piątek, 27 kwietnia 2018

Kosmetyczne podsumowanie marca - zużycia || Vianek, Biolove, Korres, D'Alchemy, Make Me Bio, Wings of Color, Perfecta, Nivea, Delia, KTC, Rexona, Paloma, Adidas

Zanim kosmetycznie podsumuję kwiecień, który skończy się lada dzień, wypadałoby w końcu pokazać, co zużyłam i jakie wspaniałości przybyły mi w marcu. Zobaczcie, na co zwrócić uwagę w trakcie zakupów, a na co niekoniecznie.
W marcu wykończyłam 20 kosmetyków, co od dłuższego czasu mieści się w mojej normie. Im więcej tym lepiej, więcej miejsca na nowości, ale jednocześnie nie widzę sensu w zużywaniu "na siłę". Odbiera to całą przyjemność używania kosmetyków, więc nie wylewam więcej płynu czy  szamponu niż potrzeba po to tylko aby zużyć w danym miesiącu. Nie teraz, to w następnym, nic się nie stanie.

  • O żelu Nivea Creme Care o zapachu klasycznego kremu już kiedyś pisałam. Teraz zużyłam większe opakowanie i na jakiś czas na tym poprzestanę. Kiedyś z pewnością do niego wrócę przez zapach który bardzo mi się podoba, ale póki co mam masę innych żeli.
  • Kojący żel pod prysznic Vianek też zużyłam kolejny raz i zapewne nie ostatni. Podoba mi się jego gęsta, śliska konsystencja nie wysuszająca ani nie podrażniająca mi skóry.
  • Łagodząca seria Vianka pachnie bzem i głównie za to tak ją lubię. Peeling do ciała z tej serii okazał się całkiem przyjemny, choć nie aż tak mocny jak preferuję. 
  • Kąpielowe umilacze Biolove to niestety dla mnie niewypały. Napiszę Wam w osobnym wpisie dlaczego. W każdym razie ani puder do kąpieli, ani sól, ani kule/półkule niczym mnie nie uwiodły.
  • Kule do kąpieli Delia wypadły nieco lepiej nić Biolove, ale nadal zapachy były jak na mój gust i oczekiwania za delikatne.
  • Końcówka płynu do higieny intymnej z linii prebiotycznej Joanna gdzieś mi się zawieruszył na półce, więc raz dwa rozprawiłam się z nim do dna. Nie mam nic do zarzucenia oprócz braku pompki. Dzięki niej byłby wygodniejszy w użyciu i bardziej wydajny.
  • O wodzie różanej czytam na okrągło, natomiast woda z kewry KTC jest niedoceniana. A szkoda, bo do rozrabiania glinek idealnie się nadaje. Ma przyjemny, lekko jakby cytrusowy zapach, z delikatnymi drzewnymi akordami. Nie wysuszała mi skóry i dobrze się spisała także użyta jako tonik.
  • Rewelacyjny booster z witaminą C z Perfecta - oj to moja miłość! Najbardziej lubiłam używać go rano, pod krem. Skóra zdecydowanie dłużej wyglądała na wypoczętą i świeżą i makijaż też dłużej wyglądał jak zaraz po zrobieniu. Na pewno jeszcze go kupię!
  • Olejek makadamia miałam z któregoś pudełka kosmetycznego, chyba Liferia. Dodawałam go do glinek, krzywdy mi zrobił, nie ma nad czym się rozpisywać.
  • Malinowa maska w płachcie PureDerm zachwyciła mnie soczystym, owocowym zapachem, ale ... to tyle. Nieznacznie nawilżyła i odprężyła skórę, ale liczyłam na coś więcej.
  • Niedawno miałam okazję poznać trzy naturalne kosmetyki d'Alchemy. Miniatury płynu micelarnego i olejku do twarzy zużyłam i przyznam, że chętnie kupiłabym pełnowymiarowe opakowania, ale nieco odstraszają mnie ceny. Może kiedyś trafię na promocję?
  • W lutym zużyłam śmierdzący krem na noc różany Korres, a w marcu wersję na dzień. Na szczęście ten pachniał przyjemniej. Dobrze nawilżał, nie zauważyłam zapychania porów, całkiem niezły, ale nie zachwycił mnie niczym wyróżniającym się. Raczej nie kupię go znowu.
  • Za to krem różany Garden roses z Make me Bio pokochałam całym sercem i mam już drugie opakowanie. Gęsty, treściwy, ale nie klejący się. Idealny na zimę, jesień, ale i teraz dobrze się sprawdza.


  • Kolejny kosmetyk, z którego nie jestem do końca zadowolona. Antyperspiranty w sprayu Rexona niestety działają u mnie gorzej niż z Dove, nie zapewniają mi tak skutecznej ochrony. Spodziewałam się odwrotnej sytuacji.
  • Jeśli macie normalną lub suchą skórę, to konicznie musicie poznać podkład Wings of Color Ideal match! To moje podkładowe odkrycie. Uwielbiałam go głównie za to, że nie wyglądał sucho na skórze.
  • I znowu jakieś znalezione resztki. Krem do rąk Paloma pachniał identycznie jak perfumy z Avonu Only Imagine - trochę świeżo, trochę owocowo, trochę kwaskowato - fajny zapach na lato. Działanie też całkiem w porządku - dobrze nawilżał i nie kleił się.
  • I na koniec woda Adidas Pure Lightness. Nie przepadam za takimi świeżakami, bo przeważnie za dużo jest w nich cytrusów, także i w tym zapachu. Nie wiem co mnie zamroczyło, ze kupiłam. Trzymałam go w szufladzie w pracy, żeby szybciej wypsikać i w końcu się udało.
 

Znacie któryś z tych kosmetyków?


6 komentarzy :

  1. Fajne zużycia. 20 to całkiem spoko wynik, u mnie czasem jest więcej a czasem mniej - zależy od miesiąca. :) Ja też zawsze wolałam dezodoranty z Dove, a ostatnio właśnie zachwycam się Rexoną, która fajnie się u mnie sprawuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 20 to taki mój standard, czasem mniej, czasem więcej, ale wokół tej liczby się kręce :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Mam kilku swoich ulubieńców, m.in właśnie ten podkład i rozświetlacz.

      Usuń
  3. Bardzo ciekawe produkty i imponujacy wynik :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam maseczkę Purederm - efektu wow nie było

    OdpowiedzUsuń

Nie proś o wzajemne obserwowanie - zaglądam na blogi osób komentujących :)

UWAGA! Usuwam komentarze z podlinkowanymi słowami kluczowymi!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...