poniedziałek, 22 lutego 2016

Kosmetyczne podsumowanie stycznia - zużycia

Lepiej późno niż wcale, więc w końcu chwalę się i pokrótce opisuję kosmetyki, które udało mi się wykończyć w styczniu. To był udany miesiąc zwłaszcza, że zabrałam się za zużywanie próbek i miniaturek, które mnożą się w zastraszającym tempie i tylko dlatego je pokazuję. Potraktujcie to jako bonus do zasadniczej zużyciowej listy.

1. Eva Natura - tonik Herbal Garden

Przyjemny tonik, na którego pozytywne opinie natykałam się na forum Wizaż, więc gdy pojawił się kiedyś w ofercie CND w Rossmannie za ok. 3 zł nie wahałam się ani chwili. Rzeczywiście, okazał się dobry głównie przez to, że nie wysuszał i nie ściągał skóry. Jego ziołowo-trawiasty zapach bardzo mi się podobał, szczególnie rano przyjemnie budził.

2. Ziaja - mleczko do ciała z olejem awokado

Z jednej strony godny polecenia bo świetnie nawilżał i natłuszczał skórę, która odzyskiwała pełen komfort. Polubił go też mój mąż, który smarował nim nogę po ściągnięciu gipsu. Od razu czuł ulgę i nawilżenie. Z drugiej strony napakowany parafiną do tego stopnia, że próbując użyć go jako balsam do ciała klęłam pod nosem, bo nie mogłam spłukać go wodą. Inne balsamy nawet z parafiną z łatwością się zmywały, a po tym jednak musiałam się jeszcze raz umyć, bo ciało pokryte było tłustą, hydrofobową warstwą, na której tworzyły się kropelki wody. Wiem, to nie balsam pod prysznic, więc nie oceniam go pod tym kątem. Nie unikam obsesyjnie parafiny, ale jednak wolę, gdy w kosmetykach jest zastąpiona innymi olejami i masłami.

3. Balea - migdałowy balsam do ciała

Zwyczajny balsam, słabszy w działaniu niż powyższa Ziaja, ale bez tragedii. Zapach na pierwszy rzut wydaje się przyjemny, ciasteczkowy, ale po chwili przebijają gorzkie nuty. Kupując go chciałam 2-3 tuby, teraz stwierdzam, że dobrze się stało, że w tym sklepie nie było wtedy więcej i skończyło się na jednej.

4. Bielenda - olejek od prysznic Golden Oils

Nie zauważyłam w nim nic takiego, przez co mogłabym go Wam jakoś szczególnie polecić. Zbytnio nie różnił się niczym od klasycznego żelu. Może był bardziej gęsty, ale nie był to na pewno olejek jakiego się spodziewałam. Z drugiej strony krzywdy moje skórze też nie zrobił.

5. Johnson's - żel pod prysznic z olejkiem migdałowym

W czasach licealnych namiętnie używałam żelu J&J w wersji pomarańczowej (nie widziałam jej obecnie) - pięknie pachniała. Ta wersja również, ale nie szukajcie w nim zapachu migdała, bo go nie ma (olej migdałowy nie pachnie migdałem). Żel jest niby kremowy, ale znacznie rzadszy niż Dove. Niestety jest to pierwszy żel na X zużytych, który uczulał mi skórę na dekoldzie! Pieczenie i palenie przy codziennym używaniu wymusiło stosowanie go co kilka dni. Wtedy podrażnienia nie było.

6. Aubrey Organics - szampon wygładzający White Camelia

Długo nie mogłam się przyzwyczaić do jego rzadkiej i mało pieniącej się konsystencji. Taka uroda naturalnych szamponów. Świetnie spisał się w przypadku podrażnienia skóry głowy przez inny szampon (Timotei Precious oils - Drogocenne olejki). 

7. Avon - kwiatowy płyn do kąpieli Spring Garden

Gdy go widziałam w katalogu  byłam przekonana, że to kolejny, typowo kwiatowy płyn. Nie znalazłby się u mnie, gdyby nie strona zapachowa - lekki, świeżo-kwiatowy zapach przywodzący na myśl ukwieconą wiosenną łąkę czy ogród. Nazwa idealnie dobrana. W kąpieli zapach jest równie piękny, upajający i wprowadzający w błogi nastrój.

8. Oriflame - krem do rąk Soft Care

Kiedyś kremy do rąk z Oriflame były u mnie w regularnym użyciu. Obecnie nie mam dostępu do tych kosmetyków, ale tez niespecjalnie żałuję, bo kremy z Avonu tez są dla mnie świetne, a pozostałe kosmetyki jakie kupowałam nie spisały się. Ten krem miał przyjemny, otulający migdałowy zapach, nawilżał skórę w idealnym stopniu. Nie wchłaniał się natychmiast (bardzo nie lubię, gdy tak się dzieje), ale tez dłonie nie kleiły się. Wyczuwałam przyjemna i miękką powłoczkę.

9. Avon - farba do włosów 4.3 Ciemny złoty brąz

Ten kolor wybrałam jako bardzo zbliżony do mojego naturalnego koloru uzyskując pogłębienie odcienia ze złocistymi refleksjami. Dobrze się w nim czuję, lepiej niż w jaśniejszym średnim złotym brązie i średnim brązie. Włosy są przyciemnione, ale nie czarne, nie ma też rudawych tonów. Bardzo dobrze kryje siwe włosy, fryzjerka mocno się zdziwiła widząc efekt. Kolor długo utrzymuje się na włosach i farbuję, z powodu siwych odrostów (no niestety) a nie wyblaknięcia kolory na długości włosów. Nie mam doświadczenia z innymi farbami, ale ta mnie satysfakcjonuje, więc nie będę szukać zamiennika.

10. Kallos - maska keratynowa Keratin

W tym tygodniu przeczytacie recenzję tej maski i szamponu. Teraz napiszę jedynie, że  cudów z moimi włosami nie zrobiła, ale katastrofy też nie.

11. NeoNail - aceton

Co mogę napisać o acetonie? :D Robił co ma robić i nic więcej nie wymyślę.

12. Bielenda - olejek do mycia twarzy

Do olejku podeszłam z rezerwą, ale gdy już się kończył zaczęłam go lubić :) Nie wykluczam, że kupię kiedyś, ale wersję do suchej skóry.

13. Joanna - malinowy peeling do ciała

Jeśli lubicie mocne peelingi, to warto się mu przyjrzeć. Nie ma dużo drobinek, ale za to są grube i ostre. Do zapachu podeszłam sceptycznie bo nie lubię go w kosmetykach, ale okazał się przyjemny.

14. Biolaven - naturalny płyn micelarny

Nie sądziłam, że naturalny micel może być tak skuteczny w zmywaniu nawet ciemnego, mocnego makijażu oczu. U mnie sprawdził się rewelacyjnie, zdecydowanie lepiej niż zachwalany różowy Garnier.

15. Fitomed - odżywka do włosów farbowanych

Nie spisała się dobrze na moich włosach. Była za lekka, za rzadka, nie dociążała włosów, a wręcz lekko je puszyła i robiła z nich siano. Dodana do maski Kallos Keratin lepiej się sprawdzała.

16. L'Oreal - tusz False Lash Wings

Tuszowy niewypał! Po genialnym So Couture czuję wielkie rozczarowanie, że tusze są tak nierówne jakościowo. Rzęsy jak były liche tak zostały, tusz nie zrobił z nimi nic oprócz przyciemnienia. A gdzie wydłużenie, pogrubienie, cokolwiek? Nie mam pojęcia co miał na myśli producent obiecując efekt sztucznych rzęs. Ze szczoteczką nie mogłam się dogadać i trudno mi się manewrowało.

17. Naturalissa - olej arganowy

Olej arganowy króluje w kosmetykach pielęgnacyjnych już kawał czasu. Mojej cerze bardzo dobrze służy zwłaszcza w duecie z kwasem hialuronowym. Włosy też dobrze reagują na jego właściwości.

18. Bingo Spa - średni peeling błotny do twarzy

Nie doczekał się osobnej recenzji, bo nie potrafiłam się do tego zabrać. Mam mieszane odczucia, bo niby jest dobrym "zdzierakiem" (to jaki w takim razie jest "mocny", skoro ten jest "średni"?), to jednak czułam jakiś niedosyt po jego użyciu. Połączenie drobinek z kwasami jest ciekawe, ale akurat w tym peelingu nie do końca sprawdza się dla mojej skóry. Owszem, skóra jest dobrze oczyszczona i wyraźnie gładsza, jednak z jakichś powodów nie wywołuje mojego entuzjazmu.
Baza jest gęstawa, ale łatwo ją nabrać na dłoń. Przed użyciem konieczne jest wymieszanie zawartości, bo oddziela się woda.

19. Dove - kostka myjąca Original

Jak dla mojej skóry jest to najsłabsza z kostek Dove, powodująca wysuszenie i dyskomfort.

20, 21. Mineralna Kasia - kule do kąpieli

To była kolejna partia kul od Kasi, lepsza niż poprzednia. Dlaczego? Po pierwsze przez zapachy - jedna pachniał zielonym jabłuszkiem (zapach PRL-u, ale podoba mi się :D) a druga delikatnie miętowa, a po drugie te rozpuszczały w całości.

22. Dermaglin - maseczka do twarzy regenerująca

23. Dermaglin - maseczka do twarzy oczyszczająco-nawilżająca

Po użyciu obu maseczek jedyne co mi przyszło do głowy to pytanie: dlaczego tyle lat przechodziłam koło nich obojętnie?

24, 25. Mineralna Kasia - mydła 

Pomarańczowo-żółte serduszko i fioletowa róża były niezbędnikami w myciu rąk syna. Koniecznie musiał użyć obu, inaczej nie mogłam go oderwać od umywalki.


Próbki i miniaturki:


Do każdego zamówienia na stronie Tołpy można wybrać 5 próbek, co jest fajnym rozwiązaniem, które odgapić mogą inne firmy. Mikrozłuszczający żel peelingujący Sebio spodobał mi się przez mnóstwo malutkich, ale wyczuwalnych drobinek, żel do mycia twarzy Physio niestety bardzo ściągał mi skórę, czego z kolei nie robiła wersja normalizująca.
Na mojej liście kosmetyków do kupienia od dawna jest krem LRP Hydraphase Intense Riche, a to kolejna próbka jaką zużyłam. Kiedyś kupię :)
W zamówieniu z Harmonique znalazłam dodatkowo dwa małe pojemniczki: z kremem do rąk z 20% masła shea i mleczkiem do ciała Japońska wiśnia. Mleczko było dla mnie za słabe, ale krem do rąk będę chciała kiedyś kupić.
W kolejnym pojemniczku miałam próbkę masła do ciała Tutti Frutti z Pszczelej Dolinki. Przyznam, że nie mam pojęcia skąd ta nazwa :D Masło było fajnie puszyste a przy tym treściwe i idealnie się sprawdziło. 
Kremy do twarzy Ilua no. 1 i no. 2 chętnie widziałabym na swoje półce, jednak póki co są poza moim zasięgiem finansowym.
Dzięki akcji na Facebooku miałam okazję przetestować dwa masła marki Niebieski Kwiat - cynamonowe i pomarańczowe. Gęste, treściwe, lekko natłuszczające, ale czegoś mi w nich brakowało. 
Krem odżywczy Resibo treściwy i gęsty, czyli idealny dla mojej suchej skóry. W chłodne dni dobrze chronił skórę twarzy przez wiatrem i zimnem.
W kremach do rąk L'Occitane nie widzę nic co by mogło tłumaczyć wysoką cenę. Migdałowa wersja była najlepsza z tych, które miałam (klasyczny i waniliowy) co jednak nie oznacza, że byłam z niego w pełni zadowolona.
Próbek lekkich kremów Sylveco już kiedyś kilka zużyłam i nadal podtrzymuję, iż rokitnikowy najlepiej się u mnie sprawdza.  
Matujący puder Earthicity Minerals totalnie mnie zauroczył, w zapasie mam jeszcze dwa mini opakowania. Pełnowymiarowe pudełeczko jest drogie (kosztuje blisko 100zł), ale gdy zużyję pudrowe zapasy zapewne go zakupię.  
Peelingu Odylique było tyle co kot napłakał - nie wystarczyło na porządne wypeelingowanie całego ciała, więc trudno mi cokolwiek o nim wspomnieć poza o kokosowym zapachu. Tonik regulujący też Odylique nie był odpowiedni do mojej suchej skóry, bo ją napinał.

Kto dotarł do końca?

21 komentarzy :

  1. Ja dotarłam:) I to nadal zaciekawiona. Zwłaszcza, ze poza wyrobami Kasi prawie niczego nie stosowałam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Należy się order za wytrwałośc :D

      Usuń
  2. Sporo znajomych produktów :) farby Avon miło wspominam, kupowałam je gdy udzielałam się kiedyś jako konsultantka; podobała mi się forma aplikacji - bardzo podobna do Castingu z L'Oreala :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja fryzjerka chwali aplikację. Dzięki balsamowi przed nakładaniem farby jest wydajna

      Usuń
  3. Ja polubiłam się z olejkiem pod prysznic Golden Oils, miałam wersję ujędrniającą. Kosmetyki Biolaven też lubię. Ostatnio w użyciu był szampon, teraz planuję zacząć używać balsamu.

    OdpowiedzUsuń
  4. akurat tusze z loreal uwielbiam, jednak tego jeszcze nie miałam :)
    PorcelainDesire

    OdpowiedzUsuń
  5. wow ale tego dużo!! ja jestem chyba za leniwa żeby wszystko wykańczać, opornie mi to idzie :P U mnie kosmetyki Biolaven kompletnie się nie sprawdziły, potwornie mnie wysuszają, aż mi się skóra ciągnie :-(

    OdpowiedzUsuń
  6. Oryginalnego mydełka Dove też nie lubię (też mnie wysusza i jest po nim tak jakoś...dziwnie), ale mnóstwo osób się nim zachwyca i jest to ich jedyne najlepsze na świecie mydło ;). A olejkiem do mycia z Bielendy mnie zainteresowałaś. Z kremami LRP zawsze wiązały się wielkie nadzieje po próbkach od dermatologa, a potem byłam zawiedziona i odpuściłam tą firmę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja dotarła :) Cóż ja na glinki Dermaglin natknęłam się rok temu i cóż... przepadłam :) Obok Effeclara moja ulubiona firma walki z problematyczną cerą ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. A u Ciebie jak zwykle mega denko :) Zastanawiałam się nad tym kremem pod oczy z Resibo, ale czytam o nim skrajne opinie więc sama nie wiem. Na pewno skuszę się na olejek do demakijażu z tej firmy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak ty to robisz, że tyle udaje Ci się zużyć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre z tych kosmetyków używałam od kilku miesięcy :)

      Usuń
  10. LRP Hydraphase Intense Riche zuzylam kiedys caly i bylam bardzo zadowolona

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale góra pustych opakowań.

    OdpowiedzUsuń
  12. wow ile tego jest, dawno nie zużyłam tyle, aby w jednym miesiącu się skończyło

    OdpowiedzUsuń
  13. sporo udało Ci się zużyć, miałam ten peeling z joanny i nigdy nie zapomnę jego cudownego, owocowego i soczystego zapachu . ja nie lubię zapachu w produktach do twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten kwiatowy płyn do kąpieli Avon to u mnie must have! :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Ależ zaszalałaś ze zużyciami :) U mnie w lutym będzie sporo próbek, też tych kremów Sylveco :)

    OdpowiedzUsuń
  16. jak ja bym chciała mieć takie denka😊

    OdpowiedzUsuń
  17. Konkretne denko :)
    Płynu micelarnego Biolaven jestem ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń

Nie proś o wzajemne obserwowanie - zaglądam na blogi osób komentujących :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...