niedziela, 22 grudnia 2013

FlosLek - Emoleum - krem nawilżający do twarzy

Niedawno mogłyście przeczytać o kremie regenerującym Emoleum firmy FlosLek (KLIK).
Dzisiaj o jego bracie - kremie nawilżającym.

Opis producenta:


Krem przynosi ulgę suchej skórze, zapobiega wysuszaniu i łuszczeniu się naskórka. Mocznik oraz kompleks lipidów OMEGA wygładzają i uelastyczniają podrażnioną i wrażliwą skórę. Krem bardzo intensywnie, głęboko i długotrwale nawilża, zmniejsza zaczerwienienia oraz uczucie napięcia i szorstkości. Odbudowuje warstwę lipidową i pozostawia na skórze delikatny film chroniący przed nadmierną utratą wody oraz niekorzystnym wpływem czynników zewnętrznych (detergenty, chlor, wiatr). Krem zalecany jest jako produkt wspomagający terapię problemów dermatologicznych m. in. w przypadku atopowego zapalenia skóry.

Skóra odzyskuje prawidłowe nawilżenie i napięcie, jest zregenerowana, miękka i elastyczna. Krem znacznie łagodzi pieczenie, swędzenie i zaczerwienienia.

Składniki:
Aqua, Urea, Di-C12-13 Alkyl Malate, Glycerin, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Ethylhexyl Palmitate, Luffa Cylindrica Seed Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Cetearyl Alcohol, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Phenoxyethanol, Dimethicone, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Allantoin, Ethylhexylglycerin, Retinyl Palmitate, PEG-8 , Tocopherol , Ascorbyl Palmitate , Ascorbic Acid , Citric Acid, Disodium EDTA.

Pojemność: 75 ml
Cena: 26-28 zł


Moja opinia:

Jeśli obawiacie się, że krem regenerujący z tej samej serii może być dla Was za ciężki, to nawilżający jest dobrą alternatywną. 

Działanie ma dokładnie takie samo - świetnie nawilża a uczucie ściągnięcia skóry znika. Obecnie ratuje moją skórę w suchym szpitalnym powietrzu - przynosi niesamowitą ulgę. Jeśli skóra jest podrażniona to także dobrze sobie z tym radzi.
W przeciwieństwie do regenerującego, ten ma lżejszą konsystencję, szybciej się wchłania, aczkolwiek mam wrażenie, że po nim przez jakiś czas skóra lekko się klei (a po cięższym regenerującym nie).

Krem stosowałam także w letnie dni i też się sprawdził - nie dość, że sam nie spływał z twarzy to makijaż na nim także dobrze się trzymał.

Jedyne co mi trochę przeszkadza to chemiczny zapach (regenerujący jest przyjemniejszy pod tm względem).

 Znacie kremy Emoleum z FlosLeku?

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Fitomed - odżywka regenerująca do włosów suchych i normalnych

Przy okazji niedawnej recenzji szamponu Fitomed (KLIK) wspomniałam o odżywce do włosów z tej samej firmy. Dzisiaj więcej na jej temat :)


Opis producenta:

  Składniki bioaktywne: wyciąg z ziół ziela skrzypu, liścia pokrzywy, kwiatu lipy, liścia szałwi, dioscorei villosa, witamina E i witaminy z grupy B.
Działanie:
- przyspiesza porost włosów,

- pogrubia i zmniejsza łamliwość włosów po zabiegach fryzjerskich,
- ułatwia rozczesywanie,
- nadaje włosom witalność i połysk.

Polecana przez dermatologów:
- do włosów suchych osobom o wrażliwej skórze,
- w celu regeneracji oraz stymulacji wzrostu włosów.
Sposób użycia: w przypadku użycia małej ilości odżywki można jej nie spłukiwać.
INCI: Aqua, Equisetum Arvense Extract, Urtica Dioica Extract, Tilia Cordata Extract, Urtica Dioica Extract, Salvia Officinalis Extract, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Dipalmitoyl-ethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate, Glycerin, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Parfum, Phenoxyethanol(and)Ethylhexyl-glycerin
Objętość: 200 ml
Cena: 8-10 zł

  Moja opinia:

Odżywka stosowana razem z szamponem z tej samej serii tworzy bardzo fajny duet :) Można jej używać ze spłukiwaniem i bez. Tego drugiego sposobu nie próbowałam, bo bardziej przekonuje mnie jednak spłukiwanie odżywki.

Dzięki rzadkiej i lekkiej konsystencji łatwo się rozprowadza na włosach, ale jednocześnie trzeba uważać, aby nie przesadzić z ilością - potrafi wtedy spowodować, że włosy będą oklapnięte i szybciej będą nieświeże. Natomiast odpowiednia ilość sprawia, że włosy są fajnie nawilżone, a przy tym puszyste. Odzyskują przyjemną miękkość i połysk, co po samym szamponie jest znikome. Efekt bardzo mi odpowiada, bo z natury mam twarde i mało błyszczące włosy.
Nie mam natomiast problemu z plątaniem się włosów i ich rozczesaniem, trudno mi więc ocenić, czy rzeczywiście to ułatwia.


Skład, jak na Fitomed przystało bardzo ziołowy :)



Z odżywki jestem jak najbardziej zadowolona i zdecydowanie polecam wypróbować :)


sobota, 7 grudnia 2013

Kosmetyczne podsumowanie października i listopada - zużycia

W październiku wyjątkowo kiepsko poszło mi ze zużywaniem kosmetyków - było ich jedynie 3.Tak źle dawno nie było, o ile w ogóle kiedyś było. Żeby się nie rozdrabniać, po raz pierwszy postanowiłam pokazać zużycia z dwóch ostatnich miesięcy.


1. Biały Jeleń - żel pod prysznic z nagietkiem
Żel całkiem przyjemny o lekko słodkim zapachu nie kojarzącym mi się z niczym konkretnym. Zaskoczyła mnie jego wydajność - miałam wrażenie, że nigdy się nie skończy.

2. Joanna - Z apteczki babuni - różana kąpiel solankowa

Absolutny kąpielowy hit, razem z wersją o zapachu bzu :)
/recenzja/

3. FlosLek - płyn micelarny
Lubię płyny micelarne, ale ten nie za bardzo przypadł mi do gustu.
/recenzja/

4. Fenjal - olejek do kąpieli
Miałam go bardzo długo z akcji testowania z Wizażu. Żal mi było go używać ;) Bardzo przypadł mi do gustu jego intensywny zapach, utrzymujący się na skórze i właściwości pielęgnujące skórę, która po kąpieli była miękka i gładka. Elegancka, szklana butelka jest dodatkowym atutem.

Z mniej pożądanych cech:
- w trakcie kąpieli trzeba uważać, bo wanna robi się bardzo śliska
- zostawianie zielonkawej warstwy na wannie
- dosyć wysoka cena (ok 30 zł) za 200ml olejku.

5. FlosLek - Natural Body- żel pod prysznic
Żel, który naprawdę nie wysusza skóry, a wręcz ją nawilża.
/recenzja/

6. AA - balsam do ciała z olejkiem arganowym
Zdecydowanie jeden z lepszych balsamów, jakie kiedykolwiek używałam :) Wart polecenia.
/recenzja/

7. Gillette - żel do depilacji z aloesem
Swoją rolę spełnił, nie ma się więc nad czym specjalnie rozwodzić. Niestety podrażnień nie zawsze dało uniknąć.

8. Nivea - antyperspirant w kulce Invisible
Bioderma Sensibio, Rexona, Lady Speed Stick to antyperspiranty, które mnie zawiodły w tym roku. Odkryciem okazał się ten z Nivei - świetnie chroni przed poceniem i nieprzyjemnym zapachem, dosyć szybko wysycha i rzeczywiście nie zostawia śladów.
Wyciągnęłam drugą buteleczkę :)

9. Farmona - Sweet Secrets - peeling do ciała wanilia + daktyle

Najlepszy peeling do ciała jaki miałam! Jest bardzo ostry, więc świetnie ściera warstwy naskórek, a skóra po jego użyciu jest gładziutka i delikatna.
To już chyba 3 czy 4 opakowanie i mąż już dopytuje, czy kupiłam kolejne (też stał się jego fanem).
/recenzja/

10. Avon - Planet Spa - peeling do twarzy z białą herbatą
Mimo, że jest dosyć delikatny, to spodobał mi się :) Ma przyjemnie kremową konsystencję i delikatny zapach.
To druga zużyta tubka, teraz będę używać peelingu z minerałami z Morza Martwego również z Avonowej serii Planet Spa.

11. Pharmaceris - Sensilium - pianka do mycia twarzy
Spotkałam się z przeważnie pozytywnymi opiniami na temat tej pianki. Ja jej nie lubiłam używać.
Miałam wrażenie niedomytej skóry (a nie jest tłusta, żeby potrzebowała czegoś bardzo mocnego), która po użyciu była ściągnięta i nieprzyjemna w dotyku. Zapach też nie należał do najprzyjemniejszych - kojarzył mi się z wapniem rozpuszczalnym (o ile uwielbiam pić wapń, tak kosmetyku o jego zapachu niekoniecznie chciałabym mieć). Pod koniec butelki zapach stał się jeszcze gorszy. Końcówkę zużyłam do mycia ciała - żeby poszło szybciej.

Mam nadzieję, że w grudniu będę miała się czym pochwalić.

niedziela, 1 grudnia 2013

Kosmetyczne podsumowanie listopada - co nowego?

Po październikowych szaleństwach zakupowych (KLIK) listopad był o wiele spokojniejszy. Oprócz kupionych kosmetyków wpadło też kilka darmowych :)


Niedawno dotarły do mnie zamówione mini mgiełki Bath & Body Works: Warm Vanilla, Moonlight Path, Paris Amour, Amber Blush, Cashmere Glow i Japanese Cherry Blossom (nr  1- 6). W zasadzie powinny liczyć się do zakupów październikowych, bo wtedy je zamawiałam.

Razem z mgiełkami w paczce przyszedł balsam migdałowy Balea (7), również kupiony w październiku. Na jakimś blogu przeczytałam same zachwyty na jego temat, więc chciałam przekonać się na własnej skórze, czy faktycznie taki super ;)

Miniaturki B&BW - balsam, mgiełka i żel pod prysznic z linii zapachowej Paris Amour (8-10) to wygrana w rozdaniu na blogu Moniki .

Firma Joko zaskoczyła mnie przesyłką zawierającą 2 odżywki do paznokci - utwardzającą (11) i wybielającą, z efektem UV (12) oraz 2 lakiery do paznokci z najnowszej kolekcji New Vintage  (13, 14).

W Rossmannowskiej promocji -40% na kosmetyki do makijażu skusiłam się  na szminkę Maybelline Color Whisper Mad for Magenta (KLIK), tusz Eveline Volume Celebrities (KLIK) i szminkę w kredce Astor Lipcolor Sensation Feeling Feline (KLIK). Skromnie, prawda? :)

Pamiętacie promocję w sklepie Pierre Rene? Kupiłam wtedy kilka pojedynczych cieni (KLIK), które chciałam przełożyć do paletki GlamBox. Niestety mała paleta nie była dostępna w sprzedaży, ale na szczęście okazało się, że Calliope ma na zbyciu taką właśnie paletkę, więc odkupiłam :) Oprócz paletki dostałam pojedynczy cień Glazel. Dziękuję :*


A jak u Was wyglądają zakupy listopadowe?

 


piątek, 29 listopada 2013

Fitomed - szampon z mydlnicą lekarską do włosów suchych i normalnych

Kilkanaście lat temu miałam problemy ze skórą głowy, nie pamiętam fachowej nazwy, ale skóra była tak wysuszona, że schodziła płatami (trudno nawet porównać do zwykłego łupieżu) i dermatolog poleciła mi wtedy ten szampon i tłusty płyn Propy-lacticare do stosowania na noc. 

Gdy wybierałam kolejne 2 kosmetyki Fitomedu do zrecenzowania, poczułam ochotę na przypomnienie sobie działania tego szamponu. 



Opis producenta:

  Składniki ziołowe: wyciąg z korzenia mydlnicy lekarskiej, ziela skrzypu polnego, szyszek chmielu, kwiatostanu lipy, liścia pokrzywy.

Działanie:
- zapobiega nadmiernemu łuszczeniu się skóry,
- zmniejsza lub likwiduje swędzenie skóry,
- zmniejsza łamliwość i wypadanie włosów po zabiegach fryzjerskich,
- przywraca włosom miękkość i witalność.

Polecany przez dermatologów:
- przy alergicznym świądzie skóry,
- w przypadku nadmiernego wypadania włosów na skutek stosowania diet odchudzających, długotrwałego przyjmowania leków oraz częstych zabiegów fryzjerskich.

Szampon jest dobrze tolerowany przez osoby chore na łuszczycę. Nie ściąga skóry głowy i dobrze zmywa maści.

Skład: Aqua, Saponaria Officinalis Root Extract, Equisetum Arvense Extract, Humulus Lupulus Cone Extract, Tilia Cordata Extract Urtica Dioica Extract, Coco Glucoside, Sodium Laureth Sulfate Cocamide DEA, Cocamidopropyl Betaine, Propylene Glycol, Peg-7-Glyceryl Cocoate, Cytric Acid, Parfum, Dmdm Hydantoin, Methylisothiazolinone, Methylchloroisothiazolinone

Objętość: 250 ml

Cena: ok 10-12 zł

Moja opinia:

Tym razem nie miałam aż  takich problemów ze skórą głowy, jak przy używaniu pierwszych butelek tego szamponu, męczyło mnie natomiast uporczywe swędzenie. Ponownie szampon mnie nie zawiódł :)

Ekstrakty ziołowe, w które jest bogaty łagodzą podrażnienia nie wywołując nowych i co najważniejsze - świetnie radząc sobie ze swędzeniem, które ustąpiło całkowicie! Co za ulga :D

Co do działania na włosy mam mieszane uczucia. Z jednej strony podobało mi się, że włosy były dokładnie oczyszczone (także po wcześniejszym nałożeniu oleju - bardzo dobrze się spisuje w tej roli!) i dłużej zachowywały świeżość (przydało mi się to głównie w szpitalu, gdzie wiadomo jak jest z komfortem brania prysznica, co dopiero mówić o warunkach do mycia włosów).

Brakowało mi tu jednak obiecanej przez producenta miękkości włosów. Z natury moje włosy są sztywne i matowe i z tym szamponem w moim przypadku obowiązuje zasada "coś za coś" - albo dłuższa świeżość (3-4 dni), ale włosów matowych i twardych, albo krótsza świeżość po użyciu także odżywki z tej samej serii (o niej niebawem w osobnej recenzji), ale z włosami miękkimi i błyszczącymi.

Zapach szamponu jest bardzo delikatny, bardziej neutralny niż żelu pod prysznic czy płynu do higieny intymnej. 

Cena może wydawać się wysoka, ale biorąc pod uwagę wydajność szamponu, przyjemny skład (bez SLS się nie obyło, jest jednak za ekstraktami roślinnymi, więc nie jest źle :)) i faktyczne rozwiązanie problemu jakim jest swędzenie skóry głowy warto się za nim rozglądnąć w aptekach i sklepach zielarskich.

Zapewne nie jest to moje ostatnie opakowane :)


Znacie szampony Fitomed? Lubicie? A może inne kosmetyki tej firmy są wg Was godne polecenia?




wtorek, 26 listopada 2013

Przydatny gadżet na zimę - rękawiczki do urządzeń dotykowych Joah by Avon


Zima dała pierwsze znaki o sobie, więc na blogu też akcent zimowy.

Jeśli macie telefon z ekranem dotykowym i jednocześnie nie lubicie ściągać rękawiczek, żeby go odebrać, to warto zainteresować się rękawiczkami Joah firmy Avon.

Zamówiłam je dla siebie i dla męża w październiku, w zasadzie z ciekawości.


Wersja damska jest różowa, co początkowo mnie zrażało, ale okazało się, że ten róż jest dosyć przyjemny, przygaszony, przybrudzony.

Dla męża zamówiłam wersję męską w kolorze czarnym. Dla kobiety męskie też w sumie mogą być, wystarczy je mocniej naciągnąć za nadgarstki, a oprócz uniwersalnego koloru zyskujemy dłuższe rękawiczki, dzięki którym będzie cieplej ;)

Czy działają? Działają*!
Na ekran działają szare końcówki - jakie było moje zaskoczenie, kiedy różowymi rzeczywiście nie byłam w stanie NIC zrobić.

Rękawiczki w promocji kosztują tyle co standardowe, bawełniane i nieco cieplejsze - 12,90zł. Za tą cenę warto się im przyjrzeć, zwłaszcza, że wbrew mym obawom nie należą do tych najcieńszych i są ładnie zrobione :) Obydwoje z mężem jesteśmy zadowoleni z rękawiczek i na pewno będą w częstym użyciu :)

Fajny pomysł na prezent mikołajkowy lub świąteczny :)


* sprawdzone na telefonach: Sony Ericsson Xperia X8 i Samsung Galaxy Trend.

 

 

Mogłaby jeszcze jakaś firma wyprodukować tego typu rękawiczki narciarskie :D






niedziela, 24 listopada 2013

Rossmannowe zakupy - szminka w kredce Astor (i porównanie z Catrice) i szminka Maybelline Color Whisper

Promocja -40% na kosmetyki do makijażu nie ogłupiła mnie za bardzo i, jak już pisałam, kupiłam tylko 3 rzeczy (KLIK).

O tuszu kiedyś już pisałam (KLIK), dzisiaj kilka słów o szminkach.

Szminka w kredce Astor - Soft Sensation - Feeling Feline



Z 3 kolorów, nad którymi się wahałam wybrałam ten jeden - Feeling Feline. Kusiło jeszcze  Hug me, ale brokat psuł efekt oraz Loved up - byłby prawie niewidoczny na ustach.

Feeling Feline to soczysty koral z delikatną domieszką czerwieni i różu (w zależności od światła). Nie kryje zbyt mocno, lecz w większym stopniu niż kredki Catrice (KLIK), więc dla bardziej wyraźnego efektu trzeba kilkakrotnie przejechać nią po ustach.

W dalszym porównaniu z kredkami Catrice ta z Astora jest twardsza i na ustach nie czuć takiego komfortu i lekkości jak z Catricowymi.

Szminka Maybelline - Color Whisper - Mad for Magenta



Mad for Magenta jest ciekawym połączeniem różu z fioletem, lecz aparat wiernie uchwycił jedynie kolor sztyftu. Na zdjęciu szminki na dłoni była po prostu różowa, więc nie zamieszczam tych zdjęć, bo tylko wprowadziłabym Was w błąd.

Jak widać na zdjęciu, Feeling Feline ma niewielką ilość brokatu, który dyskretnie połyskuje i na szczęście nie daje tandetnego efektu. Wykończenie jest pół-transparentne, ale widoczne (nasycenie można łatwo stopniować) a usta wyglądają lekko, kusząco i bardzo apetycznie :)

Zachwyciła mnie formuła szminki - jest cudownie miękka, lekka, sunie aż miło i nie wysusza ust. O wiele lepiej się tu spisuje niż kredka z Astora, która w zamyśle producenta miała być masełkiem.


Znacie te szminki? Jakie kolory macie?



piątek, 22 listopada 2013

Co kupiłam w Rossmannie?

Dowód, że wracam do życia po ponad dwutygodniowym pobycie w szpitalu? Wyciągnięcie męża na mini-rajd po sklepach, w tym do 2 Rossmannów.

Nie miałam nic szczególnie upatrzonego, ale po przeglądnięciu szaf z kolorówką zdecydowałam się na 3 kosmetyki:


* Tusz Eveline Volume Celebrities miałam już kiedyś i byłam nim zachwycona. Recenzję i zdjęcia zobaczycie TUTAJ.
Cena w promocji -40%: 8,99 zł

* Szminka w kredce Astor Soft Sensation Lipcolor Butter w kolorze Felling Feline
Cena w promocji -40%: 15,59 zł

*  Szminka Maybelline Color Whisper w kolorze Mad For Magenta
Cena w promocji -40%: 16,79 zł


Zamiast 68,95 zł zapłaciłam 41,37 zł :D


Chciałam od razu pokazać kolory szminek, jednak zdjęcia wyszły zupełnie od czapy :/ Może jutro uda się zrobić lepsze?



Byłyście już w Rossmannie? Macie zamiar coś kupić?




środa, 20 listopada 2013

A jednak wróciłam :D

Wczoraj, zupełnie niespodziewanie wypisano mnie ze szpitala. Co prawda rozmawiałam kilka razy ze swoim lekarzem o nie zostawaniu do końca ciąży, ale nie sądziłam, że to będzie akurat wczoraj :)


Jak tylko zregeneruję siły i wrócę do normalnego życia po ponad 2 tygodniowym blog też odżyje :D
Cieszycie się? :D



Miłego dnia :*


czwartek, 14 listopada 2013

Szminki Ultra Colour - Ripe Papaya, Carnation, Pout, Blush Nude

Szminkowy szał trwa, a skoro lubię ustowe malowidła z Avonu (pomijam tu kwestię trafienia z kolorem na podstawie zdjęć w katalogu, bo z tym to różnie bywa ;)), to nic dziwnego, że zobaczycie kolejne szminki z tej firmy.



Wybrałam trzy kolory z serii Ultra Colour - Ripe Papaya, Carnation i Pout. Wybór był w zasadzie "w ciemno" (jedynie Pout kojarzyłam sprzed wielu lat), tzn. nie miałam próbek, ale czytając forum i blogi wiedziałam, czego się spodziewać. No i nie zawiodłam się :) Jako próbkę zamówiłam Blush Nude i dobrze, bo niezbyt mi pasuje.




Nowe opakowania podobają mi się, te zaokrąglone mi się "przejadły", więc mam teraz miłą odmianę :)




* Blush Nude jest szminką dosyć kryjącą, o różowo-brązowym kolorze, z fioletowymi tonami. Jak na "nude" jest ciemna i z "nude" mi się zupełnie nie kojarzy.

* Ripe Papaya - delikatniejsza, nieco łagodniejsza wersja szminki Idealny Pocałunek Caressing Coral (KLIK). Jest trochę mniej kryjąca (ale nadal wyrazista na ustach) i przy niej w Caressing Coral uwidaczniają się czerwone tony. Polubiłyśmy się :)

* Carnation - stonowany, elegancki róż, bez drobinek, o dobrym kryciu. Idealna przy mocniejszym makijażu oka i dla subtelnego podkreślenia ust.

* Pout - najmniej kryjąca z tych czterech, jest lekko przejrzysta i ma delikatnie drobinki. Jaśniejsza i bardziej słodka" niż Carnation, ale nadal delikatna i naturalna, nie dająca "barbiowego" efektu. 
Miałam tą szminkę kilkanaście lat temu i jestem przekonana, że wtedy prezentowała się inaczej. Pamiętam ją jako kryjącą, jasno-różową kremową szminkę, o troszkę "słodszym" odcieniu.

Do ich jakości nie mam żadnych zastrzeżeń, ale jednak bardziej odpowiadają mi te z serii Idealny Pocałunek (KLIK, KLIK), które są lżejsze na ustach.



Macie jakąś szminkę z tej serii? Jesteście zadowolone?



czwartek, 7 listopada 2013

Przerwa ... długa przerwa :/

Niestety po raz kolejny wylądowałam w szpitalu. Tym razem nie wypuszczą mnie aż do porodu, a to oznacza, że aż do końca stycznia nie wyjdę za szpitalne mury :/

Mam przygotowane jedynie 2 wpisy, ale może uda mi się coś w między czasie napisać, lecz niestety bez swoich zdjęć.

Trzymajcie kciuki, żeby wszystko było w porządku i żebym nie zwariowała.



sobota, 2 listopada 2013

Kosmetyczne podsumowanie października cz. 1 - co nowego?

Najchętniej nie pokazywałabym w ogóle zakupów październikowych. Dlaczego? Poległam na całej linii, z resztą zobaczcie same:


Nadal króluje kolorówka, z którą na ogół nie miałam problemów. To jeszcze do przełknięcia, ale jak na ironię okazji do makijażu mam naprawdę niewiele, bo od czerwca jestem na chorobowym, więc odpada codzienne malowanie do pracy, a poza tym i tak rzadko wychodzę z domu.

Łaskawszym okiem patrzę ostatnio na Avon - pewnie dlatego, bo rzadko jestem w drogeriach i zostaje mi głównie katalog i sklepy internetowe.

- jako konsultantka miałam możliwość zamówić krem do rąk i stóp z shea i imbirem z serii Planet Spa za 5,99 zł (1-3). Po wypróbowaniu i zachwycie, zamówiłam jeszcze dwie tubki :)

- peeling do dłoni i stóp z shea również z serii Planet Spa (4) dostałam (nooo za 1 zł ;)) w programie lojalnościowym dla konsultantek

- emulsja do mycia twarzy z żen-szeniem (5), ponownie z Planet Spa - lubiłam kiedyś żel z białą herbatą i mam nadzieję, że ten też polubię

- w końcu dotarł do mnie żel pod prysznic pomarańcza + imbir z serii Naturals (6), zamiast imbiru czuję bardziej cynamon i ogólnie przyprawy korzenne. Zapach ciekawy i ciepły, typowo na zimę

- podwójne cienie Healthy Glow (7) - miałam możliwość zamówienia ich za grosze, więc się skusiłam. Delikatne, tzw. przez niektórych "codzienne", wg mnie aż za bardzo. KLIK

- szminki ... od jakiegoś czasu temat rzeka ;) 
* Uwodzicielskie Nawilżenie - Tangerine (8)
* Uwodzicielskie Nawilżenie - Fiery Red (9)
* Ultra Color - Carnation (10)
* Ultra Color - Pout (11)
* Color Trend - Bubblegum Pout (12)

- nie lubię smarowideł do ust w słoiczkach, ale ostatnio przyzwyczaiłam się do takiej aplikacji w domu (kończę balsam, w zasadzie wazelinę z Oriflame), więc postanowiłam wypróbować balsam brzoskwiniowy Naturals (13)

- "zapachy" z Avonu lubię jako fajne na co dzień, kiedy to żal droższych. Zbiorek uzupełniłam o Incandessence Blossom (14) - uwaga, wbrew katalogowi to woda toaletowa, nie perfumowana, do tego wyjątkowo nietrwała, Instinct (15), Sensuelle (16) i Infinite Moment (17)


Bardzo kusząca promocja w sklepie internetowym Pierre Rene skusiła mnie na:
- 11 cieni pojedynczych (18 - 28) - zdjęcia KLIK, nadal są po 2,60 zł!

- 3 lakiery do paznokci - Pearl White (29), Dirty White (30) i Black Devil (31)

- olejek do paznokci i skórek (32)

- szminkę Color Balm w kolorze Tangerine (33) dostałam gratis


Na sobotnim otwarciu Hebe nie zaszalałam za bardzo:
- kupiłam 2 szminki w kredce Catrice I don't red it (34) i Go flamingo go (35) - zdjęcia KLIK - nie mogłam nie ulec promocji -40% na kosmetyki Catrice :)

-  i serum do rzęs L'Biotica (36)


Od Golden Rose dostałam 6 lakierów z nowych serii - 3D Glaze i Carnival (37 - 42). Na paznokciach jeszcze nie pokazywałam, ale buteleczki dokładniej zobaczycie TUTAJ



Kupiłyście w październiku coś ciekawego i wartego uwagi?




środa, 30 października 2013

Mój kremowy hit - FlosLek Emoleum Regenerujący krem ochronny

Jak może pamiętacie, jakiś czas temu dostałam sporą paczkę kosmetyków do recenzji od FlosLeku. Powoli zbliżam się do finiszu - dzisiejsza recenzja będzie przedostatnia.

W recenzji kremu Decubal (KLIK) wspomniałam o innym, lepszym kremie, a oto i on: Emoleum, regenerujący krem ochronny :D



Opis producenta:


Krem łagodzi podrażnienia, zmniejsza uczucie swędzenia i skutecznie zabezpiecza przed niekorzystnym wpływem czynników zewnętrznych (detergenty, chlor, wiatr). Olej morelowy i migdałowy wzbogacają lipidy skóry. Krem intensywnie i trwale nawilża oraz pozostawia na skórze natłuszczający film, zapewnia skuteczną ochronę przed nadmierną utratą wody. Reguluje naturalne procesy złuszczania, zapobiega wysuszaniu i pękaniu delikatnego naskórka. Krem zalecany jest jako produkt wspomagający terapię problemów dermatologicznych m. in. w przypadku atopowego zapalenia skóry.

miękka, delikatna i wypielęgnowana skóra, bez uczucia napięcia i szorstkości. Wielokierunkowe działanie kremu poprawia kondycję i wygląd skóry. Krem znacznie łagodzi pieczenie, swędzenie i zaczerwienienia.
SKŁAD:
Aqua, Isopropyl Myristate, Polyglyceryl-4 Isostearate, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Hexyl Laurate, Glycerin, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Ethylhexyl Palmitate, Luffa Cylindrica Seed Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Lanolin, Stearoxy Dimethicone, Phenoxyethanol, Sodium Chloride, Microcristallina Cera, Hydrogenated Castor Oil, Panthenol, Sodium Lactate, Tocopheryl Acetate, Ethylhexylglycerin, Allantoin, Retinyl Palmitate.

Pojemność: 75 ml
Cena: ok 27 zł


Moja opinia:

Krem należy do takich jakie moja sucha i wymagająca skóra bardzo lubi - jest treściwy, ale nie robiący mi krzywdy.

Kremu używałam głównie w ciepłe dni lata  i teraz jesienią, kiedy pogoda jest różna.

Świetnie nawilża i przynosi ukojenie, dzięki czemu nie czuję ściągnięcia ani dyskomfortu. Pozostawia delikatną warstwę, która tylko przez chwilę lekko się klei. Jednak skóra szybko staje się gładka i miękka w dotyku, z delikatnie wyczuwalną otulającą warstwą. Z makijażem trzeba jednak poczekać, lub odbić na twarzy chusteczkę higieniczną, żeby zebrać nadmiar kremu.
Na ciepłe, letnie dni może okazać się za ciężki, choć na noc, jeśli skóra tego wymaga spisuje się bardzo dobrze. Uwielbiam tą miękką, gładką i dobrze nawilżoną, ale nie obciążoną skórę rano :)

Gdy nastała jesień, bez obaw sięgałam po niego na dzień, a zimą to już zdecydowanie będzie kremowy hit! Nie wątpię w jego otulającą przed mrozem, śniegiem i wiatrem moc ;) No i narty będzie idealny.
Pokuszę się o stwierdzenie, że moja skóra chyba polubiła go bardziej niż Physiogel, który zawsze wychwalam (wychwalałam?).


Po wyciśnięciu z tubki krem wydaje się być jednocześnie treściwy jak i niezbyt ciężki, natomiast rozsmarowując czuć jego tłustość i gęstość, a przy tym delikatność Tak, może to dziwne brzmi, ale takie określenia przychodzą mi do głowy ;)



Jest bardzo wydajny - mała ilość wystarcza do świetnego nawilżenia i ukojenia skóry.
Zapach jest delikatny, apteczny i nie jest wynikiem obecności substancji zapachowych.

Jeśli macie suchą, bardzo suchą, atopową skórę, albo po prostu szukacie dobrego ochronnego kremu na zimę, warto przyjrzeć się temu z FlosLeku :)


Znacie ten krem? Zainteresował Was?

wtorek, 29 października 2013

Podwójne cienie Avon Healthy Glow

Podwójne cienie Healthy Glow z Avonu korciły mnie od "zawsze", czyli odkąd pojawiły się w ofercie, jeszcze w poprzednim opakowaniu.

Niedawno miałam możliwość zamówić je za kilka złotych, więc się skusiłam.



Cienie nie są matowe, połysk dobrze widać na poniższym zdjęciu:


Tonacja cieni jest ciepła - bardzo jasny złoty (nie biały, czy kremowy) i złotawy brąz ze złotymi drobinkami.
Cienie są jasne i transparentne (zwłaszcza złoty), przeznaczone jedynie dla osób lubiących delikatny makijaż, nawet bardzo delikatny. Wiele się z nimi niestety nie zrobi.

Poniżej widzicie, jak się prezentują nałożone na bazie pędzlem - oko jest tylko delikatnie podkreślone, za delikatnie jak dla mnie. Dolną powiekę musiałam poratować brązową kredką Brown Sugar, a i tak czułam się źle :/ No i ten brąz jest dla mnie za ciepły.


Nakładane dołączonym aplikatorem są ciut bardziej wyraźne, ale to dalej nie "to"
Niestety rozczarowały mnie :(

Za to czwórki dalej mnie zachwycają (KLIK, KLIK), a zwłaszcza Stone Taupes (KLIK), ale powtórzę - czwóreczki tylko NA BAZIE!!!

Jeśli lubicie makijaż w brązach, zdecydowanie polecam Wam pojedyncze cienie Pierre Rene nr 195 Sun Touch i nr 196 Sweet Latte plus nr 199 Smart Cream do rozświetlenia kącika (pokazywałam TUTAJ) - w promocji w sklepie PR możecie je kupić za jedyne 2,60 zł!


Lubicie aż tak delikatny makijaż?



niedziela, 27 października 2013

Catrice - szminki w kredce Pure Shine Colour Lip Balm - Go flamingo go i I don't red it

Szminki w kredce Catrice wywołały Wasze spore zainteresowanie (KLIK), więc od razu pokazuję kilka zdjęć :)



Sztyft szminki I don't red it jest identyczny jak kolor opakowania, natomiast z Go flamingo go sprawa jest bardziej skomplikowana ;) 


Opakowanie Go flamingo go jest pomarańczowo-różowe, morelowe (?), natomiast sztyft pozbawiony jest różu, widać sam jasny pomarańcz.
Na dłoni i na ustach sytuacja się odwraca i widzimy w nim tą nutkę różu, która upodabnia kolor szminki do koloru opakowania. 

Obie szminki są transparentne, ale jednak widoczne na ustach. W słońcu lśnią jak błyszczyk, są lekkie, ale jednocześnie mocno trzymają się ust i są trwałe - po ok 3 godzinach jeszcze kolor był widoczny, mimo jedzenia i picia.


Szminki mają drobinki, ale są one bardzo dyskretne, żaden brokat i o ile w Go flamingo go są bardziej widoczne, tak w I don't red it prawie w ogóle - trzeba się bardzo dobrze przyjrzeć sztyftowi, żeby coś zauważyć. A może ich tam faktycznie nie ma?

W dziennym świetle w mieszkaniu bardziej wyglądają jak szminki, z tych nie bardzo kryjących. Choć nie powiem - z I don't red it można wyczarować naprawdę mocne, soczyste usta :)


Szminki są trochę bardziej wyraziste niż na powyższym zdjęciu (nie chciałam za bardzo mieszać w programie graficznym).

Nie mam porównania (jeszcze :D) z innymi tego typu produktami, trudno mi więc napisać coś więcej na temat nawilżenia czy miękkości. Wydaje mi się jednak, że pod tymi względami są bardzo dobre (choć tak miękkie, że aż masełkowate nie są) i nie mam zastrzeżeń :)
Mimo, że od jakiegoś czasu polubiłam intensywne kolory na ustach (np. szminka z Avonu Idealny Pocałunek Caressing Coral,  Pink Wink czy też z Avonu Uwodzicielskie Nawilżenie Tangerine i Fiery Red) to Catricowe kredki na tyle mnie zauroczyły, że chętnie zobaczyłabym testery pozostałych (Jak wspomniałam w porannym poście, w Hebe nie było testerów i wybierałam w ciemno). Może w Naturze lub Wispolu będą?

 

Znacie te szminki?

 

Jakie są Wasze wrażenia?


Wbrew zamiarowi nie poszalałam w Hebe i SP

Kiedy po raz kolejny przesunięto termin otwarcia nowego Centrum Handlowego w moim mieście na 26.10 podśmiechiwałam się, że może na święta się doczekamy ;) Wielkie otwarcie planowane było już na wiosnę poprzedniego roku, później jesień, 2012 się skończył a tu ni widu ni słychu. Padła bliżej nieokreślona data jesień 2013, później konkretny termin we wrześniu, ale jednak niemal w ostatniej chwili ... kolejne opóźnienie! Ustalono 26.10 i o dziwo, termin się utrzymał, choć z tego co wiem prace trwały do ostatniego momentu. 

No ale jest! I jestem pozytywnie zaskoczona! Mamy 2 inne CH, które, umówmy się, poziomu za wysokiego nie mają, jak dla mnie ratują się pojedynczymi sklepami, natomiast nowe robi wrażenie i chyba to tam będę najczęstszym gościem. Zwłaszcza, że doczekałam się w końcu Super-Pharm i Hebe.

Przygotowałam męża psychicznie, że będą duże zakupy kosmetyczne (ubraniowe niezbyt lubię, ceny zawsze wydają mi się za wysokie jak na jakość no i przez konieczność mierzenia zabierają więcej czasu niż kosmetyczne, zdecydowanie wolę lumpki, a zwłaszcza jeden lumpek, który mam po sąsiedzku) a tu aż on się zdziwił. 


W SP jakoś ciasno było dla mnie (i nie, nie przytyłam tak bardzo w ciąży :p Na razie +3kg, a to początek 7 miesiąca), przez co nie mogłam się swobodnie porozglądać i w rezultacie nic nie kupiłam.

W Hebe też tłum, widząc kolejkę aż zaniemówiłam, skupiłam się w zasadzie tylko na tym co planowałam, pozostały asortyment "przeleciałam" wzrokiem orientując się, co mniej więcej jest, żeby wiedzieć na przyszłość.

Moje skromne zakupy:


Niestety nie było testerów szminek, wybrałam więc w ciemno - Go flamingo go i I don't red it. Na szczęście trafiłam z kolorami :) Dokładniej pokażę je wieczorem.
Wczoraj kosmetyki Catrice można było kupić aż 40% taniej, wystarczyło mieć kartę Hebe, lub ją wyrobić w tym dniu.Tym sposobem szminka kosztowała ok 12 zł.

Serum L'Biotici wypatrzyłam idąc już do kolejki. Kilka lat temu miałam serum, ale sposób aplikacji doprowadzał mnie do szewskiej pasji. Poza tym tubka rozwaliła się na zgrzewie :/ Pozbyłam się go szybko. 

Sięgnęłam jeszcze po trójpak płatków - ich nigdy za wiele, a cena 4,99 skusiła nie tylko mnie.


Jakie kosmetyki dostępne w Hebe są godne zainteresowania?


Znacie te z Dear Body?




piątek, 25 października 2013

Pojedyncze cienie Pierre Rene

Promocje w sklepie internetowym Pierre Rene nadal aktualne, więc na szybko wrzucam zdjęcia cieni, które kupiłam. Może akurat komuś się przydadzą i pomogą w wyborze :)

W opakowaniach cienie wyglądają niepozornie (w niektórych przypadkach inaczej niż na skórze - zwrócę na to uwagę przy opisach), ale na skórze większość z nich zdecydowanie zyskuje i z większości jestem zadowolona.

Seria w czarnym opakowaniu:



- nr 190 Spice Nude - jasny, neutralny, matowy, w opakowaniu pozbawiony fioletowych tonów, które ukazują się na skórze.

- nr 193 Midnight Plum - ciemny, matowy, mógłby lepiej kryć, ale tragedii nie ma. Wg mnie nazwa ma się nijak do koloru, bo ja w nim "plum" w zasadzie nie widzę - to dymna szarość, tony śliwkowe naprawdę znikome (na zdjęciu są bardziej widoczne niż na żywo). Niemniej jednak kolor mi się podoba i na pewno będzie w częstym użyciu :)

- nr 195 Sun Touch - ciemny, ciepławy brąz z dyskretnymi drobinkami, w opakowaniu jest trochę ciemniejszy niż na skórze, jest też ciemniejszy niż na powyższym zdjęciu (lampki rozjaśniły i lekko ociepliły prawdziwy kolor). Aksamitna konsystencja, świetnie się nakłada, ładnie kryje nasyconym kolorem.

- nr 196 Sweet Latte - bardziej błyszczący niż Sun Touch, pięknie się mieni, w opakowaniu wygląda trochę nijako, ale na skórze mnie zachwycił. Konsystencja miękka, aksamitna.

- nr 199 Smart Cream - ładny kremowy, z delikatnymi złotymi tonami, neutralny kolor, lekko błyszczący (mniej niż Sweet Latte). Jest bardziej suchy niż Sun Touch i Sweet Latte. Bardziej podoba mi się nałożony grubszą warstwą.

Wszystkie kolory są dla mnie trafione :) Myślę, że nawet Spice Nude znajdzie u mnie zastosowanie.

   Seria Pearl:



- nr 21 Sweet Nougat - połyskujący z drobnym brokatem, jasny, ciepły, ale nieco chłodniejszy niż na powyższym zdjęciu brąz. Słabo kryje, na bazie niewiele zyskuje na intensywności, jedynie połysk jest mocniejszy.

- nr 37 Gold Topaz - ciepłe, błyszczące złote złoto ;) Aksamitna konsystencja, mocno kryje.

- nr 42 Chocolate Cake - jasny brąz, który podobnie jak Sweet Nougat kiepsko kryje, ale w jego przypadku baza zdecydowanie wzmacnia kolor i krycie.

- nr 43 Orient Touch - ciepły, ciemniejszy, lekko rdzawo-czerwonawy brąz. Bardzo dobrze kryje i gładko się nakłada.
 

Do tych kolorów mam wątpliwości, są za ciepłe jak dla mnie. Złota nie lubię na oczach, rdzawe odcienie też nie dla mnie, pozostałe 2 są delikatne, przez co nie do końca mnie przekonują.. Poeksperymentuję i wtedy zdecyduję co z nimi dalej będzie.

Seria Sapphire i Matt




Wybaczcie powyższe zdjęcie, ale lepsze nie będzie - oba cienie są trudne do uchwycenia, mimo naprawdę wielu prób.

- nr 153 Fuge - perłowa biel przełamana szarością, niestety na zdjęciu nie jest to widoczne. Jest delikatny o  średnim kryciu. W opakowaniu jest bardziej wyrazisty.

- nr 54 Purple Angel - niby matowy, a jakieś drobinki w nim widzę. Przybrudzony fiolet (na zdjęciu niestety nie udało się tego uchwycić) o fatalnym kryciu.

Oba cienie wymagają bazy, która zdecydowanie podbija ich kolor i poprawia krycie - tylko w takiej wersji mi się podobają :)

Spodobały się Wam któreś cienie?

Hean znowu kusi - lakiery w cenie 5,99 :D

Firmy powariowały! ;) A już zwłaszcza Hean, który znowu kusi  nie tylko nowościami, ale też promocją w swoim sklepie internetowym. Tym razem taniej możemy kupić lakiery do paznokci.




I co Wy na to?

 


czwartek, 24 października 2013

Owocne zakupy w sklepie Pierre Rene

Promocje w sklepie internetowym Pierre Rene trwają, a ja już cieszę się od wtorku z otrzymanej paczki :D


Wydaje się to dużo, ale za całość (razem z przesyłką) zapłaciłam jedynie 61 zł. Szminkę dostałam jako gratis - miło ze strony firmy :)


Zaszalałam z cieniami - kupiłam 11 sztuk, ale za 2,60 zł jak się oprzeć? Dopiero oglądając zawartość pudła zorientowałam się, że zupełnie nieświadomie wybrałam same spokojne kolory, może trochę smutne nawet,  brązy, zgaszone fiolety, jedna szarość. Same zobaczcie:


Zdjęcia zobaczycie już niedługo, może nawet jutro o ile pogoda pozwoli mi zrobić dobre zdjęcia.
Żeby przy makijażu nie zapominać o poszczególnych kolorach planuję kupić paletkę GlamBox i przełożyć do niej te cienie, zwłaszcza, że ... no... opakowania to tak niezbyt trafiają w mój gust ;) Nowa wersja pojedynczych cieni  (Chic) ma ładniejsze opakowania.


Lubię lakiery Pierre Rene, dlatego były one pewnym elementem mojego zamówienia :) Wybrałam 3, które kiedyś wpadły mi w oko w drogerii:


Nr 216 Devil Black to po prostu czarny (pod brokatowe topy będzie super).
Nr 239 Dirty White - kremowa brudna biel, choć mi bardziej kojarzy się z bardzo jasnym szarym, niemniej jednak kolor ciekawy.
Nr 263 White Pearl - biały perłowy, jestem ciekawa, jak wygląda na paznokciach, mam nadzieję, że nie tandetnie ;)


Jako, że kończy mi się odżywka do paznokci Strong Results z Avonu szukałam czegoś podobnego, czyli nie tworzącego powłoki na paznokciu a'la lakier, tylko wchłaniającego się. W ofercie PR znalazłam jedynie oliwkę.
Szminka Color Balm, jak wspomniałam, została dołączona jako gratis.


Ucieszyłam się z tego gratisu, bo inną wersję kolorystyczną - nr 14 Fuchs bardzo lubię.
Nr 11 Tangerine trafia w moje obecne upodobania szminkowe, jest cudownie miękka i jest leciutka.


Październik jest u mnie zdecydowanie miesiącem zakupów ... Jakby dotychczasowych było mi mało, to w sobotę otwarcie nowego Centrum Handlowego, a w nim m.in. Hebe i w końcu Super-Pharm, więc pewnie jeszcze coś nowego mnie skusi.
Trudno :p W listopadzie będzie lepiej. Oby ;)


Macie zamiar lub skorzystałyście już z promocji Pierre Rene?

 


środa, 23 października 2013

Lakiery nawierzchniowe Carnival i 3D Glaze od Golden Rose

Już jakiś czas temu otrzymałam sympatyczną paczuszkę od Golden Rose, z równie sympatycznie wyglądającymi lakierami nawierzchniowymi z najnowszych serii Carnival i 3D Glaze.


Ostatnie lakiery piórkowe nie przypadły mi za bardzo do gustu (KLIK, KLIK, KLIK), natomiast z te wydają mi się ciekawsze, zwłaszcza z serii 3D Glaze.




W każdej serii jest ponad 10 kolorów do wyboru:

3D Glaze:




Carnival:



Jestem bardzo ciekawa, jak będą prezentowały się na paznokciach i czy polubię się z nimi. Jeśli tak będzie, to widzę już kilka typów, którym będę musiała się przyjrzeć w drogerii.


Co sądzicie o lakierowych nowościach Golden Rose?


piątek, 18 października 2013

Mega promocje - Pierre Rene

Kolejny "cynk" o świetnych promocjach w sklepie internetowym.




Tym razem Pierre Rene kusi nas dużymi obniżkami cen wielu kosmetyków, m.in. cieni, lakierów i odżywek do paznokci:


[powyżej niektóre z odżywek objętych promocją]



Przeglądnijcie każdą z kategorii kosmetyków, ponieważ nie wszystkie z niższą ceną pokazane są w dziale "Promocje".

Zaskoczyła mnie dosyć niska przesyłka:
- zamawiając za kwotę do 50 zł zapłacimy 11 zł
- powyżej 50 zł - jedynie 5 zł
- od 100 zł przesyłka jest darmowa

I co Wy na to?

Ja już kończę kompletować zamówienie.



Planujecie skorzystać? 

 

 

sobota, 12 października 2013

Decubal - odżywczy intensywnie nawilżający krem do twarzy

Dzięki słynnej akcji firmy Decubal na Facebooku mam możliwość zapoznania się z tymi kosmetykami i jest już odpowiedni moment, abym podzieliła się z Wami moimi spostrzeżeniami.

O piance do mycia twarzy już pisałam (KLIK) - wtedy sama ją kupiłam, teraz druga, z paczki, czeka w kolejce. Zdziwił mnie inny kolor produktu - ta, którą już zużyłam była zupełnie bezbarwna, natomiast druga jest żółtawo-zielonkawa.

Pianka, jak piszę w recenzji, jest taka sobie, nie zachwyciła mnie niczym szczególnym i odbieram ją jako dosyć przeciętny produkt, ale nadal godny wypróbowania zwłaszcza, że zbiera raczej pochlebne opinie.

O kremie do twarzy niestety nic dobrego napisać nie mogę i już myślę, jak by go tu wymęczyć, bo skóry twarzy nie mam zamiaru dłużej nim katować.



Zacznę z "grubej rury". Krem jest głównie na glicerynie i o ile osobiście nic do niej nie mam, nie unikam jej w kosmetykach podobnie jak Caprylic/Capric Triglyceride, który jest na 2 miejscu, tak brak dodatków jakiegokolwiek oleju czy ekstraktów powoduje, że z góry założyłam, że z kremu nie będę zadowolona. Ok, jest tu lanolina, ale dalej to biednie ... Nie będę tu nic analizować, bo tego nie umiem, ale co powyżej napisałam wyłapało moje laickie oko.

Składniki (INCI): Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Cetyl Alcohol, Sorbitan Stearate, Glyceryl Stearate, Citric Acid, Lanolin, Polysorbate 60, Cetearyl Glucoside, Cetearyl Alcohol, Carbomer, Tocopherol, Ethylhexylglycerin, Sodium Gluconate, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, Sodium Benzoate.
Wspominałam nie raz, że specjalistką od składów ani ich fanatyczką nie jestem, nie skreślam z góry produktów przez posiadanie jakiś substancji - ważniejsze jest dla mnie działanie. Jednak w tym przypadku nawet mi rzucił się w oczy ten sztuczny skład, który jak się okazało rzeczywiście u mnie się nie spisuje.

Po pierwsze - po nałożeniu się klei i to dosyć długo, co nie jest  komfortowe.
Po drugie - skóra sprawia wrażenie dosłownie oklejonej tym kremem, duszącej i pocącej się pod nim.
Po trzecie - nawilżenie jest bardzo kiepskie. Nawet w cieplejsze dni zdarzało się, że musiałam nałożyć drugą warstwę kremu, bo niestety skóra była nieprzyjemnie napięta. W zimniejsze dni jest jeszcze gorzej.
Po czwarte -  skóra po jego użyciu nie jest przyjemnie gładka ani miękka, a wręcz szorstka.
Po piąte - dla mnie jest to oczywiste, że "bezzapachowy" nie oznacza dosłownie kosmetyku bez zapachu a brak substancji zapachowych, jednak zapach mixu tych składników jest męczący.

I jak na złość kremu jest aż 75 ml (w brzydkim, dużym nieporęcznym pudle z grubego plastiku) :/

Nie kosztuje wiele, bo ok 20 zł, ale szkoda i tej kwoty. Znam o wiele lepszy krem w podobnej cenie - o nim niedługo :)

Zużyję go do łydek, bo do mojej twarzy zupełnie się nie nadaje.


Znacie ten krem? Jak się u Was spisuje?



środa, 9 października 2013

Promocje, promocje w Hean = kolejne zakupy?

Hean lubi nas rozpieszczać :) Całkiem niedawno kupując w sklepie Hean przesyłka była darmowa, a tu już kolejne promocje i to 3 od razu, sumujące się :)


Ostatnim razem, jak pamiętacie, skusiłam się na:


Paletka Grey Glam wzbudziła Wasze zainteresowanie (zdjęcie:  KLIK), więc jest teraz okazja na jej zakup. Co prawda cena promocyjna 10,99 zł już nie obowiązuje, ale 12,99 zł też jest atrakcyjna.

Planujecie zakupy?

poniedziałek, 7 października 2013

Piórkowy lakier Golden Rose - Impression - nr 03

Dzisiaj jaśniejsze niebiesko-pomarańczowe piórka Golden Rose i zarazem ostatni tego typu lakier, jaki mam, czyli nr 03.


Brakło mi pomysłu na kolorowy lakier bazowy, a na białym nie chciałam dublować z pokazanym wczoraj nr 04, pokusiłam się więc o nałożenie solo.


Raczej nie był to dobry pomysł :/ 
Po pierwsze - mimo 3 warstw dalej widoczne są spore prześwity, zwłaszcza na końcówkach.
Po drugie - paseczki są jasne, przez co całość prezentuje się dosyć smutno i nijako.
Po trzecie - paseczki różnie się układają, przez co końcówki wydają się krzywo spiłowane.
Po czwarte - zmywanie ... Zmycie 1 warstwy już było kłopotliwe, a co dopiero 3.

Fanek piórek dalej nie jestem, lakiery niestety nie przekonały mnie do siebie, choć na pewno swoje zwolenniczki znajdą. 

Gdybym jednak już musiała wybrać jeden z trzech pokazanych kolorów, to najbardziej uniwersalne i praktyczne wydają mi się biało-czarne paseczki, czyli nr 12.


Polubiłyście piórkowe lakiery?


niedziela, 6 października 2013

Piórkowy lakier Golden Rose - Impression - nr 04

Z użyciem kolejnych dwóch lakierów piórkowych od Golden Rose miałam nie lada kłopot. Oba mają niebiesko-pomarańczowe paseczki, ale różnią się odcieniem (w 04 kolory są mocniejsze, a w 03 jaśniejsze) i nie miałam pomysłu na jakim lakierze bazowym będą dobrze wyglądały.


Powyższe zdjęcie zrobiłam już przy październikowej pogodzie - kolor paseczków wyszedł zbyt stonowanie. W rzeczywistości niebieskie wpadają w turkus, a pomarańczowe też są bardziej widoczne.

Na zdjęciu niżej dobrze widać właściwy kolor - sierpniowa pogoda była zdecydowanie korzystniejsza dla wiernego oddania kolorów ;)

Piórka nałożyłam na fioletowy lakier z Avonu Presto Plum.


Nie jestem do końca przekonana do tego zestawienia kolorystycznego, zarówno samych piórek jak i z lakierem bazowym. Może lepiej wyglądałyby nałożone solo w 3 warstwach dla pełnego krycia?


Później piórka wypróbowałam na białym lakierze Ados, jako urozmaicenie i odświeżenie manicure po 4 dniach noszenia Adosa.


W tym przypadku kolor piórek wyszedł jaśniejszy - pewnie dlatego, że nałożyłam ich mniej, baza jest jaśniutka, do tego lekko pochmurny wrześniowy dzień też nie jest bez znaczenia.


Jak pisałam już przedwczoraj w recenzji biało-czarnych piórek (KLIK) na codzień taki efekt nie jest dla mnie - wolę jednolite paznokcie, bez zdobień (a tyle płytek Konada i 2 z Essence siedzi w szufladzie ...), czy takich wymyślnych toperów. Także w tej recenzji napisałam co nie co o aplikacji itp., więc nie będę powtarzać ;)


A Wy jakie lakiery preferujecie? Klasyczne, czy lubicie bawić się nowościami (magnetyczne, piaski itp) i toperami?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...