środa, 30 października 2013

Mój kremowy hit - FlosLek Emoleum Regenerujący krem ochronny

Jak może pamiętacie, jakiś czas temu dostałam sporą paczkę kosmetyków do recenzji od FlosLeku. Powoli zbliżam się do finiszu - dzisiejsza recenzja będzie przedostatnia.

W recenzji kremu Decubal (KLIK) wspomniałam o innym, lepszym kremie, a oto i on: Emoleum, regenerujący krem ochronny :D



Opis producenta:


Krem łagodzi podrażnienia, zmniejsza uczucie swędzenia i skutecznie zabezpiecza przed niekorzystnym wpływem czynników zewnętrznych (detergenty, chlor, wiatr). Olej morelowy i migdałowy wzbogacają lipidy skóry. Krem intensywnie i trwale nawilża oraz pozostawia na skórze natłuszczający film, zapewnia skuteczną ochronę przed nadmierną utratą wody. Reguluje naturalne procesy złuszczania, zapobiega wysuszaniu i pękaniu delikatnego naskórka. Krem zalecany jest jako produkt wspomagający terapię problemów dermatologicznych m. in. w przypadku atopowego zapalenia skóry.

miękka, delikatna i wypielęgnowana skóra, bez uczucia napięcia i szorstkości. Wielokierunkowe działanie kremu poprawia kondycję i wygląd skóry. Krem znacznie łagodzi pieczenie, swędzenie i zaczerwienienia.
SKŁAD:
Aqua, Isopropyl Myristate, Polyglyceryl-4 Isostearate, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Hexyl Laurate, Glycerin, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Ethylhexyl Palmitate, Luffa Cylindrica Seed Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Lanolin, Stearoxy Dimethicone, Phenoxyethanol, Sodium Chloride, Microcristallina Cera, Hydrogenated Castor Oil, Panthenol, Sodium Lactate, Tocopheryl Acetate, Ethylhexylglycerin, Allantoin, Retinyl Palmitate.

Pojemność: 75 ml
Cena: ok 27 zł


Moja opinia:

Krem należy do takich jakie moja sucha i wymagająca skóra bardzo lubi - jest treściwy, ale nie robiący mi krzywdy.

Kremu używałam głównie w ciepłe dni lata  i teraz jesienią, kiedy pogoda jest różna.

Świetnie nawilża i przynosi ukojenie, dzięki czemu nie czuję ściągnięcia ani dyskomfortu. Pozostawia delikatną warstwę, która tylko przez chwilę lekko się klei. Jednak skóra szybko staje się gładka i miękka w dotyku, z delikatnie wyczuwalną otulającą warstwą. Z makijażem trzeba jednak poczekać, lub odbić na twarzy chusteczkę higieniczną, żeby zebrać nadmiar kremu.
Na ciepłe, letnie dni może okazać się za ciężki, choć na noc, jeśli skóra tego wymaga spisuje się bardzo dobrze. Uwielbiam tą miękką, gładką i dobrze nawilżoną, ale nie obciążoną skórę rano :)

Gdy nastała jesień, bez obaw sięgałam po niego na dzień, a zimą to już zdecydowanie będzie kremowy hit! Nie wątpię w jego otulającą przed mrozem, śniegiem i wiatrem moc ;) No i narty będzie idealny.
Pokuszę się o stwierdzenie, że moja skóra chyba polubiła go bardziej niż Physiogel, który zawsze wychwalam (wychwalałam?).


Po wyciśnięciu z tubki krem wydaje się być jednocześnie treściwy jak i niezbyt ciężki, natomiast rozsmarowując czuć jego tłustość i gęstość, a przy tym delikatność Tak, może to dziwne brzmi, ale takie określenia przychodzą mi do głowy ;)



Jest bardzo wydajny - mała ilość wystarcza do świetnego nawilżenia i ukojenia skóry.
Zapach jest delikatny, apteczny i nie jest wynikiem obecności substancji zapachowych.

Jeśli macie suchą, bardzo suchą, atopową skórę, albo po prostu szukacie dobrego ochronnego kremu na zimę, warto przyjrzeć się temu z FlosLeku :)


Znacie ten krem? Zainteresował Was?

wtorek, 29 października 2013

Podwójne cienie Avon Healthy Glow

Podwójne cienie Healthy Glow z Avonu korciły mnie od "zawsze", czyli odkąd pojawiły się w ofercie, jeszcze w poprzednim opakowaniu.

Niedawno miałam możliwość zamówić je za kilka złotych, więc się skusiłam.



Cienie nie są matowe, połysk dobrze widać na poniższym zdjęciu:


Tonacja cieni jest ciepła - bardzo jasny złoty (nie biały, czy kremowy) i złotawy brąz ze złotymi drobinkami.
Cienie są jasne i transparentne (zwłaszcza złoty), przeznaczone jedynie dla osób lubiących delikatny makijaż, nawet bardzo delikatny. Wiele się z nimi niestety nie zrobi.

Poniżej widzicie, jak się prezentują nałożone na bazie pędzlem - oko jest tylko delikatnie podkreślone, za delikatnie jak dla mnie. Dolną powiekę musiałam poratować brązową kredką Brown Sugar, a i tak czułam się źle :/ No i ten brąz jest dla mnie za ciepły.


Nakładane dołączonym aplikatorem są ciut bardziej wyraźne, ale to dalej nie "to"
Niestety rozczarowały mnie :(

Za to czwórki dalej mnie zachwycają (KLIK, KLIK), a zwłaszcza Stone Taupes (KLIK), ale powtórzę - czwóreczki tylko NA BAZIE!!!

Jeśli lubicie makijaż w brązach, zdecydowanie polecam Wam pojedyncze cienie Pierre Rene nr 195 Sun Touch i nr 196 Sweet Latte plus nr 199 Smart Cream do rozświetlenia kącika (pokazywałam TUTAJ) - w promocji w sklepie PR możecie je kupić za jedyne 2,60 zł!


Lubicie aż tak delikatny makijaż?



niedziela, 27 października 2013

Catrice - szminki w kredce Pure Shine Colour Lip Balm - Go flamingo go i I don't red it

Szminki w kredce Catrice wywołały Wasze spore zainteresowanie (KLIK), więc od razu pokazuję kilka zdjęć :)



Sztyft szminki I don't red it jest identyczny jak kolor opakowania, natomiast z Go flamingo go sprawa jest bardziej skomplikowana ;) 


Opakowanie Go flamingo go jest pomarańczowo-różowe, morelowe (?), natomiast sztyft pozbawiony jest różu, widać sam jasny pomarańcz.
Na dłoni i na ustach sytuacja się odwraca i widzimy w nim tą nutkę różu, która upodabnia kolor szminki do koloru opakowania. 

Obie szminki są transparentne, ale jednak widoczne na ustach. W słońcu lśnią jak błyszczyk, są lekkie, ale jednocześnie mocno trzymają się ust i są trwałe - po ok 3 godzinach jeszcze kolor był widoczny, mimo jedzenia i picia.


Szminki mają drobinki, ale są one bardzo dyskretne, żaden brokat i o ile w Go flamingo go są bardziej widoczne, tak w I don't red it prawie w ogóle - trzeba się bardzo dobrze przyjrzeć sztyftowi, żeby coś zauważyć. A może ich tam faktycznie nie ma?

W dziennym świetle w mieszkaniu bardziej wyglądają jak szminki, z tych nie bardzo kryjących. Choć nie powiem - z I don't red it można wyczarować naprawdę mocne, soczyste usta :)


Szminki są trochę bardziej wyraziste niż na powyższym zdjęciu (nie chciałam za bardzo mieszać w programie graficznym).

Nie mam porównania (jeszcze :D) z innymi tego typu produktami, trudno mi więc napisać coś więcej na temat nawilżenia czy miękkości. Wydaje mi się jednak, że pod tymi względami są bardzo dobre (choć tak miękkie, że aż masełkowate nie są) i nie mam zastrzeżeń :)
Mimo, że od jakiegoś czasu polubiłam intensywne kolory na ustach (np. szminka z Avonu Idealny Pocałunek Caressing Coral,  Pink Wink czy też z Avonu Uwodzicielskie Nawilżenie Tangerine i Fiery Red) to Catricowe kredki na tyle mnie zauroczyły, że chętnie zobaczyłabym testery pozostałych (Jak wspomniałam w porannym poście, w Hebe nie było testerów i wybierałam w ciemno). Może w Naturze lub Wispolu będą?

 

Znacie te szminki?

 

Jakie są Wasze wrażenia?


Wbrew zamiarowi nie poszalałam w Hebe i SP

Kiedy po raz kolejny przesunięto termin otwarcia nowego Centrum Handlowego w moim mieście na 26.10 podśmiechiwałam się, że może na święta się doczekamy ;) Wielkie otwarcie planowane było już na wiosnę poprzedniego roku, później jesień, 2012 się skończył a tu ni widu ni słychu. Padła bliżej nieokreślona data jesień 2013, później konkretny termin we wrześniu, ale jednak niemal w ostatniej chwili ... kolejne opóźnienie! Ustalono 26.10 i o dziwo, termin się utrzymał, choć z tego co wiem prace trwały do ostatniego momentu. 

No ale jest! I jestem pozytywnie zaskoczona! Mamy 2 inne CH, które, umówmy się, poziomu za wysokiego nie mają, jak dla mnie ratują się pojedynczymi sklepami, natomiast nowe robi wrażenie i chyba to tam będę najczęstszym gościem. Zwłaszcza, że doczekałam się w końcu Super-Pharm i Hebe.

Przygotowałam męża psychicznie, że będą duże zakupy kosmetyczne (ubraniowe niezbyt lubię, ceny zawsze wydają mi się za wysokie jak na jakość no i przez konieczność mierzenia zabierają więcej czasu niż kosmetyczne, zdecydowanie wolę lumpki, a zwłaszcza jeden lumpek, który mam po sąsiedzku) a tu aż on się zdziwił. 


W SP jakoś ciasno było dla mnie (i nie, nie przytyłam tak bardzo w ciąży :p Na razie +3kg, a to początek 7 miesiąca), przez co nie mogłam się swobodnie porozglądać i w rezultacie nic nie kupiłam.

W Hebe też tłum, widząc kolejkę aż zaniemówiłam, skupiłam się w zasadzie tylko na tym co planowałam, pozostały asortyment "przeleciałam" wzrokiem orientując się, co mniej więcej jest, żeby wiedzieć na przyszłość.

Moje skromne zakupy:


Niestety nie było testerów szminek, wybrałam więc w ciemno - Go flamingo go i I don't red it. Na szczęście trafiłam z kolorami :) Dokładniej pokażę je wieczorem.
Wczoraj kosmetyki Catrice można było kupić aż 40% taniej, wystarczyło mieć kartę Hebe, lub ją wyrobić w tym dniu.Tym sposobem szminka kosztowała ok 12 zł.

Serum L'Biotici wypatrzyłam idąc już do kolejki. Kilka lat temu miałam serum, ale sposób aplikacji doprowadzał mnie do szewskiej pasji. Poza tym tubka rozwaliła się na zgrzewie :/ Pozbyłam się go szybko. 

Sięgnęłam jeszcze po trójpak płatków - ich nigdy za wiele, a cena 4,99 skusiła nie tylko mnie.


Jakie kosmetyki dostępne w Hebe są godne zainteresowania?


Znacie te z Dear Body?




piątek, 25 października 2013

Pojedyncze cienie Pierre Rene

Promocje w sklepie internetowym Pierre Rene nadal aktualne, więc na szybko wrzucam zdjęcia cieni, które kupiłam. Może akurat komuś się przydadzą i pomogą w wyborze :)

W opakowaniach cienie wyglądają niepozornie (w niektórych przypadkach inaczej niż na skórze - zwrócę na to uwagę przy opisach), ale na skórze większość z nich zdecydowanie zyskuje i z większości jestem zadowolona.

Seria w czarnym opakowaniu:



- nr 190 Spice Nude - jasny, neutralny, matowy, w opakowaniu pozbawiony fioletowych tonów, które ukazują się na skórze.

- nr 193 Midnight Plum - ciemny, matowy, mógłby lepiej kryć, ale tragedii nie ma. Wg mnie nazwa ma się nijak do koloru, bo ja w nim "plum" w zasadzie nie widzę - to dymna szarość, tony śliwkowe naprawdę znikome (na zdjęciu są bardziej widoczne niż na żywo). Niemniej jednak kolor mi się podoba i na pewno będzie w częstym użyciu :)

- nr 195 Sun Touch - ciemny, ciepławy brąz z dyskretnymi drobinkami, w opakowaniu jest trochę ciemniejszy niż na skórze, jest też ciemniejszy niż na powyższym zdjęciu (lampki rozjaśniły i lekko ociepliły prawdziwy kolor). Aksamitna konsystencja, świetnie się nakłada, ładnie kryje nasyconym kolorem.

- nr 196 Sweet Latte - bardziej błyszczący niż Sun Touch, pięknie się mieni, w opakowaniu wygląda trochę nijako, ale na skórze mnie zachwycił. Konsystencja miękka, aksamitna.

- nr 199 Smart Cream - ładny kremowy, z delikatnymi złotymi tonami, neutralny kolor, lekko błyszczący (mniej niż Sweet Latte). Jest bardziej suchy niż Sun Touch i Sweet Latte. Bardziej podoba mi się nałożony grubszą warstwą.

Wszystkie kolory są dla mnie trafione :) Myślę, że nawet Spice Nude znajdzie u mnie zastosowanie.

   Seria Pearl:



- nr 21 Sweet Nougat - połyskujący z drobnym brokatem, jasny, ciepły, ale nieco chłodniejszy niż na powyższym zdjęciu brąz. Słabo kryje, na bazie niewiele zyskuje na intensywności, jedynie połysk jest mocniejszy.

- nr 37 Gold Topaz - ciepłe, błyszczące złote złoto ;) Aksamitna konsystencja, mocno kryje.

- nr 42 Chocolate Cake - jasny brąz, który podobnie jak Sweet Nougat kiepsko kryje, ale w jego przypadku baza zdecydowanie wzmacnia kolor i krycie.

- nr 43 Orient Touch - ciepły, ciemniejszy, lekko rdzawo-czerwonawy brąz. Bardzo dobrze kryje i gładko się nakłada.
 

Do tych kolorów mam wątpliwości, są za ciepłe jak dla mnie. Złota nie lubię na oczach, rdzawe odcienie też nie dla mnie, pozostałe 2 są delikatne, przez co nie do końca mnie przekonują.. Poeksperymentuję i wtedy zdecyduję co z nimi dalej będzie.

Seria Sapphire i Matt




Wybaczcie powyższe zdjęcie, ale lepsze nie będzie - oba cienie są trudne do uchwycenia, mimo naprawdę wielu prób.

- nr 153 Fuge - perłowa biel przełamana szarością, niestety na zdjęciu nie jest to widoczne. Jest delikatny o  średnim kryciu. W opakowaniu jest bardziej wyrazisty.

- nr 54 Purple Angel - niby matowy, a jakieś drobinki w nim widzę. Przybrudzony fiolet (na zdjęciu niestety nie udało się tego uchwycić) o fatalnym kryciu.

Oba cienie wymagają bazy, która zdecydowanie podbija ich kolor i poprawia krycie - tylko w takiej wersji mi się podobają :)

Spodobały się Wam któreś cienie?

Hean znowu kusi - lakiery w cenie 5,99 :D

Firmy powariowały! ;) A już zwłaszcza Hean, który znowu kusi  nie tylko nowościami, ale też promocją w swoim sklepie internetowym. Tym razem taniej możemy kupić lakiery do paznokci.




I co Wy na to?

 


czwartek, 24 października 2013

Owocne zakupy w sklepie Pierre Rene

Promocje w sklepie internetowym Pierre Rene trwają, a ja już cieszę się od wtorku z otrzymanej paczki :D


Wydaje się to dużo, ale za całość (razem z przesyłką) zapłaciłam jedynie 61 zł. Szminkę dostałam jako gratis - miło ze strony firmy :)


Zaszalałam z cieniami - kupiłam 11 sztuk, ale za 2,60 zł jak się oprzeć? Dopiero oglądając zawartość pudła zorientowałam się, że zupełnie nieświadomie wybrałam same spokojne kolory, może trochę smutne nawet,  brązy, zgaszone fiolety, jedna szarość. Same zobaczcie:


Zdjęcia zobaczycie już niedługo, może nawet jutro o ile pogoda pozwoli mi zrobić dobre zdjęcia.
Żeby przy makijażu nie zapominać o poszczególnych kolorach planuję kupić paletkę GlamBox i przełożyć do niej te cienie, zwłaszcza, że ... no... opakowania to tak niezbyt trafiają w mój gust ;) Nowa wersja pojedynczych cieni  (Chic) ma ładniejsze opakowania.


Lubię lakiery Pierre Rene, dlatego były one pewnym elementem mojego zamówienia :) Wybrałam 3, które kiedyś wpadły mi w oko w drogerii:


Nr 216 Devil Black to po prostu czarny (pod brokatowe topy będzie super).
Nr 239 Dirty White - kremowa brudna biel, choć mi bardziej kojarzy się z bardzo jasnym szarym, niemniej jednak kolor ciekawy.
Nr 263 White Pearl - biały perłowy, jestem ciekawa, jak wygląda na paznokciach, mam nadzieję, że nie tandetnie ;)


Jako, że kończy mi się odżywka do paznokci Strong Results z Avonu szukałam czegoś podobnego, czyli nie tworzącego powłoki na paznokciu a'la lakier, tylko wchłaniającego się. W ofercie PR znalazłam jedynie oliwkę.
Szminka Color Balm, jak wspomniałam, została dołączona jako gratis.


Ucieszyłam się z tego gratisu, bo inną wersję kolorystyczną - nr 14 Fuchs bardzo lubię.
Nr 11 Tangerine trafia w moje obecne upodobania szminkowe, jest cudownie miękka i jest leciutka.


Październik jest u mnie zdecydowanie miesiącem zakupów ... Jakby dotychczasowych było mi mało, to w sobotę otwarcie nowego Centrum Handlowego, a w nim m.in. Hebe i w końcu Super-Pharm, więc pewnie jeszcze coś nowego mnie skusi.
Trudno :p W listopadzie będzie lepiej. Oby ;)


Macie zamiar lub skorzystałyście już z promocji Pierre Rene?

 


środa, 23 października 2013

Lakiery nawierzchniowe Carnival i 3D Glaze od Golden Rose

Już jakiś czas temu otrzymałam sympatyczną paczuszkę od Golden Rose, z równie sympatycznie wyglądającymi lakierami nawierzchniowymi z najnowszych serii Carnival i 3D Glaze.


Ostatnie lakiery piórkowe nie przypadły mi za bardzo do gustu (KLIK, KLIK, KLIK), natomiast z te wydają mi się ciekawsze, zwłaszcza z serii 3D Glaze.




W każdej serii jest ponad 10 kolorów do wyboru:

3D Glaze:




Carnival:



Jestem bardzo ciekawa, jak będą prezentowały się na paznokciach i czy polubię się z nimi. Jeśli tak będzie, to widzę już kilka typów, którym będę musiała się przyjrzeć w drogerii.


Co sądzicie o lakierowych nowościach Golden Rose?


piątek, 18 października 2013

Mega promocje - Pierre Rene

Kolejny "cynk" o świetnych promocjach w sklepie internetowym.




Tym razem Pierre Rene kusi nas dużymi obniżkami cen wielu kosmetyków, m.in. cieni, lakierów i odżywek do paznokci:


[powyżej niektóre z odżywek objętych promocją]



Przeglądnijcie każdą z kategorii kosmetyków, ponieważ nie wszystkie z niższą ceną pokazane są w dziale "Promocje".

Zaskoczyła mnie dosyć niska przesyłka:
- zamawiając za kwotę do 50 zł zapłacimy 11 zł
- powyżej 50 zł - jedynie 5 zł
- od 100 zł przesyłka jest darmowa

I co Wy na to?

Ja już kończę kompletować zamówienie.



Planujecie skorzystać? 

 

 

sobota, 12 października 2013

Decubal - odżywczy intensywnie nawilżający krem do twarzy

Dzięki słynnej akcji firmy Decubal na Facebooku mam możliwość zapoznania się z tymi kosmetykami i jest już odpowiedni moment, abym podzieliła się z Wami moimi spostrzeżeniami.

O piance do mycia twarzy już pisałam (KLIK) - wtedy sama ją kupiłam, teraz druga, z paczki, czeka w kolejce. Zdziwił mnie inny kolor produktu - ta, którą już zużyłam była zupełnie bezbarwna, natomiast druga jest żółtawo-zielonkawa.

Pianka, jak piszę w recenzji, jest taka sobie, nie zachwyciła mnie niczym szczególnym i odbieram ją jako dosyć przeciętny produkt, ale nadal godny wypróbowania zwłaszcza, że zbiera raczej pochlebne opinie.

O kremie do twarzy niestety nic dobrego napisać nie mogę i już myślę, jak by go tu wymęczyć, bo skóry twarzy nie mam zamiaru dłużej nim katować.



Zacznę z "grubej rury". Krem jest głównie na glicerynie i o ile osobiście nic do niej nie mam, nie unikam jej w kosmetykach podobnie jak Caprylic/Capric Triglyceride, który jest na 2 miejscu, tak brak dodatków jakiegokolwiek oleju czy ekstraktów powoduje, że z góry założyłam, że z kremu nie będę zadowolona. Ok, jest tu lanolina, ale dalej to biednie ... Nie będę tu nic analizować, bo tego nie umiem, ale co powyżej napisałam wyłapało moje laickie oko.

Składniki (INCI): Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Cetyl Alcohol, Sorbitan Stearate, Glyceryl Stearate, Citric Acid, Lanolin, Polysorbate 60, Cetearyl Glucoside, Cetearyl Alcohol, Carbomer, Tocopherol, Ethylhexylglycerin, Sodium Gluconate, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, Sodium Benzoate.
Wspominałam nie raz, że specjalistką od składów ani ich fanatyczką nie jestem, nie skreślam z góry produktów przez posiadanie jakiś substancji - ważniejsze jest dla mnie działanie. Jednak w tym przypadku nawet mi rzucił się w oczy ten sztuczny skład, który jak się okazało rzeczywiście u mnie się nie spisuje.

Po pierwsze - po nałożeniu się klei i to dosyć długo, co nie jest  komfortowe.
Po drugie - skóra sprawia wrażenie dosłownie oklejonej tym kremem, duszącej i pocącej się pod nim.
Po trzecie - nawilżenie jest bardzo kiepskie. Nawet w cieplejsze dni zdarzało się, że musiałam nałożyć drugą warstwę kremu, bo niestety skóra była nieprzyjemnie napięta. W zimniejsze dni jest jeszcze gorzej.
Po czwarte -  skóra po jego użyciu nie jest przyjemnie gładka ani miękka, a wręcz szorstka.
Po piąte - dla mnie jest to oczywiste, że "bezzapachowy" nie oznacza dosłownie kosmetyku bez zapachu a brak substancji zapachowych, jednak zapach mixu tych składników jest męczący.

I jak na złość kremu jest aż 75 ml (w brzydkim, dużym nieporęcznym pudle z grubego plastiku) :/

Nie kosztuje wiele, bo ok 20 zł, ale szkoda i tej kwoty. Znam o wiele lepszy krem w podobnej cenie - o nim niedługo :)

Zużyję go do łydek, bo do mojej twarzy zupełnie się nie nadaje.


Znacie ten krem? Jak się u Was spisuje?



środa, 9 października 2013

Promocje, promocje w Hean = kolejne zakupy?

Hean lubi nas rozpieszczać :) Całkiem niedawno kupując w sklepie Hean przesyłka była darmowa, a tu już kolejne promocje i to 3 od razu, sumujące się :)


Ostatnim razem, jak pamiętacie, skusiłam się na:


Paletka Grey Glam wzbudziła Wasze zainteresowanie (zdjęcie:  KLIK), więc jest teraz okazja na jej zakup. Co prawda cena promocyjna 10,99 zł już nie obowiązuje, ale 12,99 zł też jest atrakcyjna.

Planujecie zakupy?

poniedziałek, 7 października 2013

Piórkowy lakier Golden Rose - Impression - nr 03

Dzisiaj jaśniejsze niebiesko-pomarańczowe piórka Golden Rose i zarazem ostatni tego typu lakier, jaki mam, czyli nr 03.


Brakło mi pomysłu na kolorowy lakier bazowy, a na białym nie chciałam dublować z pokazanym wczoraj nr 04, pokusiłam się więc o nałożenie solo.


Raczej nie był to dobry pomysł :/ 
Po pierwsze - mimo 3 warstw dalej widoczne są spore prześwity, zwłaszcza na końcówkach.
Po drugie - paseczki są jasne, przez co całość prezentuje się dosyć smutno i nijako.
Po trzecie - paseczki różnie się układają, przez co końcówki wydają się krzywo spiłowane.
Po czwarte - zmywanie ... Zmycie 1 warstwy już było kłopotliwe, a co dopiero 3.

Fanek piórek dalej nie jestem, lakiery niestety nie przekonały mnie do siebie, choć na pewno swoje zwolenniczki znajdą. 

Gdybym jednak już musiała wybrać jeden z trzech pokazanych kolorów, to najbardziej uniwersalne i praktyczne wydają mi się biało-czarne paseczki, czyli nr 12.


Polubiłyście piórkowe lakiery?


niedziela, 6 października 2013

Piórkowy lakier Golden Rose - Impression - nr 04

Z użyciem kolejnych dwóch lakierów piórkowych od Golden Rose miałam nie lada kłopot. Oba mają niebiesko-pomarańczowe paseczki, ale różnią się odcieniem (w 04 kolory są mocniejsze, a w 03 jaśniejsze) i nie miałam pomysłu na jakim lakierze bazowym będą dobrze wyglądały.


Powyższe zdjęcie zrobiłam już przy październikowej pogodzie - kolor paseczków wyszedł zbyt stonowanie. W rzeczywistości niebieskie wpadają w turkus, a pomarańczowe też są bardziej widoczne.

Na zdjęciu niżej dobrze widać właściwy kolor - sierpniowa pogoda była zdecydowanie korzystniejsza dla wiernego oddania kolorów ;)

Piórka nałożyłam na fioletowy lakier z Avonu Presto Plum.


Nie jestem do końca przekonana do tego zestawienia kolorystycznego, zarówno samych piórek jak i z lakierem bazowym. Może lepiej wyglądałyby nałożone solo w 3 warstwach dla pełnego krycia?


Później piórka wypróbowałam na białym lakierze Ados, jako urozmaicenie i odświeżenie manicure po 4 dniach noszenia Adosa.


W tym przypadku kolor piórek wyszedł jaśniejszy - pewnie dlatego, że nałożyłam ich mniej, baza jest jaśniutka, do tego lekko pochmurny wrześniowy dzień też nie jest bez znaczenia.


Jak pisałam już przedwczoraj w recenzji biało-czarnych piórek (KLIK) na codzień taki efekt nie jest dla mnie - wolę jednolite paznokcie, bez zdobień (a tyle płytek Konada i 2 z Essence siedzi w szufladzie ...), czy takich wymyślnych toperów. Także w tej recenzji napisałam co nie co o aplikacji itp., więc nie będę powtarzać ;)


A Wy jakie lakiery preferujecie? Klasyczne, czy lubicie bawić się nowościami (magnetyczne, piaski itp) i toperami?


piątek, 4 października 2013

Piórkowy lakier Golden Rose - Impression - nr 12

Piórkowe lakiery Golden Rose dostałam już jakiś czas temu, natomiast zdjęcia czekały na dysku od sierpnia. Nie pytajcie dlaczego, bo nie wiem ;)

Prezentację zacznę od nr 12:


Ta wersja piórek to głównie białe i czarne paseczki w bezbarwnej bazie, jest też nieznaczna ilość paseczków różnokolorowych.
Wypróbowałam go na 2 lakierach Cleme (pokazywałam je na blogu) i na 2 sposoby - nałożone w mniejszej ilości i większej.



Nie mam wprawy w nakładaniu tego typu lakierów, więc trudno mi było nałożyć go w miarę równą warstwą, ale chyba nie jest najgorzej? Kosztowało mnie to sporo cierpliwości i "bawienia" się - albo miałam w jednym miejscu skupisko paseczków, albo nakładała się sama bezbarwna baza.



Lakier schnie sprawnie, natomiast zmywanie, podobnie jak nakładanie, wymaga nieco cierpliwości ;)

Tego typu lakiery (jak ogólnie wszelkie nawierzchniowe) w moim przypadku nie wchodzą w rachubę do codziennego i stałego użytku - zdecydowanie wolę jednolite paznokcie, bez żadnych zdobień, czy toperów. 

Jednakże dla urozmaicenia czy odświeżenia manicure (gdy brak czasu lub weny do zmycia i nałożenia nowego lakieru) fajnie się spiszą jako przydatny gadżet.

Stosowania solo w ogóle nie widzę - pewnie 3 warstwy byłyby potrzebne, aby przykryć wszystkie prześwity, a aż takiej cierpliwości nie mam ;)


Co sądzicie o "piórkach" Golden Rose?




środa, 2 października 2013

Kosmetyczne podsumowanie września cz. 2 - zużycia

Wrześniowymi zużyciami jestem usatysfakcjonowana zwłaszcza, że udało mi się w końcu wykończyć kosmetyki, które miałam już bardzo długo, a brakowało mi do nich serca, żeby używać regularnie.

W październiku pójdzie kilka innych zalegających kosmetyków, za które porządnie się wzięłam :)




1. Apart - relaksująca sól do stóp 

 

/recenzja/

2. Avon - Clearskin - głęboko oczyszczający peeling

/recenzja/

3. Avene - woda termalna

 Zużyłam bez większych zachwytów - mojej skórze lepiej służy woda z La Roche Posay.

 

4. Avon - peeling do stóp limonkowy

Jak to peelingi do stóp z serii Foot Works z Avonu - taki bajerek ;) Ładnie pachnie, działanie średnie (trzeba używać codziennie, żeby efekt był zadowalający), ale przyjemnie się go używa. Pewnie kupię ponownie, ale z innych sezonowych zapachów, które pojawiają się co jakiś czas.

 

5. Camay - żel pod prysznic Creme delice

Okazał się gorszy niż wersja Passion. W buteleczce zapach jest ładniejszy, a podczas mycia nie wiadomo, czy to truskawki, czy maliny, czy jeszcze inny owoc, czy może ich mieszanka? Po użyciu moja skóra domagała się jak najszybszego nałożenia balsamu. Cieszę się, że już się z nim uporałam, bo nie lubiłam go używać.

 

6. FlosLek - Emoleum - olejek myjący pod prysznic

 

/recenzja/


 

7. Bell - Top shiny - nabłyszczacz do lakierów


Wyraźnie dodawał połysku lakierom, u których z tym na bakier ;) - robił więc co ma robić. Jest godny polecenia, zwłaszcza, że wpływał korzystnie też na trwałość lakieru.

 

8. Pierre Rene - preparat do usuwania skórek

 

Co wiele mogę o nim napisać? Zmiękczał skórki ułatwiając ich usunięcie - część schodził razem z preparatem, a to co zostało łatwo dało się wyciąć, bez robienia sobie krzywdy. Przydatny, nie drogi i godny polecenia.

 

9. Bibułki matujące Wibo

 

/recenzja/


10. Mincer - maseczka do twarzy z gruszką

 

Maseczka miała nawilżać (w dodatku "fantastycznie"), rozświetlać i odświeżać, a szczerze mówiąc nic nie zauważyłam. No może minimalne nawilżenie, ale bez żadnego efektu "wow". Z tej firmy moimi faworytami zostają maseczka z melonem i miodem oraz z awokado i pomarańczą.
Zbędny i rozczarowujący zakup.

 

11. Eveline - tusz Million Calories

 

Miałam go drugi raz i mam wrażenie, że za pierwszym razem dawał lepsze efekty - rzęsy były wyraziste, wydłużone, zagęszczone i grubsze. Co ciekawe, wtedy kupiłam go w zestawie z błyszczykiem w Biedronce, a drugie opakowanie kupiłam w drogerii. Z drugiego opakowania nie byłam tak zadowolona.

 

12. Zrób sobie krem - koncentrat z aloesu

 

Używałam głównie jako dodatek do kremów i balsamów, końcówkę musiał zużyć mąż. Krem czy balsam z dodatkiem aloesu łagodzi podrażnienia, lepiej nawilża i ogólnie jest bardziej "wartościowy".

 Fanką koncentratu jest moja mama, ma już chyba 2 czy 3 buteleczkę. 

 

13. Zrób sobie krem - olej awokado

Używałam głównie podobnie jak koncentrat - jako dodatek do kremów i balsamów, czasami na twarz solo. 
Przyjemnie natłuszczał, zwłaszcza po użyciu maseczek oczyszczających czy peelingu. 
Już jakiś czas temu znudziło mi się używanie olejów, więc cieszę się z tego zużycia.  

14. FlosLek - pomadka Sun Care


/recenzja/


15. Mydlarnia Tuli - mydło eukaliptus z makiem

O mydle nie jestem w stanie nic napisać - jakiś rok temu przeszedł mi szał na ręcznie robione mydła i sukcesywnie wyciągam z szafki zapasy i daję mężowi do używania. Nie wiem czemu, ale stopy MUSI myć mydłem, a na resztę ciała używa żelu. Zużywa je w tempie ekspresowym i nad ich walorami się nie rozczula ;)


A jak Wam poszło we wrześniu?



Polecane posty

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...