piątek, 31 maja 2013

Kosmetyczne podsumowanie maja cz. 2 - zużycia

W kwestii zużyć też miało być lepiej (jak z zakupami), ale co się odwlecze to nie uciecze i w czerwcu będzie więcej :)




1. Avon - Naturals - mgiełka cytryna + bazylia

Idealna na lato o orzeźwiającym zapachu (nie przypominał odświeżacza do WC ;), lekko chłodząca. Będzie mi jej brakować.


2. Vaseline - oliwka w żelu z masłem kakaowym

/recenzja/


3. Bielenda - Powitanie z Afryką - mleczko do ciała

To moje drugie opakowanie. Mleczko dobrze się spisywało na mojej suchej skórze. Zapach - obłędny. Lekko kadzidalny, otulający, typowo "zimowy".
Widziałam, że nowa wersja jest w butelce z pompką - świetny pomysł, bo do tej pory trudno było wydobyć mleczko z butelki.

 

4. Eveline - Sun Care - balsam po opalaniu

/recenzja/


5. Fitomed - ziołowy żel pod prysznic

/recenzja/


6. Organicum - szampon do włosów suchych i normalnych (miniaturka)


Miniaturka wystarczyła na 2-3 mycia, więc niewiele mogę powiedzieć. Szampon krzywdy nie zrobił, ale też nie zdążył zachwycić.

 

7. Organicum - odżywka do włosów (miniaturka)

jak wyżej

 

8. Avon - Foot Works - peeling do stóp 

Jeden z gorszych peelingów do stóp z Avonu, a kupuję prawie z każdej serii limitowanej. Ścierał bardzo słabo, bardziej masował. Zapach przypominał mi zepsuty kompot ;)

 

9. Eveline - BioHyaluron - roll-on pod oczy

/recenzja/

 

10. Mollon - balsam do ust

Nic nadzwyczajnego, wręcz powiedziałabym, że kiepski. Bardzo wybielał usta tworząc białą powłokę, a jego miękkość doprowadzało mnie do szału. 
Jedyny plus to poręczne i wygodne opakowanie - wystarczyło przeciągnąć do góry suwaczek, bez ściągania nakrętki. Świetny do używania np. na nartach.


11. Stoba - naturalne mydło gorzki migdał

Zużyłam do mycia rąk i wad nie zauważyłam ;)

 

12. Cleanic - rumiankowe chusteczki do higieny intymnej

Jestem im wierna od lat. Pozostałe wersje nie przypadły mi do gustu.
Zdecydowanymi dwoma zaletami chusteczek Cleanic jest to, że można je bez problemu przetargać (wygodniej jest mi użyć jako dwie połówki), a po użyciu spłukać w toalecie.

czwartek, 30 maja 2013

Kosmetyczne podsumowanie maja cz. 1 - zakupy i wszystko co na +

Miało być zupełnie inaczej, minimalistycznie i na pewno bez kolejnych żeli pod prysznic (jak dalej pójdzie to niedługo dobiję do setki i będę musiała zacząć je pić ;)).

Zgromadziłam wszystko na regaliku w sypialni, myślałam, że mąż uniknie tego widoku, ale o dziwo nie skomentował - może uznał, że nawet nie ma sensu ;)


Pocieszające jest, że ponad połowę kosmetyków (Decubal, szminki i korektory Virtual, lakiery Misa i 2 kremy Oriflame) dostałam.1 krem Decubal dałam już mamie a krem Oriflame z różową nakrętką dam siostrze męża (dla mnie okazał się za słaby, może dla niej będzie w porządku), na pewno się ucieszy.

W telegraficznym skrócie:

- żel Palmolive Shea kupiłam we Włoszech - uwielbiam tę wersję, nie zliczę zużytych butelek i ubolewam, że została w Polsce wycofana kilka lat temu :/

- z Włoch są też 3 minimydełka obok żelu

- płyn micelarny BeBeauty w liczbie 3 sztuk kupiony w ramach zakrojonego na szeroką skalę zamętu z powodu rzekomego wycofania go z Biedronek. Nie wiem co o tym myśleć, bo nadal widzę spore ilosci tego płynu w sklepach

- kulki Nivea odkryłam dzięki mężowi. Sam używa męskiej wersji od 3 lat i jest zachwycony. Jest chyba jedynym znanym mi facetem, od którego nie śmierdzi w upały i który nie straszy mokrymi pod pachami koszulkami :p Kupiłam w Biedronce dwupak w cenie 13 zł, po wypróbowaniu kupiłam drugi dwupak. Damska wersja też działa! I tym razem ja zachęciłam męża, bo sobie też kupił dwupak męskich kulek Invisible.

- Rossmannowe, w zasadzie symboliczne zakupy pokazałam dokładniej wczoraj - KLIK

- z lakierów Misa pokazałam już Runaway Diva

- pochwaliłam też szminki Virtual Creamy Lipstick

- kolekcja kredek wzbogaciła się o Avonowe Saturn Grey i samotemperującą Lavender Grey

-  a do szminek Idealny Pocałunek dołączyła Pink Wink.


Moje obietnice poprawy w następnym miesiącu są niestety daremne, ale teraz chcę się naprawdę poprawić i kupić max 2-3 rzeczy, a najlepiej w ogóle nie...

A jak u Was wypadł maj pod względem zakupów kosmetycznych?



środa, 29 maja 2013

Rzutem na taśmę Rossmann zaliczony

W ostatni dzień promocji w Rossmannie i mi coś nowego wpadło. Wszak mężowi nie mogłam odmówić, gdy "zaprosił" mnie na zakupy :)

Szukałam inspiracji na blogach, ale ich nie znalazłam, nic mi szczególnie nie wpadło w oko.
Kupiłam zupełnie coś innego:


1. odżywka Maximum Growth - Sally Hansen


Moja ukochana odżywka! Nie zliczę ile buteleczek już zużyłam.
RECENZJA

Cena w promocji: 14,99 zł

Niestety drugiej ukochanej Growth Activator nie było :(


2. woda termalna z aloesem i wodą różaną Caramance


Cena w promocji: 17,99 zł za 300ml


3. korektor do brwi Eveline


Nie był objęty promocją, 11,99 zł


4. puder sypki Manhattan


Cena w promocji: 17,99 zł


5. bibułki matujące Wibo


Rzadko używam (recenzowane 2 lata temu opakowanie zużyłam dopiero niedawno), ale skoro mąż zapowiedział, że też będzie używał w koszyku wylądowały 2 opakowania.

Cena: niecałe 4 zł

RECENZJA


W porównaniu z zakupami innych blogerek, moje "łowy" są zdecydowanie słabe :p

Ale tak naprawdę nawet i tego nie powinnam kupować. Dlaczego? Jutro zobaczycie wszystko co mi przybyło w maju, a nie wszystko pokazywałam na bieżąco.



Akcja jest drugą jaką pamiętam, choć wtedy, jesienią 2012 dotyczyła tylko kosmetyków do makijażu i sądzę, że stała się już cykliczna. Stwierdziłam więc, że nie ma sensu rzucać się na kosmetyki, bo za jakiś czas promocja się powtórzy. I kto to mówi :p

Straciłyście głowę w Rossmannie, czy raczej kupowałyście z rozsądkiem?





wtorek, 28 maja 2013

Długo oczekiwana paczka i ... mój mąż to skarb :D

Dzisiaj ....

Zaganiany dzień w pracy, ciągle coś ktoś chce, co rusz telefon a do zrobienia mnóstwo rzeczy, ustaleń ... nie wiadomo w co ręce włożyć... Ale telefon i wizyta pana kuriera w pracy była miłym akcentem w tej gonitwie.


W końcu dotarł zestaw kosmetyków Decubal, z facebookowej akcji. Z tego wszystkiego zapomniałam w drodze do domu podejść na pocztę. Mam nadzieję, że odbiorca przesyłki jest cierpliwą osobą.

A w domu, od słowa do słowa porażający news - mąż zabiera mnie jutro do Rossmanna! Sama dzielnie się powstrzymywałam, ale jak tu odmówić ukochanemu mężczyźnie, który sam to zaproponował?

No i tak przeglądam blogi w poszukiwaniu inspiracji.
Lakiery do ust Rimmel Apocalips mnie nie ruszają, podobnie jak szminki Wibo Eliksir (ostatnio jestem totalnie zakochana w szminkach Idealny Pocałunek Caressing Coral i Kiss me Pink, te dwie, na przemian z kilkoma Creamy Lipstick Virtual są cały czas w użyciu), tusz mi nie potrzebny, podkładów nie używam, maseczek w saszetce mam kilka i tak sobie leżą, na lakier jakoś też nie mam ochoty ...

Przyglądnę się cieniom w kremie Maybelline i pojedynczym cieniom Manhattan - mam jeden - Dim Brown, który kupiłam w zeszłorocznej promocji -40% na kolorówkę  i jestem nim zachwycona.


Czy jakaś firma dostępna w Rossmannie ma barwiący żel do brwi? Wiem, że z Wibo jest, ale szczoteczka jest zdecydowanie za gruba.


poniedziałek, 27 maja 2013

Lakier Misa - Runaway Diva

Jeśli lubicie eleganckie, grzeczne, stonowane i bezpieczne kolory na paznokciach polecam Runaway Diva firmy Misa.

Runaway Diva to przybrudzony różany róż, z nutką fioletu, która w zależności od światła jest mniej lub bardziej widoczna. Kolor jest nieco ciemniejszy niż na zdjęciach i też bardziej przybrudzony.




Bardzo odpowiada mi konsystencja - lakier jest cudownie kremowy, świetnie się nakłada. Dwie warstwy są wystarczające do jednolitego pokrycia płytki. Nie robią się smugi, ani bąble powietrza.

Na poniższym zdjęciu kolor jest chyba najwierniej oddany, choć też nie do końca.


Trwałość lakieru jest bardzo dobra - na paznokciach wytrzymuje tydzień :)

Co mi się nie podoba to czas schnięcia. W porównaniu z wcześniejszymi lakierami Misa, ten schnie najdłużej - mimo malowania paznokci po południu, rano miałam odciski na lakierze :/


Na blogu możecie zobaczyć także:

- Bubble Pop  - intensywny różo-koral
- Frozen in Time - niebieskawy fiolet z nutką szarości
- Shake it to the Samba - lekko rozbielona brzoskwinia
- Little Hands - błękit


Od niedawna lakiery Misa można kupić także w sklepie 

 

internetowym na Facebooku.

 

 

Cena lakieru jest taka sama jak w sklepie na stronie Misa - 29 zł 

 

(uwaga - lakiery mają 15 ml) 

 

 

i również obowiązuje darmowa wysyłka przy zakupach za min. 99 zł

 

 

Przy zakupie 3 lakierów - lakier Multi 3 w 1 gratis! 

 

 

 

Lubicie tego typu kolory na paznokciach?

sobota, 25 maja 2013

Odkrycie kwietnia - krem do rąk Korana z serii Grecka Oliwka

Krem do rąk jest kosmetykiem, od którego wymagam dobrego nawilżenia, braku klejenia, a przy tym nie może być mowy o szybkim wchłanianiu - muszę czuć, że skóra jest posmarowana (podobnie jak w przypadku balsamu do ciała).
Wiem, że dla wielu z Was może to się wydać dziwne, bo większość woli kremy i balsamy szybko wchłaniające się, bez zostawiania żadnej warstwy, jednak ja po takim kosmetyku nadal odczuwam ściągniecie i dyskomfort. Nie jest jednak dla mnie obojętne jaka ta warstwa będzie - na pewno nie może się kleić. Na pewno też nie może powodować, że po posmarowaniu rąk nic nie można nimi robić, nawet utrzymać długopisu.
Wyjątkowo niemile wspominam ogólnie chwalony krem do rąk Kozie Mleko z Ziai - po włożeniu rąk do kieszeni niemiłosiernie spływał z nich klejąc się potwornie mimo wcześniejszego całkiem fajnego działania.

Najczęściej sięgam po kremy z Avonu - tanie, a dobre dla moich rąk. Czasami kupuję coś innego, przeważnie jednak szybko żałuję, jak było np. w przypadku tragicznego kremu aloesowego Green Pharmacy.
Aż wreszcie, w małym sklepiku z miodami i kosmetykami zupełnie przez przypadek trafiłam na istną perełkę, w zasadzie to zasugerował mi ją miły pan sprzedawca - krem do rąk firmy Korana z serii Grecka Oliwka.



Opis producenta:

Efektywna formuła kremu, oparta na ekstrakcie z oliwek odbudowuje uszkodzony naskórek, wzmacnia paznokcie i tworzy na dłoniach lekki film ochronny niczym atłasowe rękawiczki. Oliwa z oliwek doskonale odżywia, nawilża oraz zapewnia utrzymanie prawidłowej struktury skóry.

pojemność: 100 ml
cena: 11-14 zł


Moja opinia:


Krem jest cudowny! Ma gęstą, treściwą, a przy tym nie tłustą konsystencję, nie spływa, świetnie się rozprowadza po dłoniach. Nie maże się, ani nie bieli.

Pozostawia skórę gładką, miękką, o subtelnym, przyjemnym zapachu, nie ma mowy o klejeniu i spływaniu! Efekt ten utrzymuje się bardzo długo (w przeciwieństwie do kremu L'Occitane ...), co powoduje, że krem jest wydajny. Na wydajność ma wpływ też to, że nie potrzeba dużej ilości kremu, aby skóra była odpowiednio nawilżona i odzyskała uczucie komfortu.
Miałam kiedyś krem do rąk z innej serii, z propolisem, jednak był dla mnie za słaby, za lekki.

Cena może wydać się wysoka jak na krem do rąk, ale pojemność i wydajność powodują, że krem wystarczy na długo.


Z tej serii mam jeszcze balsam do ciała, ale czeka grzecznie na swoją kolej ;)


Korana w ramach serii Grecka Oliwka proponuje także:


- mleko do kąpieli
- sól do kąpieli
- żel do mycia ciała
- mydło w kostce
- oliwkę do pielęgnacji ciała
- serum do twarzy i dekoldu
- krem na dzień


Używałyście kosmetyków z serii oliwkowej? A może z innej?

wtorek, 21 maja 2013

Lakier Essence - Vintage district - Get arty

Edycji limitowanych Essence i Catrice od dawna nie śledzę, zaskoczeniem było więc dla mnie znalezienie w Naturze essencowej Vintage District, z powodu lakieru, który jeszcze wcześniej widziałam na jakimś blogu.
Lakier kupiłam w kwietniu, wtedy też zrobiłam zdjęcia, ale w ogóle nie miałam serca (i nie mam dalej) do napisania o nim ... Dlaczego? Totalne rozczarowanie!


W buteleczce lakier zachwyca - niezbyt ciemny szary kolor z mnóstwem różowych drobinek. No i właśnie ... Są one widoczne głównie w buteleczce - na paznokciach niemal całkowicie znikają, jedynie przy sztucznym świetle można się dopatrzeć ich obecności.

  

Konsystencja jest dla mnie fatalna - lakier bardzo trudno się nakłada, jest gęsty, jakby kredowy. Łatwo o smugi i inne nierówności.
Trwałością także nie grzeszy - szybko ściera się z końcówek i odpryskuje, zdecydowanie zbyt szybko.




Macie ten lakier? 


Jesteście z niego zadowolone?

niedziela, 19 maja 2013

Parę zdjęć - porównanie 3 szminek Idealny Pocałunek z Avonu, kredka Saturn Grey i samotemperująca się Lavender Grey

Obiecany wpis z prawie tygodniowym poślizgiem ... Ups ...

Szminki Idealny Pocałunek - Avon

Miłość do szminek Idealny Pocałunek dalej trwa. Zaczęłam od 1 szminki i kilku próbek, po których zamówiłam kolejne dwie szminki, później zdecydowałam się na jeszcze jedną - zupełnie w ciemno. I tym sposobem mam ich cztery:


Jak wyglądają na ustach trzy z nich (Peach peck, Kiss me pink i Caressing coral) możecie zobaczyć TUTAJ

Kupiona jako ostatnia Pink Wink jest kryjąca, dużo bardziej niż Kiss me pink i też bardziej niż Caressing Coral. Ma odcień intensywnego, mocnego, soczystego, ale nie "barbiowego" różu:



Zakupy z tego samego zamówienia co szminka Pink wink:

Kredka Saturn Grey i samotemperująca Lavender Grey - Avon




Zamawiając klasyczną wysuwaną kredkę Saturn Grey byłam przekonana, że nie ma żadnych drobinek a tu niespodzianka ... Nie są zbyt mocno widoczne, ale akurat szukałam matowej ciemnoszarej kredek.

Nie oparłam się nowości - samotemperującej kredce w odcieniu Lavender Grey.
Kolor jest dla mnie strzałem w 10! Idealnie wywarzona szarość z fioletem, nie jest zbyt jasna, czego się obawiałam, ani też za ciemna (choć mi by to nie przeszkadzało). Mam wrażenie, że jest twardsza niż pozostałe wysuwane kredki - być może przez fakt niemal wymuszonego temperowania? Bardziej miękka mogłaby być trudniejsza do ostrzenia.

Pojawiły się pytania, na jakiej zasadzie kredka "sama" się ostrzy. Mechanizm jest bardzo prosty. Temperówka zamiast na zewnątrz skuwki została zamontowana ... w jej środku. Zamykając kredkę nie wciskamy skuwki, tylko przekręcamy.


Otwierając, analogicznie - odkręcamy i właśnie wtedy słychać cichutkie ostrzenie.



ups, przekręciłam nazwę koloru :o

Zastanawiam się tylko, czy przy temperowaniu wysuwa się też od razu rysik, ponieważ nie da się kredki wykręcić jak inne wysuwane. Gdyby się jednak wtedy nie wysuwał, można by "obejść" proces ostrzenia - wystarczy nasunąć skuwkę tyle, ile się da i dalej nie przekręcać. Obawiam się, że wymuszone temperowanie kredka szybciej się skończy ...

sobota, 18 maja 2013

Balsam o zapachu bzu - moja miłość!

Maj nieodzownie kojarzy mi się z kwitnącym bzem. Najbardziej lubię ten ciemno-fioletowy, ale jaśniejszym i białym i nie pogardzę ;) Mąż dobrze wie, czym wywołać uśmiech na mojej twarzy i często dostaję od niego właśnie bez, albo konwalie (które też uwielbiam).

Bez lubię też w kosmetykach, choć wersja z YR zupełnie mi nie podeszła... Za to totalnie zauroczył mnie w kosmetykach Joanna - pisałam już o kąpieli jodowo-bromowej, w "zapasach" czeka peeling do ciała, a obecnie zachwycam się balsamem. Oczywiście bzowym :)



Opis producenta:

Skorzystaj z wieloletnich doświadczeń i mądrości pokoleń – poznaj sprawdzoną recepturę na skuteczną pielęgnację ciała. Balsam zawiera składniki aktywne, silnie pielęgnujące:
- Ekstrakt z bzu – o działaniu łagodzącym i wygładzającym
- Olej ze słodkich migdałów – cenny ze względu na obecność nienasyconych kwasów tłuszczowych – mających szczególnie silne zdolności zmiękczania naskórka i wzmacniania lipidowej bariery ochronnej skóry
- Mocznik - odpowiada za nawodnienie warstwy rogowej skóry, ułatwia wnikanie składników aktywnych w jej głębsze warstwy

Regenerujący Balsam do ciała przeznaczony jest do codziennego stosowania. Dzięki wyjątkowo dopracowanej recepturze, kosmetyk doskonale rozprowadza się na skórze i szybko się wchłania, a użyte składniki aktywne wpływają na poprawę kondycji i wyglądu Twojej skóry.
W rezultacie jego stosowania uzyskasz:
- Doskonałą regenerację całego ciała
- Poprawę jędrności i elastyczności skóry
- Zmniejszenie oznak wysuszania się skóry

Pojemność: 500 ml
Cena: 10-12 zł

Moja opinia:


Balsam wywołuje jedynie sam zachwyt!
Począwszy od sposobu aplikacji, zapach po właściwości pielęgnacyjne.

Bardzo lubię kosmetyki w butelce z pompką - idealne dla leniuszków i osób lubiących totalną łatwiznę - nie muszę balsamu ściągać z półki, wystarczy nacisnąć pompkę i już :D

Zapach .... Mmm świeży, PRAWDZIWY bez! Zapach jest mocny w intensywności, ale z drugiej strony lekki - zapach bzu nie jest skumulowany i nie wywołuje bólów głowy.

Dosyć długo utrzymuje się na skórze, która pachnie zmysłowo, a zarazem rześko i odprężająco.

Balsam jest gęsty, idealnie się rozprowadza po skórze. Nie zostawia lepkiej warstwy a skóra jest cudownie nawilżona i wygładzona. Znika uczucie szorstkości i napięcia. Cudowny dla tak suchej skóry jak moja!

Nie widzę w nim żadnych wad i zapewne sięgnę po drugą butelkę.



Używałyście tego balsamu?


Jaki zapach kosmetyków najbardziej lubicie?






piątek, 17 maja 2013

Aromatyczny Zawrót Głowy

Idąc z pracy do domu doszłam do wniosku, że wiele z Was może być delikatnie mówiąc zdenerwowana kolejnymi wpisami dotyczącymi czy to zakupów czy opisów zapachów Yankee Candle.

Aby tego uniknąć i aby nikogo nie zrazić do odwiedzania bloga założyłam nowy blog. To tam znajdziecie zakupowe szaleństwo i recenzje kolejnych wosków.



Stronę w górnym menu jednak zostawię - możecie tam zaglądać, ponieważ będę aktualizować spis opisanych zapachów.



Zapraszam



Woski i sampler Yankee Candle cz. 3 - Pink dragon fruit, Vineyard i Paradise spice

Dzisiaj przedstawię Wam jeden woskowy "niewypał" i dwa "wypały", oczywiście w mojej subiektywnej opinii.


Pink dragon fruit




Zanim znalazł się na liście zakupowej przeczytałam wiele opinii na jego temat, z reguły były to zachwyty i ja do tych zachwytów dołączam! 
Nie wiem, czy to zapach pitaji i jak jest wiernie oddany. Wiem natomiast, że zachwyciła mnie ta słodko-kwaśna, soczysta i egzotyczna woń unosząca się w mieszkaniu. 

Jest idealny na ciepłe wieczory, nie przeraża słodkością, która jest odpowiednio przełamana kwaskowatością i nutą świeżości. Nie obawiajcie się ciężkiego i duszącego słodyczą ulepka :)

Odpręża, przenosi myślami (niestety, tylko myślami ...) na beztroskie wakacje pod tropikalnym słońcem. 
Otrzymał miano mojego faworyta i tym samym trafił na listę zapachów do kupienia w formie świecy.



Vineyard

 



Vineyard mam w formie samplera i wosku, paliłam na razie sampler. 
Pierwszy raz użyłam jak na sampler przystało i .... rozczarowanie moje nie miało końca! Bo jak to możliwe, żeby zapach bardzo intensywny przez folię, "na sucho" był prawie niewyczuwalny po zapaleniu? Tak, słyszałam, że samplery są delikatniejsze niż woski, ale paliłam wcześniej sampler Summer Scoop i nie miałam żadnych zastrzeżeń do intensywności zapachu.

Postanowiłam poznęcać się nad samplerem i kawałek wrzuciłam do kominka .... Strzał w 10! Zapach poczułam bardzo szybko! Mmmmm .... ten urzekający aromat soczystych, dojrzałych, słodkich granatowych winogron, dokładnie takich, jakie rosną u teściów w ogrodzie! I które tak mi smakują! 

Kolejny typ na formę świecy! Nie sądziłam, że AŻ TAK przypadnie mi do gustu!



Paradise spice




Pierwszy z poznanych do tej pory wosków, który ewidentnie mi się nie podoba, choć wiem, że ma swoich zwolenników.
Nie da się ukryć, że zapachu bananów nie można zaliczyć do rześkich i soczystych, ale mimo to, spodziewałam się czegoś innego po tym wosku ... Z przypraw czuję cynamon, i ok, może być. Ale gdzie te banany? Zamiast zapachu w wersji owocowej, czuję gorzkawy, chemiczny, bananowy (podobno ...) syrop na kaszel z dzieciństwa :/
Nie mam ochoty na drugie podejście :/



Znacie powyższe woski YC? Co o nich sądzicie?

czwartek, 16 maja 2013

FlosLek - Emoleum - olejek myjący pod prysznic

Pisałam już kiedyś, że co kilka dni daję odetchnąć skórze od "drogeryjnych" żeli pod prysznic i wszelkich pachnących pianek do kąpieli. Moja skóra bardzo polubiła taką pielęgnację, więc polecam ją tym z Was, które mają problem z bardzo suchą skórą, która często jest szorstka i swędząca, do tego wybredna na aplikowane na nią balsamy, masła czy kremy.

Olejek FlosLeku z serii Emoleum świetnie wpisują się w mój sposób pielęgnacji ciała.

Opis producenta:


Olejek łagodnie myje i oczyszcza skórę całego ciała, nie zaburza jej naturalnego pH. Pozostawia na skórze delikatny film ochronny, uzupełnia niedobór lipidów i zapewnia skuteczną ochronę przed nadmierną utratą wody. Łagodzi uczucie napięcia i szorstkości skóry. Zawarte w preparacie oleje roślinne (słonecznikowy i morelowy) oraz delikatne emolienty odpowiednio nawilżają i natłuszczają suchą skórę. Zapobiegają łuszczeniu się, wysuszaniu i pękaniu naskórka.

Miękka, gładka, odpowiednio nawilżona i natłuszczona skóra. Łagodzi uczucie pieczenia, napięcia i szorstkości skóry.
Składniki: MIPA-Laureth Sulfate, Laureth 3 , Laureth -7 Citrate, Isopropyl Palmitate, Helianthus Annuus Seed Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Isopropyl Myristate, Parfum, Caprylyl Glyco


Pojemność: 200 ml
Cena: 29-34,00 zł


Moja opinia:


Olejku FlosLek, jak i całej serii byłam bardzo ciekawa - bardzo lubię tego typu produkty zawierające emolienty. 
Moja skóra bardzo go polubiła - co prawda po prysznicu nie jest w dotyku jak po balsamie (taki efekt dają u mnie olejki do kąpieli), ale nie wymaga dodatkowego nawilżenia, ani nie swędzi z przesuszenia.

Konsystencję ma dosyć wodnistą jak na olejek, co powoduje, że praktycznie za każdym razem jak go używam, przy nakładaniu ręką na ciało część ucieka do wanny :/ 
Rozprowadzanie po skórze jest dosyć uciążliwe - nakłada się dosyć opornie, tępo. Najlepiej jest więc po nałożeniu olejku zmoczyć dłoń i  dodatkowo go rozprowadzić po skórze. Wytwarza się wtedy emulsja, która oczyszcza skórę.
Używając myjki obie te kwestie bez problemu się rozwiązują.

Zapach ma delikatny, lekko cytrusowy. 

Czy polubiłam ten olejek?? Tak! Bez dwóch zdań bardzo przypadł mi do gustu. 
Jest tu jednak "ale", moje barzo takie osobiste "ale" - lubię go używać, ale nie po bieganiu, jeździe na rowerze czy innej aktywności. Nie daje mi takiego uczucia orzeźwienia, jakie wtedy lubię. Najlepiej się tu jednak spisuje żel miętowy :)



Stosujecie olejki pod prysznic? 


Znacie ten z FlosLeku?





wtorek, 14 maja 2013

Kolejna masowa dostawa Yankee Candle

Planowałam i obiecałam inny wpis dzisiaj (m.in. o nowej samotemperującej się kredce z Avonu), ale  ... dotarła do mnie ostatnia, trzecia paczuszka w ciągu tych 2 tygodni z woskami Yankee Candle no i muszę się pochwalić :D


Przesyłka nr 1


Efekt promocji w Mydlarni Hebe - zamawiając woski Yankee Candle w ostatnim dniu kwietnia, maja i czerwca dostaniemy na nie 25% rabatu. I jak nie skorzystać?
Do zamówienia przygotowywałam się kilka dni - ciągle coś dokładałam, wyrzucałam i tak w kółko, aż w ostatecznie ukształtowane tak:



Mango peach salsa, Black cherry, Lemon lavender, Summer scoop,
 Sandalwood vanilla, Pink sands, Pink dragon fruit, Paradise spice,
Fruit fusion, Wild passion fruit, Garden sweet pea, Beach flower,
Pink lady slipper



Przesyłka nr 2


Samplery odkupiłam od wizażowej Yankee-maniaczki :D  Wybrałam w zasadzie bardzo rzadko spotykane już zapachy.


Vineyard, Orange
Grapefruit, Summer crush

Vineyard pachnie nieziemsko! Soczyste słodko-kwaskowate jędrne winogrona :D



Przesyłka nr 3


No i ostatnia, dzisiejsza paczka, wyczekiwana tym bardziej, że zawierająca woski, których raczej na próżno szukać w polskich sklepach internetowych.



Fresh mint,
Season's blessings, Islan spa, Cucumber & cantalupe, Patchouli,
Golden sands, Buttercream, Vineyard, Rainbow's end,
Willow breeze, Peppermint bark, Napa valley sun, Green grass


W rezultacie razem z czterema wcześniejszymi zakupami (TU i TU) zgromadziłam całą sporą gromadkę głównie wosków.



Na osobiste zapoznanie się z Yankee Candle zdecydowałam się dosyć późno, choć temat ogólnie jest mi znany - napotykałam temat YC od dwóch czy trzech lat. Miałam więc sporo do nadrobienia.
WYDAJE MI SIĘ, że mam wszystkie zapachy, jakich byłam ciekawa.
Powoli poznaję kolejne z nich, na blogu opisałam na razie pięć (Fluffy towels, Clean cotton, Loves me loves me not, Lilac blossoms i Garden hideaway), szykuję następne i zaczynam odkrywać zarówno faworytów jak i antyfaworytów.




Jakie zapachy są Waszymi faworytami, a jakie antytypami?


poniedziałek, 13 maja 2013

Zakupowo-testowo - kolejna szminka i kredki z Avonu, lakiery Misa, Virtual i kremy Oriflame

Gdy wróciliśmy z Włoch, czekała już na mnie paczka z Avonu a w niej kolejne malowidła dla mnie.


Wybrałam kolejną, czwartą już szminkę Idealny Pocałunek, tym razem Pink Wink. Zdjęcia 6 innych kolorów znajdziecie TUTAJ.
I kredki ... znowu Brown Sugar (na zapas - jest świetna!), Saturn Grey i nowość - samotemperująca się kredka w kolorze Lavender Grey.

Zdjęcia będą jutro, żeby nie było bałaganu w tym wpisie.


Natomiast u sąsiada czekała przesyłka z 2 kremami Oriflame.


Zupełnie zapomniałam, że zgłaszałam się do testowania na Wizażu, więc tym bardziej miałam niespodziankę.


Dzisiaj odwiedził mnie w pracy kurier :) W paczuszce znalazłam 4 lakiery firmy Misa.


Jasny, frenczowy lakier Should I zupełnie nie w moim typie, ale na pewno wśród Was są zwolenniczki tego typu lakierów.


Linki do 4 innych lakierów Misa:

Little hands

 

Shake it to the samba

 

Frozen in time


Bubble Pop



Wielokrotnie pisałam, że bardzo lubię lakiery Virtual.
Będąc w Wispolu sięgnęłam po Light mocha. Jestem bardzo ciekawa, jak będzie się prezentował na paznokciach.






Od którego lakieru zacząć?

 

 

niedziela, 12 maja 2013

Virtual - paczka niespodzianka i zdjęcia szminek Creamy Lipstick

Kilka dni temu kurier przyniósł mi do pracy paczkę, w niej kosmetyki Virtual :) Znalazłam 6 szminek z serii Creamy lipstick i 2 korektory.

 




I tym sposobem mam 9 szminek Virtual:




nr 156 Elizabeth



 Z malutkimi, dyskretnymi drobinkami.


nr 158 Carmen



 Bez drobinek, podobna do Elizabeth, ale bardziej przybrudzona.


nr 160 Scarlett



Czerwień ze sporą domieszką różu, ze złotymi delikatnymi drobinkami (aparat ich nie wychwycił, ale na ustach można je dostrzec).


nr 162 Bella



Pastelowy, zmrożony róż, tandetnie perłowy. Zdecydowanie nie mój typ :/


nr 163 Victoria



Nie ma drobinek, kolor beżowy, lekko przełamany różem, ale nie jest typem koloru "nude".


nr 164 Alice



Nie ma drobinek. Wdzięczny, wiosenno-letni różowo-morelowy kolor (aparat nie wychwycił delikatnych pomarańczowych tonów :/ widać je na zdjęciu sztyftów).


nr 165 Danielle



Ma delikatne drobinki, na ustach prawie niezauważalne. Kolor lepiej oddany na zdjęciu po prawej stronie.

 

nr 166 Betty



 Z dyskretnymi drobinkami. Soczysty kolor, z wyraźnymi pomarańczowymi nutami.


nr 167 Kate



Kolor nieco podobny do Scarlett, ale więcej w nim czerwieni (nie aż tak dużo jak widać na zdjęciu po lewej stronie) i nie ma złotych drobinek. Drobinki są bardzo delikatne i nie rzucają się w oczy.


Faworytki:



Pozostałe kolory (oprócz Bella, bo tu nie mam co się zastanawiać ...) wymagają dalszej obserwacji. A nóż bardziej przekonają mnie po dalszych próbach.


Co do cech szminek to nie są mocno kryjące, sztyfty są miękkie, więc łatwo się nimi maluje. Szminki z Avonu Idealny Pocałunek rozpieściły mnie absolutnym brakiem typowo szminkowego posmaku, przez co taki posmak, mimo, że niezbyt intensywny (szminki Oriflame są pod tym kątem o wiele gorsze) w szminkach Virtual dosyć mi przeszkadza. Są też mniej trwałe niż te z Avonu.



Jakie szminki najbardziej lubicie? (jakie kolory, wykończenia).

 

Może macie taką jedną-dwie, bez których niemal nie możecie żyć, bo absolutnie zawładnęła Waszym sercem?


sobota, 11 maja 2013

Zamęt w blogosferze

Cała blogosfera, facebookownia i wizaż aż huczą z oburzenia i niedowierzania w powodu wycofywania świetnego rzekomo płynu micelarnego BeBeauty, produkowanego przez Tołpę przez Biedronkę.
Piszę "rzekomo", ponieważ mimu tylu zachwytów jakoś nie zdecydowałam się na jego zakup, więc nie wiem jak się będzie spisywał u mnie.
Będąc wczoraj w Biedronce, oprócz tradycyjnie już rukoli, zapasu serków wiejskich (najlepsze!) i mozzarelli, kupiłam 3 butelki sławnego płynu.


Cena płynu to 4,49 zł za 200 ml. Po wczorajszym wypróbowaniu chyba zdecyduję się na jeszcze 2-3 butelki, o ile znajdę z dłuższym terminem ważności (te są do października 2014 - biorąc pod uwagę, że micelem zmywam tylko oczy starcza mi na bardzo długo).




Lubicie ten płyn? Zrobiłyście już zapasy?

 

Rekordzistka zakupiła 16 butelek, a może ktoś ją jednak przebił?


piątek, 10 maja 2013

Woski Yankee Candle cz. 2 - Fluffy towels, Loves me loves me not i Lilac blossoms

Wosków YC przybywa w zastraszającym tempie, poznaję kolejne zapachy, więc pora i na kolejne opinie.
O Garden Hideaway i Clean Cotton przeczytacie TUTAJ.


Fluffy towels

 


To jest zapach czystego prania! W odróżnieniu od Clean Cotton nie czuję tu proszku, a właśnie czyste pranie, pachnące mieszanką proszku i kwiatowego płynu do płukania.
Zapach jest delikatny, nie wierci w nosie jak CC.
Co ciekawe, spotkałam się z kilkoma odwrotnymi odczuciami, że to właśnie FT jest kręcący i ostry od proszkowego aromatu a nie CC.
Nie pozostaje nic innego, jak samemu się o tym przekonać.

Zapach polubiłam i z chęcią czuję aromat w mieszkaniu.


Lilac blossoms

 


Kocham bez, uwielbiam czuć jego zapach, więc wosk o jego zapachu był moim obowiązkowym zakupem.
Niestety, rozczarowałam się. Zapach nie jest taki jakiego oczekiwałam. Daleko mu do świeżo zerwanego jędrnego bzu, którego zapach jest lekki, delikatnie słodki, nie przytłaczający. Nie jest to też na pewno czysty bez, a wielka szkoda :/

Zdecydowanie bardziej podoba mi biedronkowa wersja bzu w świecy LaRissa (kosztuje ok. 5 zł). Nie jest to zapach tak trwały jak Yankee Candle - jest delikatny i szybko ulatuje, ale za to bardziej jest zbliżony do prawdziwego bzu.


Loves me, loves me not



Jak tak naprawdę pachną stokrotki? W zasadzie to pachną nijak, jeszcze idąc dzisiaj z pracy zerwałam kilka, żeby się upewnić i cóż, nadal konkretnego aromatu nie wyczułam.
To raczej wdzięczna nazwa i urokliwy wygląd tych białych kwiatuszków wywołują skojarzenie z lekko słodkim, subtelnym zapachem i nasuwają obrazy błogości i lenistwa.
Stokrotkowy wosk YC jest zdecydowanie podrasowany, podkoloryzowany i tak jak samo słowo "stokrotka" przenosi na wiosenną łąkę w słoneczny dzień. 
W zapachu wyczuwam zatem połać świeżej, soczystej trawy, poprzetykanej białymi kwiatuszkami.

Zapach zdecydowanie może się podobać (tak jak mi), przez ten nastrój beztroski, jaki wywołuje. Lecz czy to są stokrotki? Zapewne ile nosów tyle opinii ;)



Polecane posty

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...