czwartek, 30 października 2014

Lakier Joko Find your moment - Forget me not

Sporo czasu minęło odkąd dostałam świetną paczkę od Joko (klik). Przez ten czas testowałam, przyglądałam się i mogę zacząć dzielić się swoimi opiniami :)

Jako pierwszy pokażę Wam lakier z serii Find your moment w jasnym, letnim kolorze Forget me not.
Jak zapewne wiecie nie przepadam za jasnymi lakierami, jednak ten naprawdę podbił moje serce.


Świetnie prezentuje się na paznokciach i ma piękny połysk. Miałam go akurat na spotkaniu z koleżankami, które od razu zwróciły na niego uwagę. Pytały, czy to specjalny lakier żelowy i nie mogły nadziwić się połyskowi jaki daje. Jedna z nich następnego dnia sobie kupiła buteleczkę niezapominajki.


Kolor nie jest jednoznaczy i to tak lubię w lakierach :D Wydawać by się mogło, że to jaśniutki błękit. I racja, ale momentami wychodzą z niego też szare a kiedy indziej lekko fioletowe nuty.

Lakier nakłada się bezproblemowo, szybko schnie, bardzo dobrze kryje i jest trwały - miałam go w bardzo dobrym stanie 5 dni.

Oj Joko, Joko, ten lakier wpadł mi w oko :D


Znacie tą serię lakierów?

Współpraca

Chętnie przetestuję i rzetelnie zrecenzuję kosmetyki Państwa firmy, podając przy tym linki do Państwa strony internetowej.

Proszę o kontakt na adres mailowy: 
kamilans@poczta.fm


Dotychczas podjęłam współpracę m.in. z następującymi firmami:



http://www.chantal.com.pl/http://www.cleme.pl/paznokcie.html


www.etja.pl


http://www.fitomed.pl/strona-glowna/cms_s/?ids=1




http://goldenrose.pl



www.sanbios.pl

http://www.skarbmatki.pl/








wtorek, 28 października 2014

Chantal Sessio - odżywiająca maska kokosowa do włosów

Z pielęgnacją włosów jet u mnie trochę na bakier. Włosoholiczką nigdy nie byłam i nie zapowiada się, aby coś się zmieniło w tym temacie. Fazę olejowania mam już za sobą (niedawno zużyłam ostatni zalegający mi olej kupiony z 4 lata temu) - znudziło mi się. Pewnie włosomanaczki mnie zlinczują, ale przeważnie wystarczy mi sam szampon. Po odżywki sięgam rzadko (taaaa, a parę dni temu kupiłam 3 z Dove), po maski jeszcze rzadziej.
Kilka polecanych masek przerobiłam - Kallosy, Waxy itp i nic mnie szczególnie nie uwiodło.

Gdy maski Chantal z serii Sessio zaczęły pojawiać się na blogach zainteresowały mnie na tyle, że gdy dostałam propozycję przetestowania wybranych kosmetyków tej firmy bez wahania postawiłam na m.in. maskę w wersji kokosowej.
Sprężyłam się w sobie i po co drugim-trzecim myciu nakładałam (i nadal nakładam, bo jest bardzo wydajna) tę maskę.



Doskonała do pielęgnacji wszystkich rodzajów włosów, a w szczególności do włosów słabych, suchych i łamliwych. Wzbogacona o proteiny soi i ekstrakt z kokosa, które mają silne działanie odżywcze. Składniki aktywne pomagają zachować właściwy poziom nawilżenia, sprawiają, że włosy odzyskują sprężystość i elastyczność. Tworzą film ochronny wokół włosa, dzięki czemu
są one wygładzone oraz łatwo się rozczesują. Po zastosowaniu maski włosy zyskują zdrowy wygląd i połysk, nie elektryzują się oraz są bardziej podatne na układanie. Łagodny kokosowy zapach działa relaksująco i odprężająco.

Pojemność 500 g
Po pierwsze opakowanie. Jak dla mnie mega wygodne w użyciu. Pompka jest świetnym rozwiązaniem, nie trzeba odkręcać (chyba, że już pod sam koniec, gdy produktu jest na tyle mało, że pompka przestaje zdawać egzamin) , potem szukać zakrętki itp. Co prawda trzeba nacisnąć kilka razy, żeby mieć odpowiednią ilość maski, ale i tak wolę takie rozwiązanie niż odkręcany słoiczek, który mokrymi dłońmi przeważnie trudno jest odkręcić.

Maska ma konsystencję ... hmmm dziwną. Jest w miarę zwarta, mazista, nie spływa z rąk i skojarzyła mi się z lekko rozrzedzoną gliceryną i w zasadzie nic dziwnego, skoro gliceryna jest na czwartym miejscu składu.


SKŁAD: Aqua, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Glycerin, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Hydrolized Soy Protein, Propylene Glycol, Cocos Nucifera Fruit Extract, Panthenol, Parfum, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Isobutylparaben, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Potassium Sorbate, Citric Acid, Coumarin

Jak już wielokrotnie podkreślałam, specjalistą ani "wyznawcą" składów nie jestem, ale po cichu liczyłam na to, że maska będzie miała sporą dawkę oleju kokosowego (wszak drogi nie jest). Tymczasem gliceryna,  silikony (choć są osoby któe ich nie lubią), proteiny soi i ekstrakt z kokosa a za nimi (aż) 5 parabenów. Oceńce same Was to satysfakcjonuje czy nie.

W każdym razie dla moich włosów maska zła nie jest, z zastrzeżeniem, że dopiero na drugi dzień od użycia. Dlaczego? W ten sam dzień włosy są trochę sianowate (ale nie w sensie, że suche) i napuszone. Na drugi dzień jest całkiem fajnie - włosy są nadal lekkie, ale już są "zwarte", miękkie i przyjemne w doyku. Brakuje mi większego połysku włosów po jej użyciu.

Zapomniałabym o zapachu. O dziwo nie jest nachalny, a dosyć apetyczny (piszę "dosyć" bo nie przepadam za kokosowym aromatem kosmetyków) kokosowo-mleczny i utrzymuje się przez jakiś czas na włosach.

Warto ją wypróbować, bo jest to dobra maska, ale osób bardzo wymagających raczej nie zachwyci.

Możecie ją kupić na stronie producenta (KLIK). Widziałam je też w Hebe.


Znacie maski Sessio?

sobota, 25 października 2014

Zakupy w ramach ostatnich Dni LIfestyle w SP

W ostatnią środę i czwartek SuperPharm zwabiała na okazyjne Dni Lifestyle. Gdyby ktoś nie wiedział: dni Lifestyle to promocje 2-3 dniowe, podczas których można kupić wybrane kosmetyki w sporo niższych cenach. O ostatniej edycji pisałam TUTAJ.

SP omijam szerokim łukiem z uwagi na bardzo zawyżone ceny (idealny przykład: lakator Lovi w SP grubo ponad 500zł, a ja kupiłam gdzie indziej ten sam za 330zł, albo kaszka dla dziecka: w SP 9 zł, a w Leclerku, który u mnie jest akurat pietro niżej niż SP ten sam produkt 6zł), czasem jednak wymyślą coś super, jak właśnie Dni Lifestyle.

Pierwszego dnia na szczęście nie miałam zbyt dużo czasu na buszowanie po półkach (w zasadzie to w ogóle go nie miałam ;)) - od razu weszłam do części aptecznej po upatrzone wcześniej kosmetyki Dermedic z serii Hydrain3.


Serum uwielbiam, ale mam go całkiem sporo (jest bardzo wydajne!), więc nie kupiłam.
Nie kupiłam też planowanego żelu do mycia twarzy z prostego powodu - już go nie było :/

Ceny w promocji:
- kremy 20,49zł
- maseczka 13,50zł

Patrzę na paragon i kurcze no. Zapomniałam o zdjęciu kremu SVR Lysalpha (w promocji 25,99zł) :mur: No tak, dałam go od razu do szafki w łazience zamiast do torby z zakupami i oto efekt.

Na krem skusiłam się spontanicznie. Lata temu miałam poprzednią wersję - Lysanel active i to był najlepszy "kwas" jakiego używałam. Oby aktualna wersja równie się spisała.

Na środę planowałam zakup jedynie szamponu/ów Dove, ale nie dziwne, że skończyło się na "ów" ;) 9,50 za 350ml butlę do dobra cena. Ponad to, miałam wersję do włosów farbowanych i mile mnie zaskoczył (wcześniej nie miałam zaufania do szamponów Dove). Skóra głowy nie swędziała i mam nadzieję, że po innych też nie będzie.


2 duże szampony Silk & Sleek kupiłam też siostrze :) Koszyk stawał się ciężki, a tu jeszcze zachciało mi się odżywek do kompletu:


Co prawda promocyjna cena 7,49zł za 200ml butelkę nie wydała mi się szczególnie oszałamiająca, no ale ...
Przy kasie zonk - można kupić jedynie 5 kosmetyków z danej firmy, objętej -50% zniżką. Rozwiązanie się znalazło - poprosiłam następną klientkę, aby 4 sztuki wzięła na swoją kartę. Da się? Da się ;)

W środę czasu miałam duuuuużo, więc bez pośpiechu przeglądałam asortyment innych firm objętych promocją.

Z Tołpy zainteresowało mnie kilka kosmetyków. 
W koszyku miałam krem na dzień i krem na noc z serii Futuris30+ i jeszcze krem bogaty Hydrativ (miałam go kiedyś), ale na szczęście opanowałam się - 2 kremy kupiłam przecież dzień wcześniej i być może dojdą jeszcze nowe kremy Nutri-Advance Anew z Avonu (wypróbuję najpierw próbki i albo zamówione w fajnej cenie kremy zostaną u mnie, albo polecą dalej). Z kolei w domu kremów pod sam sufit - zachowałam resztki rozsądku i odłożyłam.

Zostawiłam tylko krem pod oczy Futuris30+ (17,49zł). OKLASKI :D

Do koszyka wpadł jeszcze żel do golenia Gillette z masłem shea (taaaa, a dzień wcześniej kończąc inny żel tej firmy postanowiłam nie kupować kolejnego, tylko wrocić do golenia na zwykłym żelu pod prysznic):


Kupiłam jeszcze maszynki Gillette, ale nie załapały się do zdjęcia ;)

I dla siostry krem na noc i pod oczy AA z serii Mezzo Laser. Hahaha nie ma jak zakupy przez telefon :p


Z zakupów się cieszę i z samej promocji też - w końcu kosmetyczne sieciówki przejrzały na oczy i proponują od czasu do czasu prawdziwe promocje zamiast rzędu 2-3 zł co jest żenujące (prym wiedzie tu Rossmann). Z drugiej strony - ledwo zaczęłam wykopywać się spod zapasów, a znowu się zagruzowałam. I teraz trzeba od nowa ...


Kupiłyście coś na Dniach Lifestyle?

środa, 22 października 2014

Pachnący wpis: Avon - Far Away & Far Away Gold

Far Away klasyczne uwielbiam, a pomyśleć, że długo zapach ten uważałam za największego śmierdziela (później, po poznaniu Angel Mugglera razem cieszyli się tym zacnym mianem). Kilka lat temu, 4? 5? wcześniej? coś się poprzestawiało w moich zapachowych gustach i teraz nie obejdę się bez FA.
Far Away Gold od razu mnie zaintrygowało. Czy to ten sam zapach tylko w innej, złotej butelce? Czy może coś je różni?



Far Away


Poniżej nuty zapachowe ze strony Fragrantica.pl  - po lewej podane przez producenta, po prawej zgodne z tym wyczuwają użytkownicy tego portalu.

 NUTY:
górne: karo-korund, ylang-ylang, pomarańcza, kokos i brzoskwinia
środkowe:  jaśmin, osmantus, róża, fiołek, gardenia i frezja
dolne: wanilia, drzewo sandałowe, piżmo i żywica bursztynowa.

Far Away to bez wątpienia zapach specyficzny, często określany jako "babciny", przez co ma swoich zagorzałych przeciwników. Rzeczywiście. Zapach jest mocny, wręcz przytłaczający wanilią, jaśminem, azjatyckim ylang-ylang i piżmem.Potrafi zawiercić w nosie, czasem zdarza mi się aż kichnąć ;)

Czy jest słodki? Mi słodkie zapachy kojarzą się głównie z ulepkowymi, cukierkowymi zapachami np. Escady. W takim sensie Far Away nie jest słodki. Jednak na pewno czuć w nim słodycz wanilii, choć nie tak dosłownej i słodkiej jak w dostępnej kiedyś mgiełce z serii Naturals.

Zapach idealnie jesienno-zimowy, otulający ciepłym, orientalnym aromatem, który z biegiem dnia łagodnieje lecz wieczorem, po ponad 12 godzinach nadal jest wyczuwalny! Nie spotkałam drugiego tak trwałego zapachu w ofercie Avonu. Miałam/mam ich sporo i wszystkie po średnio 2-3 godzinach znikają, także z droższych (Lacroix Rouge bardzo mnie rozczarował pod tym względem). "Rekordzistą" jest Outspoken, którego po 30 minutach już nie czuję.
Far Away zostaje na szaliczku, włosach i w pomieszczeniu, w którym się przebywa. Dla mnie bomba :D
Mimo wpisania się w jesienno-letnią aurę nie mam oporów użycia go także w cieplejszy dzień - zupełnie inaczej go wtedy odbieram i nie dusi mnie jego aromat. Nie wiem jak innych :p


Buteleczka jest skromna, poręczna, zgrabnie leży w dłoni, ozdobiona jedynie czarnym frędzelkiem, który bez problemu można zdjąć, jeśli komuś przeznacza. Niezwykle podoba mi się brak napisów na butelce. Oszronione szkło, czarno-różowa kuleczka jako korek, frędzelek i wystarczy. Chyba każdy ją rozpozna, wszak to sztandarowy zapach Avonu, produkowany już 20 lat.

Jedyny zapach, którego po zużyciu kupuję kolejną buteleczkę i od kilku lat nie mam dość :)


Far Away Gold


Poniżej nuty zapachowe ze strony Fragrantica.pl  - po lewej podane przez producenta, po prawej zgodne z tym wyczuwają użytkownicy tego portalu.

NUTY:
brzoskwinia, pomarańcza, jaśmin, wanilia, ylang-ylang, żywica bursztynowa i kokos. 

Złota buteleczka mnie zachwyciła. Co prawa nie jest szroniona jak klasyczne F.A. a ma połysk, ale nadal przykuwa i cieszy wzrok. Brak napisu (jak w klasycznym F.A.) byłby dodatkowym atutem, ale zawsze buteleczkę mogę ustawić napisem do tyłu.
Jedynie co mnie w buteleczce rozczarowało to brak uroczej przywieszki i złotego elementu trzymającego frędzelek, które są pokazane w katalogu

źródło: www.fragrantica.pl
A sam zapach? Jak się ma do klasycznego F.A.?
Tak jak pokazują nuty jest mniej skomplikowany, ale nadal bardzo zbliżony! Są momenty, kiedy wydaje mi się że to dokładnie to samo, a za chwilę jednak wybija coś co je różni.
Na pewno Far Away Gold jest łagodniejszy (choć nadal ciężki) i odrobinę mniej waniliowy. Podobnie jak w F.A. nie czuję tu owoców, które wymienia producent (i całe szczęście).
Łagodniejszy zapach niesie też za sobą krótszą trwałość, ale nadal spisują się dobrze pod tym względem.



Gdybym miała wskazać, którą wodę polecam bardziej, to miałabym problem. W zapachu różnica jest subtelna, ale jednak jest i sprawia, że nie są one dla siebie zamiennikiem.
Far Away są zdecydowanie trwalsze, ale równocześnie intensywniejsze.

Powiem więc tak: jeśli klasyczne Far Away są dla Was za ciężkie, to warto zamówić choćby próbkę wersji Gold.
A jeśli klasyczne Far Away są wśród lubianych przez Was zapachów, wersja Gold również powinna do nich dołączyć.



poniedziałek, 20 października 2014

Dni Lifestyle 21.10-22.10

Karty Super-Pharm w dłoń (a jak karty b\nie macie możecie założyć na miejscu), w drugą portfele z gotówką lub kartą a w trzecią (;)) koszyk na zakupy, bo
 SP przygotowała kolejne Dni Lifestyle.

Jutro i pojutrze produkty wielu firm można kupić  50% taniej:



Na mojej liście znalazły się już 4 kosmetyki Dermedic z serii Hydrain 3:
- przeciwzmarszczkowy krem na dzień
- przeciwzmarszczkowy krem na noc
- nawadniająca maska do twarzy
- kremowy żel do mycia twarzy

Polecam także serum z tej serii - mam go jeszcze sporo (jest bardzo wydajne), więc się oprę pokusie :)

Chcę kupić także szampon do włosów z Dove - ostatnio zużyłam do włosów farbowanych i mile mnie zaskoczył głównie przez nie powodowanie swędzenia skóry głowy.

Cała gazetka:


Planujecie zakupy? Co polecacie a co odradzacie?

sobota, 18 października 2014

Świat się kończy - byłam w kinie. Świat się kończy po raz drugi - na polskim filmie ... ("Bogowie")

Mąż zaprosił mnie do kina, a prawie 10 miesięczny syn został z babcią (na szczęście nie ma z tym problemu). Taaaak, ja i kino, ja i film a tym bardziej ja i polski film (bo właśnie polski film wybrał). Dobry żart, bo za filmami nie przepadam, jednak tym razem z chęcią przytaknęłam propozycji. Chodziło mi wszak bardziej o rozerwanie się niż o sam film "Bogowie" o którym "coś tam" słyszałam na zasadzie że taki powstał, że gra Kot (a Kota przez rolę w jednym z głupszych seriali jakie znam, a mianowicie w Niani nie lubię) i w sumie tyle.


Ja, kinowo-filmowa ignorantka, wręcz gardząca polskimi produkcjami wyszłam z seansu poruszona do szpiku kości. 

Film zrobił na mnie mega wrażenie! Do roli Religi nie było lepszego aktora choć można tu dywagować, czy wzrostowo nie ma tu zbytniej rozbieżności (Kot ma prawie 2 metry). Ale czym jest wzrost w obliczu tak wiernego oddania wyrazu twarzy, chodu, wczucia się w rolę, przez co stale miałam poczucie, że podglądam prawdziwego Religę. Podglądam, a przy tym pojawia się natłok refleksji nt. życia i śmierci a także zdumienie i niedowierzanie (po raz kolejny), że człowiek jest mechanizmem napędzanym przez pracę mózgu i serca i że w każdym momencie może coś się "zepsuć". Są to kwestie zdecydowanie przekraczające moje zdolności pojmowania (drugim takim tematem, który ogarnąć i zrozumieć nie potrafię to poczęcie - nie chodzi mi tu o fachowe, medyczne podejście do sprawy i oglądniecie animacji, ale o takie autentyczne zrozumienie "ale jak to możliwe, że w ciele kobiety rozwija się człowiek") ale też nie sposób ich uniknąć patrząc na film.
Można mieć wątpliwości i różnie oceniać polityczne poczynania Religi pod koniec życia (chodzi mi tu o głośne kontrowersje wywołane poparciem Tuska po zrezygnacji z kandydowania na prezydenta Polski w 2005 roku, mimo jego wcześniejszej przynależności do PiSu) jednak jako kardiochirurg wzbudza mój podziw głównie przez determinację i odwagę zawodową.

W filmie nie mogło zabraknąć scenki po operacji przeszczepu serca, którą ukazuje chyba najpopularniejsze zdjęcie Religi, które zostało zdjęciem roku National Geographic i jest na liście 100 najważniejszych zdjęć tego magazynu.


Jeśli opinia filmowej ignorantki  Was nie przekonuje, spójrzcie na zwiastun:



Zostawiając Was z tematem do rozważenia życzę udanego weekendu (być może w kinie na filmie "Bogowie"?)

piątek, 17 października 2014

Kosmetyczne podsumowanie września cz. 2 - co nowego?

Wrześniowe zakupy uznaję raczej za racjonalne, co nie znaczy, że nie mogłabym się obyć bez kilku z nich ;) Jest tu w zasadzie sam Avon - jakoś nie mam ostatnio ochoty ani czasu chodzić po drogeriach, przestałam nawet śledzić gazetki promocyjne.


Ucieszył mnie powrót serii z kwiatem lotosu z serii Planet Spa. Korzystając z atrakcyjnych cen i dodatkowej promocji - 40% czy 45% (nie pamiętam dokładnie) na PS dla konsultantek wybrałam krem do ciała i maseczkę do twarzy (miałam wcześniej 2 razy) z tej właśnie serii i jeszcze maskę do włosów z kawiorem, maseczkę oliwkową do twarzy (używam wcześniej kupioną i polubiłam). Maseczkę z jagodami acai dostałam - seria pachnie obłędnie, słodko-kwaśno i nie przytłacza.

Z farbami do włosów mam w zasadzie zerowe doświadczenie (pisałam kiedyś, że dopiero rozpoczęłam przygodę z farbowaniem), te z Avonu przypadły mi do gustu choć trudno mi stwierdzić, czy są super-extra bo nie mam porównania. Ponownie kupiłam kolor Ciemny złoty brąz, ponieważ lepiej się w nim czułam niż w Średnim brązie.

Kremy do rąk z Avonu bardzo lubię, szkoda tylko, że nie mają zatrzaskiwanych wieczek :/ Odkręcane sa mało praktyczne. Bez oporów zamówiłam nowość - krem z olejkiem arganowym, zwłaszcza, że ma pozytywnie wpłynąć również na paznokcie i skórki. Zakupię też kolejną wersję - z oliwą z oliwek.

Natomiast te z Oriflame kupiłam zmuszona sytuacją. Byłam na dużej imprezie plenerowej i po prostu MUSIAŁAM posmarować ręce, a nie miałam czym :/ Z Avonu wolałam kupić "u siebie", zdecydowałam się więc na Oriflame tym bardziej, że nie mam obecnie dostępu do kosmetyków tej firmy. I zrobiłam głupotę, z resztą spodziewałam sie tego - wszak kosmetyki Oriflame mi z reguły nie podchodzą. Oba, czyli z serii Milk & Honey i Swedish Spa słabo nawilżają, skóra się klei. Żałuję wyboru, który do tanich też nie należał (za M&H zapłaciłam chyba 10zł, a ze ten drugi 13).

Avonowe antyperspiranty w kulce u mnie się sprawdzają, więc zamówiłam w korzystnej promocji: 3 za 15zł. Co prawda nie były mi potrzebne na "już", bo w zapasach coś jeszcze mam, ale w miarę szybko zużywam.

Z kolorówką skromnie.
Przybył zamówiony wcześniej lakier Coral reef, który powinnam dostać w sierpniu, ale brakło.
I 2 kredki do oczu: dwustronna Gunmetal shimmer, która niestety mnie rozczarowała i gruba Big Colour w kolorze Ultra violet, która w pierwszym zetknięciu również negatywnie zaskoczyła głównie przez kolor, który nijak ma się do tego co pokazuje katalog. Powoli jednak przekonuję się do niej.

I na koniec psikadełka.
 

Zapachy Avonu może nie należą do tych najwyższych lotów, jednak co jakiś czas znajduję coś dla siebie.

Rouge stworzona przez Ch. Lacroix chodziła za mną w zasadzie odkąd się pojawiła w sprzedaży, jednak dopiero teraz postanowiłam ją zamówi - bez wątpienia przez atrakcyjną cenę, jaka była w ostatnim katalogu (89zł). Niska cena uśpiła moją czujność i wyjątkowo kupiłam bez próbki, kierując się jedynie wspomnieniem z wąchania "kiedyś tam" i stroną zapachową. Niestety na mnie woda mi się nie podoba :/ Jest bardzo podobna do Passion Dance, która mi się "przejdła" kilka lat temu, kiedy co krok ktoś nią pachniał, w tym ja. Pojawiła się wtedy jako nowość i zapanował szał. Rouge ma podobną nutę, jest jednak łagodniejsza niż PS. Do tego jest bardzo nietrwała - po 3-4 godzinach niewiele już czuć.

Far Away Gold musiały być moje. I nie żałuję zakupu. Więcej nie napiszę, bo o tym w niedzielę :)


Podobnie jak w tamtym miesiącu tak i teraz szykuje się zwrot do Avonu. Po tym co napisałam nie trudno zgadnąć, że tym razem będzie to podwójna kredka i perfumy Rouge.


A jak wygladają Wasze wrześniowe zakupy? Z wszystkiego jesteście zadowolone?

środa, 15 października 2014

Kosmetyczne podsumowanie września cz. 1 - zużycia

Walka z zapasami trwa i idzie całkiem nieźle :) Kolejne puste opakowania traktuję jako mały sukces, aby w ostateczności osiągnąć większy.
Zrobiłam ostatnio przegląd zapasów, do osobnego pudła włożyłam kosmetyki, które muszę zużyć w pierwszej kolejności jeszcze w 2014 roku/na początku 2015, aby nie minął termin ważności. W szczególności musiałam to zrobić z żelami pod prysznic - tu będzie ostro, mam jednak nadzieję, że pozostając przy spokojnym zużywaniu a nie na siłę (typu 1 żel na 3-4 użycia ;)) uda mi się wszystko wykończyć w terminie.

10 zużytych kosmetyków to mój "normalny" wynik, każde opakowanie mniej to gorszy miesiąc, a każdy więcej - lepszy. Wrzesień był standardowy pod tym względem.


1. Green Pharmacy - cukrowo-solny peeling do ciała Masło shea i zielona kawa
Warto go wypróbować, jeśli nie przeszkadza Wam parafina i delikatna warstwa jaką pozostawia na skórze.
Dobrze ściera i wygładza, drobinki cukru i soli nie rozpuszczają się za szybko, więc zdążą zadziałać. Możliwe, że wypróbuję jeszcze jakąś inną wersję.
recenzja

2. Dove - szampon do włosów farbowanych
Z kosmetykami do włosów Dove było mi nie po drodze, głównie dlatego, że nie wzbudzały mojego zaufania. Jakiś czas temu zakwalifikowałam się do testów na Wizażu i muszę przyznać, ze miło mnie zaskoczyła seria do włosów farbowanych. Szampon nie przesuszył włosów, nie podrażnił skóry głowy, nie wywołał swędzenia. Nawet po użyciu samego szamponu włosy były miękkie i gładkie.

3. Uroda - krem do rąk Melisa
Zużyłam z przyjemność aczkolwiek nie jestem z niego całkowicie zadowolona. Nawilżenie jest zbyt krótkotrwałe i jak dla mnie niewystarczające. Natomiast mojej siostrzenicy, której żaden z kremów do tej pory nie podszedł o dziwo pomógł i dopytywała co to z krem aby móc kupić.

4. Biały jeleń - żel pod prysznic Kozie mleko
Przyjemny, niewysuszający żel o delikatnym, perfumowym zapachu. Nie pachnie niczym konkretnym, trochę słodko, trochę świeżo. Niezbyt przypadło mi do gustu, ale sam żel wart jest wypróbowania

5. Avon - maseczka do twarzy z minerałami Morza Martwego Planet Spa
To 5? 6 opakowanie? Nie pamiętam, pogubiłam się. Seria Planet Spa nie grzeszy dobrymi składami (mimo dosyć wysokich cen), wszystko co wartościowe jest zawsze na szarym końcu, jednak maseczki bardzo lubię, tą także. Dokładnie oczyszcza a przy tym nie ściąga skóry. Po zmyciu twarz jest gładka, przyjemna w dotyku i odświeżona. Wyciągnęłam już kolejną tubkę.

6. Avon - antyperspirant Invisible protection On Duty
Od dawna używam antyperspirantów w kulce, jednak czasami mam ochotę się popsikać. Ten z Avonu spisał się bardzo dobrze, nie mam zastrzeżeń z wyjątkiem dosyć intensywnego zapachu.

7. Sahar - olej arganowy
Nie jest to czysty olej arganowy, w zasadzie to parafina z 10% oleju arganowego. Na włosach spisał się bardzo dobrze. Zapach jest mocny, jakby orzechowy - nie przypadł mi do gustu.

8. Ralph Lauren - Pure Turquoise
Mocny, zdecydowany zapach, kojarzył mi się z zapachem burzy, czy choćby samego deszczu. Nie jest to bynajmniej zapach świeżości, którą ów burza przynosi a raczej wilgoci. Ma w sobie męską nutą.

9. Minimydło różane kupione we Włoszech
 a dokładniej na Monte Cassino, na etykiecie jest nawet zdjęcie klasztoru.
Pozytywnie mnie zaskoczyło! Absolutnie nie wysuszało skóry, a zapach róży był delikatny, nie duszący.
Kupiłam w zestawie z mydłem oliwkowym i lawendowym. Mam nadzieję, że będę równie fajne.

10. Mydło arganowe
Natomiast tego mydła nie polubiłam. Spodziewałam się pozytywnego działania na skórze, a zamiast tego musiałam szybko ją nawilżać.


Październik zapowiada się lepiej :)


A jak u Was? Dużo kosmetyków udało się Wam zużyć?



poniedziałek, 13 października 2014

Nowa seria firmy Ziaja - Liście zielonej oliwki. Znacie?

Wypadłam z Ziajowego obiegu, jednak ostatnio zainteresowała mnie seria Liście zielonej oliwki, która pojawiła się ok miesiąc temu.
W jej skład wchodzi 8 kosmetyków:

www.ziaja.com

[opisy ze strony producenta]

Oliwka do mycia
Oliwka działa jak emolient, dlatego nawilża i natłuszcza skórę już w trakcie mycia. Jest bezwodna i delikatnie się pieni. Idealna dla skóry suchej, odwodnionej, wrażliwej. Liście zielonej oliwki odświeżają i wzmacniają skórę oraz chronią przed transepidermalną utratą wody. Oliwkowa esencja olejowa - łagodnie oczyszcza i delikatnie natłuszcza skórę. Chroni przed wysuszeniem już w trakcie mycia. Zapobiega swędzeniu, wygładza i redukuje szorstkość naskórka.
Pojemność 200ml 

Oliwkowa maska oczyszczająco-ściągająca
Zawiera esencję z liści zielonej oliwki, glinkę kaolin i tlenek cynku. Ma charakterystyczną konsystencję i szybko wysycha. Jest propozycją natychmiastowej poprawy wyglądu skóry w mini dawce. Doskonale oczyszcza i redukuje niedoskonałość skóry. 
Pojemność 7ml

Oliwkowa maska regenerująca
Zawiera esencję z liści zielonej oliwki oraz kwas hialuronowy. Skutecznie wygładza i odnawia naskórek. Dodaje skórze blasku i energii. Działa kojąco na podrażnienia. Liście zielonej oliwki zawierają oleuropeinę - naturalny przeciwutleniacz i substancję łagodzącą. Odświeżają i wzmacniają skórę oraz chronią przed transepidermalną utratą wody. Dermobaza oliwkowo - regenerująca - zapewnia skórze równowagę wodno-lipidową. Zmiękcza, wygładza, uelastycznia i łagodzi. Kwas hialuronowy i witaminy młodości - skutecznie nawilżają i wygładzają skórę. Redukują zmęczenie skóry powstałe w ciągu dnia.
Pojemność 7ml

Oliwkowa woda tonizująca z witaminą C 
Woda tonizująca w postaci delikatnej mgiełki. Zawiera esencję z liści zielonej oliwki oraz witaminę C. Daje uczucie świeżości. Idealna dla każdego rodzaju skóry. Nadaje się pod makijaż. Liście zielonej oliwki zawierają oleuropeinę - naturalny przeciwutleniacz i substancję łagodzącą. Odświeżają i wzmacniają skórę oraz chronią przed transepidermalną utratą wody. D-panthenol i witamina C - skutecznie i szybko nawilżają naskórek. Działają łagodząco oraz poprawiają kondycję skóry.
Pojemność 200ml

Oliwkowy dezodorant bez soli glinu 
Zawiera esencję z liści zielonej oliwki oraz substancje bakteriostatyczne i neutralizujące zapach potu. Daje uczucie świeżości. Nie podrażnia. Nie plami odzieży, bez względu na kolor.
Pojemność 60ml
 
Oliwkowy peeling
Drobnoziarnisty peeling w lekkim, delikatnym i pachnącym żelu. Zawiera escynę z liści zielonej oliwki. Skutecznie wygładza i odświeża naskórek. Dodaje skórze blasku i energii. Uzupełnia codzienną pielęgnację oczyszczającą. Idealny dla każdego rodzaju skóry. Liście zielonej oliwki zawierają oleuropeinę - naturalny przeciwutleniacz i substancję łagodzącą. Odświeżają i wzmacniają skórę oraz chronią przed transepidermalną utratą wody. Mikrogranulki - łatwo i szybko oczyszczają skórę i zapobiegają powstawaniu zaskórników. Usuwają zanieczyszczenia oraz martwe komórki naskórka. Pojemność 200ml

Oliwkowy płyn dwufazowy demakijaż oczu i ust
Preparat pełni funkcję oczyszczającą, ale jednocześnie pielęgnuje i wzmacnia rzęsy. Usuwa wodoodporny, intensywny, nawet teatralny makijaż. Nadaje się dla osób noszących szkła kontaktowe. Bezzapachowy, nie zawiera barwników. Faza wodna skutecznie nawilża i odświeża delikatną skórę wokół oczu. Faza olejowa zmiękcza naskórek i zapobiega napinaniu skóry w trakcie aplikacji. Zawiera odżywki wzmacniające rzęsy - witaminę E, olej oliwkowy i rycynowy
Pojemność 120ml

Skoncentrowany krem oliwkowy SPF 20
Lekki, nietłusty krem z esencją z liści zielonej oliwki. Zapewnia prawidłowe nawilżenie, ochronę i regenerację. Idealny na każdą pogodę, dla każdego rodzaju skóry, w każdym wieku. Liście zielonej oliwki odświeżają i wzmacniają skórę oraz chronią przed transepidermalną utratą wody. System nowoczesnych filtrów UV - chroni przed podrażnieniami słonecznymi. Emolienty i witaminy - zmiękczają naskórek i wygładzają drobne zmarszczki.
Pojemność 50ml
 

W oko wpładła mi szczególnie woda tonizująca z witaminą C i oliwka do mycia.
 

Macie któryś z kosmetyków z tej serii? Polecacie?

niekonwencjonalne rozwiązanie oczyszczania skóry olejami. Oliwka działa jak emolient, dlatego nawilża i natłuszcza skórę już w trakcie mycia. Jest bezwodna i delikatnie się pieni. Idealna dla skóry suchej, odwodnionej, wrażliwej.
Liście zielonej oliwki - odświeżają i wzmacniają skórę oraz chronią przed transepidermalną utratą wody.
Oliwkowa esencja olejowa - łagodnie oczyszcza i delikatnie natłuszcza skórę. Chroni przed wysuszeniem już w trakcie mycia. Zapobiega swędzeniu, wygładza i redukuje szorstkość naskórka.
- See more at: http://ziaja.com/kosmetyki/3947,oliwka-do-mycia#sthash.zaZV0r57.dpuf

niekonwencjonalne rozwiązanie oczyszczania skóry olejami. Oliwka działa jak emolient, dlatego nawilża i natłuszcza skórę już w trakcie mycia. Jest bezwodna i delikatnie się pieni. Idealna dla skóry suchej, odwodnionej, wrażliwej.
Liście zielonej oliwki - odświeżają i wzmacniają skórę oraz chronią przed transepidermalną utratą wody.
Oliwkowa esencja olejowa - łagodnie oczyszcza i delikatnie natłuszcza skórę. Chroni przed wysuszeniem już w trakcie mycia. Zapobiega swędzeniu, wygładza i redukuje szorstkość naskórka.
- See more at: http://ziaja.com/kosmetyki/3947,oliwka-do-mycia#sthash.zaZV0r57.dpuf

środa, 8 października 2014

Uroda vs Uroda - tonik Melisa vs tonik Kwiaty polskie

Tonik jest moim codziennym porannym i wieczornym niezbędnikiem. Czasami, z wyjątkowego zmęczenia zdarza mi się go pominąć, ale czuję wtedy dyskomfort, zarówno psychiczny jak i ten odczuwalny na skórze twarzy. Swego czasu chwilowo przerzuciłam się na hydrolaty (po wypróbowaniu wielu z nich najlepsze okazały się dla mnie: rumiankowy, oczarowy i aloesowy) i wody termalne (najlepiej działa z La Roche Posay) jednak do toników dalej mnie ciągnie.

Jakiś czas temu dostałam do przetestowania 2 toniki polskiej Urody - z serii Kwiaty polskie i Melisa. Ten pierwszy sięga już dna, a drugi poznałam już wcześniej, więc pora coś o nich napisać. 

Jesteście ciekawe, który z nich okazał się dla mnie lepszy i na który lepiej wydać te kilka zł? To czytajcie :D


Tonik bezalkoholowy do cery delikatnej, wrażliwej i normalnej

Działanie: odświeża, łagodzi, nawilża.
Wyciąg z melisy regeneruje, łagodzi, uspokaja i odświeża. Przynosi ulgę zmęczonej skórze. Wyciąg z zielonej herbaty spowalnia efekt starzenia się skóry, pobudza jej mikrokrążenie, uelastycznia. Chroni przed wolnymi rodnikami. Sorbitol wiąże wodę w przestrzeniach międzykomórkowych, skutecznie nawilża, wygładza, poprawia elastyczność i regeneruje przesuszoną skórę. Prowitamina B5 działa leczniczo i łagodząco na podrażnioną skórę, wygładza i poprawia jej koloryt. Alantoina łagodzi, nawilża, wygładza i zmiękcza skórę.

Tonik Melisa nie jest dla mnie nowością, miałam go już lata temu, więc siłą rzeczy, gdy go teraz używam przypominają mi się beztroskie studenckie czasy (taaak, z perspektywy okazuje się, że mimo zajęć od rana do wieczora, kolokwiów, ćwiczeń, egzaminów, sprawozdań itp to jednak beztrosko było). 
Podobnie jak wtedy urzeka mnie dosyć mocny, ale nie duszący ziołowy zapach, który działa na mnie niezwykle orzeźwiająco. 
Tonik świetnie odświeża i domywa skórę po demakijażu. Nie zauważyłam negatywnego działania typu ściągnięcie, podrażnienie czy choćby lepienie się na skórze. 
To kolejna butelka, którą używam z przyjemnością. Tym bardziej, że szata graficzna i sama butelka jest zdecydowanie przyjemniejsza dla oka i wygodniejsza w użyciu niż poprzednia (tego typu jak poniższego toniku Kwiaty polskie). Polubiłam i lubić będę :)

Jeśli przywiązujecie wagę do składu to skał tego toniku jest kontrowersyjny - niby dużo w nim ziół i składników nawilżających, ale oprócz nich także konserwanty, barwniki i substancje zapachowe.

Kwiaty polskie - Tonik bezalkoholowy


Działanie: wygładza, nawilża, odświeża
Bezalkoholowy tonik Kwiaty Polskie został opracowany na bazie specjalnie dobranych, naturalnych składników aktywnych. Preparat idealnie i skutecznie usuwa makijaż oraz zanieczyszczenia skóry, troszczy się o jej naturalne piękno poprzez potrójne działanie:
Wygładza – formuła toniku zawierającego odpowiednio dobrane naturalne wyciągi roślinne oraz witaminę sprawia, że skóra staje się delikatna w dotyku i gładka* jak płatki kwiatów.
Nawilża – specjalnie dobrane, silnie nawilżające składniki aktywne; wyciąg z malwy, prowitamina B5 i sorbitol, optymalnie nawilżają skórę** już od pierwszego użycia,
Odświeża – zawarta w recepturze alantoina idealnie wygładza, odświeża i łagodzi podrażnienia.
 
Tonik dostałam w poprzednim opakowaniu, jak aktualnie wygląda butelka zobaczycie na stronie producenta TUTAJ. Lifting zdecydowanie był potrzebny, zwłaszcza ze wględu na dotychczasowe niewygodne odkręcane zamknięcie - nie lubię takiego i już, a szczególnie w przypadku kosmetyków, których używam często, wręcz codziennie i to 2 razy dziennie do tego w strategicznych porach dnia (rano i wieczór), kiedy każde ułatwienie stosowania jest na miarę złota.
Szkoda jednak, że firma nie poszła w kierunku wyglądu serii Melisa, no ale ... lepszy rydz niż nic.

Opakowanie do jedno, działanie ważniejsze. Tonik Kwiaty polskie nie porwał mnie, nie ujął niczym szczególnym.
Nie zauważyłam nawilżenia czy wygładzenia, odświeżenie też mocno średnie. Po użyciu skóra była trochę ściągnięta i delikatnie klejąca.
Zapach jak dla mnie momentami okazał się za mocny, zatykający i lekko słodki - bywało, że niekiedy mnie drażnił.
Zużyć zużyłam, krzywdy nie zrobił. Czytałam wiele pozytywnych recenzji, więc może ja mam inne oczekiwania?




Znacie te toniki? Który bardziej przypadł Wam do gustu?


Polecane posty

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...