Nigdy nie przepadałam za żółtymi lakierami mając z nimi niezbyt estetyczne skojarzenia, a ostatnio trafiły mi się trzy - wszystkie żółtki a zupełnie inne: Essence Love is in the air, Melkior Pineapple i Oriflame Sundance.
Lakier Essence to kolor, który najbardziej mi się spodobał - pastelowy, ale wyraźny odcień. Niestety bardzo źle się nakładał, na zdjęciach widzicie prześwity mimo nałożenia dwóch warstw. Trzecia warstwa pewnie by je wyrównała, ale przez gęstą konsystencję obawiam się, że z taką ilością lakieru paznokcie wyglądałyby zbyt ciężko.
Trwałość ma standardową - 3 dni i do zmycia.
Żółty Melkior to totalnie nie moja bajka. Odcień mi się nie podoba (na paznokciach wygląda inaczej niż w butelce), do tego kiepsko kryje i widać końcówki paznokci. Jedynie co to ładnie się błyszczy i łatwo nakłada. I tyle.
Żółtek z Oriflame ma najlepszą jakość z tych trzech lakierów - najlepiej kryje, ale nadal nie idealnie. Odcień ciemny, z nutką pomarańczu niezbyt mi się podoba.
O trwałości lakieru Melkior i Oriflame niestety nic nie napiszę, bo nie miałam ich na paznokciach dłużej niż do zrobienia zdjęć.
Nie, żółte lakiery nie są dla mnie. Zdecydowanie. Za to wszelkie brzoskwinie, korale i mocne róże kocham całym sercem :D
Lubicie żółte lakiery na paznokciach?



