czwartek, 30 kwietnia 2015

Całkiem sympatyczny balsam z olejkem z awokado Oriflame

Dzięki pani Ani z Oriflame mam możliwość zapoznania się z kilkoma nowościami tej firmy. Jak może kojarzycie, z kosmetykami tej firmy było mi dotąd niezbyt po drodze i z ok 30, które miałam miło wspominam jedynie żel grejpfrutowy sprzed ponad 10 lat, krem do rąk i paznokci (to równie stara historia, był w biało-zielonym opakowaniu) dopóki nie zaczęli w nim grzebać i maska do włosów z serii Milk & Honey Gold.
Zaciekawił mnie ten balsam, ale obawiałam się, że się nie spisze na mojej wymagającej skórze. A tu niespodzianka :) Balsam bardzo przypadł mi do gustu i skóra bardzo go polubiła.

Olejek z nowej serii Oil Infusion AA

Niedawno nasze polskie Oceanic stworzyło nową linię kosmetyków AA o nazwie Oil Infusion2, bazującą na olejach. W ich obrębie znajdziemy kosmetyki przeznaczone dla 3 grup wiekowych: 30+, 40+ i 50+, aby jak najlepiej sprostać wymaganiom skóry w danym wieku oraz do stosowania niezależnie od wieku.
Olejek z linii dla 30+ polubiłam od pierwszego użycia, więc nieco Was nim pokuszę.


środa, 29 kwietnia 2015

FlosLek - krem regeneracyjny do skóry wrażliwej

Są kosmetyki, w których coś do końca mi nie odpowiada i co powoduje, że nie mogę się do nich przekonać. Taki właśnie jest krem regeneracyjny FlosLeku, który mam już od dłuższego czasu i którego nie potrafię używać regularnie. Odstawiłam go już jakiś czas temu na rzecz innego kremu.


Krem łagodzi podrażnioną skórę, zapobiega jej wysuszeniu i wiotczeniu. Przeciwdziała utracie jędrności i powstawaniu zmarszczek, zwiększa odporność skóry na stres i zmęczenie. Ogranicza utratę wody własnej z naskórka oraz skutecznie chroni skórę przed negatywnym wpływem czynników środowiskowych. Działanie preparatu potwierdzono badaniami, pod kontrolą lekarza dermatologa, na grupie 40 kobiet w wieku od 30 do 59 lat, o bardzo wrażliwej skórze twarzy, skłonnej do powstawania podrażnień pod wpływem działania czynników atmosferycznych, kosmetyków pielęgnacyjnych i upiększających.

Doskonale zregenerowana skóra, bez zmarszczek i podrażnień.
SKŁAD: Aqua, Di-C12-13 Alkyl Malate, Propylene Glycol, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Squalane, Polysorbate 60, Hydrolyzed Rice Protein, Glycerin, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Butyrospermum Parkii Butter, Methylsilanol Hydroxyproline Aspartate, Cetearyl Alcohol, Panthenol, Phenoxyethanol, Dimethicone, Rosa Canina Fruit Oil, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Ethylhexylglycerin,  DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate, Parfum,  PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Disodium EDTA, Alpha-Isomethyl Ionone.
Pojemność: 50ml
Cena: ok. 20,00 zł
Do kupienia: np. sklep internetowy producenta (obecnie chwilowo niedostępny)


Czytam recenzje na innych blogach i wprost nie wierzę, że mam ten sam kosmetyk. Czytam, że krem jest lekki, świetnie się wchłania, super nawilża itp. Ja mam zgoła inne odczucia mimo, że moja skóra lubi zdecydowane nawilżacze. 
Dla mnie konsystencja jest wręcz zagadkowa - przy wyciskaniu wydaje się być raczej lekka (ale nie rzadka!) i przyjemna w dotyku, ale w trakcie rozsmarowywania nabiera tępości i tłustości. Byłoby w zasadzie ok, bo nie lubię lekkich kremów, za słabo nawilżają moją skórę i czuję po nich ściągnięcie (jest jeden wyjątek, zbieram się do recenzji i coś zebrać się nie mogę mimo, iż krem zużyłam już jakiś czas temu), ale po nałożeniu mam wrażenie oklejenia skóry i duszenia się jej pod warstwą kremu. Nie czuję w pełni komfortu, czuję to oklejenie i zbyt słabe nawilżenie. Skóra lekko się lepi i błyszczy. Używałam na dzień i na noc i żaden sposób mnie nie przekonał za bardzo. Nie spodobał mi się też bardziej zimą czy wiosną. To nie do końca to co lubię.

Zapach ma przyjemny, nie kojarzy mi się z niczym szczególnym.
Opakowanie i sposób aplikacji to zdecydowane plusy - lubię kremy w opakowaniach typu airless.

Nie polubiłam się z tym kremem, ale jak widzę, moja opinia należy do rzadkości w blogosferze, więc widać warto go wypróbować.



Które kosmetyki FlosLeku polecacie, a których nie?


niedziela, 26 kwietnia 2015

Odkrywam Tołpę cz. 1 - serum do biustu i serum ujędrniające

Pod koniec tamtego roku pokusiłam się na kilka zakupów kosmetyków Tołpy, a przekonały mnie do tego przeróżne promocje, jakie często pojawiają się w sklepie internetowym producenta. Tołpę pamiętam sprzed ok 10 lat, kiedy była trudno dostępna a ich kosmetyki uchodziły za torfowe cuda. Miałam kilka ówczesnych produktów i byłam z nich bardzo zadowolona. Szczególnie pamiętam krem tłusty czy półtłusty, który kupiłam u koleżanki w aptece za ok 5 zł bo zbliżała się data ważności. Krem cudownie uratował moją skórę w trakcie poważnego przeziębienia - nie wiem jak u Was, ale mi w trakcie choroby bardzo wysusza się skóra twarzy. Tamten krem okazał się niezastąpiony.

Na pierwszy ogień z aktualnej oferty idą dwa kosmetyki, które mają poprawić wygląd naszego ciała - serum wypełniające biust i ujędrniające serum liftingujące. Opisy są bardzo rozbudowane, więc nie będę ich tu zamieszczać - kliknijcie w nazwę kosmetyku, a otworzy się strona tego produktu.


Serum do biustu kupiłam po ponad rocznym karmieniu syna. Z karmieniem miałam przeboje, początkowo głównie używałam laktatora, dopiero około 7 miesiąca dziecko w miarę polubiło jedzenie z piersi, ale karmiłam wtedy już tylko rano i wieczorem, potem tylko rano, a potem w ogóle. Ja też karmienia piersią nie lubiłam i nie wspominam tego mile - wolałam godzinę co 2-3 godziny z laktatorem a potem karmienie butelką. Rozszerzanie diety było dla mnie wybawieniem. No ale nieważne. Wszak nie o tym. Nawet takie karmienie odbiegające od ideału i wielce polecanego przez pseudo ekspertki na blogach tzw. parentingowych negatywnie podziałało na wygląd piersi i w zasadzie to też przyczyniło się do zrezygnowania z karmienia. A że akurat byłam na Tołpowej fali padło na produkt tej firmy.


Oczekiwałam wiele, może dla kogoś to naiwne, ale cóż. Nie należę do osób, które kupują coś mimo, że zdają sobie sprawę, że nie będzie działało, bo niby jak. 
Niestety rozczarowałam się okrutnie. Moje piersi jak smętnie wisiały tak dalej smętnie wiszą :p Efekt wypełnienia? Dobre sobie. Powiększenie biustu? To chyba żart.
Za to nabawiłam się przesuszenia skóry na piersiach i mega swędzenia sutków. Tak, to to serum miałam na myśli w recenzji masła shea. To serum spowodowało, że siedząc w pracy myślałam, że zwariuję. Jedna - dwie aplikacje masła shea i odstawienie serum podziało cudownie. Co prawda producent pisze o nie używaniu na sutki i specjalnie go tam nie wsmarowywałam - zawsze jednak przez przypadek choć minimalna ilość się dostała.
Optymistycznie miałam w zapasach drugą tubkę, której się pozbyłam jak tylko zidentyfikowałam źródło swędzenia. Resztki zużyłam do smarowania nóg. Im nic złego nie zrobiło i też ich nie wypełniło, jakby ktoś pytał ;)
Z innych technicznych informacji - jest trochę klejące, dziwnie się wchłania (niby się wchłania, a na drugi dzień sypie się ze skóry biały proszek, jakby wyschnięta warstwa kosmetyku), zapach delikatny, ale charakterystyczny.
Serum nie zawiera silikonów, PEGów, parafiny, ale uwaga!! Parabeny już ma, więc jeśli ktoś unika, musi też unikać tego serum.
Plus za dużo informacji na pudełku (po wewnętrznej stronie) łącznie ze sposobem aplikacji.

Serum ujędrniające kupiłam przez przypadek, myląc z innym kosmetykiem Tołpy. Liftingu skóry ciała nie potrzebuję, ale skoro już do mnie trafiło to zużyłam.


Jasnobeżowe serum ma charakterystyczny zapach z cytrusową nutą. Butelka z dozownikiem świetnie się sprawdza zwłaszcza, że serum jest dosyć rzadkie. Wyraźnie nawilża skórę bez klejenia się przez co lubiłam go używać także rano w soboty i niedziele, gdy nie wychodziłam od razu z domu.
Czy ujędrnia? Czy liftinguje? Wydaje mi się, że "coś tam" dało mojej skórze - stała się bardziej napięta i elastyczna, ale spektakularnych efektów nie było, bo też i wielkiej potrzeby do używania takich kosmetyków nie mam.
Skończyło się dosyć szybko (najczęściej używałam go na całe ciało), ale nie odczułam żalu z tego powodu.

Ta część przygody z Tołpą nie wypadła zbyt korzystnie, zwłaszcza jeśli chodzi o serum do biustu. To do ciała ... sama nie wiem. Jeśliby trafiło do mnie w jakiś sposób - prezent, gratis itp to bym chętnie zużyła, ale sama nie kupię ponownie.


Co u Was niezbyt się sprawdziło z Tołpy?


sobota, 25 kwietnia 2015

Lavera maseczka pielęgnacyjna z bio-różą, bio-olejami z awokado i makadamia

Z regularnością używania maseczek jest u mnie różnie, obecnie jest na etapie niemal zerowym. Wypadłam z maseczkowego obiegu a przecież wiem, że porządny zastrzyk nawilżenia i odżywienia a także od czasu do czasu dokładne oczyszczenie dobrze służą mojej skórze twarzy. Powrót do dobrych nawyków pielęgnacyjnych rozpoczęłam od różanej maseczki Lavera, otrzymanej od sklepu internetowego Betula.

Zastosuj maskę by zatroszczyć się o skórę suchą i wymagającą. Użyjesz między innymi: oleju z awokado, dzięki któremu możesz zapobiegać utracie wilgotności i wspierać procesy regeneracji komórek, oleju z orzechów makadamia, którym wygładzisz skórę oraz roślinnego fluidu z dzikiej róży, za pomocą którego dodatkowo ją nawilżysz. Po nałożeniu odczekaj 10-15 min, a następnie zmyj z twarzy ciepłą wodą. Jeśli Twoja skóra jest bardzo przesuszona lub zniszczona możesz pozostawić maskę na noc bez zmywania dla osiągnięcia szybszych efektów pielęgnacyjnych. Możesz ją stosować 1-2 razy w tygodniu. Zawierającą naturalne składniki roślinne pochodzące z upraw ekologicznych, kontrolowanych dzikich zbiorów i z własnej produkcji maskę możesz stosować dla jeszcze lepszego i optymalnego nawilżenia skóry.
Skład: Water (Aqua), Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Butyrospermum Parkii (Shea Butter)*, Glycerin, Alcohol*, Cellulose, Myristyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Persea Gratissima (Avocado) Oil*, Hydrogenated Lecithin, Xanthan Gum, Hydrogenated Palm Glycerides, Macadamia Ternifolia Seed Oil*, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil*, Lysolecithin, Lecithin, Rosa Canina Fruit Extract*, Sambucus Nigra Flower Extract*, Sodium Hyaluronate, Tocopherol, Brassica Campestris (Rapeseed) Sterols, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil*, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Fragrance (Parfum)**, Citronellol**, Geraniol**, Linalool**, Limonene**, Citral**, Benzyl Benzoate**


Saszetka o pojemności 10ml wystarczyła mi na 3 użycia co świadczy o jej dobrej wydajności. Pewnie to przez jej dosyć rzadką konsystencję, która jest przy tym na tyle gęsta, że nie spływa z twarzy i łatwo się nakłada. Obawiałam się mocnego zapachu róż, jednak okazał się on delikatny, z dodatkiem kremowych nut, co w rezultacie daje relaksującą mieszankę.
A jak z nawilżeniem? Przyznam, że oczekiwałam istnych fajerwerków, które jednak nie wystrzeliły. Owszem, skóra była nawilżona, gładka w dotyku i w lepszym stanie niż przed maseczką, ale po jej użyciu musiałam jeszcze nałożyć krem na noc. Producent sugeruje użycie maseczki także na noc. Nie za bardzo byłam do tego chętna, głównie przez to, że w trakcie trzymania maseczki na twarzy czułam pod nią napinającą się skórę. Nie potrafiłabym zasnąć bez poczucia  pełnego komfortu.

Nie jest to zła maseczka, bo z przyjemnością ją zużyłam, ale jednak  odrobinkę jej zabrakło, aby w pełni mnie zachwycić.


Jakie są Wasze ulubione maseczki do twarzy?


piątek, 24 kwietnia 2015

Żel czy nie żel? Oto jest pytanie (żel do mycia twarzy Biolaven)

Biolaven jest nową marką firmy Sylveco, od której odróżniają ją mniej skomplikowane składy, oparte na oleju z winogron i oleju lawendowego.
Dzięki Pani Ani z BezPestki.pl od prawie 2 tygodni w mojej łazience gości żel tej marki.
Biolaven żel do mycia twarzy Sylveco kosmetyki naturalne

czwartek, 23 kwietnia 2015

Depilacja - kremy Golden Oils Bielenda i promocja w Naturze

Blogosfera aż wrze od promocji -49% na kolorówkę w Rossmannie, a tymczasem w Naturze trwa obniżka do -30% na kosmetyki do depilacji.

Zwróćcie uwagę na kremy do depilacji Bielendy z niedawno wprowadzonej serii Vanity Golden Oils. Dostępne są w 2 wersjach: ultranawilżający z olejem makadamia, marula i kukui oraz ultraodżywczy z olejem arganowym, abisyńskim i perilla i kosztują ok. 10 zł.


Jako pierwszy wypróbowałam niebieski, nawilżający, bo uwielbiam olej makadamia (orzechy te również) :)
Kilka lat temu często używałam kremów do depilacji, ale zawsze przeszkadzał mi charakterystyczny smrodek. A ten krem nie śmierdzi! W trakcie nakładania przez moment delikatnie zawiało tym "zapachem", ale szybko się ulotnił i już nie wrócił. Czekanie na zadziałanie nie jest więc uciążliwe, a wręcz przeciwnie.
Krem mamy trzymać na skórze 5 minut, ja trzymałam trochę dłużej, bo ... napiszę tak ... nogi domagały się już depilacji :p Pojedyncze włoski, które nie zeszły za pomocą łopatki zeszły po umyciu pocierane ręcznikiem. To mój sprawdzony sposób przy innych kremach.
Co mnie pozytywnie zaskoczyło, oprócz ładnego zapachu, to nie podrażnianie i nie wysuszanie skóry. Dodatkowego nawilżenia co prawda nie zauważyłam, ale zostawienie gładkiej, miękkiej i przyjemnej w dotyku skóry to już duży plus. Po którymś kremie, który miałam skóra była ściągnięta i chropowata, więc obserwuję teraz miłą odmianę.


Całą ulotkę z promocjami Natury znajdziecie tutaj:


https://drogerie-natura.okazjum.pl/gazetka/gazetka-promocyjna-drogerie-natura-16-04-2015,13083/1/

Znacie te kremy?

środa, 22 kwietnia 2015

Cudnie owocowe mydło Secret Soap Store

Era mydeł u mnie trwa w najlepsze - chyba żadna mania, oprócz lakierowej, nie trzymała się mnie tak długo jak trzecie podejście do kostek. I nic się nie zapowiada na to, aby miało się coś zmienić. Mydeł uzbierało mi się dużo, będzie więc dużo kuszenia :D I kuszę też dziś - soczystym, optymistycznym mydłem Secret Soap Store w wersji malina z cytryną.


źródło: SpaKosmetyki.pl


Cena: 19,90zł
Waga: 100g
Do kupienia: SpaKosmetyki.pl

Mydełko łączy w sobie wszystko co lubię: olej migdałowy, makadamia, awokado i ukochane masło shea. Oliwa z oliwek w mydłach też dobrze służy moje skórze. Patrząc na skład przez pryzmat deklarowanej naturalności mydła pojawiają się zgrzyty. Po kolei: parfum (nie ma tu informacji, czy jest z naturalnym olejków), PPG-5 Ceteth-20 (glikol polipropylenowy, który ma myć, nawilżać, ale też ma działanie rakotwórcze ->. źródło) i EDTA, do tego barwniki, czyli substancje, których w naturalnym kosmetyku być nie powinno. Na zapach, barwniki i EDTA można oko przymknąć, ale glikol i to wysoko w składzie już niepokoi. Jest wiele mydeł bez tego składnika, więc może firmo Scandia warto opracować recepturę z jego pominięciem? Tym bardziej byłoby warto, że mydło jest bardzo przyjemne w użyciu, nie ściąga skóry i zdecydowanie umila kąpiel czy mycie twarzy.

Kształtem przypomina krążek do hokeja i przez to jest bardzo wygodne w namydlaniu ciała - dobrze leży w dłoni i lepiej mi się go używało niż kostek w tradycyjnej postaci.


A propos namydlania ciała - uwaga na drobinki peelingujące! Jest ich mało, ale zdarzają się wśród nich bardzo ostre. Przy pierwszej kąpieli zrobiłam sobie nimi dwie widoczne rysy. Myjek i gąbek nie lubię, więc teraz drobinki usuwam paznokciem.
Świetnie spisuje się do mycia dłoni zwłaszcza po gotowaniu czy sprzątaniu. Daje przyjemne odświeżenie i cudny zapach. No właśnie - zapach. Początkowo wizja malinowego mydła lekko mnie przeraziła, ale kluczem jest tu druga woń: cytryna. Powoduje ona, że malina nie jest tak dosłowna i słodka, a zapach jest niezwykle energizujący i soczysty. Piszę to ja - unikająca wszelkich malinowych aromatów.
Mydło nie jest zbyt wydajne. Po ok. 3 tygodniach prawie codziennego stosowania do mycia twarzy, dłoni i co kilka dni ciała zmydliła mi się tak na oko połowa krążka. Może to też przez to, że mąż chętnie podbiera mi to mydło, co zdradza piękny zapach unoszący się w łazience, gdy z niej wyjdzie ;)
Wraz z używaniem pojawiły się pęknięcia na powierzchni, które jak na obecną chwilę są na szczęście na tyle płytkie, że nie są wyczuwalne pod palcem. Nie zachowuje się więc jak pękające na potęgę mydła Biały Jeleń, czy Olivoilo (o nim niedługo napiszę). Myślę, że skończę je w jednym kawałku, a nie jak BJ.
Dopisek: jednak mydło popękało na mniejsze kawałki

Do wyboru jest wiele innych wersji zapachowych z tej krążkowej serii. Są jeszcze duże prostokątne kostki (mam 3 rodzaje: zielona herbata, różane i makowe) i mniejsze - te dwie serie mają uboższy skład, ale z kolei glikol jest dalej w składzie. Coś za coś ;)


Znacie mydła Secret Soap Store?


wtorek, 21 kwietnia 2015

Mgiełka Fuchsia Love Secret Soap Store

Według obiegowej opinii, na gorące letnie dni polecana jest zamiana perfum na mgiełki. Bo lżejsze, przyjemniejsze itp. Ja mgiełek nie lubię głównie przez krótką trwałość. Do tej pory tylko 2 mgiełki mnie zachwycały - migdałowa i Be Kissable, obie z Avonu, które oprócz pięknych zapachów kupiły mnie ich trwałością.
Mgiełka Secret Soap Store Fuchsia Love Essence, podobnie jak mgiełki Bath&Body Works nie skradła mojego serca.



Cena: 28,90 zł
Pojemność: 99ml
Do kupienia: w sklepach firmowych, SpaKosmetyki.pl

Zgrabna butelka kryje typowo różowy zapach - owocowo-słodki, cukierkowy. Dla mnie nie do przejścia, ale to sprawa gustu. Wpisuje się w tą samą grupę zapachową co wosk Pink Sands od Yankee Candle nad którym czytałam wiele zachwytów, więc i ta mgiełka znajdzie swoich zwolenników. Zapach zapachem, mogę wybrać inny (na lato myślę, że spodobałaby mi się wersja Lime Love i Violet Love), ale zastrzeżenie mam też do trwałości. Zanim dojdę do pracy już zapominam, że spryskałam nią ciało. W ciągu pół godziny aromat się ulatnia. Biorąc pod uwagę pojemność butelki i cenę nie jest to zbyt dobra inwestycja. Działania nawilżającego nie zanotowałam.

Z mgiełką się nie polubiłam, ale za to całkiem na poważnie zaprzyjaźniłam się z pewnym mydłem tej firmy, o którym przeczytacie jutro. Kilka innych mydeł Secret Soap Store wpadło do mojej kolekcji przy okazji promocji w Hebe na początku kwietnia, kuszą jeszcze inne kosmetyki (m.in. kremy do rąk).


Co polecacie z oferty Secret Soap Store?

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Czeski naturalny kremowy dezodorant na bazie masła shea i oleju kokosowego Rae kosmetika

Nie lada gratka dla miłośników naturalnej pielęgnacji i osób poszukujących nowych, ciekawych rozwiązań. Bo czy dezodorant na bazie masła shea i oleju kokosowego nie jest intrygujący?
Dezodorant  w wersji zapachowej cashmere firmy Rae kosmetika dostałam od sklepu internetowego z czeskimi kosmetykami  Kremuś w ramach spotkania blogerek w Nowym Sączu. Jako do organizatorki trafił do mnie wcześniej i nie mogłam oprzeć się pokusie, żeby od razu nie zacząć go używać. Byłam go bardzo ciekawa, a zarazem pełna obaw co do jego działania.


Orientalny zapach z nutą mleka oraz wanilii otulony w aromat paczuli, ambry i mimozy.

- Skład kosmetyku jest w ponad 90% naturalny.
- Zawiera witaminę E.
- Zawiera sodę oczyszczoną.
- Zawiera masło shea i olejek kokosowy.
- Ma dekoracyjne drewniane opakowanie.
- Nie zawiera olei mineralnych.
- Nie zawiera parabenów.
- Nie zawiera PEG.
- Nie zawiera soli glinu.

Skład kremowego dezodorantu jest osiągniętą kombinacją oleju kokosowego i masła shea. Naturalne antybakterialne skutki oleju kokosowego są wzmocnione zrównoważoną mieszanką olejków eterycznych. Składnikami dezodorantu są soda oczyszczona i delikatna skrobia kukurydziana (nie zaleca się używać osobom wrażliwym na sodę oczyszczoną). Olej kokosowy jest przy normalnej temperaturze pokojowej stały, topnieje przy 24°C, dlatego zmiana stanu powyżej tej temperatury nie jest problemem. Ewentualnie zaleca się zamieszać, substancje stałe mogą osiąść na dno. Produkt czysto naturalny, bez sztucznych barwników, aromatów syntetycznych i konserwantów.
Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Sodium Bicarbonate, Amylum Maydis, Tocopherol, Parfum
Cena: 28,22 zł
Pojemność: 15ml
[opis: www.kremus.pl]

Pierwsze co mnie zachwyciło to opakowanie! Wszystkie kosmetyki tej firmy mają urocze drewniane pudełeczka (w środku jest plastikowy wkład) co je zdecydowanie wyróżnia na półce wśród innych. Minus też jest - to bez wątpienia konieczność nakładania dezodorantu palcem, co w przypadku małej powierzchni pudełeczka bywa uciążliwe. W tym momencie mam krótkie paznokcie, więc nie mam problemów z wydobyciem zawartości, ale przy dłuższych nie będzie to komfortowe. O tyle dobrze, że pozostałości na palcach można rozetrzeć na dłoniach - wszak to shea i olej kokosowy :)


Za pochłanianie wilgoci odpowiedzialna jest soda oczyszczona, która jest wyczuwalna w trakcie nakładania. I rzeczywiście wilgoć pochłania - na obecną pogodę sprawdza się bardzo dobrze. Jestem ciekawa, jak by się spisał w lecie, ale już mi się kończy i do lata nie pociągnie. No właśnie. Jak z wydajnością? Pudełeczko ma 15ml i początkowo wydawało mi się, że to odrobina, która szybko się skończy, a tym czasem używam go ok 4 tygodnie i myślę, że jeszcze na co najmniej tydzień wystarczy. Nie jest więc źle.
Oprócz słabej ochrony obawiałam się, że treściwa baza będzie spływać ze skóry pod wpływem ciepła. Nic bardziej mylnego. Nic nie spływa, a zamiast tego wyczuwalna jest pielęgnacja skóry, nie ma więc mowy o podrażnieniu czy wysuszeniu.

Moja wersja zapachowa to cashmere - oryginalny i specyficzny zapach, który jest mocno wyczuwalny. Mi się podoba, ale w lecie mógłby mi przeszkadzać. Lepiej wtedy wybrać inny aromat, bardziej adekwatny do słonecznej pogody.


Lubicie takie nowinki?


sobota, 18 kwietnia 2015

Kąpiel z dreszczykiem czy owocowa? Kryształki i żele Kneipp

Wszelkie umilacze kąpieli są u mnie bardzo chętnie widziane mimo, że na co dzień najczęściej korzystam z prysznica. "Coś" do kąpieli jednak zawsze muszę mieć i przeważnie jest to spora batalia - płyny nie płyny, sole itp.

Ostatnio zużyłam kryształki firmy Kneipp . Kryształki te to nic innego jak sól, ale brzmi ładniej, prawda?
 
Owocowy zapach pobudza umysł i ciało dając "nowe życie na co dzień". Ekstrakt z granatu i olejek z amaranthu rozpieszczają skórę. Źródło dla KNEIPP TERMALNE SOLE KĄPIELOWE to starożytne podziemne morze tzw. pramorze, które znajdowało się w centralnych Niemczech. Wydobywana w kopalni soli Luisenhal, jednej z ostatnich tego rodzaju kopalni w Europie według tradycyjnych metod. Kryształki soli są otrzymywane poprzez naturalne odparowywanie termalnej solanki na dużych patelniach. Unikalne kryształki w sposób naturalny wchłaniają cenne olejki które są wpuszczane do podgrzewanej wanny, poprzez odparowanie. Kryształki są wolne od substancji chemicznych i zanieczyszczeń środowiskowych. KNEIPP TERMALNA SÓL KĄPIELOWA jest naturalnym źródłem wielu minerałów i mikroelementów. Nie zawiera barwników i środków konserwujących. Testowana dermatologicznie, posiada naturalne ph, tylko naturalne składniki. 
Skład:
Sodium Chloride, Punica Granatum Fruit Extract, Amaranthus Caudatus Seed Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Oil, Benzyl Benzoate, Limonene, Linalool, Benzyl Alcohol, Citronellol, Parfum (Fragrance), Polysorbate 20, Glycerin, Aqua (Water), Tocopherol, CI 16255. 

Cena: 4,95zł / 60g, 21,90zł / 500g
Dostępność: m.in. sklep Kneipp, Hebe, Rossmann


Saszetka z 60g soli wystarczyła mi na 3 kąpiele, przy czym za pierwszym razem dałam jej chyba za mało, bo aromat był ledwo wyczuwalny. Zapach jest owocowy, słodko-kwaśny i przyjemnie relaksuje, odpręża, a przy tym orzeźwia. Wsypując całą zawartość aromat będzie intensywniejszy, ale mi żal było zużyć wszystko od razu.
Sól barwi wodę na przejrzysty czerwony kolor, co wygląda trochę hmmmm makabrycznie ;). Mąż wszedł do łazienki, gdy się kąpałam i się przestraszył, że coś mi się stało.

Dużym plusem jest nie pozostawianie osadu czy zacieków na wannie i nie wysuszanie skóry.
Nie tworzy piany - jedynie w trakcie napełniania wanny pod samym strumieniem lekko się pieni, ale piana szybko znika zostawiają gładką powierzchnię wody.
Mała, saszetkowa wersja jest bardzo fajnym pomysłem. Możemy wypróbować więcej zapachów (a jest ich sporo do wyboru!) i ulubieńca kupić później w większej pojemności, która cenowo wychodzi zdecydowanie korzystniej niż saszetka. Najbardziej zainteresowały mnie 3 zapachy: kadzidło i wanilia, kwiat migdału i zimowa harmonia.

Zużyłam też próbki dwóch wersji żeli pod prysznic tej firmy - marakuja z grejfrutem i 3 saszetki wersji cytrynowej (na zdjęciu 2 próbki, bo trzecia gdzieś mi schowała na czas zdjęć).

Marakuja i grejpfrut:
Zawiera naturalne olejki aromatyczne, łagodnie pielęgnuje. Owocowo pachnąca kąpiel "rozpuszcza smutki" i pozwala przywrócić szczęście. Testowany dermatologicznie, posiada naturalne ph skóry. Nie zawiera barwników, środków konserwujących oraz mydła.
Skład:
Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Coco Glucoside, PEG-18 Glyceryl Oleate/Cocoate, PEG-40 Sorbitan Peroleate, Glyceryl Oleate, Parfum (Fragrance), Passiflora Incarnata Seed Oil, Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Flower Extract, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil, Limonene, Linalool, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Glycol Distearate, Hydroxypropyl Methylcellulose, PEG-14M, Silica, Tocopherol, CI 15985. 
Litsea cubeba i Cytryna:
Zawiera naturalne olejki aromatyczne, łagodnie pielęgnuje. Olejki Litsea Cubeba i Cytrynowy rozprzestrzeniają słoneczny świeży zapach. Testowany dermatologicznie, posiada naturalne ph skóry. Nie zawiera barwników, środków konserwujących oraz mydła.
Skład:
Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Coco Glucoside, PEG-18 Glyceryl Oleate/Cocoate, PEG-40 Sorbitan Peroleate, Glyceryl Oleate, Litsea Cubeba Fruit Oil, Cymbopogon Nardus (Citronella) Oil, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Limonene, Citral, Citronellol, Geraniol, Linalool, Parfum (Fragrance), Glycol Distearate, Hydroxypropyl Methylcellulose, PEG-14M, Silica, Tocopherol, CI 19140.  
Cena: 17,99zł / 200ml
Dostępność: m.in. sklep Kneipp, Hebe, Rossmann 


Pierwszą cytrynową saszetkę zużyłam jak płyn do kąpieli - hasło "płyn" na opakowaniu tak na mnie zadziałało, a dopiero później doczytałam o stosowaniu na wilgotną skórę, jak żel. Poza tym na stronie płynów pod prysznic nie mają, więc wnioskuję, że to pomyłka w opisie próbki.


Konsystencja jest dosyć gęsta i śliska, co odczułam zarówno wlewając zawartość saszetki do wanny z wodą jak i stosując do mycia ciała pod prysznicem. Po tych trzech użyciach nie wysuszył skóry i nie czułam pilnej potrzeby posmarowania skóry balsamem. Zapach jest niezwykle radosny i idealny na gorące lato, lub po aktywności typu fitness, rower czy bieganie. Cytrynowy aromat cudnie odświeża i dodaje energii, a olejek litsea cubeba powoduje, że zapach jest lekko osłodzony. Jak dla mnie połączenie jest świetne, dzięki któremu żel nie pachnie jak kostka do WC ;) Zdecydowanie przypadł mi do gustu przez zapach i pielęgnujące właściwości.

Opis żelu marakujowego jako "rozpuszczającego smutki i przywracającego szczęście" wywołuje u mnie lekki uśmiech - kogoś poniosło, no ale intencje miał pewnie dobre ;)

Ten żel też jest gęsty i śliski i nie wysuszający skóry, ale aromat już mniej mi się spodobał. Charakterystyczny soczysty słodko-gorzki zapach marakui jest tu idealnie odzwierciedlony, ale grejpfruta się nie doszukałam, a szkoda.

Wśród dostępnych zapachów kilka mnie zainteresowało i jak tylko będę miała okazja przyjrzę im się :)
Znacie produkty Kneipp? Co polecacie?

piątek, 17 kwietnia 2015

Ogród pełen kwiatów - White gardenia Yankee Candle

Jeśli lubicie kwiatowe i intensywne aromaty unoszące się w mieszkaniu koniecznie przyjrzyjcie się zapachowi White Gardenia od Yankee Candle.

Bogata, kwiatowa kompozycja zbudowana z mocno nasyconych olejków eterycznych. Odrobina szyku na co dzień i moc królewskich doznań. Biała gardenia od wieków uchodzi za ulubiony kwiat koronowanych, szlachetnie urodzonych rodzin! W białym, kremowym wosku zatopione zostały ekstrakty z różnych odmian gardenii – w tym uzależniającej swoim nietuzinkowym zapachem gardenii jaśminowej. Aromat świecy White Gardenia uwodzi i kusi, a przede wszystkim – zabiera w podróż na wielkie, królewskie dwory, gdzie życie toczy się leniwym, pozbawionym trosk rytmem.
[opis z Goodies.pl]


Dla lepszej wyczuwalności zapachów samplery polecane są do stosowania jako wosk i tak też robiłam z samplerami, które miałam. Gdy pierwszy raz odpaliłam gardenię podziękowałam Bogu, że zaczęłam od standardowego sposobu. Zapach jest intensywny zarówno na sucho jak i po odpaleniu i bardzo dobrze roznosi się po pomieszczeniu. Jak na moje upodobania moc z samplera jest i tak ciut za duża. Wolę nie wyobrażać sobie kondensacji zapachu uwalnianego z kominka ;)
Sam zapach odbieram jako elegancki i słodki, przez co po około 30 minutach muszę zgasić sampler, bo zaczyna mnie męczyć. Za to początkowe doznania są bardzo pozytywne :)

Produkty Yankee Candle kupicie w sklepie Goodies.pl


Jakie zapachy YC są Waszymi ulubionymi?



Ponad miesiąc z Miralash

Minął ponad miesiąc od rozpoczęcia kuracji z Miralash, jednak dosyć poważne przeziębienie uniemożliwiły mi pokazanie jak i czy w ogóle odżywka się u mnie spisuje. Efektów nie pokazałam wcześniej też z tego powodu, że pierwsze zaczęłam widzieć tuż przed świętami, więc wcześniej nie miałam za bardzo co pokazać.


Widząc się codziennie w lustrze z wielką radością zauważam, że rzęsy stały się gęstsze, dłuższe i ciemniejsze - czyli wszystko to, czego brakuje im w naturalnym stanie. Patrząc teraz na zdjęcia przed i aktualne różnica w długości i gęstości mi umyka. Widzicie różnice, czy nie? ;) Bo sama już nie wiem czy sobie tylko wmawiam.



Na kilku blogach czytałam, że dziewczyny zaobserwowały chwilowe przerzedzenie rzęs, co na szczęście mnie ominęło. Nie dość, że naturalnie rzęsy mam liche, to jeszcze gorszego stanu sobie nie wyobrażam.

Jako śmieszną rzecz powiem Wam, że łapię się na tym, że staram się robić aplikatorem idealną i wywiniętą kreskę, jak kolorowym linerem ;) Zawsze się z siebie śmieję, a na drugi dzień robię dokładnie to samo.

Do końca kuracji zostało ok 1,5 miesiąca (zawartość opakowania ma wystarczyć na 3 miesiące codziennego stosowania) i jestem ciekawa dalszych efektów i tego, jak długo będą się utrzymywały.

czwartek, 16 kwietnia 2015

Mydła z baletnicą ...

Mydła Pour L'amour wypatrzyłam jakoś w lutym m.in. na blogu Anuli (świetny blog!!) - poświęciła im kilka wpisów, na które zapraszam (#1,, #2, #3). Kostki te wywołały spore zainteresowanie i w ogóle się temu nie dziwię! Czyż nie wyglądają uroczo?


Mydła robione są ręcznie przez panią Barbarę z naturalnych składników, na czele których stoi moje ukochane masło shea *.* Dalej mamy olej palmowy, rycynowy i kokosowy. Mydełka Pour L'amour są miękkie, uginają się pod naciskiem palca - przynajmniej te, które mam. Kostki są też niezwykle lekkie przez co kojarzą mi się z pumeksem ;)


Dziewczyny, jak te mydełka pachną!! Kosmos! Oprócz olejów mydła mają olejki eteryczne i to one różnicują poszczególne kostki.
Wersja mango i brzoskwinia jest tak soczysta, że chciałoby się zjeść. Nie mogłam się oprzeć i umyłam nim całe ciało - co mnie zaskoczyło to to, że skóra jeszcze jakiś czas pachniała słodkimi owocami.


Zwróćcie uwagę, jak ładnie są przystrojone ozdobnym siankiem:


Gdy usuwałam etykietki coś spod nich wypadło. Z ciekawością otworzyłam zawiniątka, które okazały się cytatami:


To bez wątpienia świetny pomysł :)

Jest tylko jeden mały szkopuł - Pour L'Amour nie mają swojego sklepu internetowego :/ Mają profil na Facebooku - KLIK i ofertę wysyłają po otrzymaniu wiadomości. Na FB pokazują przeróżne kolory i wzory swoich mydeł, ale sklep internetowy zdecydowanie ułatwiłby ich wybór, a także zapachu.

Mydełka idą w ruch i na pewno jeszcze o nich coś więcej napiszę :)


Kto poczuł się skuszony?

wtorek, 14 kwietnia 2015

Spotkanie blogerek w Nowym Sączu (11.04.2015)

Choroba synka i ostatnie przygotowania do spotkania blogerek w Nowym Sączu pochłonęły mój cały wolny czas, więc na blogu zapanował chwilowy spokój. Teraz wracam i to z przytupem - z relacją z tego spotkania.

Organizowałyśmy je z Dorotą, która miała już wprawę, a dla mnie to był organizacyjny debiut, ale chyba wyszło fajnie :) Przegadałyśmy ponad 6 godzin i jeszcze było mało :)

Nie zabrakło nam atrakcji. Tuż przed spotkaniem lokal spowiły ciemności - awaria prądu w całej okolicy! Świetnie, a tu jeszcze nic tak do końca nie było gotowe. Przywitałyśmy więc dziewczyny w romantycznym świetle świec.
Druga atrakcja - zdecydowanie pozytywna. Przesympatyczna i roześmiana pani Ania właścicielka sklepu z naturalnymi kosmetykami Bezpestki.pl i bloga opowiedziała o naturalnych kosmetykach i pielęgnacji. Atrakcją była też bez wątpienia pani fotograf, której humor bardzo dopisywał ;)

Oprócz mnie i Doroty na spotkanie przyjechały:
8. Patrycja www.clumsywords.pl

 Zdjęcia ze spotkania: p. Beata, Karolina i Kasia P. 
  Coś nas z Agą rozmazało ;)

 
Pani Ania z BezPestki.pl

Na stole widać ekologiczną paczkę od Pani Ani - przeczytacie o niej TUTAJ
Skoro natura i ekologia to konsekwencja musi być :)

 Dorota i pani fotograf 

Patrycja i Marzena dobierają się do paczuszek z kosmetykami Essence, a Karolina za czymś szpera ;)

 Szminka z Essence - będzie dubelek w kolekcji Patrycji ;)

Dziękuję firmom za liczne prezenty :)

Mary Kay (Facebook) - nie załapałam się na prezent ;)


O ekologicznej paczce od pani Ani już wspomniałam, a dzięki Adze możecie zobaczyć:



Do następnego!!



Polecane posty

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...