piątek, 30 maja 2014

Płyn różany - Fitomed

Od dawna czytałam wiele dobrego o różanym płynie do twarzy z Fitomedu. Z kupnem było mi zawsze nie po drodze, więc mając możliwość przetestowania i zrecenzowania nie wahałam się ani chwili.


Właściwości: Różany płyn do twarzy jest znakomitym środkiem upiększającym skórę. Potrzebną wilgoć przekazuje skórze w najbardziej przyjemny sposób. Sporządzony według klasycznego przepisu, ma ożywczy, subtelny zapach oraz kojącą moc.
Działanie: na skórę przesuszoną działa odświeżająco i odprężająco, doskonale nawilża i wygładza naskórek. Cera staje się wypoczęta i rozjaśniona.

Objętość: 150 ml
Cena: ok 10zł

Skład:


Obawiałam się mocnego zapachu płynu, zwłaszcza, że niezbyt przepadam za różanym aromatem. Okazuje się, że jednak niepotrzebnie bałam się przytłaczającego kwiatowego zapachu - jest delikatny, nie dusi, jest wręcz przyjemny i świeży :)

Używam go głównie jako tonik po porannym i wieczornym umyciu twarzy żelem - spryskuję wacik 5 razy i przecieram twarz i szyję. To wystarczy, aby czuć pełny komfort, odświeżenie i delikatnie nawilżyć skórę bez lepiącej się warstwy. Atomizer rozpryskuje płyn jako drobną mgiełkę, więc pryskanie bezpośrednio na skórę jest przyjemne, jednak bardziej odpowiada mi zwilżanie wacika.
Nie zauważyłam żadnych nieprzyjemnych efektów, takich jak podrażnienie skóry, ściąganie czy zapychanie.

Świetnie spisuje się też w gorące dni - orzeźwia i koi zmeczoną upałem skórę, nie tylko twarzy. Rewelacja :)

Zaskakuje mnie wydajność płynu - psikam i psikam i końca nie widzę (nooo tzn. teraz już widzę, ale używam go długo - ponad 3 miesiące).

 Przyczepię się (jak zwykle jeśli chodzi o kosmetyki z Fitomedu) do niezbyt zachęcającej etykietki ;)


Znacie ten lub inny płyn Fitomedu?

środa, 28 maja 2014

Żel do mycia - Kolagen naturalny Colway

Gdy otrzymałam propozycję przetestowania i zrecenzowania kolagenowego żelu do mycia nie odpowiedziałam razu. Podeszłam nieco sceptycznie głównie przez niezbyt zachęcającą obecność rybiego kolagenu. Ostatecznie ciekawość zwyciężyła i ... nie żałuję.


Kolagenowy Żel do Mycia firmy Colway jest uzupełnieniem serii produktów do terapii kolagenowej. Skutecznie usuwa zanieczyszczenia osiadające na naszej skórze, działa przeciwłojotokowo, przeciwzapalnie i kojąco.

Bardzo starannie dobrane, wyjątkowo łagodne substancje myjące są doskonale tolerowane nawet przez bardzo wrażliwą cerę, dlatego preparat może być stosowany przez alergików. Ponadto żel nie zawiera chemicznych konserwantów parabenowych czy mydeł z grupy SLS. Jego bazą są wyłącznie naturalne składniki: rybi kolagen czy ekstrakty roślinne.

Kolagenowy Żel do Mycia przeznaczony jest dla każdego rodzaju skóry, również dla cery wrażliwej, zmęczonej, naczynkowej, oczekującej poprawy jędrności i świeżości. Unikalny skład kosmetyku zapewnia skórze właściwe odżywienie i nawilżenie, a specjalnie dobrany skład wyjątkowo łagodnych substancji myjących - wyklucza podrażnienia, czyniąc zabieg mycia twarzy wyjątkowo przyjemnym.

Fakty na temat..... :


- nie zawiera konserwantów parabenowych,
- jedynymi użytymi stabilizatorami, są antyoksydanty i substancje standaryzowane w żywności,
- nie zawiera mydeł z grupy SLS - stosowanych powszechnie, nawet w najdroższych tego typu produktach i nawet w kosmetykach dla dzieci,
- użyto w ich miejsce prestiżowych, najlepszych substancji aktywnych, które kosmetolodzy rezerwują zazwyczaj dla przodujących kremów przeciwzmarszczkowych,
- kompozycja oparta została o ekstrakty roślinne, rybi kolagen i substancje kompatybilne ze skórą i błonami śluzowymi - nie uszkadzające płaszcza wodno-lipidowego, o delikatności właściwej recepturom - kosmetyków dla niemowląt, zalety powyższe potwierdził test in vitro „Red-Blood-Cell” - w standardzie kontroli preparatów dla niemowląt,
- kolagenowy żel do mycia twarzy, jest sam w sobie kosmetykiem o dowiedzionym działaniu w kierunku zmiękczania i wygładzania naskórka, nawilżania skóry właściwej, pobudzania procesów regeneracyjnych i antyoksydacji.
Więcej  TU

Żelu używam już prawie 2 miesiące i w zasadzie poza dwoma kwestiami "technicznymi" nie mam do niego żadnych zastrzeń.

Przede wszystkim skutecznie, a przy tym łagodnie oczyszcza skórę, nietworząc zbyt obfitej piany, raczej to emulsja Żel jest przezroczysty, śliski i bardzo wydajny  - wystarczy niewielka ilość do dokładnego umycia twarzy. 
Świetnie radzi sobie z delikatnym makijażem oczu - bez problemu usuwa tusz i kredkę, ale z mocnym, ciemnym makijażem jest trochę gorzej. Co ważne, oczy nie łzawią i nie szczypią, bo żel zmywa w delikatny, niepodrażniający sposób.
Podkład i puder też zmywa bezproblemowo, bez uczucia ściągnięcia i wysuszenia skóry, która za to jest miękka, przyjemna w dotyku i ma ładny koloryt.

Przez ten rybi kolagen byłam pewna, że śmierdzi rybą :p Nic bardziej mylnego - ma bardzo delikatny i przyjemny zapach, nie kojarzący mi się z niczym konkretnym.

Żel można stosować do mycia ciała i włosów - nie wypróbowałam, bo ... mi go szkoda ;)

Nie szkoda mi go za to było do umycia dziecka (syn skończył wczoraj 5 miesięcy). Nie ukrywam, że miałam opory i dopiero niedawno się zdecydowałam. Obawy były bezpodstawne - żel nie wyrządził żadnej szkody, skóra pozostała miękka i bez podrażnień.

Przyczepić mogę się jedynie do dozownika - jest zbyt mało wysunięty i niewygodnie jest wsunąć pod niego dłoń. 
No i cena :/ Żel kosztuje blisko 100 zł (można kupić go TUTAJ) za 250ml. Z powodu świetnej wydajności osobiście wybrałabym mniejsze opakowanie (niestety nie ma takiego w sprzedaży) za niższą cenę. Prawie 100zł jest dla mnie zdecydowanie za wysoką ceną, choć z pewnością, gdybym mogła sobie pozwolić na taki wydatek nie wahałabym się ani chwili. Niemniej jednak uważam, że żel jest warty tych pieniędzy, zwłaszcza jeśli ktoś ma problemy z dobraniem odpowiedniego produktu do mycia twarzy przez problematyczną cerę.

sobota, 24 maja 2014

NOWOŚĆ - szminki w kredce Joko

Coraz więcej firm ma w swojej ofercie szminki w kredce. Ostatnio dołączyło do nich nasze polskie Joko.


Colour & Shine Lip Balm


W ofercie jest 6 kremowych, BEZDROBINKOWYCH (juhu!!!) kolorów. Szminki mają właściwości nawilżające, nabłyszczające i optycznie powiększają usta. 

Usta muśnięte kolorem

Odkryj pomadkę Color & Shine – szminkę i kredkę w jednym. Oto niezawodny sposób na zmysłowe usta, pełne blasku. Wrażenie gwarantowane!


Pomadka uwodzi słodyczą cukierkowych barw, zapewniając efekt delikatnie zwilżonych ust. Zawiera regenerującą mieszankę naturalnych wosków: pszczelego i z liści palmowych, zmiękcza, wygładza i koi. Pozostawia delikatną skórę ust odpowiednio nawilżoną i odżywioną.
Cena rekomendowana - 13zł.

Jak dla mnie wszystkie wyglądają kusząco (zwłaszcza druga od prawej), może z wyjątkiej pierwszej z prwej - nie pasują mi takie odcienie.

Widziałyście je już w drogeriach?

poniedziałek, 19 maja 2014

Peeling do ciała z Minerałami Morza Martwego - Avon

Po kapitalnym peelingu bzowym z Joanny otworzyłam Avonowy z Minerałami Morza Martwego z serii Planet Spa. 
Dostałam go w zestawie z maseczką i peelingiem do twarzy za zawrotny 1 zł - gdyby nie to, do dziś sądziłabym, że jest równie kiepski jak inne peelingi do ciała z tej firmy. Tymczasem dołączył do grona ulubionych peelingów zarówno moich jak i męża (czasem mi podbiera).
Ów grono tworzą:
1. Waniliowo-daktylowy z Farmony (seria Sweet Secret) - bsolutny nr 1! Mega ostry zdzierak!
2. Bzowy z Joanny - bzowe cudo
2. niniejszy z Avonu
3. Czekoladowo-pistacjowy z tej samej serii - cukrowy, tłusty co nie każdy lubi, ale fajnie wygładza



Zawartość okrągłego pudełka wygląda dosyć niepozornie, ale na skórze zaskakuje. Może nie jest to najostrzejszy peeling jaki miałam, ale drobinek jest naprawdę dużo i świetnie ścierają jednocześnie masując i odprężając ciało. Mam wrażenie, jakbym masowała się piaskiem. Bardzo mi takie działanie odpowiada, zwłaszcza po męczącym dniu. Rewelacja


Zapach jest charakterystyczny dla tej serii, dosyć intensywny. Mi się podoba, mojemu mężowi również (jemu nawet bardziej, może faktyczbie jest trochę męski?).

W zapasie mam 2 ulubione peelingi waniliowe z Farmony i nieznany mi jeszcze z Green Pharmacy w wersji masło shea+zielona kawa, więc szybko nie zgości u mnie ponownie (ale kiedyś na pewno tak).



Jakie są Wasze ulubione peelingi do ciała?

Uprzedzając odpowiedzi, jakie zapewne się  pojawią: ok 8 lemu używałam domowego kawowego, jednak wolę iść na łatwizne sięgając po gotowy kosmetyk.

czwartek, 15 maja 2014

Balsam pod prysznic AA

Lubię  kosmetyczne wynalazki, więc tym bardziej ucieszył mnie otrzymany balsam pod prysznic AA, w wersji masło kakaowe.


Żyjesz w ciągłym biegu? Teraz już nie musisz czekać aż balsam się wchłonie. Specjalnie dla Ciebie stworzono ultranowoczesną, multifunkcyjną formułę balsamu do stosowania już pod prysznicem. Oszczędzasz czas, a jednocześnie Twoja skóra jest zadbana, wygląda zdrowo i promiennie. Piękna skóra to marzenie każdej z nas! Balsam do ciała pod prysznic JEDWABISTE WYGŁADZENIE zawiera drogocenne masło kakaowe, które delikatnie natłuszcza skórę, pozostawiając ją kusząco miękką i jedwabiście gładką.
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Paraffinum Liquidum, Palmitic Acid, Cera Microcristallina, Theobroma Cacao Seed Butter, Myristyl Myristate, Potassium Cetyl Phosphate, Glycerin, Ceramide NP, Glyceryl Stearate Citrate, Cholesterol, Hydrogenated Palm Oil, Squalane, Borago Officinalis Seed Oil, Glyceryl Behenate, Xanthan Gum, Parfum, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Citric Acid.
Pojemność: 400ml
Cena: 16-19zł


Z zainteresowaniem rozpoczęłam testowanie, tym bardziej, że wcześniej kusił mnie podobny kosmetyk z Nivea.
Balsam jest ciekawą alternatywą, gdy nie ma się siły/ochoty/czasu na użycie po kąpieli tradycyjnego smarowidła. Do stosowania co jakiś czas w takich właśnie awaryjnych sytuacjach spisuje się świetnie, ale na dłuższą metę skórze zaczyna brakować porządnego nawilżenia. Po ok. 5 dniach musiałam już sięgnąć po "normalny" balsam, bo skóra tego wymagała i pojawiło się swędzenie.

Konsystencja jest raczej rzadka - na tyle, że łatwo się rozprowadza na mokrej skórze, ale nie przelewa się przez palce. Obawiałam się, że mimo dużej pojemności (400ml) będzie niewydajny, bo jednak używa się go więcej niż zwykłego balsamu. Odpowiednia konsystencja sprawia, że wcale bardzo dużo go nie trzeba i balsam wystarczy na więcej niż jedynie kilka użyć, jakie przewidywałam.

Zapach nie przypomina mi masła kakaowego, bardziej kojarzy mi się z kawą, choć kawa to też nie jest.

Uważam, że warto mieć balsam pod prysznic w razie "W", ale przynajmniej w moim przypadu całkowicie nie zastąpi zwykłego balsamu czy masła.



Lubicie balsamy pod prysznic?


niedziela, 11 maja 2014

Kosmetyczne podsumowanie kwietnia cz. 2 - co nowego?

Post miał być wczoraj, ale była tak piękna pogoda, że cały dzień spędziliśmy z mężem i 4,5 miesięcznym synkiem na świeżym powietrzu, potem oglądanie Eurowizji (ehhh konkurs schodzi na psy ... Niestety moi faworyci - Niemcy, Szwecja, Finlandia nie wygrali, za Polską nie byłam ;)), więc tak zeszło.

Pora na pokazanie co mi przybyło w ciągu ostatniego miesiąca. Muszę przyznać, że jestem w miarę zadowolona, choć Natura i Rosmmann dali popalić z tymi promocjami na kolorówkę. Gdyby nie to, byłoby zupełnie super ;)


~ Pielęgnacja ~


1. Balsamów mam pod dostatkiem, ale nie mogłam się oprzeć balsamowi Dove z masłem shea, zwłaszcza, że był w Naturze po 9,90zł.

2. Korzystając z wyjazdu męża na Słowację, zażyczyłam sobie 2 żele Balea z serii Creme-Oel i masło do ciała z masłem shea. Z tych trzech kosmetyków był tylko żel z pistacją. Żel kupiony na mają prośbę, kasa wspólna, więc liczę jako swój zakup ;)

3. Żel do higieny intymnej Green Pharmacy kupiłam w CND w Rossmannie za niecałe 4zł. Zapasów w tej kategorii nie miałam, a że czytałam dobre opinie na jego temat, plus ta cena, bez wahania kupiłam.

4., 5., Od dłuższego czasu byłam zainteresowana kremami z Avonowskiej serii Reversalist, ale cena odstraszała. Ostatnio kupiłam je w bardzo atrakcyjnej cenie - nie dość, że katalogu cena za 1 krem wynosiła 25zł, to jeszcze jako konsultantka zamówiłam je o 50% taniej. Za 25 zł mam dwa podobno bardzo dobre kremy (na dzień i na noc) :)

6., 7. Znowu Avon Anew, tym razem seria E-Defence. Gdyby nie promocja, również bym po nie ne sięgnęła - na nie też miałam rabat -50% i zapłaciłam 22zł za 1 krem :) Takie ceny lubię : 


~ Kolorówka ~
~ Rossmann -49% ~
~ Natura -40% ~


Gdyby nie te promocje, to zapewnie nic z kolorówki bym nie kupiła (teraz pokazuję tylko to, co kupiłam w kwietniu). Zbiór odświeżony, zapas tuszów zrobiony :D


Zakupy opisywałam na bieżąco: cz. 1, cz. 2, cz.3, więc nie będę się powtarzać z cenami i zdjęciami szminek ;)
Dodam jedynie, że brzoskwiniowoy lakier Catrice okazał się niewypałem :/ a z taniego podkładu My Secret jestem bardzo zadowolona.

~  Otrzymane ~


1. Od przedstawcielki Le Petit Marseillais dostałam mleczko regenerujące. Kosmetyk w fazie testów - jest nieźle ;)

2., 3. Lakiery i odżywki Paese otrzymane w ramach Lakierowego PaeseBoxa - szczegóły TUTAJ.

4. Mini lakiery Cleme (KLIK)



A jak u Was wyglądał kwiecień pod względem zakupowym?

czwartek, 8 maja 2014

Rozpusta w Naturze i Rossmannie po raz trzeci (szminki Bourjois, szminka Astor, lakiery Rimmel ...)

Ufff, w końcu te diabelskie promocje się  kończą - co prawda w Hebe dopiero się rozpoczęło -40% na wybrane marki, ale jestem już obkupiona, więc nie skorzystam.

Wcześniejsze zakupy w ramach tych promocji: KLIK (m.in. tusze, szminki Catrice, lakiery Catrice)  i KLIK (szminki Catrice)

Zanim pokażę wszystko co kupiłam w kwietniu pokażę, co jeszcze kupiłam w Naturze i w Rossmannie w tygodniu szminkowo-lakierowym - może Was zainspiruję i zaciekawię czymś ładnym, kolorowym ;)


~ Rossmann ~


Szminki Bourjois:
* Rouge Edition - 03 Peche cosy i 17 Rose millesime - cena podstawowa: 40,99zł, w promocji - 20,90zł
* Shine Edition - 26 Beige democrachic - cena podstawowa: 44,99zł, w promocji - 22,94zł 
* Color Boost - 04 Peach on the beach - cena podstawowa: 27,99zł, w promocji - 14,27zł  



*****


* błyszczyk Wibo - Lip Senation - nr 04 cena podstawowa: 7,79zł, w promocji - 3,97zł 
* szminka w kredce Astor Soft sensation - 008 Hug me - cena podstawowa: 26,99zł, w promocji - 13,76zł 




Swatche:


* Wibo - Lip Senation - nr 04
Rozbielona beżo-lila (kolor wyraźniejszy niż na zdjęciu) z mikro drobinkami, których praktycznie nie widać. Kupiłam z myślą o tonowaniu intensywnych kolorów szminek na ustach i muszę przyznać, że świetnie się do tego nadaje.

* Astor Soft sensation - 008 Hug me
Miałam ją kupić przy poprzedniej promocji -40%, ale ostatecznie wybrałam wtedy Feeling Feline.
Hug me to kolor dosyć niejednoznaczny - trochę w nim różu, trochę czerwieni, trochę brązu. Moim ustom lekko podbija kolor, delikatnie przyciemnia (z natury też są raczej ciemne) i nabłyszcza dzięki złotym drobinkom (nie każdemu ich obecność przypadnie do gustu). Nie jest mocno kryjąca. Ładnie pachnie i jest miękka.

* Bourjois Rouge Edition
Miękkie, satynowe, trwałe i kryjące szminki, które dopiero teraz zwróciły na siebie moją uwagę. Bardzo dobrze się mizia nimi po ustach, nie robią się prześwity. Jak na razie wysuszenia ust nie zauważyłam.
Zdecydowanie warte przyjrzenia się.

03 Peche cosy - delikatny, choć widoczny pomarańcz, bardziej intensywny niż na zdjęciu.
17 Rose millesime - elegancki, wyraźny, lecz nie cukierkowy róż, bardziej pasuje określenie różany.

Obie mają mikro drobinki (nie brokat!), nr 17 ma ich chyba więcej.

Jeśli bedziecie szukały zdjęć w internecie, to uważajcie, bo większość jakie widziałam przedstawiają stonowane i przekłamane kolory, np TUTAJ - kolory są zbyt blade: te które mam (nr 3 i nr 17) są żywsze (zwłaszcza nr 17), podobnie jak nr 11 (jeszcze dziś lub jutro planuję drugie podejście do niego - to mocny, różowo-czerwony truskawkowy odcień.
KWC ją poleca (KLIK).

* Bourjois Shine Edition - 26 Beige democrachic
Przyjemny beżo-róż, jeden z nielicznych tego typu kolorów, w którym nie wyglądam jak z Tormentiolem na ustach ;)
Szminka bardziej nabłyszczająca, a przy tym mniej kryjąca niż z serii Rouge jednak nadal widoczna. Jest miękka, świetnie sunie po ustach i mam nieodparte wrażenie, że nie będzie zbyt wydajna.
Szkoda, że gama kolorystyczna jest dosyć uboga.
Na KWC ma bardzo dobre opinie (KLIK)
 
* Bourjois Color Boost - 04 Peach on the beach
Soczysta, pomarańczowo-różowa (z przewagą różu) żarówa. Kolor zwracający uwagę, a przy tym typowo letni, plażowy. Podobna do Catricowej Don't fear the sheer (niedługo pokażę porównanie - zdjęcia już gotowe, więc postaram się jutro). Nie ma drobinek (albo ich się nie dopatrzyłam) a mimo to usta lśnią jak z bezdrobinkowym błyszczykiem. Kryje bardziej niż szminka w kredce Astor.

*****


* lakiery Rimmel z kolekcji Rita Ora (ktokolwiek to jest) - Pillow talk i Breakfast in bed - cena podstawowa: 10,99zł, w promocji - 5,60zł

Kolory trochę przekłamane, zwłaszcza Pillow talk - wyszedł tu bardziej liliowy, a jest błękitny.
Oba są jasne, pastelowe, z delikatnymi drobinkami.


~ Natura ~

Za pierwszym podejściem kupiłam podkład My Secret i przekonałam się, że z podkładem twarz wygląda jednak ładniej ;) My Secret nr 3 jest dla mnie trochę za jasny, wybrałm więc ciut ciemniejszy Skin Balance z Pierre Rene, o którym czytałam wiele dobrego.


* podkład Pierre Rene Skin Balance nr 22 Light beige - cena podstawowa: 24,99zł, w promocji - 14,99zł  


Lecę jeszcze raz przetestować szminkę Bourjois Rouge nr 11 i to by było CHYBA na tyle w tej promocji ;)


Co kupiłyście w tyodniu szminkowo-lakierowym?
Linki do wpisów mile widziane.



środa, 7 maja 2014

Kosmetyczne podsumowanie kwietnia - cz. 1 zużycia

Zanim pokażę co kupiłam w błyszczykowo-szminkowo-lakierowym tygodniu promocji -49% w Rossmannie parę słów o tym, co udało mi się zużyć (w sensie - wykończyć) w kwietniu.


1. Dermedic - Emolient Linum - balsam do ciała
Bylam przekonana, że zamieściłam jego recenzję, ale wychodzi na to, że tylko mi się wydawało.
Z balsamu byłam średnio zadowolona - jest dosyć rzadki, nie przypomina mi kosmetyków emolientowych, nawilżał tak sobie, do tego śmierdzi olejem lnianym. Zalegał mi dosyć długo, resztki zużyłam jako balsam pod prysznic - z średnim efektem.

2, 3. Decubal - kremy do ciała
Jak widzę nazwę Decubal, to mną telepie. Nie podeszły mi ich kosmetyki jak z mało której firmy (już wolę Oriflame i YR). Te kremy to też buble jakich mało, szkoda mi było czasu na osobne recenzje.
Oba kremy niemiłosiernie kleją się na skórze (biały trochę mniej), a przy tym słabo nawilżają. Śmierdzą.
Po kilku użyciach szybko zużyłam pod prysznicem. 
Ble, nigdy więcej Decubala.

4. Biosilk - Nawilżająca odżywka do włosów
Miałam ją bardzo długo - blisko 2 lata. Jakoś nie lubiłam jej używać, wolałam wygładzającą (KLIK). Odżywka ma silne działanie, więc dobrze spisze się na włosach rzeczywiście potrzebujących odżywienia i nawilżenia, w przeciwnym razie szybko się przetłuszczają.

5. Avon - Naturals - żel pod prysznic migdał+mleko
Mój ukochany żel! Pisałam o nim już kilka razy, bo to moje któreś z kolei zużyte opakowanie. Miał (bo jest już wycofany od kilku lat) cudny, ciepły zapach, a dodatkowo nie wysuszał mi skóry.
Mam jeszcze 4 buteleczki, które długo juz nie posiedzą, bo zbliża się ich data ważności :/

6. Green Pharmacy - olejek do kąpieli i pod prysznic ylang-ylang i pomarańcza
Mocno przeciętny olejek - pachnie ładnie, ciepło, otulająco i relaksująco, ale dosyć delikatnie (podobnie jak płyn GP), nie jest zbyt wydajny, pieni się skromnie. Jako olejek pod prysznic, zamiast żelu nie używałam. Zużyłam w sumie z przyjemnością, ale powrotu nie będzie.

7. Avon - Planet Spa - krem do rąk i stóp z masłem shea i imbirem
Bardzo mi się spodobał i całe szczęście, bo mam jeszcze 2 opakowania kupione w ciemno.
Do mocno wysuszonych stóp będzie za słaby, ale do podstawowej codziennej pielęgnacji jak najbardziej się nada. Dłonie nawilża bardzo fajnie, skóra się nie lepi, ani nie jest przesadnie tłusta.
Zdecydowanym plusem jest zapach (o wiele łagodniejszy i przyjemniej niż serii z samym masłem shea) i wygoda w użyciu - po posmarowaniu stóp nie mam obiekcji przed posmarowaniem resztą kremu dłoni, bo wszak jest też do nich przeznaczony i unikam typowego miętowo-eukaliptusowego zapachu obecnego w większości kremów do stóp. 
Z przyjemnością zużyję kolejne tubki.
8. Avon - Clearskin - peeling do twarzy
Najlepszy peeling do twarzy jaki kiedykolwiek miałam, a miałam ich sporo. Mam wrażenie, że jest ciut inny, niż jego poprzednik (KLIK), ale nadal ma mnóstwo mocnych drobinek, nadal chłodzi i nadal świetnie ściera. Inny jest kolor - tym razem zielony (wcześniej był niebieski) i pojemność - zamiast 100ml, w tubce jest 75ml (przy takiej samej cenie :/).
Osoby wolące delikatne peelingowanie twarzy powinny rozejrzeć się za innym kosmetykiem ;)

9. Bielenda - Esencja młodości - nawilżający krem na pierwsze zmarszczki na noc 30+
Miałam napisać osobną recenzję tego kremu, ale zanim się do tego zabrałam zdążył się skończyć ;)
Krem kupiłam spontanicznie, nie zauważyłam nawet, że jest on do skóry mieszanej. Wbrew obawom, całkiem przyzwoicie nawilżał, choć zdarzało się, że okazywał się za słaby i czułam lekko ściągniętą skórę. Rzeczywiście pozytywnie wpływa na stan skóry - staje się odprężona, sprężysta, wypoczęta, "zdrowa", wypryski pojawiają się znacznie rzadziej (nie miałam z tym większego problemu). Czy działa przeciwzmarszczkowo? Podczas jego stosowania zmarszczek nie zauważyłam, wcześniej też nie miałam z nimi problemu więc chyba chroni przed ich powstawaniem.
Jestem z niego zadowolona, szkoda jednak, że nie ma wersji do skóy normalnej/suchej. Dziwne mi się to wydaje, że z przeznaczeniem dla wieku 30+ jest tylko do mieszanej.
Pełny opis kremu znajdziecie TUTAJ.

10. L'Occitane - Immortelle - drogocenny krem na noc (miniaturka) Niby miniaturka i niby mi się podobał, ale jakoś nie miałam do niego serca. Długo go zużywałam.
Recenzja 

11. Oriflame - uniwersalny krem Tender Care, wersja kokosowa
Mimo niepraktycznego opakowania zapowiadał się całkiem fajnie. Jednak nie zagości już u mnie w żadnej wersji, choć dobrze zmiękcza i delikatnie natłuszcza - z czasem zaczął śmierdzieć, no i nawet promocyjna cena za wazelinę z dodatkami to za dużo.

12.  Joanna - Z apteczki babuni - peeling do ciała a zapachu bzu Peelingowa miłość! Zapach, działanie na 6!
Recenzja
 

niedziela, 4 maja 2014

Wyprzedaż blogowa - druga dokładka!

Porządków kosmetycznych ciąg dalszy :)

Zapraszam do postu wyprzedażowego, do którego dorzuciam kilka kosmetyków:
http://lakierowo.blogspot.com/2014/03/lakierowa-i-pytkowo-stempelkowa.html




piątek, 2 maja 2014

Powrót do Natury - promocji -40% na kolorówkę ciąg dalszy

Na dzisiaj planowałam inny post - dokładkę do wyprzedaży blogowej, ale znowu znalazłam się w Naturze i znowu skorzystałam z promocji -40% na kosmetyki do makijażu.
Podobnie jak poprzednio (KLIK) padło na marki niedostępne w Rossmannie.



Znowu szminki Catrice:


* Ultimate Shine 200 Get the nudes paper, Ultimate Shine Gel 040 Don't fear the sheer - cena podstawowa: 16,99zł, w promocji - 10,19zł 

* Pure Shine Colour 030 Don't think just pink - cena podstawowa: 20,99zł, w promocji - 12,59zł




Get the nudes paper jest najbardziej kryjąca z tych trzech - fajny, naturalny róż, ani nie za jasny, ani zbyt intensywny. Kredkowa Don't think just pink jest bardzo podobna, ale mniej kryjąca i bardziej balsamowa. Obie mają delikatne i w żadnym wypadku tandetne drobinki.
TUTAJ zobczycie dwie inne szminki z serii Pure Shine: Go flamingo go i I don't red it.

Don't fear the sheer jest morelowym różem - w zależności od światła jest bardziej różowa, lub bardziej pomarańczowa. Typowo letni kolor, bez drobinek.

***

i niekosmetycznie:


* Essence - gąbeczki na nakładania pudru i podkładu - cena podstawowa: 8,99zł, w promocji - 5,39zł 
* AnnCo - grzebyczki do rzęs i brwi - NIE OBJĘTE PROMOCJĄ, cena: 7,99zł


I to by było na tyle.
Wobec dzisiejszych zakupów wątpliwe stają się planowane szminkowe zakupy w Rossmannie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...