środa, 30 września 2015

Kąpiel w soli || Czy sól do kąpieli może być dobra lub zła? BingoSpa: solanka z minerałami Morza Martwego z kolagenem vs sól Ocean Blue

Długie, pachnące i relaksujące kąpiele praktykuję przez cały rok (od jakiegoś czasu staram się o takie odprężenie co drugi dzień), lecz niewątpliwie jesienne i zimowe wieczory szczególnie sprzyjają takiemu leniuchowaniu.
Najczęściej wybieram pięknie pachnące płyny, zdarzają się też olejki, świetnym urozmaiceniem są dla mnie naturalne muffinki, którymi kusi Pszczela Dolinka. Zapachy zapachami, ale co jakiś czas decyduję się na kąpielową odmianę jaką jest lecznicza kąpiel z użyciem soli.
Ostatnio na tapecie są u mnie dwie sole BingoSpa: solanka z minerałami Morza Martwego z kolagenem sól Ocean Blue.
Sól do kąpieli Bingo Spa solanka z minerałami Morza Martwego Ocean Blue

wtorek, 29 września 2015

Kolejne nowe szminki i lakiery Sensique - w sprzedaży od 1 października

Niedawno pokazałam Wam nowości Sensique (nowe lakiery i szminki) a już od 1 października w Naturze znajdziecie kolejne, nie tylko jesienne kolory szminek i lakierów do paznokci.

Pomadki SENSIQUE VOLUME & SHINE LIPSTICK
Pomadki nabłyszczające o delikatnie owocowym zapachu wyprodukowane w nowoczesnej formule typu MAXI-LIP, która zwiększa objętość ust. Wzbogacone są witaminą E i olejem z kiełków pszenicy, dzięki czemu regenerują usta i pozostawiają je intensywnie nawilżone.
Waga 4,5g, cena 9,99 zł.
Produkt dostępny w dziesięciu kolorach:
Lakiery do paznokci SENSIQUE COLOR with tefpoly®
Kolejna odsłona lakierów do paznokci z serii Color, pozbawionych szkodliwych substancji, takich jak toluen i formaldehyd. Nowoczesna formuła z tefpoly® przedłuża trwałość lakieru, pogłębia intensywność koloru i zapewnia efekt szklanego połysku.
Pojemność 10 ml. Cena 6,99 zł
Produkt dostępny w dwudziestu nowych kolorach:



Podobają się Wam te nowości? 
 

poniedziałek, 28 września 2015

Lakiery Sensique French - wyniki konkursu!

Nie sądziłam, że tak dużo Was się zgłosi do konkursu, w którym do wygrania były lakiery Sensique z serii French.
W odpowiedziach padały skojarzenia francuskiego manicure ze ślubem (no niestety, nadal jest to trend wśród Panien Młodych, a moje ślubne paznokcie krzyczały lakierem OPI Koala Bear-y), z klasyką, elegancją, naturalnością, czy minimalizmem.
Cóż, żadna z odpowiedzi nie przekonała mnie do francuskiego manicure i z ulgą wysyłam lakiery dające efekt frencza ...
....

IWONA!!

to za skojarzenie m.in. z poszarpanymi nerwami ;)
Niech Ci się dobrze noszą

A u mnie od soboty króluje czerń :) Lada dzień pokażę.

Niedługo kolejny konkurs, więc zaglądajcie.



Chrapanie - poważny problem, a tak ignorowany. Jak go leczyć?

Chrapanie powszechnie uznaje się za coś zupełnie nie groźnego, rozpatrując jedynie w kategoriach uciążliwości dla osób, które to chrapanie słyszą i przez to nie mogą spać. Lekarze również problem przeważnie bagatelizują co mnie dziwi, bo nawet mnie, laika coraz częściej dochodzą alarmujące informacje, jak groźne może być chrapanie. Przestraszyło mnie to na tyle, że, gdy mój mały synek przez 3 czy 4 miesiące od urodzenia chrapał (raz mocniej, raz delikatniej) to co chwilę sprawdzałam, czy nic złego się nie dzieje i nie raz, nie dwa, chciałam to zgłosić lekarzowi.

niedziela, 27 września 2015

3 x Eveline Just Epil - kremy do depilacji oraz balsam po depilacji

Zapewne po zadaniu pytania: jaka jest najlepsza metoda depilacji w domu padną zróżnicowane odpowiedzi. Krem, pianka, żel, paski z woskiem czy pasta cukrowa a może depilator? Każda z nas na zasadzie prób i błędów znalazła sposób depilacji, który najbardziej odpowiada z różnych względów. U mnie najczęściej goszczą żele i pianki do golenia, przeważnie Gillette, które pozwalają na szybkie pozbycie się niechcianych włosków. Gdy jednak zależy mi na pewności, że na skórze nie pojawi się żadne zacięcie zrobione maszynką (co prawda dawno mi się to nie zdarzyło, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże) lubię wtedy mieć pod ręką krem do depilacji. Ryzyko zacięcia jest zerowe, ale ze skutecznością bywa różnie.
Obecnie mam dwa kremy do depilacji Eveline z serii Just Epil: Ultradelikatny krem do depilacji miejsc wrażliwych... ręce, pachy, bikini i Ultradelikatny nawilżający krem do depilacji nóg. Domową depilację dopełnia Kojący balsam-kompres po depilacji.
Kremy do depilacji mają wykorzystywać łagodzące i nawilżające działanie aloesu, jedwabiu i oleju arganowego. Przede wszystkim jednak, producent zapewnia łagodne, ale zarazem skuteczne i szybkie usuwanie zbędnego owłosienia i jego wolniejsze odrastanie.
Przyznam, że szału nie ma. Deklarowane trzy minuty, w trakcie których kremy mają zadziałać to zdecydowanie za krótko, aby idealnie pozbyć się nawet mniejszych włosków. Krem do depilacji nóg muszę trzymać około 10 minut, a później dokładnie i dosyć mocno usunąć go szpatułką. Czy razem z włoskami? Z większością tak, ale niestety gdzieniegdzie włoski zostają i tu jednak niezbędne jest poratowanie się maszynką, którą precyzyjnie takich pojedynczych delikwentów mogę usunąć.
Krem do depilacji pach (z rąk nie usuwam, a do bikini jednak wolę maszynkę) jest jeszcze delikatniejszy, więc usunięcie włosków jest jeszcze mniej dokładne. Użycie go jest mało komfortowe - najlepiej by było po nałożeniu trzymać ręce do góry (jak pani na opakowaniu ;)), a tak się nie da. Tzn da się, ale co tu wtedy robić?
"Zapach" jest typowy dla produktów do depilacji - mocny, chemiczny i niezbyt przyjemny (to delikatne określenie ;)).
Wydajność mają równie charakterystyczną dla takich kremów - ten do nóg wystarcza na 3-4 depilacje. Drugi na więcej, bo jednak powierzchnia pach jest zdecydowanie mniejsza niż nóg. 
Co jednak muszę przyznać, to kremy rzeczywiście spowalniają odrastanie włosków i dłużej mogę się cieszyć gładką skórą.

Kremy niekoniecznie skradły moje serce, ale balsam po depilacji okazał się całkiem przyzwoitym kosmetykiem do pielęgnacji po depilacji zwłaszcza przy użyciu golarki.
Balsam-Kompres po depilacji 9 w 1 intensywnie odżywia skórę po depilacji i chroni jej naturalną równowagę. Zawiera unikalny kompleks najcenniejszych składników regenerujących, nawilżających i wygładzających skórę: olejek arganowy, proteiny jedwabiu, ekstrakt z liści oliwki, kwas hialuronowy, mocznik, glukozę, kompleks witamin A+E+F, D-Panthenol i allantoinę.
BŁYSKAWICZNE DZIAŁANIE:
1. Nadaje efekt aksamitnie gładkiej skóry.
2. Koi i łagodzi podrażnienia.
3. Skutecznie wygładza.
4. Zapewnia ultranawilżenie do 24h.
5. Zmiękcza i uelastycznia naskórek.
6. Aktywnie regeneruje.
7. Chroni skórę przed starzeniem się.
8. Zatrzymuje wodę w komórkach.
9. Przywraca zdrowy koloryt.
Wyjątkowe połączenie składników aktywnych zapewnia skórze idealną pielęgnację i regenerację. Balsam łatwo się wchłania i natychmiast przywraca skórze elastyczność i jedwabistą gładkość.
Regularne stosowanie balsamu spowalnia odrastanie niechcianych włosków, co znacznie wydłuża czas między kolejnymi zabiegami depilacji.
[źródło:Eveline.eu]

Po depilacji skóra przeważnie jest lekko wysuszona i "inna" w dotyku - niby gładka (bo bez włosków), ale jakby szorstka. Balsam po depilacji Just Epil Eveline szybko i skutecznie doprowadza ją do ładu. Nawilżenie jest kapitalne, skóra ukojona i niezwykle przyjemna w dotyku. Trudno mi się wypowiedzieć, czy rzeczywiście jest to balsam spowalniający odrastanie włosków bo używam go tylko po depilacji. 
Zapach ma subtelny, lekko perfumeryjny, ale nie drażniący. Dobrze się rozprowadza, wchłania nie pozostawiając uczucia klejenia. Polubiłam go.


Jaki sposób depilacji jest dla Was najlepszy?

sobota, 26 września 2015

Przesyłki z ostatnich dni - olejek Kneipp, spodnie dla dziecka H&M i świece Heart & Home

Dzień, czy choćby tydzień bez wizyty listonosza lub kuriera to dzień stracony. Z resztą, czy ktokolwiek z Was nie lubi odbierać paczek? Ja z niecierpliwością czekam nawet na zamówienia z Avonu, w których nic dla mnie nie ma :D


Co tym razem mnie ucieszyło?

Naturalny olejek do ciała Kneipp Kwiat migdała dostałam jako dalsza współpraca z tą firmą i niezmiernie mnie to cieszy. Wersję Bio olejek bardzo polubiłam i wszystko wskazuje na to, że ten jest równie dobry i warty wypróbowania. 

Jeśli coś Wam się podoba z oferty H&M pamiętajcie, że przy zapisie do newslettera otrzymacie jednorazowy kod zniżkowy na 25% rabatu na jedną rzecz, obowiązuje wtedy także darmowa przesyłka. Nie robię zbyt często zakupów w tym sklepie, bo rzadko kiedy coś mi się podoba, jak już to wybieram coś dla syna. Tak było i tym razem. Wypatrzyłam dla niego cieplejsze spodnie z podszewką na zimę, za które zamiast 60 zł zapłaciłam niecałe 45zł. Dobrze, że w drodze do kasy przypomniałam sobie, że jest ta zniżka. Rozmiar spodni 92 (rośnie dziecię, rośnie).

Znacie świece zapachowe Heart &Home? Czytałam o nich na kilku blogach i gdy dowiedziałam się, że sklep internetowy Zapach domu udostępnił kod rabatowy na zniżkę -50% obowiązującą przy zakupach świec H&H musiałam z niego skorzystać. No... to jest okazja :D Początkowo w koszyku znalazło się sześć dużych świec: SPA, Namiętność, Mgła o świcie, Pnąca się róża, Jaśminowy sen i Świeże tkaniny, ale zdrowy rozsądek wygrał i ostatecznie zdecydowałam się na trzy pierwsze wersje zapachowe i na dodatek w mniejszym rozmiarze o wadze 110g (czas palenia 30 godzin). Do tego tania przesyłka do kiosku Ruchu i za niecałe 50zł mam tyle pachnącej radości :D
Prezentują się rewelacyjnie, zdecydowanie bardziej podobają mi się wizualnie niż słoje Yankee Candle, które są bardzo toporne.
Nie są całkiem malutkie i na trochę wystarczą.


A co u Was nowego?

piątek, 25 września 2015

Maski algowe Initiale - maska Oczyszczanie i regeneracja Drzewo Herbaciane i maska Odżywcza pielęgnacja Acerola

O tym, jak używać masek algowych i czym się różnią od zwykłych masek peel-off pisałam wcześniej, więc zachęcam do przeczytania postu tym bardziej, że to są bardzo ciekawe w stosowaniu maski. Niedawno do grona producentów masek algowych dołączyła marka Initiale, której ofertę zdecydowanie warto poznać.

W tym samym wpisie przedstawiłam pierwszą z masek Initiale od której zaczęłam poznawanie tej marki - Intensywna regeneracja Papaja, arginina i prolina.
Wszystkie maski mają 15g, co wystarcza na jednorazowe nałożenie na twarz, szyję i dekolt, jednak ja dzielę na dwie porcje i stosuję tylko na skórę twarzy.
Mimo, iż moja skóra nade wszystko wielbi nawilżanie to od czasu do czasu wdzięczna jest także za dokładne oczyszczanie. A jeśli jeszcze oczyszczenie jest skuteczne, a przy tym łagodne to już jest szczególnie zachwycona. Maska Oczyszczanie i regeneracja Drzewo herbaciane, kwas salicylowy i antyoksydanty co prawda przeznaczona jest do skóry trądzikowej, ponieważ ma działanie głębokooczyszczające, antybakteryjne i przeciwzapalne a ja skóry trądzikowej nie mam (czasem wyskoczy jakaś podskórna gulka), ale krzywdy mi nie zrobiła. Podleczyła podskórne gulki, które szybciej zniknęły, a nowe się nie pojawiły. Nie mam okazji przekonać się na własnej skórze jak maska spisze się przy większych, ropnych wypryskach, ale że drzewo herbaciane znane jest z właściwości antyseptycznych i gojących przypuszczam, że także powinna dać radę. Maska dobrze oczyszcza a przy tym ani nie podrażnia skóry ani jej nie wysusza - to duży plus! Nie czułam też po niej ściągnięcia jak po wersji z papają, a wręcz przeciwnie - całkiem niezłe nawilżenie i ukojenie. Zapach ma intensywny, typowy dla drzewa herbacianego, przyjemnie chłodzi po nałożeniu (mocniej niż maska z papają), a po ściągnięciu skóra jest odświeżona i zrelaksowana.
Skład maski oczyszczającej: solum diatomeae, calcium sulfate hydrate, algin, maris limus extract, tetrasodiumpyrophosphate, salix alba leaf extract, xanthan gum, oryza sativa powder, melaleuca alternifolia leaf oil, magnesium oxide, ultramarines, silica, menthol, limonene, linalool

Wersja Odżywcza pielęgnacja Acerola i witamina C nie nawilża tak dobrze jak ta oczyszczająca, co przyznam nieco mnie zaskakuje. Za to wyraźnie rozjaśnia skórę i świetnie się sprawdza po ciężkim dniu. Zapach ma bardzo dyskretny, z niczym konkretnym mi się nie kojarzy, to typ zapachu neutralnego - ani do kochania (choć jest przyjemny) ani do nienawidzenia. Kolor ma jak jogurt truskawkowy :) Po nałożeniu na twarz nie czułam takiego chłodu jaki daje maska z drzewem herbacianym.
Skład maski odżywczej: solum diatomeae, calcium sulfate hydrate, algin, tetrasodium pyrophosphate, xanthan gum, oryza sativa powder, sodium ascorbate, maltodextrin,  parfum, malpighia punicifolia fruit extract, magnesium oxide, Cl 12085, hexyl cinnamal, hydroxyisohexyl 3-cyclohexene carboxaldehyde, linalool, limonene, coumarin, geraniol, amyl cinnamal, amyl cinnamal, citronellol, citral, cinnamal, cinnamyl alcohol, eugenol

Gdzie można kupić maski Initiale? W drogeriach Hebe, na Allegro, a niedługo będzie dostępna także w sieci Lidl w bardzo atrakcyjnej cenie.
https://lidl.okazjum.pl/gazetka/gazetka-promocyjna-lidl-28-09-2015,16154/7/

czwartek, 24 września 2015

Plany i marzenia na zimowe miesiące

Jesień ledwo się zaczęła, a ja już po woli snuję plany na zimowy czas. Z jesiennych zamierzeń już za tydzień zrealizuję jeden z trzech punktów, mianowicie zawitam z mężem nad morzem na spotkanie blogerek pod nazwą Secrets of Beauty. Masaże muszą jeszcze poczekać, natomiast z konferencji Meet Beauty jednak zrezygnowałam z trzech powodów: 

Powód 1

Dograć dojazd najpierw do Krakowa a później do Warszawy i na odwrót w drodze powrotnej mając na uwadze godziny trwania wydarzenia graniczy z cudem. 

Powód 2

Zgłaszając się na konferencję kierowały mną głównie względy towarzyskie bo będzie tam naprawdę wiele wspaniałych blogerek, których twórczość blogową regularnie śledzę i które tym samym bardzo chciałabym poznać. Nie sądzę jednak, abym miała możliwość wyszukania ich w tłumie 250 osób, chyba, że uczestniczki będą miały wypisane nazwy bloga na czole. 
Bardziej kameralne wydarzenie jak np. Secrets of Beauty, gdzie będzie 25 osób zdecydowanie bardziej posłuży integracji i nawiązaniu znajomości. 

Powód 3

Poniekąd związany z powodem drugim. Zależało mi głównie na poznaniu dziewczyn, sprawa wykładów była sprawą drugorzędną. Zapewne wiele z Was zna moje podejście do wszelkich złotych rad typu: jak prowadzić blog, jak pisać, co pisać. Jeśli nie, to przypomnę - niech każdy prowadzi go jak chce. Chce mieć żółte tło i czerwoną czcionkę. Niech ma. A czy ktoś będzie czytał to już inna dyskusja. Chce pisać raz na miesiąc? Niech pisze.
I uwaga! Wpisy na ten temat (a jest ich niestety dużo, dużo za dużo) szybko zaczęłam pomijać. A jednak najbardziej rozśmieszają mnie takie pseudoeksperckie rady blogera z kilkumiesięcznym stażem. Temat na osobny wpis, którego z resztą nie będzie, bo nie chcę dokładać swojej cegiełki do tego zagadnienia.

A zimą? Również ograniczam się jak na razie do 3 punktów:

1. Więcej relaksu w ciepłych, pachnących kąpielach

Tak, jeszcze więcej niż teraz, bo to jednak najbardziej dostępna forma zrelaksowania się po ciężkim dniu (oczywiście jeśli ma się wannę). Pachnąca, ciepła, podchodząca pod gorącą wodę rewelacyjnie rozluźnia mięśnie i koi nerwy. Nie wiem jak Wy, ale w wannie pełnej wody wszelkie złe myśli szybko ulatują z mojej głowy.

2. Otaczanie się pięknymi zapachami

Ponad dwa  lata temu ogarnęła mnie Yankee mania, kupowałam woski tej firmy w ilościach hurtowych. Pod tym linkiem znajdziecie wpisy poświęcone Yankee Candle. Szybko jednak odpuściłam, większość kolekcji wosków, także tych niedostępnych w Polsce cudną dużą świecę Vineyard (trochę żałuję, no ale) sprzedałam. W tym roku znowu coś drgnęło i sięgnęłam kilka razy po jakieś pachnące cuda. Jesienią i zimą chcę w końcu poznać tych kilkadziesiąt wosków, które leżą nawet nie tknięte w pudle :)

3. Sport

Wiosną i latem niestety ze sportem byłam mocno na bakier. Jak pamiętacie 1 maja mąż złamał nogę i byłam wystarczająco wymęczona pracą, zajmowaniem się domem, synem, działką, żeby mieć jeszcze siłę czy czas na bieganie, rower czy inna formę aktywności. Bo podobno ruch związany z pracą i czynnościami domowymi nie jest rozpatrywane w kategoriach tego ruchu, który ma dobroczynne działanie na organizm i psychikę. Więc zimą nadrobię! Nadrobię miedzy innymi nartami, na których nauczyłam się jeździć 5 lat temu. Połknęłam bakcyla! Mieszkam w Nowym Sączu i w promieniu 50 minut jazdy samochodem mam naprawdę duży wybór stoków. Można nawet po pracy wyskoczyć na godzinę i nie wiąże się to z całą wyprawą. Mój tata w każdą zimową sobotę i niedzielę, ale też zdarza się, że w tygodniu bierze narty i jedzie. Czasem z mężem dołączamy się i jedziemy razem. Ok, fajnie, ale jednak coraz częściej mimo naprawdę sporego zróżnicowania stoków w okolicy czuję potrzebę zasmakowania czegoś nowego. Atrakcyjne, a zarazem tanie wyjazdy na narty to coś, czego będziemy szukać tej zimy.

[źródło: www.naferie.pl]


Wybielanie zębów z PureLite

Temat wybielania zębów jest mi zupełnie obcy - do tej pory nie używałam żadnych specyfików mających na celu rozjaśnienie ich kolorów, a do dentysty też mi się w tym celu nie paliło. Jednak na ostatnim spotkaniu blogerek w Nowym Sączu wpadł mi w ręce zestaw Purelite, więc nie było odwrotu :) Nie żebym się dotychczas wzbraniała przed bielszymi zębami, ale nie było, ani nadal nie jest to moim priorytetem.
PureLite Home to żel do wybielania zębów. Pojemność opakowania to 10ml. Oparty o najnowsze technologie amerykańskie, znacząca poprawa koloru zębów już po 2-3 aplikacjach, kolejne aplikacje pogłębiają i utrwalają efekt. PureLite Home to bezpieczny, wielokrotnie przebadany produkt, zgodny z obecnie obowiązującymi przepisami zarówno w Polsce, jak i Unii Europejskiej. 
[opis: PureLite.pl]
Pojemność: 10ml
Cena: 69 zł
Dostępność: PureLite.pl

Wiecie, co? Nie mam pojęcia co napisać :D Bo tak niby coś widzę, a nie widzę. Po drugiej aplikacji żelu zauważyłam na kilku zębach, zwłaszcza górnych wyraźnie bielsze plamki. I pomyślałam: super, mam zęby w kropki. Mąż się uśmiał, serio. Ale rano plamki zniknęły. I tak było za każdym razem z tym, że plamki obejmowały większą powierzchnię zębów. Rano po plamkach nie było śladu, ale po zakończeniu wybielania (żel wystarcza na 6 dni, przy nakładaniu raz dziennie) górne zęby wydają mi się odrobinę jaśniejsze. Dolne - nietknięte. Różnica na szczęście nie jest bardzo widoczna.
Może przydałaby mi się dłuższa kuracja?

Z kwestii technicznych. Pierwsze użycie było kompletnie nieudane, trzymanie nakładek na zębach zakończyłam po 20 minutach. Nie mogłam dłużej! Nie, nie czułam bólu, ale ... naciągało mnie. Poważnie. I nie od smaku żelu, ale od samej obecności nakładek w ustach. Wydają mi się za grube i za sztywne nawet po sugerowanym przez producenta moczeniu ich w ciepłej wodzie.Było mi bardzo niekomfortowo, nie wiedziałam co zrobić z językiem, drugiego dnia odkryłam, że dobrze jest gdy trzymam go między nakładkami - było mi wygodniej a i ślinienie się zdecydowanie mniejsze. W kolejne dni bez problemu wytrzymywałam zalecane 40 minut.

środa, 23 września 2015

Zapach nie tylko z wosku i świecy - ozdobny dyfuzor zapachowy z Pachnącej Szafy

Niezaprzeczalnie woski i świece zapachowe królują w naszych domach, a przecież jest tyle innych sposobów na ładny zapach w mieszkaniu. I dzisiaj o jednym z nich, pełniącym przy okazji funkcję dekoracyjną.
Dekoracyjny Odświeżacz Powietrza Wanilia & Czerwony Pieprz
Dyfuzor ozdobiony kompozycją z suszonych roślin to idealne połączenie natury i nowoczesnej formy. Ręcznie zbierane i specjalnie przygotowane rośliny, umieszczone wewnątrz flakonika z esencją zapachową i rattanowymi patyczkami sprawiają, że  jest on idealną ozdobą każdego wnętrza.
Cena: 19,99zł
Pojemność: 90ml
Dostępność: Aromatowo.pl

Odświeżacz prezentuje się kapitalnie - ładna buteleczka z porządnego szkła wypełniona olejkiem zapachowym, z zanurzonymi kuleczkami nie-wiem-jakiej-rośliny jest aktualnie jedyną ozdobą na komodzie w salonie nie licząc kwiatów. Wygląda prosto, ale elegancko i jest zdecydowanie zgodna z moim gustem. Dla mnie im prościej tym lepiej, bez zbędnych wątpliwych upiększaczy, wywiajsów, wzorków itp.
W pierwsze dni w salonie wyczuwalny był oryginalny, otulający, ale nienachalny zapach. Nie był dla mnie oczywistą wanilią, nie był słodki ani przytłaczający a podobnie jak butelka - elegancki. Momentami wyczuwałam mocniejszy powiew zapachu do złudzenia przypominający mi ten znany ze sklepu Stradivarius, a ten z kolei bardzo kojarzy mi się z serią z masłem shea The Body Shop.
Wczoraj mijał 11. dzień z dyfuzorem na komodzie i wobec w zasadzie braku zapachu (mimo, że patyczki dalej mocno pachną, bardziej słodko niż czuć w pomieszczeniu) zaczęłam się zastanawiać, czy się do niego przyzwyczaiłam, czy może obietnica zapachu "do kilku tygodni" jest na wyrost (wszak salon mega duży nie jest - ma 18m). Skłaniałam się ku drugiej opcji, ale dla eksperymentu przeniosłam słoiczek do innego pokoju i ... pachnie! Nie pozostaje mi więc nic innego, jak co kilka dni przenosić dyfuzor.

Jeśli lubicie wszelkiego rodzaju pachnące gadżety, zachęcam do tańszych zakupów:
www.aromatowo.pl

wtorek, 22 września 2015

Uzależniona od mydeł?

Na początku września przybyły mi kolejne naturalne mydła, tym razem Florame kupione przy okazji promocji -20% w ich sklepie internetowym. Dziwne, że tylko dwa :D
Chwila. Tylko dwa czy aż dwa? W mojej sytuacji dwie sztuki mniej czy więcej to w zasadzie żadna różnica. Choć z drugiej strony tu jedno, tam dwa, później znowu coś wpadnie i już się zbiór widocznie rozrasta. W rezultacie w ciągu ok 4 miesięcy moja mydlana kolekcja rozrosła się do niebotycznych rozmiarów zajmując trzy pudła po butach i jedno po mniejszych butach, nie licząc tego, co jest w łazience w użyciu.

Żeby zapanował jakiś ład i porządek musiałam je posegregować według sensownego klucza. Na chwilę obecną dobrze się sprawdza taki:

1. Zagraniczne mydła naturalne, całe kostki

Czyli niepolskie, jeszcze nie używane/nie dzielone:
W pudle tym są cztery kostki różnych mydeł Kat Burki (to te w torebkach papierowych), jedno Primal Elements, jedno Truly Argan, jedno Plantlife, dwa Olivaloe, jedno Dr. Woods, dwa South of France, jedno A la maison, jedno Argilez, jedno Kalliston, jedno Oliva, dwa Dr. Bronner's, dwa Pacifica, dwa Dead Sea Minerals,i dwa Florame.
Sztuk 24.

2. Polskie mydła naturalne, całe kostki

Wszystkie są ręcznie robione:
W tym pudle ledwo mieszczą się: cztery Czyste Mydło, dwa Sztuka Mydła, jedno Ministerstwo Dobrego Mydła, cztery Enklare, dziewięć Pour L'amour (w tym dwie próbki) i sześć Pszczela Dolinka
Te ostatnie to moje ulubione mydła (niedługo przeczytacie dlaczego).
Sztuk 26

3. Misz-masz, polskie i zagraniczne w kawałkach

Czyli te, z których kawałek już odcinałam do używania lub do wymiany i te kawałki, które dostałam w tej wymianie
Miks różności: sześć Nubian Heritage, pięć Pszczela Dolinka, dwa Dr. Bronner's, dwa Zum Bar, dwa Olivia Care, dwa Plantlife i pojedyncze: Shea Moisture, Tierra Mia Organics, 94b, Dudu-Osun, Aleppo 40%, Handmade by Ilona, Heyland & Whittle, Dead Sea Minerals i Alaffia.
Sztuk 28

4. Nienaturalne

To mniej chlubna część zbioru mydlanego:
A w tym pudle: siedem L'Occitane, cztery Dove i pojedyncze: Mydlarnia u Franciszka, Barwa, Le Petit Olivier i Himalaya
Sztuk 15

Oprócz tych mydeł mam jeszcze kilka w łazience, z którymi w sumie mam ich 99. 

Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że mydła to moje uzależnienie? 1,5 roku temu były to żele pod prysznic i w tym temacie mam spore sukcesy. Żele już zupełnie mnie nie ciągną, sukcesywnie zużywam, nie kupuję. Czasem jakiś dostanę, ale liczba i tak się zmniejsza - z blisko 80 sztuk zeszłam do tej pory do ok 50. Z jednej manii, w drugą. W takich klinikach jak Mandala (http://www.mandalawroc.pl/) leczy się osoby uzależnione od alkoholu, narkotyków, hazardu czy dopalaczy, ale od mydeł na razie nie :p Kwestia czasu?

A Wy macie jakieś kosmetyczne uzależnienia?

poniedziałek, 21 września 2015

Sosnowa kąpiel - sosnowy olejek kąpielowy z miodem Produkty Benedyktyńskie

Kosmetyki do umilania kąpieli zużywam ostatnio w zastraszającym tempie. Prysznic prysznicem, ale co kilka dni spokojna, aromatyczna kąpiel na wyciszenie i odprężenie mięśni musi być!
Ostatnie ciepłe, relaksujące wylegiwania się w wannie skutecznie uprzyjemnia mi olejek sosnowy z miodem z Produkty Benedyktyńskie. Producentem kosmetyków opartych na recepturach tynieckich Benedyktynów jest Scandia, tworząca także kosmetyki dla Secret Soap Store.
Olejek kąpielowy sosnowy wzbogacony został odżywczym miodem i z naturalnym olejkiem eterycznym z sosny. Olejek kąpielowy sosnowy nadaje kąpieli orzeźwiający zapach leśnego igliwia. Olejek kąpielowy sosnowy ma działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze. Nawilża i delikatnie natłuszcza ciało, nadaje mu przyjemny zapach i aksamitną gładkość. Dodatkowo ekstrakt z otrębów pszennych wygładza i ujędrnia skórę. Odżywczy miód oraz składnik natłuszczający nawilżają i odżywiają skórę. Puszysta, aromatyczna piana doskonale relaksuje, pielęgnuje oraz ma doskonałe działanie myjące.
Olejek sosnowy pomoże przy zmęczeniu organizmu spowodowanym wyczerpującym wysiłkiem fizycznym, ospałości i braku energii. Kąpiel z jego dodatkiem pobudza krążenie krwi w naczyniach obwodowych.
Miód jest wszechstronnym produktem do pielęgnacji ciała, docenionym już w czasach Kleopatry. Mleczno-miodowa kąpiel Kleopatry jest wciąż stosowanym zabiegiem na ciało, a miód pozostał nieodzownym składnikiem używanym w kosmetyce i w medycynie. Produkt ten ma wspaniały wpływ na skórę – w dzisiejszych czasach miód i pielęgnacja skóry stały się niemalże jednoznaczne. Miód jest antyoksydantem, dzięki czemu ma zdolność odmłodzenia i nawilżenia skóry, dlatego znajdziemy go w wielu kosmetykach, takich jak kremy do twarzy, balsamy do ciała, maseczki do twarzy czy odżywki do włosów.
Składniki (INCI): Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, C9-11 Pareth-7, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Sodium Chloride, PEG-150 Pentaerythrityl Tetrastearate, PEG-6 Caprylic/Capric Glycerides, Propylene Glycol, Triticum Vulgare (Wheat) Bran Extract, Mel (Honey) Extract, Pinus Sylvestris (Pine) Oil, Disodium EDTA, Citric Acid, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum (Fragrance), Limonene, Linalool, Eugenol, CI 19140, CI 42090.
Pojemność: 300ml
Cena: 15zł
Dostępność: sklepy zielarskie, sklep Produkty Benedyktyńskie

Początkowo olejek odebrałam jako po prostu płyn do kąpieli, z uwagi na rzadką konsystencję i pienienie się jak płyn (ma SLS w składzie). Ale na skórę działa jak olejek - po kąpieli jest gładka, niewysuszona i bardzo przyjemna w dotyku. Nie muszę po nim używać balsamu, więc tylko ode mnie zależy, czy go nałożę czy nie.
Zapach ma cudowny! Mocny, leśny aromat wprowadza w błogi nastrój i aż nie chce się zakończyć kąpieli. Wypełnia łazienkę i jeszcze jakiś czas po niej utrzymuje się w pomieszczeniu, podobnie jak na skórze.

niedziela, 20 września 2015

Wygraj darmową sesję noworodkową lub plenerową - dziecięcą, ciążową, rodzinną, mama z dzieckiem

Nie wiem czy wcześniej pisałam, ale mam siostrę :D Siostra jest architektem, a od jakiegoś czasu pochłonęła ją jeszcze fotografia. Odkąd pamiętam się nią interesowała, ale teraz to apogeum. Szczególnie odnajduje się w sesjach ciążowych, noworodkowych, rodzinnych - stale rozrastające się portfolio możecie zobaczyć TUTAJ.

Jeśli marzy się Wam taka sesja i mieszkacie w Krakowie lub okolicy gorąco zachęcam do wzięcia udziału w konkursie, który aktualnie organizuje.


Szczegóły znajdziecie na blogu Szoldrowskaphoto i fan page Katarzyna Szołdrowska Fotografia.

Jak nie ten konkurs to inny. Kasia organizuje ich sporo, więc warto obserwować jej fan page.
 

Znowu Pszczela Dolinka - dostawa cudeniek prosto z Pszczelej Dolinki

Pszczelodolinkowa mania trwa w najlepsze, zarażam nią kolejne osoby, ale nie da się inaczej! No nie da się! Kto raz się skusi, ten tak łatwo nie opuści raju, jakim jest Pszczela Dolinka. Wspaniałe, wręcz najlepsze naturalne mydła ręcznie robione i inne wspaniałości to coś, co każdy z Was powinien poznać!

Co kupiłam w sklepie Pszczela Dolinka?

Zakupy Pszczela Dolinka mydło sól do kąpieli muffinka pachnotka i mazidełko

sobota, 19 września 2015

Jestem kobietą, dbam o siebie i rodziców - kolejna odsłona akcji laboratoriów Diagnostyka

Sieć laboratoriów Diagnostyka intensywnie promuje profilaktykę zdrowia przygotowując już czwartą a zarazem ostatnią edycję kampanii prozdrowotnej (przeczytasz o niej na stronie www.kobieta.diagnostyka.pl). Tym razem skierowana jest do osób starszych, po 50 roku życia, pod nazwą "Jestem kobietą, dam o siebie i rodziców". Poprzednia, wiosenna odsłona dotyczyła badań profilaktycznych dla kobiet w ciąży i dla dzieci, o której też mogliście przeczytać na moim blogu.
Krew może dużo powiedzieć o stanie naszego zdrowia, dać sygnał, że dzieje się coś niedobrego nawet, jeśli sami tego nie odczuwamy, warto więc regularnie sprawdzać  jej przynajmniej podstawowe parametry. Nie tylko pacjenci często podchodzą do tematu z lekceważeniem, ale niestety niejednokrotnie też lekarze uważając, że takie badanie nie jest niczym uzasadnione. Przykre. Koszty dla niektórych osób mogą być za wysokie, aby zrobić je we własnym zakresie, jednak w trakcie trwania akcji (1.09-30.11.2015) w laboratorium Diagnostyka pakiety badań (inne dla kobiet i inne mężczyzn) są o 70% tańsze i kosztują 70zł. 
Pakiety obejmują:
Dla kobiet 50+
1. Morfologia krwi (pełna)
2. OB
3. Kwas moczowy
4. Glukoza
5. Kreatynina
6. GGTP
7. ALT
8. TSH
9. Cholesterol całkowity
10. Estradiol
11. Wapń całkowity
12. Fosfor nieorganiczny
13. Ca-125
14. Ca 19-9
15. CA 15-3
Dla mężczyzn 50+
1. Morfologia krwi (pełna)
2. OB
3. Kwas moczowy
4. Glukoza
5. Kreatynina
6. GGTP
7. A LT
8. TSH
9. Lipidogram (CHOL, HDL, LDL, TG)
10. Testosteron
11. Ca 19-9
12. PSA całkowity
Bon na tańsze pakiety znajdziesz na stronie www.kobieta.diagnostyka.pl. Wystarczy się zarejestrować, napisać, dlaczego chce się wziąć udział w kampanii i gotowe :) Myślę, że rodzice, lub inne osoby powyżej 50 roku życia z Waszego otoczenia ucieszą się z takiej możliwości i poczują się zachęcone do zrobienia czegoś tak bardzo dla siebie. Bon jest też dobrym pomysłem na prezent - warto to rozważyć :)

Każdy, kto pobierze bon zyskuje coś jeszcze - szansę na wygranie jednej z 26 atrakcyjnych nagród:
Gorąco Was zachęcam do przyłączenia się do kampanii i zachęcenia rodziców do badań :)

Nowe lakiery Sensique i cienie Kobo || KONKURS!

Kilka dni temu pokazałam Wam nowe szminki Sensique a dziś zapowiadana wtedy część druga z lakierami Sensique i cieniami Kobo.

Lakiery z jesiennej kolekcji zawierają nowoczesną formułę z Tefpoly®, która przedłuża ich trwałość, pogłębia intensywność koloru i zapewnia efekt szklanego połysku a pozbawione są szkodliwych substancji, takich jak toluen i formaldehyd. Cena: 6,99 zł.
187 French Lila - nie ma drobinek, na zdjęciu  nie widać, że kolor jest przybrudzony
188 Latte - też nie ma drobinek, dobrze kryjący jasny brąz
189 Peach - kolejny kremowy lakier, brzoskwinia o lekko różowej tonacji
190 Sorbet - ciemniejszy i mniej różowy niż Peach, również bezdrobinkowy
191 Candy - słodka jasna czerwień z drobinkami, na zdjęciu wydaje się bardziej koralowy, ale to czerwień
192 Wind - tym razem średni odcień szarości z drobinkami
193 Heather - ostatni lakier z drobinkami, coś dla miłośniczek fioletu
194 Cherry - głęboka, ciemna wiśnia, kremowa. Nie lubię tego typu kolorów
195 Crimson - bardzo ciemne bordo wpadające w brąz, bez drobinek. W takich kolorach też nie gustuję
196 Night - bezdrobinkowa czerń

Na swatche na paznokciach musicie poczekać - kilka dni temu jak na złość złamał mi się paznokieć na środkowym palcu i czekam aż odrośnie a wraz z nim pozostałe, które musiałam obciąć.

Lakiery French to podobnie jak dwa wyżej wspomniane ciemne kolory zupełnie nie moja bajka, a nawet tym bardziej niż bordo.
Linia tych lakierów została odświeżona i obecnie prezentuje się tak:
130 Almond - typowo mleczny kolor, bez drobinek
131 Cupcake - mleczny z kroplą różu, posiada drobinki
136 Honey - bezdrobinkowy rozbielony beż
137 Hellrosa - ten odcień jest bardzo ciekawy - jest bardziej różowy niż Honey, ale z kolei mniej różowy niż kolejny kolor Dolly, w porównaniu z którym wpada bardziej w brzoskwinię 
138 Dolly - rozbielony róż, mocniejszy niż Cupcake i nie ma drobinek 
139 Daisy - delikatnie wpada w fiolet, również kremowy

I na koniec nowe kolory dotychczas nie znanych mi z własnego doświadczenia cieni Kobo.
Przeważają w nich kolory jasne, świetliste i przejrzyste, więc idealnie trafią w gust dziewczyn lubiących taki właśnie makijaż oczu.
215 True Beige - z jasnych odcieni najlepiej kryje, w opakowaniu rzeczywiście jest beżowy, jednak na skórze jest biały
216 Mocha Latte - transparentny, delikatnie wpada w jasne, niezbyt żółte złoto z brązową nutą. Na powiekach bardziej wpada w brąz. Podoba mi się do rozświetlenia wewnętrznych kącików przy ciemnobrązowym makijażu oczu
217 Pastel Peach - subtelna brzoskwinia z odrobiną różu ze złotym połyskiem
218 Red Brown - przedziwny kolor - ni to jaśniutki brąz, ni róż
219 Star Anise - kolejny odcień brązu, ciepły i przybrudzony
220 Glam Bronze - mój hit! W przeciwieństwie do wcześniejszych bardzo dobrze kryje i ma interesujący odcień
221 State Blue - kiepściutkie krycie przez które nie wygląda zbyt ciekawie
222 Amethyst - dosyć dobrze kryjący średni odcień ciepłego, opalizującego fioletu


A na koniec konkurs!
Jako, że jak widzicie jaśniutkie lakiery z serii French nie mają u mnie racji bytu chcę, aby dotarły one do osoby, która będzie ich używała i której sprawią radość.
Jeśli lubisz jasny manicure zgłoś się wypełniając poniższy formularz. 
Wygra osoba, która udzieli najciekawszej odpowiedzi na postawione pytanie. 

Zgłoszenia zbieram: do 25.09, wyniki ogłoszę do 28.09


piątek, 18 września 2015

5 pomysłów na prezent na Dzień Chłopaka + kod rabatowy!

Ostatni dzień września to obchodzony co raz powszechniej Dzień Chłopaka. A niech też mają swoje święto, a co :D 
Perfumy zawsze są dobrym pomysłem na prezent i nie ma siły, która mnie przekona, że tak nie jest. Co prawda ich zakup nie jest prosty, bo ważne jest trafienie w upodobanie zapachowe obdarowanej osoby, ale przecież chcemy podarować perfumy własnemu chłopakowi/mężowi to chcąc nie chcąc wiemy, czym pachnie na co dzień i tym samym wśród jakich zapachów wybierać. Nie polecam natomiast kierowania się swoim gustem - co prawda czasem uda się do niego przekonać faceta, ale lepiej nie ryzykować.
Poniżej wybrałam pięć propozycji męskich perfum, które warto rozważyć szukając prezentu dla ukochanego.
Perfumy prezent mężczyzna pomysły chłopak

źródło zdjęć: E-Glamour.pl

Powrót Vaseline - balsam w sprayu i krem do rąk

Powrót Vaseline na polskie drogeryjne półki ogromnie mnie ucieszył, a gdy w którejś ulotce Rossmanna wypatrzyłam różowy krem do rąk prawie podskoczyłam z radości. Kremu używałam ponad 10 lat temu i był to mój ulubiony krem do rąk, więc same wiecie :D Później będąc za którymś razem w Anglii (mój ówczesny chłopak tam pracował, więc tak sobie lataliśmy do siebie) kupiłam oliwkę w żelu z masłem kakaowym a obecnie mam nowość tej firmy - balsam w sprayu i oczywiście mój ukochany różowy krem do rąk
Vaseline balsam w sprayu krem do rąk

czwartek, 17 września 2015

AliBadi - gdy jesteś znudzona gotowymi ubraniami ze sklepu

Znasz to? Wchodzisz do sklepu, rozglądasz się, sięgasz po kolejne wieszaki: "ta bluzka byłaby fajna, gdyby nie miała kieszeni", "ooo fajny krój spodni, szkoda jednak, że są w paski a nie w kratkę". Chcesz kupić śmieszną koszulkę dla dziecka, ale zamiast świnek wolałabyś krówki? Ostatecznie wychodzisz sfrustrowana, z pustymi rękami, ale za to z pełnym portfelem. I co z tą kasą, która aż krzyczy i sama pcha się do wydania zrobić? Przygotowanie gotowego produktu to obecnie za mało, firmy muszą zaoferować coś więcej, dać możliwość wyboru i tak możemy skomponować własne musli, własną herbatę, czy własną ... pssst, o mały włos, a bym się wygadała ;) Tajemnica. A teraz możemy też stworzyć spersonalizowane ubrania. I bynajmniej nie mam tu na myśli krawcowej, która raz zrobi lepiej, raz gorzej
Dzięki nowej polskiej firmie AliBadi i prostemu kreatorowi, możemy np. synkowi zamówić spodenki w jednolitym kolorze lub we wzorek, z przednimi kieszonkami innymi niż tylne, a wzór/kolor paska z tyłu jeszcze inny. 
Pobawiłam się i stworzyłam takie cudo:

Można bardziej zaszaleć, wybrać Myszkę Miki, sowy, krzyżówkę czy wąsy. Zabawa jest przednia i przy okazji ćwiczymy kreatywność :D
No ale AliBadi to nie tylko odzież dziecięca, nie zapominajmy o sobie :) Żeby było śmiesznie, takie same spodenki możemy zamówić sobie i tatusiowi :D Albo zupełnie inne. Długie, krótkie, koszulka, bluza - większość ubrań możemy spersonalizować wybierając wzór kieszonki czy innych elementów.


źródło: AliBadi


Podoba się Wam taka inicjatywa?

Rośnie mi Picasso

Ha! Doczekałam się! Wczoraj mój Mały Picasso najpierw poczynił swój pierwszy malunek na ścianie w salonie, a później moją szminką pomalował kaloryfer i toaletkę w innym pokoju. Czy może kolejność była odwrotna? Jakby nie było, to po raz kolejny przekonałam się, że jak dziecko jest cicho to trzeba jak najszybciej sprawdzić bo to podejrzane i na pewno coś psoci. Kiedyś w takiej ciszy wyrzucił wszystkie spinacze przez balkon, więc chcąc nie chcąc musiałam się zwlec i je przynieść.

Oto radosna twórczość mojego prawie 21 miesięcznego syna:
Wiele razy udało mi się go upilnować i ocalić ściany, ale tym razem nie. Kredki już schowane, a ja zaczęłam się zastanawiać, czy nie przeznaczyć kawałka którejś ściany (może w pokoju, który niedługo urządzimy dla Kacpra?) na takie rysunki i nie pomalować jej farbą tablicową jak na tym zdjęciu:

Z jednej strony to fajne rozwiązanie - dziecko może sobie po niej do woli rysować a malunki łatwo zmyć, ale z drugiej jak wytłumaczyć małemu dziecku, że to, że może po niej rysować nie oznacza, że może też rysować po każdej innej?

Macie doświadczenie z taką farbą?

środa, 16 września 2015

Nowe szminki Sensique - Satin Touch

W połowie sierpnia i na początku września pokazało się w Naturze kilka nowości  do makijażu - nowa odsłona atłasowych szminek i lakiery w jesiennych kolorach i dające efekt frencza Sensique a także cienie Kobo. Planowałam pokazać Wam wszystko w jednym wpisie, ale że zdjęć mam dużo, podzielę na dwie tury. Zacznę od szminek.
Seria atłasowych pomadek do ust Sensique Satin Touch Lipstick z odżywczym kompleksem ceramidowym, witaminami E i C oraz filtrami UV. Pomadka ma właściwości regenerujące i nawilżające oraz nadaje ustom piękny kolor. Wykonana na bazie najwyższej jakości naturalnych wosków oraz olejku rącznikowego bogatego w cenne kwasy tłuszczowe, została wzbogacona o liczne składniki odżywcze. Pielęgnuje i chroni usta, pozostawiając je intensywnie odżywione.
Produkt dostępny w 10 kolorach (ja mam 9 z nich). Waga: 4,5 g. Cena: 9,99 zł
Szminki zaskakująco gładko i miękko się nakładają, dając komfort na ustach. Obawiałam się suchej i tępej konsystencji, ale jak widać zupełnie nie potrzebnie. Trwałość też bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła - nie znikają w zastraszającym tempie. Bardzo żałuję, że smak i zapach szminek pozostawia wiele do życzenia. Generalnie uwielbiam zapach kremu Nivea, ale w szminkach wolę inny aromat i posmak niż mieszankę tego kremu i Tormentiolu, tak charakterystyczne dla szminek sprzed wielu lat.
Szminki różnią się wykończeniem - kilka z nich jest perłowych, a pozostałe przyjemnie kremowe, bez drobinek. Pierwsza czwórka jest perłowo-drobinkowa. Dosyć dobrze kryją, ale wykończenie jest zdecydowanie "nie moje".
201 Pink Happy - barbiowy róż, mroźna perła, dająca wręcz srebrzysty poblask. Jak dla mnie kicz i tandeta. Aż wstyd się przyznać, że sporo lat temu miałam tego typu szminkę Iced Champink z Avonu
202 Rose Attraction - z tej perłowej czwórki prezentuje się najlepiej. Jest mniej perłowy niż Happy Pink i ma ciekawy choć bezpieczny różano-czerwony odcień, nie jest przy tym intensywny.
210 Gala - ten kolor nazwałabym mauve - trochę w nim fioletu, trochę brązu
220 Make it Mauve - dziwi mnie jego nazwa, bo zdecydowanie wpada w miedź
 
 Pozostałe są kremowe, dają bardzo delikatny połysk a krycie jest różne.
225 Liberty - ma bardzo delikatne drobinki, przez co bliżej jej do tych całkiem kremowych niż perłowych. Eleganckie bordo z nutą brązu.
226 Peach Medium - zdecydowanie lubię takie morelowe kolory :) Do ciemnego makijażu oczu jak znalazł. Nie kryje zbyt mocno, ale można nałożyć więcej warstw i wygląda estetycznie
227 Coral Peach - troszkę ciemniejszy kolor niż Peach Medium, jest bardziej różowa i odrobinę lepiej kryje. Też mi się podoba :)
229 Red Rouge - trzeci "mój" kolor, intensywny różany z kroplą czerwieni, ładnie widoczny na ustach. Może uchodzić za mocniejszą i bezdrobinkową wersję Rouge Attraction. Super :)
230 Purple Class - ta szminka ma najgorsze krycie i nieco "trupi" odcień, który nie każdemu będzie pasował

Spodobał się Wam któryś kolor?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...