poniedziałek, 29 lipca 2013

Lakier Joko Orient Express - Persian Carpet

Wiosną Joko wypuściło serię 10 lakierów do paznokci o nazwie: Orient Express.


W moje ręce trafiły 3 kolory:


Wszystkie 3 nie mają drobinek.
Prezentację rozpocznę od zieleni: Persian Carpet.



Kolory mogą być różnie odbierane przez różne osoby - dla mnie Persian Carpet jest kolorem właśnie zielonym, pistacjowym, lekko przybrudzonym i pozbawionym odcienia typowego dla "miętowych" lakierów, choć na zdjęciach rzeczywiście ciut podchodzi pod miętę. Patrząc na paznokcie widzę mniej rozbielony odcień.


Nie jestem miłośniczką zieleni na paznokciach (jedynie tej w odcieniu mięty, której i tak dawno nie miałam na paznokciach), ale bez wątpienia jest to kolor, który może się podobać. Czy jednak jest odpowiedni do wiosennej kolekcji? Na mnie wywarł wrażenie raczej smutnego odcienia, zamiast żywego, wesołego.

Bardzo podoba mi się połysk jaki daje - na zdjęciach nie mam żadnego nabłyszczacza, a mimo to połysk jest widoczny, prawda?

Nie lubię szerokich pędzelków, ale tym w lakierach Joko wyjątkowo dobrze mi się maluje.

Lakier jest dosyć gęsty, ale nieproblematyczny. Kryje po 2 warstwach i szybko schnie.

Trwałość - powiedziałabym, że standardowa - 3 dni.


Jakie kolory najczęściej goszczą na Waszych paznokciach w te upały?



środa, 24 lipca 2013

Lekkie letnie nawilżenie - masło (?) oliwkowe Eveline

Powoli zaczynam odkopywać się z zapasów balsamowych, choć i tak dalej mam dużo za dużo biorąc pod uwagę moją "regularność" stosowania.

Wielką ulgę poczułam odkładając dwa półlitrowe balsamy Eveline (jeden dałam mamie, drugi wszedł w skład zestawu, który wystawiłam na Allegro - zapraszam) z powodu posiadania w składzie kofeiny (w ciąży nie jest wskazana, także w smarowidłach do ciała), poza tym data ważności mija pod koniec 2013 więc nie mam nawet po co ich trzymać, bo i tak nie zdążę zużyć.

Obecnie z uporem maniaka wzięłam się za masło oliwkowe z Eveline - kupione daaaawno temu, a do sięgnięcia po nie zmobilizowała mnie data (to jest moje kryterium zużywania kosmetyków do ciała - te  z odległą datą chowam, a te z krótszą trzymam bardziej pod ręką).

Opis producenta:

Luksusowe masło do ciała o cudownym, ciepłym zapachu odpręża i regeneruje skórę. Koi zmysły i intensywnie pielęgnuje ciało, otulając je relaksującym zapachem. Aksamitna, szybko wchłaniająca się formuła to doskonały relaks dla ciała i rozkosz dla zmysłów. Idealnie wygładza skórę, niweluje szorstkość i łuszczenie. Przywraca miękkość i satynową gładkość, zapewniając głębokie nawilżenie i długotrwałą regenerację.

• OLIWA Z OLIWEK – działa łagodząco, nawilżająco i wygładzająco oraz sprawia, że skóra staje się wyjątkowo miękka i jedwabista.
• WYCIĄG Z LIŚCI OLIWNYCH – ujędrnia, wzmacnia i uelastycznia skórę, chroniąc ją przed starzeniem.
• MASŁO SHEA – odżywia i głęboko regeneruje, uzupełnia cenne lipidy naskórka, przeciwdziałając wysuszeniu i utracie wody.
• KWAS HIALURONOWY – silnie nawilża i intensywnie wygładza, nadając skórze elastyczność i gładkość.
• WITAMINA E – „witamina młodości”, silny przeciwutleniacz, zapewnia ochronę przed szkodliwymi czynnikami środowiska.

pojemność: 200 ml
cena: 11-14 zł

Moja opinia:

Zacznę od uwagi, że producent popisał się fantazją używając nazwy masło. Kosmetyk jest rzadki, bardzo lekki (myślę, że bez problemu można by je sprzedawać w tubie), na szczęście nie aż tak, żeby się ześlizgiwał ze skóry. No ale do masła mu daleko, np. do maseł FlosLeku (klik i klik).

Kolor jest lekko zielony, a zapach zupełnie inny, niż w oliwkowych kosmetykach Ziaji (dosyć ciężki) czy Planet Spa Avonu (trawiasty). Jest delikatny, świeży, z nutą kwiatową, ale czy "zmysłowy" i "ciepły" jak opisuje producent? Raczej nie ;)

 

 "Masło" jest dla mnie zdecydowanie za słabe mimo obiecującemu opisowi i zawartości składników, które są polecane dla suchej skóry (pytanie więc, ile tych składników ilościowo znajduje się w maśle). Nawet w lecie nie lubię tak marnego nawilżenia. Zaraz po użyciu nie czuję gładkości i miękkości, a szorstką skórę. "Luksusowe"? Proszę ....

Jak na złość masło jest wydajne, bez problemu rozsmarowuje się na skórze, przez co nie trzeba nabierać dużej ilości. 
Plusem jest brak bielenia, rolowania się i klejenia.

Osobom nie mającym problemów ze suchą skórą, która  na dodatek przeważnie swędzi po kąpieli (np.na nogach, jak mi), powinno się spodobać, bo szybko się wchłania i nie spływa w nocy ze skóry.


piątek, 19 lipca 2013

Zamiast słońca? FlosLek - Balsam delikatnie brązujący

Gdzie te czasy, kiedy mogłam całymi godzinami wylegiwać się na słońcu i ciągle mieć mało? Od kilku lat jak poleżę 15-20 minut to już mnie roznosi. No nie umiem i już. Poza tym na samej opaleniźnie przestało mi już zależeć (nie kierowałam się "modą" na nie opalanie, czy kwestiami zdrowotnymi, po prostu przestała mi być ona niezbędna).

W spódnicach chodzę rzadko, w krótkich spodenkach (noo do kolan :p) jeszcze rzadziej (np. na działkę), więc siłą rzeczy nogi mam koszmarnie jasne. Niby mam trochę ciemniejszą karnację, ale w porównaniu z opalonymi ramionami czy twarzą nogi wydają się jak mąka. Jak jak konieczność ich odsłonięcia niezbędne jest wtedy szybkie podtjuningowanie tej jaśniejszej skóry.

Jakiś czas temu używałam sumiennie balsam brązujący FlosLek, delikatnie brązujący. Jest to kluczowe, bo rzeczywiście nadaje bardzo subtelny odcień.


SKŁAD: Aqua, Paraffinum Liquidum , Ethylhexyl Stearate, Octyldodecanol, Arachidyl Alcohol, Behenyl Alcohol, Arachidyl Glucoside, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Dihydroxyacetone, Butyrospermum Parkii Butter, Dimethicone, Ceteareth-12, Biosaccharide Gum-1, Mentha Piperita Extract, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Parfum, Erythrulose, Caramel, Panthenol, DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate, Aloe Barbadensis Leaf Juice, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Disodium EDTA.

Działanie jest na tyle delikatne, że mogłam zaobserwować jedynie lekkie ożywienie odcienia skóry, jednak do przybrązowienia jeszcze daleka droga. Co prawda balsamy działają delikatniej niż samoopalacze, ale ten z FlosLeku jest chyba najdelikatniejszym jaki miałam (Dax Cosmetics, Kolastyna, Ziaja - tyle pamiętam).

Sam balsam, w odróżnieniu od innych, które miałam nie jest biały, a ma lekko karmelowy kolor (trochę żywszy niż na zdjęciu), nie ma drobinek (dla mnie duży plus).


Zapach też jest karmelowy, krówkowy, choć producent pisze o czekoladowo-waniliowym.
Uściślijmy - zapach karmelowy w tubie i zaczynając nakładanie. Nie ma bata, samoopalaczowy smrodek szybko wychodzi i jest dosyć intensywny (choć nie tak jak np. w balsamie Kolastyny).

Na szybko nie uzyskałam zadowalającego efektu, balsamu musiałam użyć przez 2-3 dni. Tak, to typowe dla balsamów i dlatego niezbyt je lubię.Jak wspomniałam nogi odkrywam rzadko, spontanicznie, więc kilkudniowe używanie balsamu brązującego nie wchodzi w rachubę.
Moim idealnym kosmetykiem jest niezmiennie żel natychmiast brązujący Gosh (zdjęcia w recenzji nie oddają w pełni efektu jaki daje, poza tym daję więcej żelu - efekt można stopniować).

Jeżeli ktoś szuka balsamu delikatnie brązującego, bez drobinek i przyzwoicie nawilżającego warto wypróbować ten z FlosLeku :)

Lubicie balsamy brązujące?




środa, 17 lipca 2013

Przesyłka od Oceanic

Zapewne czytałyście na blogach relacje ze spotkania zorganizowanego przez markę AA? U mnie też by się pojawiła, ale niestety nie miałam możliwości wyjazdu do Warszawy. Musiałam odmówić, ale propozycję przetestowania kilku kosmetyków chętnie przyjęłam.

Nie mam zbyt dużego doświadczenia z kosmetykami Oceanic - lata temu miałam serię OligoVital (krem na dzień, na noc, mleczko i tonik - byłam zadowolona), przewinęło się kilka żeli pod prysznic, które raczej mnie nie zachwyciły, lubiłam za to balsam z masłem kakaowym. Mam też 4 kosmetyki z serii Oillan Forte (klik), ale jeszcze nie poznałam ich działania.

W paczce znalazłam 6 kosmetyków (w tym 2 dla męża), kilka próbek i ulotek.



Balsam pochodzi ze stosunkowo nowej serii, w której z 5 balsamów możemy wybrać odpowiedni dla siebie:

 
Rodzaje balsamów:
- Natychmiastowa ulga z ekstraktem z żurawiny 
- Głębokie odżywienie z olejem arganowym
- Intensywne nawilżenie z kwasem hialuronowym i mocznikiem
- Zmysłowe rozświetlenie z masłem oliwkowym i drobinkami rozświetlającymi
- Jedwabiste wygładzenie z masłem kakaowym
O balsamach przeczytacie na stronie AA: http://www.kosmetykiaa.pl/produkty/oferta/cosmetics/cialo/aa-beautiful-body.htm

Mąż się bardzo ucieszył, że w końcu on też ma możliwość testowania.
Antyperspirantem już się zaopiekował (zasada działania i użycia podobnie jak np. Antidral), balsam po goleniu komuś damy do testowania, bo mąż używa elektrycznej maszynki, więc kosmetyki do golenia ani po nie są mu potrzebne.

Krem na rozstępy pójdzie w ruch lada dzień, podobnie jak balsam (mam inny otwarty, ale ciekawość większa, znacie to?), natomiast pomadka ochronna już przechodzi pierwsze testy.
Krem Oillan Baby musi poczekać jeszcze trochę :)


Jakie są Wasze ulubione kosmetyki firmy Oceanic? A co odradzacie?

sobota, 13 lipca 2013

Kosmetyczne podsumowanie czerwca cz. 2 - zużycia

Planowałam o wiele więcej zużyć, ale z takich samych powodów, o których pisałam TUTAJ jest mniej.

Miałam zużyć kredkę do oczu - nie maluję się od ponad miesiąca, więc nadal jest.
W buteleczce została końcówka nabłyszczacza lakieru Bell - nie pamiętam kiedy ostatnio miałam pomalowane paznokcie, więc nadal resztka czeka. Z pielęgnacji także miało być coś jeszcze, ale albo nie miałam głowy do używania, albo wręcz potrzeby.



1. Joanna - Z apteczki babuni - balsam o zapachu bzu

/recenzja/


2. Avon - Planet Spa - żel do mycia twarzy z białą herbatą

/recenzja/


3. Corine de Farme - odświeżający tonik

Tonik jest ogólnie chwalony i pożądany. Na mnie nie wywarł jakiegoś piorunującego wrażenia, na pewno nie aż takiego, żeby szukać go po drogeriach. Ot, tonik jakich wiele. Zdecydowanym atutem jest butelka z dozownikiem - nie trzeba wyciągać toniku z szafki, aby go użyć.

Skład mnie nieco zdziwił - na froncie piszą o 99% naturalnych składników, a w składzie po kolei: Aqua, Glycerin, Sodium Pca, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Pentylene Glycol, Sodium Hydroxine, Methylisothiazolinone,Polyaminopropyl, Biguanide, Rosa Damascena Flower Extract, Bisabolol, Citric Acid. Może i są to składniki uzyskane naturalnie, ale ten wyciąg z róży na szarym końcu psuje efekt.

 

4. Mazidła - olej kokosowy

Odkryłam go w czeluściach lodówki u rodziców i czym prędzej zużyłam.
Na moich włosach nie dał efektu jakiego oczekuję po olejach. Nie były miękkie, błyszczące i lekkie, jak choćby po oleju Bhringraj. Zużyłam, żeby zużyć i powrotu nie planuję.


5. Intimea - chusteczki do higieny intymnej rumiankowe

Produkuje je Cleanic i są to dokładnie te same chusteczki, które uwielbiam, a tańsze niż "oryginalne" (20 szt, kosztuje 3,69 zł, kupiłam je z gazetki "urodowej" na poczatku roku i nie mam pojęcia czy są w stałej ofercie). 
Kilka słów o Cleanic napisałam TUTAJ.


6. Avon - Planet Spa - maseczka oczyszczająca z lotosem

Czy wspominałam już, że lubię maseczki Planet Spa? W zasadzie kupuję każdą jaka się pojawi w ofercie i przeważnie jestem zadowolona. Wyjątkiem były 2 maseczki kupione lata temu, gdy ukazały się wtedy jako nowość - oliwkowa i sake z ryżem.
Maseczka z lotosem dokładnie oczyszcza skórę, która staje się miękka i przyjemna w dotyku. Co ważne, nie ma po niej uczucia ściągnięcia czy wysuszenia skóry. Skóra odzyskuje ładny kolor i wydaje się być zrelaksowana. Wyciągnęłam już kolejną tubkę :)

 

7. The Body Shop - żel pod prysznic z masłem shea

/recenzja/

 

8. Delia - korektor do brwi

Zużyłam już drugie opakowanie, po którym kupiłam podobny produkt z Eveline. Niestety nie jest on tak dobry jak z Delii. Korektor z Delii oprócz lekkiego przyciemnienia brwi, także je usztywnia (co dla moich brwi jest ważne, bo mają tendencję do opadania i mierzwienia). Zostanę przy nim, choć cena mnie przeraża - w Rossmannie widziałam go po ok 16 czy 17 zł, a w tamtym roku kupowałam w małej drogerii po ok 8 zł ...

9. Avon - Planet Spa - krem do twarzy z białą herbatą

Zaskoczył mnie ten krem. Znalazł się u mnie tylko dlatego, że jakiś czas temu był w zestawie z żelem i maseczką (a te 2 kosmetyki bardzo lubię). Okazał się lekki, ale mimo to wystarczająco nawilżał moją suchą skórę, nie spływał w ciągu dnia. Po nałożeniu widać było na palcach delikatną perłową poświatę, ale twarz nie świeciła się jak bombka, wręcz nic nie było widać. Jedyne co mi przeszkadzało, to uczucie klejenia zaraz po nałożeniu.



 

czwartek, 4 lipca 2013

Kosmetyczne podsumowanie czerwca cz. 1 - co nowego?

Powrót do blogowania obiecałam już jakiś czas temu, a tu wypadł kolejny pobyt w szpitalu. Wolę dmuchać na zimne i jak tylko coś mnie niepokoi - kierunek Izba Przyjęć. Tym razem było to coś na tyle mało poważnego, że przyjeżdżając w poniedziałek, wypuścili mnie w środę.


Czerwcowe podsumowanie miesiąca będzie bardzo skromne.
Nie kupiłam NIC! Po pierwsze - nie miałam kiedy (najpierw szpital, potem i nadal leżenie plackiem w domu), a po drugie - co innego mi w głowie.

Myśli krążą wokół 3-centymetrowej kruszynki w moim brzuchu, zwłaszcza, że ciąża tym razem jest problemowa (ale biorę to za dobry znak - poprzednia była wzorcowa, a w 32 tygodniu skończyła się nie tak jak powinna), co powoduje, że nie jest to dla mnie "najcudowniejszy etap w życiu kobiety", ani nie sprawdza się powiedzenie, że "ciąża to nie choroba". To dopiero początek 11 tygodnia, a ja już mam tyle za sobą, a ile nowych siwych włosów to nie zliczę (i mówię to poważnie).

To tyle prywaty, a wracając do tematu zobaczycie jedynie to co dostałam.

W drugiej paczce od Fitomedu znalazłam wybrane przez siebie 2 kosmetyki - szampon i odżywkę do włosów.


Szampon miałam już kiedyś, bardzo dawno temu, jeszcze w liceum i mam dobre wspomnienia, które warto odświeżyć.

Golden Rose wzbogaciło mnie o 5 lakierów do paznokci i zmywacz.


 

Są tu 2 lakiery piaskowe (2 z lewej),do których podchodzę z dystansem, zwłaszcza, że oglądane na licznych blogach nie zawładnęły moim sercem - nie mam tu na myśli konkretnie lakierów GR, ale ogólnie o typ. Może jak zobaczę na żywo zmienię zdanie.
Kolejne trzy to "piórkowe" - wydają mi się bardziej lakierami nawierzchniowymi, więc mam mieszane uczucia.

Lipiec zapowiada się równie skromnie.

Muszę się jeszcze pochwalić, że mam pierwszą świecę Yankee Candle, o boskim zapachu Vineyard .


Zaszalałyście zakupowo w czerwcu?


Polecane posty

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...