sobota, 31 grudnia 2011

Zakupowy grudzień cd.... + krótkie recenzje :)

Czwarta część "spowiedzi" nt. o co wzbogacił się mój zbiór kosmetyczny w ostatnim czasie (poprzednie - zakupy z The Balm  (klik)  , Helfowe nabytki, przesyłki od firm z którymi współpracuję). Teraz wszystko pozostałe. No, prawie wszystko, bo nadal nie doczekałam się na spray do włosów i podwójną kredkę z Avonu.
W notce z zakupami The Balm pisałam, że na tym zakończę zakupy i tak się stało :) Wszystko powyższe kupiłam wcześniej, tylko ze zdjęciami trochę mi się opóźniło.

Avon:
- Planet Spa - Biała Herbata (krem, maseczka i żel)


Widząc ten zestaw w promocyjnej cenie 29,90 nie wahałam się ani chwili - żel znam i miałam już 2 buteleczki, podobnie jak maseczkę. Bardzo je lubię, więc przygarnęłam :) Kremu nie znałam. Niestety nie jestem aż tak zachwycona jak pozostałymi kosmetykami z tego zestawu.

Avon:
- Naturals i Naturals Herbal (szampony)


Szamponów nigdy dość, więc też nie miałam większych oporów przed zakupem. Na razie wypróbowałam ziołowe Narurals Herbal i pokrzywowy zapowiada się całkiem fajnie :)
 
Avon:
- Foot Works - Cynamon i pomarańcza (peeling i krem)
- Planet Spa  - Minerały z Morza Martwego (maseczka)
- Planet Spa  - Lawenda i jaśmin (maseczka)


Niedawno zamawiałam peeling, krem i kąpiel do stóp z tej serii Foot Works. Spodobały mi się na tyle (ten zapach :love: i działanie też całkiem dobre), że zamówiłam "na zapas" :)

Nie lubię promocji na maseczki Planet Spa :p Widząc ofertę np. 3 za 29,90 albo cenę 9,90 nie mogę się oprzeć. Maseczkę z Minerałami z Morza Martwego miałam już chyba 3 razy czy więcej i chętnie do niej powracam (więcej w osobnej recenzji, którą planuję niedługo). Maseczkę z lawendą i jaśminem opisałam tutaj .

Czarna kredka z gąbeczką (Professional kohl) - pogubiłam się w liczbie zużytych kredek. 5? 6? Zużywam ją bardzo szybko, ponieważ nie wyobrażam sobie makijażu bez pociągnięcia wewnętrznej strony powiek czarną kreską. Oczy nabierają tajemniczości, bez niej są zupełnie "bezpłciowe" - przynajmniej moje ;)

Łowy w Naturze:
- Herbamedicus - Rozmaryn (płyn do kąpieli)
- Essence (cień)
- Essence (pędzel do pudru)
- Essence - Gel look (top coat)
 - My secret (cień) 

Eukaliptusowy płyn Herbamedicus bardzo przypadł do gustu mojemu Mężowi, sama zdążyłam go użyć może 3 razy. Trzeba było kupić kolejny :) Mąż wybrał tym razem rozmarynowy, który z wyjątkiem koloru (jest różowo-czerwony) nie różni się niczym od eukaliptusowego. Nawet zapach mają bardzo podobny, rozmarynowy jest ciut delikatniejszy, ale w podobnym tonie.

Od długiego czasu chodził za mną beżowy cień, ale nie byle jaki ;) Większość takich cieni była/jest na moich oczach:
- za biała
- za złota
- za transparentna
Marzył mi się kryjący, najlepiej satynowy beż, czy raczej krem. Sądziłam, że taka będzie kremowa końcówka podwójnej kredki SuperShock z Avonu Chocolate Melt + Cream Dream (zdjęcia są już gotowe, recenzja lada dzień, więc dzisiaj mały przeciek ;)). Cóż, okazała się być zbyt błyszcząca. Nie to, że nie lubię błysku na oczach, bo lubię, ale efekt jest nie taki, jakiego chciałam kładąc kremowy kolor na powieki. Będąc w Naturze wybrałam 2 cienie. O ironio ... Chciałam satynowy beż, a zdecydowałam się na maty :cojest: To jest właśnie typowo babska natura ;) Pierwszy z nich to Essence nr 22 Blockbuster, a  drugi: My Secret nr 505. Są bardzo do siebie podobne, My Secret jest odrobinkę ciemniejszy. Solo nie dają efektu jaki chciałam, pomijając już to, że przecież są matowe ;) Słabo kryją ... Nie poddałam się i zaczęłam eksperymentować ... Wyniki eksperymentu na pewno zobaczycie na moim blogu :)
Z pędzla do pudru Essence nie jestem zadowolona - jest za płaski i za rzadki :/ Kupiłam go z myślą o nakładaniu pudru Fix & Matte , ale kiepsko się do tego nadaje.
Top coat Gel Look kupiłam dosyć dawno temu, ale chyba go nie pokazywałam.

Isana
Winter Dusche  (żel pod prysznic)

Gdy pierwszy raz wąchałam ten żel szybko odłożyłam go na półkę. Po kilkunastu dniach ponowna próba zakończyła się zakupem :D Za pierwszym razem mój zmysł powonienia musiał spać, bo to przecież taki "mój" zapach :D W trakcie kąpieli z zimowym żelem Isany od razu nasuwają mi się na myśl karmelizowane prażone migdały kupowane w trakcie studiów (czyli daaaawno temu :/ ) na świątecznym kiermaszu na krakowskim rynku. Żel pachnie niesamowicie mocno, a przy tym nie jest mdły od słodkości, zapach utrzymuje się jeszcze jakiś czas po kąpieli. Skóra pachnie tak smakowicie, że Mąż chce mnie zjeść, gdy się kładę spać (on przeważnie bierze wcześniej kąpiel i grzeje mi łóżko :D). Kilka lat temu kupiłam inny zimowy żel Isany, z orzechami. Nie wspominam go dobrze, więc trochę się obawiałam tegorocznej edycji. Na szczęście ten nie jest aż tak rzadki ani tez nie wysusza skóry w takim stopniu jak orzechowy.
Zużyję z przyjemnością, zwłaszcza, że w zasadzie tylko on wprowadza zimową atmosferę. Za oknem raczej jesiennie, niż zimowo, a pomyśleć, że w tamtym roku dzień przed sylwestrem byłam już po kilkunastu wypadach na narty :/

4 komentarze :

  1. koniecznie napisz jak szampony:)
    szczęśliwego Nowego Roku:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Poszalałaś :) Ta seria cynamonowo-pomarańczowa do stóp też bardzo mi się spodobała! Maseczki z Planet SPA są boskie :) Na żel z Isany poluję! Szczęśliwego Nowego Roku życzę! Dużo pomyślności i radości! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. też zamówiłam maseczkę z Avonu :) tą z minerałami z MM miałam i jakoś się nią nie zachwyciłam :)
    niezłe zakupy :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Hosenko, koniecznie napisz coś o tym Top coacie Essence, jaki daje efekt? Zaciekawił mnie :D

    OdpowiedzUsuń

Nie proś o wzajemne obserwowanie - zaglądam na blogi osób komentujących :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...