poniedziałek, 28 lipca 2014

Smrodek pod prysznic - kilka słów o żelu Fruttini Milky Orange

Uffff, wyrzuciłam w końcu butelkę po śmierdziuchu, jakim okazał się żel pod prysznic Fruttini w wersji Milky orange.



Mleczna pomarańcza brzmi kusząco, niestety producent zapach spartolił i zamiast dołączyć do uwodzącego zapachem żelu Wiśnia+wanilia podziela niezbyt zaszczytny tytuł śmierdzicha z żelem Mleczna malina (klik).
Spodziewałam się i liczyłam na coś zgoła innego niż słodko-gorzko-kwaśne "coś", co bardziej kojarzy się z syropem na kaszel dla dzieci niż mający umilić codzienną przyziemną czynność mycia ciała. A i z tym jest problem. Mam wrażenie niedomytej skóry, co jeszcze potwierdza niecałkiem czysty wacik po przemyciu szyji tonikiem (ale brudas ze mnie, żel nie daje rady :p).

Nie pominę faktu, że nawet mój niezbyt wymagający pod zapachowym względem mąż niezbyt chciał mnie ratować używając tego żelu i przyczyniając się tym do szybszego zużycia :/

No ale. ... butelka z żelowo-kremowym słodko-gorzko-kwaśnym "myjadłem" wylądowała w koszu.


Znacie podobne śmierdziuchy, które w zamyśle miały ładnie pachnieć?


czwartek, 24 lipca 2014

AA - borówkowy duet: masło do ciała i krem do rąk z serii Sensitive Nature Spa

Już jakiś czas temu dostałam ładnie zapakowany zestaw upominkowy składający się z 2 borówkowych kosmetków AA z serii Sensitive Nature Spa - multiwitaminowe masło do ciała i odżywczy krem do rąk.
Krem do rąk zużyłam, opakowania nie mam, więc wyjątkowo posłużę się tylko zdjęciem producenta.


Krem do rąk
Krem zapewni skórze Twoich dłoni zdrowy wygląd i witalność. Organiczny ekstrakt z borówki dostarczy skórze porcję witamin, a beta-glukan doskonale ją zregeneruje i ochroni.
Pojemność: 100 ml
Cena: ok 30 zł
Masło do ciała
Przynosi ulgę i ukojenie skórze wymagającej regeneracji.
Odżywcze masło Shea oraz bogactwo witamin i antocyjanów z organicznego ekstraktu z borówki, przywracają jej zdrowy wygląd i spowalniają procesy starzenia.
Wzmacnia naturalną barierę ochronną skóry i łagodzi objawy stresu oksydacyjnego.
Pojemność: 200 ml
Cena: ok 50zł

Masło odłożyłam i czeka na zimę. Dlaczego? Jest bardzo gęste i tłuste - jego użycie w gorące dni jest mało komfortowe. Zostawia na skórze warstwę, która w obecnej porze roku może przeszkadzać. Niestety mimo treściwej konsystencji niezbyt wystarczająco nawilża. Zdziwił mnie ten fakt - spodziewałam się lepszego efektu zwłaszcza biorąc pod uwagę cenę. Trochę ciężko się rozprowadza, ale to bym zniosła, gdyby lepiej radził sobie z wysuszoną skórą.

Za to krem do rąk zużyłam z przyjemnością. Jest treściwy, ale przy tym świetnie się spisuje - bardzo dobrze nawilża i lekko natłuszcza. Jeśli ktoś nie lubi używać takich kremów w dzień, to polecam chociaż na noc, przed pójściem spać (ja go tak głównie używałam, bo przez dzień rzadko kiedy smaruję dłonie) - gęstość nie powinna wtedy przeszkadzać.
Podobało mi się jak natłuszczał i nabłyszczał paznkocie. Skórki też miałam w lepszym stanie gdy używałam tego kremu.

Zapach obu kosmetyków rozczarował mnie, choć kremu do rąk jest lepszy niż masła. Od razu przypomniało mi się równie "borówkowe" masło z The Body Shop. Owszem, jest kwaskowaty, ale brakuje mi tu czegoś, poza tym nie jest zbyt naturalny.

Opakowania - strzał w 10. Bardzo mi się podobają, proste, eleganckie, a przy tym zwracające uwagę. Mimo dużej ilości tekstu i ogólnie grafiki nie wyszło kiczowato, wręcz przeciwnie. Aż miło popatrzeć :)


Miałyście coś z serii Sensitive Nature Spa? 


czwartek, 17 lipca 2014

Lakier Cleme Oh la la - Charlotte

Była już energiczna Chantal, a dzisiaj dyskretna i elegancka Charlotte.

Miałam mocno mieszane uczucia wobec tego koloru - tak jasny i dyskretny lakier na moich paznokciach? Nieeee. A jednak. Im dłużej miałam go na paznokciach tym częściej na nie zerkałam.

Zdjęcia nie oddają jego uroku.


Zdecydowanym plusem jest 100%owe krycie po 2 warstwach. Gdyby lakier dawał efekt frencza (a tego się obawiałam) byłby zdyskwalifikowany. Transparentne lakiery lubiłam w liceum (moi niezbędnikiem był mleczny Ivory i z kropelką różu Rose - oba Constance Caroll; mlecznego zużyłam kilka/kilkanaście buteleczek), teraz muszą kryć.

Kolor jest elegancki, dyskretny, lekko się zmienia w zależności od rodzaju i mocy światła. Ogólnie rzecz biorąc kolor jest troszkę ciemniejszy niż na zdjęciach, jak naprawdę  mocno rozbielona kawa. Jeśli jedyne kolory jakie możecie mieć na paznokcich np. w szkole czy w pracy (ja na szczęście nie) to te nierzucjące się w oczy (choć ten beż, podobnie jak czysta kryjąca biel mimo wszystko zwracaja uwagę) to Charlotte będzie dla Was idealna.

Jest kremowy, bez żadnych drobinek, pyłku itp.


W użyciu jest bardziej problematyczny niż Chantal. Jest dosyć płynny, przez co rozlewa się po skórkach (co widać na zdjęciach, bo nie wszystko udało mi się usunąć). 
Druga warstwa schnie dosyć długo - przed położeniem się spać lakier sprawiał wrażenie suchego, a jednak rano obudziłam się z deliktnymi odgnieceniami. Na szybko, przed pracą nałożyłam żelowy top coat z Essence i nie był to dobry krok. Co prawda nierówności stały się prawie niewidoczne, ale za to zrobiły się bąbelki powietrza. Nie zrobił ich lakier! To ważne.

Trwałość
godna uwagi - 4 dni w stanie nienaruszonym. Pewnie byłoby więcej, ale go zmyłam i pomalowałam innym Cleme.


Co myślicie o takich paznokciach?

piątek, 11 lipca 2014

Lakier Cleme - Oh la la - Chantal

Dawno nie było wpisu lakierowego, prawda? Przez najbliższy czas to się zmieni  to za sprawą mini lakierów Cleme, które dostałam już jakiś czas temu.



Urocze, prawda? Kojarzą mi się z kolorowymi cukierkami :D AŻ chciałoby się zjeść :D
Lakiery pochodzą z serii Oh la la i mają 5,5ml pojemności. Pisałam o nich TUTAJ.


Kolory na powyższym zdjęciu i na innych na stronie producenta są ciut przekłamane.

Dla przykładu porównajcie kolor Julie ze zdjęcia wyżej a z tego:


Przed wyborem lepiej więc poszukać zdjęć na blogach.

Jako pierwszy wybrałam cudny intensywny błękit  Yvette, jednak nie zorganizowałam się na tyle, żeby porobić zdjęcia. Nadrobię, bo kolor jest fantastyczny *.*

Kilka dni temu moje paznokcie były pomarańczowe za sprawą Chantal.


Nie mam przekonana do czystych pomarańczy na paznokciach - zdecydowanie wolę intensywne korale i subtelniejsze brzoskwinie czy łososie (choć łososi nie lubię :p bleee). Nie będę zatem oceniać samego koloru, bo na pewno może się podobać. Na zdjęciu producenta miałam o nim inne wyobrażenie, dlatego go wybrałam.

W buteleczce widać malukie drobinki, jednak na paznokciach giną i są widoczne tylko z bardzo bliska. Super!

Zdecydowanym plusem jest bardzo dobre krycie - 2 warstwy wystarczą, żeby kolor był żywy, bez smug i prześwitów. No ale kurcze - i tak jest "nie mój" :/

Schnie całkiem zwyczajnie, nie ma tu nic szczególnego w jedną czy drugą stronę. Podobnie jest z trwałością - drobne odpryski pojawiają się około 3 dnia. Nie jest źle, ale cudów też nie ma ;)

Teraz mam kolejny "nie mój" kolor - beż Charlotte, który zobaczycie w najbliższych dniach.


Nie mam pojęcia, gdzie je kupić, więc jeśli chciałybyście je mieć, możecie spróbować skontaktować się z producentem - czytałam na którymś blogu, że można zamówić mailowo. 

Sama chciałabym jeszcze Viviane, Louise, Julie i Lucie o ile są takie jak na pierwszym zdjęciu producenta.


Lubicie pomarańczowe paznokcie?


środa, 9 lipca 2014

Ambasadorka Le Petit Marseillais

Czy inne Ambasadorki LPM są tak samo zachwycone szczegółami, z jakimi zostały przygotowane przesyłki?


W białym perforowanym pudełku ozdobionym logo LPM i zielonymi wstążeczkami, które z miejsca zdobyło moje serce - wzorowy ład i porządek:


Sympatyczny liścik i pomysłowy przewodnik po świece LPM z prostymi zwrotami w języku francuskim, krótkim opisem produktów i opiniami z blogów dopełniają starannie przygotowany zestaw. Brawo!

Ambasadorki dostały do przetestowania żel pod pysznic Kwiat pomarańczy i mleczko do ciała i dodatkowo po 20szt w wersji próbkowej (do rozdania wśród znajomych).


Dbałość o szczegóły w 100% :)



wtorek, 8 lipca 2014

Kosmetyczne podsumowanie czerwca cz. 2 - co nowego?

Zużycia już były, zatem pora na zakupy i otrzymane kosmetyki.


Niekolorówkowo wyjątkowo skromnie

- płyny do kąpieli z Avonu - Zielone jabłuszko, Różowa magnolia i Konwalia. Jeden z nich za symboliczną złotówkę, pozostałe dwa również w korzystnej cenie - 7zł, w lipcu kupiłam jeszcze wersję Wiosenny Ogród). Dawno, dawno temu (ponad 10 lat temu) lubiłam wersję Różowy Grejpfrut i Pomarańcza za ich soczysty zapach i w zasadzie od tamtej pory nie kupowałam ze względu na cenę.

-psikadełko Be Serene - wyszedł w śmiesznie niskiej cenie (w zestawie z żelem pod prysznic Lagoon po 15,99zł). Codzienny zwyklak, przypomina mi jakiś inny zapach z Avonu, ale nic nie mogę skojarzyć dokładniej.


Z kolorówką już gorzej:

 

- jestem podkładowym laikiem i dopiero niedawno rozpoczęłam z nimi przygodę. Revlon Colorstay skusił promocyjną ceną 24,99zł w drogerii Sekret Urody. Tanie Naturowe My Secret: Perfect Matt (mam już nr 3 i jest za jasny obecnie, tzn. w opakowaniu jest ok ale jaśnieje na twarzy) i Ultra Light były po ok 5zł.

- lakier żelowy Avon - Marine Blue - kupiony w promocji 2 za 19,99 (drugi do pary przyszedł później - rzuciły się kobitki i brakło ;))

- lakier Joko Find your moment - Poppy - zauroczył mnie cudny połysk innego koloru z te serii Forget me not, więc wybrałam kolejny

- lakiery Miyo Mini drops - 161 Papayawhip, 168 Light coral i 162 Moccasin. Nie pamiętam ceny, ale były taniutkie.

-  szminka w kredce Bell - nr 7 - hit tego lata! KLIK

- 2 szminki Bell Anti age & shine - nr 36 i nr 30 - z Naturowej promocji 2 w cenie 1. Przygotuję swatche i pokażę pisząc kilka słów na ich temat.

- cienie w kremie Maybelline Color Tattoo - Everlasting navy i Turquoise forever - pokazałam je TUTAJ. Do robienia kresek są super! Są bardzo trwałe, kolory nasycone, jednak turkusowy pod koniec dnia ma lekko zmieniony kolor i jest bardziej zielonkawy.


OTRZYMANE:


- druga przesyłka od Le Petit Marseillais, tym razem dwa żele - Biała brzoskiwnia i nektarynka oraz Miód lawendowy. Teraz czekam na przesyłkę w ramach akcji Ambasadorka LPM.

- kosmetyki do włosów z Joanny z serii Keratyna wygrałam w konkursie na Facebooku. Na razie używma tylko sprayu i póki co niezbyt mi służy :/

- kolejna przesyłka od Fitomedu. Tym razem wybrałam Hydrolat oczarowy i masło shea.



Przesyłkę od Joko już pokazywałam. TUTAJ znajdziecie szczegóły :)


Dużo? Mało? Gdyby nie kupiona w takiej liczbie kolorówka byłoby całkiem nieźle :)


A co Wy kupiłyście ciekawego?


sobota, 5 lipca 2014

Kosmetyczne podsumowanie czerwca cz. 1 - zużycia

Po kiepskim maju przyszedł udany czerwiec. Myślałam wcześniej,  że część tych kosmetyków zużyję w maju jednak przeszły na kolejny miesiąc. 
Teraz mam mało końcówek, więc lipiec będzie kolejnym słabszym miesiącem - nie zużywam na siłę, byle więcej, bo mija się to z celem. Używanie kosmetyków ma być przyjemnością, prawda? :D



1. Fitomed - płyn różany
Przyjemny poranny i w-ciągu-dzienny odświeżacz nie tylko do twarzy ale i całego ciała będący fajną odmianą po tonikach. Warto go poszukać np. w sklepach zielarskich, zwłaszcza, że zbliżają się upalne dni.
/recenzja/

2. Le Petit Marseillais - żel pod prysznic o zapachu bzu
Koło bzu nawet nie leżał a szkoda (KOCHAM bez i jego zapach). Zamiast cudnej woni tych kwiatuszków jest tu zapach bliżej niezidentyfikowany - jakieś kwiatki razem z zielonymi gałązkami. Sam żel dosyć zwyczajny.
Nikogo kusić nie będzie, bo ta wersja nie jest dostępna w Polsce (za to niedługo pokuszę innym żelem LPM). recenzja

3. Korana - balsam do ciała Grecka Oliwka Jeśli nie lubicie parafiny w kosmetykach to ten balsam jest dla Was :) Bez parafiny, super nawilża, delikatnie natłuszcza, przyjemnie pachnie - byłam z niego bardzo zadowolona i pewnie jeszcze kupię. recenzja

4. Balneum - Intensive - płyn do mycia Kompletne rozczarowanie. Nie wiem, na jakiej podstawie producent nazwał ten produkt płynem bo jest to żel i to dosyć gęsty. Opakowania z pompką zwykle są u mnie mile widziane, ale nie w tym przypadku - przez gęstość żelu trudno się go wyciska i trzeba kilka/kilanaście razy nacisnąć dozownik, żeby mieć odpowiednią ilość do umycia się. Żel zużyłam ekspresowo, bo w ciągu ok 2 tygodniu - co prawda ma mniejszą pojemność, niż standardowe żele, ale oprócz tego jest mało wydajny. Zapachu właściwie nie miał. Gdybym kupiła go w normalnej cenie byłabym delikatnie mówiąc zła.

5. Be Beauty - płyn micelarny
Całkiem normalny i przy tym dobry płyn micelarny. Nie jestem skłonna nazwać go hitem, bo mocnego ciemnego makijażu nie zmywa do końca, ale biorąc pod uwagę cenę (ok 5zł) nie ma też co cudów wymagać.

6. Avon - Planet Spa - peeling do ciała z minerałami Morza Martwego Jedno z absolutnych odkryć kosmetycznych. Polubiłam :) recenzja

8. Pervoe Reshenie - maska do włosów z łopianem Męczyłam ją dosyć długo, ale w końcu się zawzięłam. Byłam z niej zadowolona, bo włosy po jej użyciu były miękkie i gładkie, ale nie wiem czemu nie lubiłam jej używać. recenzja

9. Emolium - emulsja do kąpieli Zużyłam podkradając półrocznemu synkowi ;) Co jakiś czas lubię wymoczyć się w emoliencie - dobrze robi to mojej skórze. U mnie się sprawdził, ale u synka jednak bezapelacyjnie najlepiej sprawdził się płyn Oillan Baby (KLIK).

10. Avon - Planet Spa - kremowa emulsja do oczyszczania twarzy z żeń-szeniem Zużyłam z przyjemnością, głównie dlatego, że nie wysuszał mi skóry. Nie pieni się, co mi nie przeszkadza. Dobrze radził sobie z usuwaniem podkładu i pudru z twarzy, lubiłam też używać go rano. Myślę, że kiedyś znowu go zamówię.

11. Avon - Care - krem do twarzy z masłem kakaowym Zupełny zwyklak (btw. tytułowego masła kakaowego ma tyle co kot napłakał), do tego o dużej pojemności (100ml) i wydajny. W pewnym momencie zaczął mnie męczyć i z ulgą zobaczyłam dno pudełeczka.
recenzja

12. Avon - Anew - krem pod oczy Aqua Youth
Mam o nim dosyć obojętne zdanie. Jakiegoś suer-extra efektu nie zauważyłam, ale dobrze nawilżał. Zupełnie zwyczajny kosmetyk, nawet nie wiem co więcej o nim napisać ;)

13, 14, 15. - Salea - piwne mleczko, peeling, płyn do kąpieli (próbki) Z reguły próbek nie pokazuję, ale te tak, żeby zwrócić Waszą uwagę na te kosmetyki. recenzje

16. Dove - 60sekundowa kuracja do włosów farbowanych Dostałam do wizażowych testów razem z szamponem i odżywką do włosów farbowanych. Z tego trio kuracja zdecydowanie najlepiej się u mnie sprawdziła - włosy były lejące, miękkie, gładkie i błyszczące. Tubka starczyła mi na ledwo 3 razy. 15ml za ok 6 zł to nie jest atrakcyjna propozycja. Może kiedyś, przy okazji jakiejś dobrej promocji kupię bo moje włosy ją polubiły.

17. Avon - czarna kredka z gąbeczką
Nie zliczę ile sztuk już zużyłam. 6? 7? Może już 10? Używam niemal codziennie do zrobienia kresek wewnątrz powieki. Trzyma się całkiem przyzwoicie, choć na pewno mogłoby być lepiej. Dotąd nie znalazłam lepszej kredki i szukać nie będę. Jestem wierna tej i tk już chyba zostanie. Choć ostatnio zamówiłam żelową (też do tego celu), ale nie jestem z niej zadowolona :/

18. La Roche Posay - mydło Lipikar
Długo je miałam, ponad rok, ale też nie używałam codziennie (miałam sporą przerwę). Kupiłam, bo rok temu w zimie moja cer oszalała i bałam się ją czymkolwiek myć i cokolwiek nakładać. Co ciekawe, wtedy nie czułam po nim ściągnięcia, a jak tylko problem zniknął - tak.




A jak u Was? Ile opakowań wyrzuciłyście w czerwcu?

 

wtorek, 1 lipca 2014

Uroda Melisa - przeciwzmarszczkowy krem na noc

Pamiętacie moje zachwyty nad balsamem do ciała Melisa firmy Uroda (KLIK)? Ucieszyła mnie informacja, że jest teraz dostępny także w butelce o pojemn ości 400ml :D Na pewno znajdzie się u mnie za jakiś czas, a póki co kilka słów o innym kosmetyku z tej serii - o kremie przeciwzmarszczkowym na noc.


Krem polecany dla osób 25+, do skóry z pierwszymi objawami utraty jędrności
Masło Karite dostarcza skórze wyjątkowe składniki odżywcze, chroni przed wysuszaniem i starzeniem. Regeneruje i stymuluje procesy odbudowy skóry. Olej z awokado nazywany jest olejem 7 witamin (A, B, D, E, H, K, PP), silnie nawilża i odżywia naskórek. Olej z pestek winogron, oprócz dużej zwartości kwasu omega-6, zawiera wiele witamin, minerałów oraz sprzyjających skórze flawonoidów i lecytyny. Działa antyoksydacyjnie, odżywia i chroni.
Witamina E chroni, nawilża i uelastycznia naskórek, wyrównuje przebarwienia, działa antyoksydacyjnie, redukuje wolne rodniki.
Wyciąg z melisy regeneruje, łagodzi, uspokaja i odświeża. Przynosi ulgę zmęczonej skórze. Wyciąg z zielonej herbaty spowalnia efekt starzenia się skóry, pobudza jej mikrokrążenie, uelastycznia. Chroni przed wolnymi rodnikami. Prowitamina B5 działa leczniczo i łagodząco na podrażnioną skórę, wygładza i poprawia jej koloryt. Alantoina łagodzi, nawilża, wygładza i zmiękcza skórę.
Pojemność: 50 ml
Cena: ok 6-7,00 zł



Kilka cech łączy ten krem z balsamem z tej samej serii. 

Po pierwsze - zapach. Jest dosyć intensywny, ale nie duszący, mocno roślinny (nie kwiatki, nie zioła, nie trawa) działający na mnie ożywczo (choć na noc powinien działać usypiająco ;)). Mi bardzo odpowiada.
Po drugie - konsystencja. Wydobywając krem z pudełeczka wydaje się dosyć lekki, ale po kontakcie ze skórą nabiera delikatnej tłustości. Nie jest jednak ciężki, a w sam raz. Skóra lekko się po nim świeci, ale nie przeszkadza mi to.

Natomiast w przeciwieństwie do balsamu, krem jest całkiem zwyczajny. Krzywdy nie zrobi (przynajmniej mi), ale też nie zachwyca. Nie podrażnia i nie zauważyłam zapychania. Nawilżenie jest całkiem dobre, ale jednak czasami potrzebuję czegoś mocniejszego. To, czego mi po nim brakuje to brak widoku promiennej i wypoczętej skóry (niektóre kremy to potrafią).

Warto zwrócić uwagę, że mimo niskiej ceny krem jest zabezpieczony sreberkiem - jeśli będzie zerwane, można poszukać nienaruszonego i mieć pewność, że nikt w nim nie grzebał.

Generalnie jest ok i przy ograniczonych funduszach można go rozważyć.



Znacie kosmetyki Melisa?



Polecane posty

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...