brak substancji zapachowych, a nie jako faktyczny brak jakiegokolwiek zapachu. Przecież to nie jest możliwe, chyba, że dodano by jakąś substancję pochłaniającą zapach pozostałych składników ;)
Zapach tej pianki jest delikatny, jednak czasami mnie dusi. 

Myślę, że warto wypróbować (choć dla mnie tzw. "must have" nie jest) , zwłaszcza, jeśli trafi się w niskiej cenie.



Jakie są Wasze ulubione kosmetyki do mycia twarzy?



środa, 17 kwietnia 2013

Mleczno-miodowa pielęgnacja włosów od Oriflame

Poczułam wenę, wiec póki nie minie napiszę kilka słów o dwóch kosmetykach do włosów z serii Milk & Honey firmy Oriflame tym bardziej, że pozytywnie mnie zaskoczyły.

Opis producenta:

Szampon Milk & Honey Gold

Kremowy szampon z organicznymi składnikami - odżywczymi proteinami mleka i nawilżającym ekstraktem z miodu. Idealnie się pieni i pachnie luksusem. Delikatnie myje i odżywia włosy, które dzięki niemu wyglądają zdrowo i są pełne blasku. 
Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycol Disodium Chloride, Laureth-4, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Parfum, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Imidazolidinyl Urea, Sodium Benzoate, Coco - Glucoside, Glyceryl Oleate, Citric Acid, Sodium Citrate, Formic Acid, Mel, Sine Adipe Lac, Ci 47005, Ci 14700.
pojemność: 200ml

Maska do włosów Milk & Honey Gold

Rozpieszczająca włosy maska z połyskującymi złotymi pigmentami. Dostarcza włosom intensywne odżywienie i doskonale je nawilża za sprawą trzech naturalnie pozyskiwanych składników: mleka, miodu i pszenicy. Po jej zastosowaniu włosy mają zdrowy połysk i są łatwiejsze do układania. 
Skład: Aqua, distearoylethyl dimonium chloride, amodimethicone, cyclopentasiloxane, cetearyl alcohol, cetyl alcohol, glycerin, cyclohexasiloxane, butyrospermum parkii butter, ceteareth-20, stearyl alcohol, parfum, imidazolidinyl urea, polyquaternium-37, hydroxyethylcellulose, methylparaben, mica, citric acid, propylparaben, sodium citrate, hydrolyzed wheat protein, mel, sine adipe lac, sodium benzoate, ci 77891, ci 77491
pojemność: 250ml 

Moja opinia:


Podeszłam do nich trochę jak pies do jeża, zwłaszcza, że włosy mam dosyć wybredne - łatwo się puszą w wyniku złej pielęgnacji, do tego z natury są sztywne i matowe.

Znawcą składów nie jestem, ale nawet moje niewprawne oko dostrzega odwrotne ułożenie składników niż powinno być. Mleko i miód, od których seria wzięła nazwę (+ GOLD, które sugerowałoby coś "lepsiejszego"), znajdują się gdzieś na szarym końcu, wyprzedzone przez masę innych składników.

Należę do osób, dla których ważniejsze jest jednak działanie, niż na sucho oceniony skład (choć nie ukrywam, plusem jest gdy jednocześnie skład jest prostszy i ekstrakty są bliżej początku niż końca). No i tutaj to działanie widzę.

Szampon mile mnie zaskoczył, że nawet użyty solo nie zrobił z moich włosów siana, ani na odwrót - nie obciążył ich, przez co wyglądałyby na nieświeże. Uczucie lekkości i gładkości (nie musiałam użyć prostownicy) jest fantastyczne.
Nie zauważyłam problemów z rozczesaniem włosów, więc tym bardziej cieszy mnie, że szampon nadaje się do samodzielnego używania (nie zawsze mam czas i siłę na nakładanie dodatkowo odżywki czy maski).

Z miękkością i połyskiem włosów radzi sobie mocno średnio, nie zauważam aby były "pełne blasku", ale całkiem matowe też nie są.

Ten niedosyt nadrabia maska, która wyraźnie zmiękcza włosy nie obciążając ich przy tym.

Użycie obu tych kosmetyków za jednym razem nie wpływa negatywnie na świeżość włosów - nie wymuszają częstszego mycia.

Trochę rozczarował mnie zapach - zupełnie nie kojarzy mi się z mlekiem i miodem. W zasadzie to z niczym konkretnym mi się nie kojarzy. Może jakieś eleganckie perfumy?

Z reguły o opakowaniach nie piszę (jak wyglądają każdy widzi, informacje o kształtach i kolorach butelek/słoiczków/tubek itp uważam więc za zbędne), ale na te muszę zwrócić uwagę. Jak nie przepadam za złotem, tak te opakowania bardzo mi podobają, sprawiają, że kosmetyki elegancko prezentują się na półce (tzn. u mnie by wyglądały, bo wszystkie kosmetyki mam schowane, nie lubię "wystawek").

Szampon i maska są godne wypróbowania. Weźcie pod uwagę, że pisze to osoba, która zwykle nacinała się na kosmetykach Oriflame.


Następny wpis o kosmetykach Oriflame poświęcę nawilżającej maseczce Essentials. Mam co do niej mocno mieszane uczucia, ale mam nadzieję, że na podstawie recenzji same ocenicie czy warto czy nie warto się jej przyjrzeć.


Jeśli zainteresowały Was przedstawione kosmetyki, lub jesteście ciekawe innych, możecie je kupić taniej na stronie www.my.oriflame.pl/domcia 




Polecane posty

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...