czwartek, 31 stycznia 2013

Kosmetyczne podsumowanie stycznia cz. 1 - zakupy

Jak zapewne pamiętacie, moim kosmetycznym celem na ten rok, jest ograniczenie liczby kosmetyków do pielęgnacji do maksymalnie 100 (stan z początku roku zobaczycie TUTAJ). Styczeń mogę uznać za miesiąc dosyć udany, choć do genialnego dużo mu brakuje - niestety biorąc pod uwagę zakupy i zużycia nie udało mi się osiągnąć minusowego wyniku (czyli więcej zużyć niż zakupów), a +1. Jak na pierwszy miesiąc akcji źle nie jest. Mogę uznać go za rozgrzewkę :)

Kosmetyki pielęgnacyjne:



1. Avon - Planet Spa - maseczka z kawiorem - maseczka typu peel-off. Jeszcze nie użyłam.

2. Avon - Care - krem do rąk z mleczkiem pszczelim - lubię glicerynowy krem, tym razem dla odmiany zamówiłam nowość

3. Avon - Solutions - Youth Minerals - serum - miałam kiedyś buteleczkę czy dwie serum Ageless Results, myślałam że Youth Minerlas to to samo, ale może się okazać, że niekoniecznie bo ma połyskujące drobinki (i po co?)

4. Bioderma - Sensibio - antyperspirant w kulce - zachęciła mnie oferta na dwupak, zapłaciłam chyba 34 zł, jeszcze nie wypróbowałam

5. Avon - Nail Expert - Strong Results - odżywka do paznokci - zużyłam już kilka buteleczek. Miałam kilka lat przerwy w stosowaniu na rzecz genialnego Growth Activator z Sally Hansen. Niestety w kilku sklepach nie było akurat tej odżywki (na Allegro nie chcę jej zamawiać, bo raz się przejechałam na takim zakupie i nie chcę już ryzykować), więc wróciłam tymczasowo do SR.


Część nowości w moim zbiorze pokazałam wcześniej, teraz tylko przypomnę zdjęciami.
Są to 3 kosmetyki FlosLek z akcji HexxBox oraz 2 kosmetyki La Roche-Posay, które musiałam niespodziewanie kupić w związku z nagłym podrażnieniem i wielkim wysuszeniem skóry twarzy (pisałam o tym TUTAJ)




Niestety krem Physiogel wydał mi się niezbyt wystarczający dla podrażnionej i piekącej skóry (do nawilżenia jak najbardziej) więc kupiłam dodatkowo krem Pharmaceric "Krem ratunek".




Kolorówka:

 


1. Essence - zmywacz do paznokci

2. Avon - lakier Smoky Plumes

3. Avon - błyszczyk Irresistibly Sexy - Undressed Nude

4. Avon - czarna kredka SuperSHOCK - do tej pory używałam kredki z gąbeczką, więc odmiana się przyda. Mam tylko nadzieję, że będę z niej równie zadowolona

I wcześniej pokazywane: 3 kredki Golden Rose i 3 lakiery (KLIK)


Z lakierów tylko Venita nr G19 zostaje ze mną.
Swatche: Golden Rose Jolly Jewels nr 117, Venita Glamour nr G17.
Lakier Venity nr G19 pokażę lada dzień - jest na co czekać :)



Częścią drugą kosmetycznego podsumowania stycznia będą zużycia - tegoroczna nowość na moim blogu :)

środa, 30 stycznia 2013

Peelingowy niewypał

Mimo, że miałam pewne wątpliwości, to jednak skusiłam się na zakup peelingu waniliowego z serii Naturals firmy Avon. Do tej pory miałam raczej średnie wspomnienia innych peelingów do ciała tej firmy, to jednak walory zapachowe przesądziły o kupnie.


Zapach jest bajeczny - ciepła, lekko budyniowata wanilia, nie drażniąca intensywnością. Wraz z  estetycznym opakowaniem zachęcającym do zakupu to niestety jedyne atuty tego kosmetyku. Niestety.

Zdecydowaną wadą jest kiepskie ścieranie. Peeling jest bardzo delikatny i jak dla mnie bardziej nadaje się do wygładzania skóry twarzy niż ciała.
Drobinek jest co prawda całkiem sporo, ale są bardzo malutkie i łagodne. W zasadzie w większym stopniu masują skórę niż ją wygładzają.


Na poniższym zdjęciu widać te drobinki.


Nawet nie mam co porównywać tego peelingu z prawdziwym zdzierakiem, jakim jest waniliowy peeling Farmony , więc jeśli macie podobne upodobania do moich, nawet nie bierzcie pod uwagę avonowskiego peelingu.

Z peelingu zadowolone będą natomiast osoby preferujące delikatne peelingi, jak np. granatowo-żurawinowy z Alterry, choć ten z Avonu jest mocniejszy niż wspomniany Alterrowy.


Jaki peeling do ciała jest waszym numerem 1?  

Należy do mocnych czy delikatnych peelingów?

wtorek, 29 stycznia 2013

Żelowy pojedynek - The Body Shop, Avon, Bourjois, Luksja i Camay

Nie potrafię używać tylko 1 żelu. Muszę mieć kilka do wyboru, których używam w zależności od nastroju i aktualnej "ochoty" na konkretny.
Obecnie mam 5 żeli w użyciu, no, 4, bo Bourjois zdążyłam zużyć przed napisaniem tego wpisu:


Po niektóre z nich sięgam chętniej, po inne mniej - wszak żel żelowi nie równy.

Po kolei:


1. The Body Shop - Wild Cherry


Kupiony jeszcze w 2010 podczas mojego ostatniego pobytu w Londynie. Kupiłam wówczas trzy: właśnie ten, passiflora (już zużyty) i shea (nadal czeka w zapasach).

O kosmetykach TBS mówi się sporo i są to często skrajne opinie - albo zachwyty, albo wręcz przeciwnie. Miałam kilka maseł (dużych i mini) i jednoznacznego zdania na ich temat nie mam. Poszczególne wersje zapachowe przeznaczone są różnych rodzajów skóry, zatem trzeba się kierować tym kryterium a nie jedynie zapachem. I tak masła do skóry normalnej (truskawkowe, mandarynkowe) były dla mnie za słabe, z kolei shea (do bardzo suchej) było strasznie lepkie i skóra kleiła się do prześcieradła. Podobało mi się natomiast oliwkowe i mango, choc to ostatnio w połowie opakowania zaczęło chemicznie "pachnieć".
Ale nie o tym przecież miało być ;)

Lubię żele niewysuszające skóry. Ten żel, wiśniowy taki jest. Ma gęstą konsystencję, lekko śliską, pieni się wystarczająco - ani nie za mało, ani za bardzo. Zapach szybko ulatuje ze skóry. Nie mam po nim uczucia pilnej i natychmiastowej potrzeby nałożenia balsamu. Używam go chętnie i nawet trochę żałuję, że się powoli kończy.
Mimo wszystko nie uważam, żeby był warty swej normalnej ceny zwłaszcza, że zapach bardziej kojarzy mi się z wiśniowym kompotem niż faktycznie wiśniami.


2. Avon - Naturals - migdał i mleko


Jak nie lubię balsamów z serii Naturals, tak żele - bardzo lubię. Jeśli tylko zapach mi się podoba to kupuję jak tylko pojawia się nowa seria limitowana. Najbardziej jednak przypadł mi do gustu żel migdałowy. Ubolewam, że go wycofali, w ofercie wyprzedażowej dawno go nie widziałam. Na szczęście w zapasie mam 4 buteleczek - niektóre z Was powiedzą że "aż", natomiast ja: "tylko".
Zapach jest obłędny - ciepły, otulający, typowo zimowy. Zużyłam już kilka buteleczek, podobnie jak mgiełki o tym zapachu (jedną jeszcze mam w użyciu) i zapach jeszcze mi się nie przejadł, rozkoszuję się za każdym razem gdy go używam. Rzadko obserwowane u mnie zjawisko.
Zostawia skórę delikatnie pachnącą i przyjemną w dotyku.
Konsystencję ma kremową, nie wysusza mojej skóry (w przeciwieństwie do żeli z serii Senses).
Dla mnie ideał.


3. Bourjois - żel peelingujący


Żel przywiozłam w 2011 roku z krótkiego pobytu w Koszycach.
Ewidentnie się z nim nie polubiłam. Już pominę fakt, że nie lubię żeli peelingujących - są zbyt delikatne. Nie zwróciłam uwagi, że taką ma formę. Zużyć zużyłam, ale opornie mi szło. 
Wysuszał mi skórę - od razu domagała się balsamu. Zapach - niby delikatny, kremowy, ale czasami odbierałam go jako  męczący.
 Mam nadzieję, że drugi żel będzie mi bardziej odpowiadał.


4. Luksja - Creamy - Płatki róży


Nie przepadam za "kremowymi" żelami Luksji, ale widząc w tamtym roku promocję 3 szt. w cenie 9,90 nie mogłam się oprzeć. A dlaczego nie przepadam? Nie lubię ich glutowatej konsystencji, przypominającej rzadki, rozwarstwiający się budyń. Na pewno nie są kremowe, jak opisuje producent. Mydła w płynie Luksji mają identyczną konsystencję, więc chyba producent ma swoją definicję dla kremowej konsystencji.
Co jednak muszę przyznać temu żelowi - zapach ma urzekający. Nie jest to mocna, dusząca róża, a bardzo delikatna, ale z drugiej strony wyraźnie wyczuwalny.
Lekko napina skórę.


 

5. Camay - Passion


Także kupiony w Koszycach.
Zapach ma fenomenalny - zmysłowy, uwodzicielski i co więcej - wyraźnie czuć go na skórze po kąpieli i jak na żel utrzymuje się całkiem przyzwoicie.
Ma postać fioletowego, ale lekko przejrzystego żelu. Nie zauważyłam złego wpływu na moją skórę - jest delikatny, niby nie wysusza, ale jednak nie czuję w pełni komfortu. Polubiłam go, szkoda, że w Polsce nie jest dostępny.
W zapasie mam drugi żel Camay - truskawki ze śmietanką :)


W tym zestawieniu moim hitem jest żel migdałowy z Avonu (zresztą w każdym innym zestawieniu byłby nim :) ).
Następnie na równi żel TBS i Camay a jako przedostatni: Luksja.  
Żel Bourjois jest dla mnie niewypałem, choć na pewno swoich zwolenników by znalazł.



Jak pisałam wcześniej (TUTAJ) chcę spróbować emolientów do kąpieli i do mycia. Liczę na poprawę kondycji skóry, zniwelowanie wysuszenia, szorstkości i swędzenia, które często się pojawiają.

 

Jakie żele najbardziej lubicie? 

 

Przy wyborze kierujecie się tylko zapachem, czy ważniejsza jest konkretna firma lub konsystencja kosmetyku?

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Wojna z wariującą cerą

Wczoraj pisałam o skórze ciała, a dziś będzie o skórze twarzy.

Nie mam pojęcia co się z nią stało. Nigdy nie miałam z nią problemów, nie była wrażliwa, zaczerwieniona, tolerowała wszystkie kosmetyki (wyjątkiem jest aloesowa maseczka Alterry - zareagowała na nią pieczeniem i zaczerwienieniem, nic podobnego sobie nie przypominam po użyciu innych kosmetyków).

Może się w końcu zbuntowała.
Może podrażnił ją mróz - w ciągu 2 tygodni dosyć dużo i długo, po 2-4 godziny jeździłam na nartach, miałam założoną kominiarkę - może popełniłam błąd, że zakryłam nos, w związku z czym wydychane powietrze się skraplało a po ściągnięciu kominiarki przymarzło i podrażniło skórę?
Może hormony mi się stabilizują i cera wariuje?
A może przestała lubić żel Normaderm Vichy - kilka lat temu zużyłam 1 butelkę i bardzo sobie chwaliłam a w czwartek wieczorem (po kolejnym dniu na nartach) użyłam pierwszy raz nowe opakowanie.

Jaka by to przyczyna nie była - w piątek obudziłam się z opuchniętą lewą połową twarzy, łącznie z okiem. Skóra była zaczerwieniona i miała czerwone placki (niewielkie). Nic nie piekło, nie swędziało. Na drugi dzień opuchlizna zeszła, placki też, ale za to pojawiła się drobniutka "kaszka manna" na całej twarzy, łącznie z nosem i okolicą oczu. Do tego doszło straszne ściągnięcie skóry, jakby miała zaraz popękać.

Od razu sięgnęłam po używany do tej pory krem Physiogel i wapno, które zawsze mamy w szafce.
Dzisiaj dodatkowo kupiłam kostkę myjącą La Roche Posay Lipikar i wodę termalną tej samej firmy. Do zakupów dostałam kilka próbek kremu Toleriane Ultra.


Początkowo chciałam kupić kremowy żel Lipikar Syndet LRP, ale na szczęście dostałam jego próbkę - takiego palenia skóry nigdy nie doświadczyłam! Kostkę już wypróbowałam - obawiałam się podobnego efektu, który Bogu dzięki się nie pojawił. Co jakiś czas spryskuję twarz wodą termalną i nawilżam kolejną warstwą kremu.

Teraz skóra jest w lepszym stanie niż w piątek czy sobotę i mam nadzieję, że będzie coraz lepiej, zwłaszcza, że w piątek wracam do pracy ... po ponad 2 miesiącach wolnego. Ale cieszę się :)


Czy Wasza skóra też miewa takie kaprysy?

Kosmetyczne zachciewajki cz. 3 - Oceanic Pharmaceutic: Oillan

Zastraszająco dużo kosmetyków zbyt bardzo mnie interesuje. Co więcej, są to produkty apteczne. Do tej pory nie czułam wielkiej potrzeby zaopatrywania się w takowe, choć zawsze miałam 1 czy 2, zwłaszcza, jeśli chodzi o balsamy. Są natomiast osoby, które ufają jedynie dermokosmetykom i ich pielęgnacja opiera się głównie na stosowaniu kosmetyków aptecznych.

O ile w balsamach mam choć minimalną orientację (zużyłam słoik masła NutriExtra Vichy, 2 butle Emolium, kilka próbek/miniaturek Lipidii Iwostinu , Lipikaru i Iso-Urea LRP, natomiast w użyciu mam balsam Physiogel i Emolient Linum Dermedic) tak preparaty do mycia i do kąpieli są dla mnie nadal tajemnicą (znam jedynie olejek Emolient Linum Dermedic).

Poszukując inspiracji, natknęłam się na serię Oillan naszej rodzimej firmy Oceanic.


Sporo z Was na pewno ją zna. Ja jedynie z "widzenia" - nigdy niczego nie używałam, więc tym bardziej mnie kusi.

Tym razem najbardziej interesują mnie kosmetyki do kąpieli i do mycia ciała - często wspominam, że moja skóra na ciele jest bardzo wymagająca i nie każdy balsam jej służy, że mimo balsamowania skóra jest szorstka, swędzi, jest podrażniona. Balsam balsamem, są lepsze i gorsze, ale na pewno na stan skóry duży wpływ mają też kosmetyki, których używamy do mycia i które wlewamy do wanny.
Tylko co wybrać? Olejek, emulsję, kremowy żel? Wybór jest zbyt duży.

Producent tak opisuje serię Oillan:

Seria Oillan powstała z myślą o pielęgnacji skóry wrażliwej i alergicznej. Dolegliwości te towarzyszą często takim chorobom, jak: atopowe zapalenie skóry, łuszczyca i rybia łuska. Oparte na emolientach produkty Oillan, dzięki delikatnym, hipoalergicznym składnikom przeznaczone są zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych.

- produkty zapewniają skórze odpowiednią wilgotność i poziom natłuszczenia
- zastosowano specjalnie dobrane składniki pod względem dermatologicznym
- nie zawierają substancji zapachowych, konserwujących i barwiących
- produkty Oillan są bardzo dobrze tolerowane przez skórę


Co polecacie z tej serii do mycia ciała i do kąpieli?


niedziela, 27 stycznia 2013

Kulinarnie cz. 21 - Kurczak z ziemniakami w waflu


Pod przepisem na ziemniaki w waflu pojawiło się pytanie z czym można podać takie ziemniaczki. Wczorajszy obiad jest odpowiedzią - z kurczakiem, brokułami i sosem czosnkowym.

Najczęściej robię proste obiady, ale czasami, jak wczoraj miałam ochotę zaszaleć. W rezultacie z obiadu zrobiła się obiado-kolacja ;)
Na szczęście, miałam w lodówce pyszną zupę pomidorową, którą mogliśmy zjeść w normalnej porze obiadowej.


sobota, 26 stycznia 2013

Testuję z 1001 Pasji - HexxBox w moich rękach

Wielkie gratulacje i oklaski dla Hexxany za zorganizowanie akcji HexxBox i oczywiście podziękowanie za wybranie mnie na jedną z Recenzentek.

Wczoraj dotarł do mnie kurier z paczką zawierającą 3 kosmetyki polskiej firmy FlosLek z serii Natural Body: masło karite i olej babassu, masło acerola i wiśnia oraz żel pod prysznic noni i czarna porzeczka.


Kartoniki kryją estetyczne, minimalistyczne pudełka z masłami. Podoba mi się ich prostota, choć brakuje mi na nich opisu kosmetyku - kartoniki zawsze wyrzucam, a czasami mam potrzebę lub ciekawość, aby wrócić do niego.


Zużyję to co mam z żeli i balsamów w użyciu i rozpoczynam testy :) Bardzo mnie ciekawią te kosmetyki, bo niezbyt dobrze znam asortyment FlosLeku.

Gdyby nie ta akcja, nie zwróciłabym zapewne uwagi na serię Emoleum, z której bardzo interesuje mnie olejek do mycia i balsam. W ramach akcji "Testuję z 1001 Pasji" 3 Blogowiczki otrzymały zestaw kosmetyków z tej serii - będę oczekiwać na recenzje.

Blog Hexxany bardzo lubię, pamiętam jego zakładanie i rozkręcanie. Uważam, że Hex "odwala" kawał dobrej roboty co czyni Jej blog źródłem rzetelnych recenzji, przeplatanych inną tematyką, także bardziej osobistą.
Asiu, gratuluję świetnego bloga :)

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Lakier Venita Glamour - G17

Nie mam ostatnio szczęścia do lakierów. Chcę Wam dzisiaj pokazać kolejne rozczarowanie, kiedy to lakier w buteleczce urzeka a na paznokciach już nie za bardzo. Tym razem padło na Venitę nr G17 (jak pamiętacie na początku roku kupiłam 2 lakiery tej firmy (klik)).

Może stałam się wybredna i trudno mnie usatysfakcjonować lakierowo, ale znowu (po GR JJ nr 117) czuję niedosyt.


W buteleczce cudo - grafit, ale niezbyt ciemny w mnóstwem niebieskich iskierek.

Na paznokciach niestety większa część iskierek jest przykryta warstwą kolorowej bazy, przez co urok lakieru znacznie gaśnie.

Lakier sam w sobie jest mało błyszczący, momentami (w zależności od oświetlenia) sprawiał wrażenie wręcz matowego, a przynajmniej pół-matowego. Zdjęcia robiłam pod dodatkowym oświetleniem nad blatem w kuchni, więc nie widać tej matowości.


Przykryte lakierem drobinki powodują, że powierzchnia paznokci jest chropowata. Nie lubię tego efektu, więc koniecznie sięgnęłam po lakier nawierzchniowy, który choć w pewnym stopniu ją wygładził.

Lakier nakłada się dobrze, nie widać pociągnięć pędzelkiem, szybko schnie. Niestety dosyć szybko odpryskuje, nie jest więc szczególnie trwały - musiałam go zmyć w trzecim dniu, bo paznokcie nie wyglądały zbyt estetycznie. Dodam, że doczekaliśmy się z mężem zmywarki, więc mycie naczyń nie miało tu wpływu na stan paznokci.


Nie użyłam bazy peel-off z Essence (dobrze spisuje się pod lakierami brokatowymi, choć niszczy płytkę - razem z lakierem można oderwać wierzchnią warstewkę płytki) - nie wiedziałam takiej potrzeby, bo lakier nie jest typowym brokatowcem, które są trudne do zmycia. Niestety w zmyciu jest równie trudny jak one - namęczyłam się porządnie, ale w końcu się udało.

Pod lampkami lakier prezentuje się bardzo ładnie i chcę, żeby taki był w każdym oświetleniu ;)




Często jesteście choć troszkę rozczarowane po nałożeniu lakieru na paznokcie?




niedziela, 20 stycznia 2013

Jeszcze jedna kosmetyczna zachciewajka

Do dwóch kosmetyków, które pokazałam w piątek (TUTAJ) doszedł jeszcze jeden:

Krem oczyszczający Clean-Ac

 


Korzyści:

 

Clean-Ac to łagodny, nie zawierający mydła krem myjący spłukiwany wodą. Służy do mycia młodej, podrażnionej skóry z problemami. Oczyszcza ją, nie wysuszając i przywracając uczucie komfortu.

Krem myjący bez mydła.

Produkt hipoalergiczny. Nie powoduje powstawania zaskórników.

 

 

Właściwości:

 

  1. Myje
    Dzięki bazie myjącej umożliwiającej oczyszczenie skóry bez jej wysuszania.
  2. Przywraca uczucie komfortu
    Kompleks odżywczy chroni płaszcz hydrolipidowy uszkodzony przez podrażniające, wysuszające kuracje przeciwtrądzikowe, przywracając w ten sposób uczucie komfortu.
  3. Łagodzi i przeciwdziała podrażnieniom
    Woda termalna Avène łagodzi podrażnienia i przeciwdziała im (to działanie wzmaga glukonian cynku), dzięki czemu zmniejsza częste w przypadku skóry trądzikowej zaczerwienienia.

Rozważałam jeszcze żel Iwostin Sensitia , La Roche-Posay Lipikar Syndet

Znacie te produkty?

 

Czy mam się jeszcze łudzić, że skóra po umyciu żelem nie będzie wysuszona i ściągnięta? Czy raczej pogodzić się z faktem, że nie da się tego uniknąć?

piątek, 18 stycznia 2013

Planuję kupić, czyli kosmetyczne zachciewajki

Mimo mocnego postanowienia minimalizacji "zbioru" kosmetyków pielęgnacyjnych co nie co jak zwykle kusi.
To co aktualnie mnie kusi nie jest mi natychmiastowo i koniecznie potrzebne, jednak najchętniej kupiłabym od razu ;) Ale będę twarda, poczekam, powstrzymam się do około połowy lutego. To będzie mała nagroda za sukcesywne zużywanie tego co mam (jest nieźle w tym temacie, pochwalę się pod koniec miesiąca) i ograniczenie zakupów nowych kosmetyków (tu też nie jest źle).

Co mi aktualnie chodzi po głowie?


La Roche-Posay: Iso-Urea - Mleczko do ciała

 

Wskazania:

Bardzo sucha skóra u osób dorosłych z obszarami grubej, szorstkiej skóry (ramiona, łokcie, nogi), nadmierne łuszczenie.

Właściwości:

Wspomaga usuwanie komórek z powierzchni skóry:
- Skóra wydaje się mniej ziarnista, a szorstkie miejsca na ciele są wygładzone,
- Skutecznie przywraca barierę ochronną skóry i łagodzi uczucie dyskomfortu.
- Natychmiast absorbowane przez skórę, bez pozostawiania tłustej powłoki.

Rezultaty:

Szorstka skóra jest gładsza i bardziej aksamitna od pierwszego zastosowania. Każdego dnia reguluje łuszczenie się skóry i poziom suchości, zapewniając intensywne uczucie komfortu. Jakość skóry jest odmieniona i do głębi odnowiona.


Miałam kilka próbek-miniaturek tego mleczka i jestem absolutnie zachwycona. Skóra jest gładka, miękka, delikatna w dotyku, doskonale nawilżona, bez klejącej warstwy. Zdecydowanie muszę mieć pełnowymiarowe opakowanie zwłaszcza, że trudno mi trafić z odpowiednim dla mnie balsamem.

 

 

Bioderma: Hydrabio - Płyn micelarny

 


Wskazania:


Skóra odwodniona i wrażliwa
Skóra szara i pozbawiona blasku
Skóra po kuracjach wysuszających
Skóra po ekspozycji na słońce lub w solarium


Właściwości:


- Oczyszcza skórę twarzy i wokół oczu (zmywa także tusze wodoodporne)
- Nadaje skórze uczucie świeżości
- Odbudowuje płaszcz hydrolipidowy
- Przywraca skórze naturalną zdolność nawilżania oraz zwiększa szczelność naskórka
- Łagodzi podrażnienia, stany zapalne i zaczerwienienia
- Zatrzymuje cząsteczki wody w naskórku, zwiększając nawilżenie skóry
- Hipoalergiczny

Obecnie używam micela Biodermy z serii Sensibio. Nie pamiętam, które to już opakowanie. Mimo zadowolenia czuję potrzebę odmiany, więc chętnie sprawdzę, czy płyn z serii Hydrabio jest co najmniej równie dobry jak Sensibio.



A jak to jest z Waszymi zachciankami? 

 

Musicie je zrealizować "tu i teraz" czy nie jest źle z Waszą cierpliwością i potraficie odłożyć zakup w czasie?


wtorek, 15 stycznia 2013

Z czym witam nowy rok cz. 2 - zbiór "kolorówki"

Już wiecie, jakie kosmetyki pielęgnacyjne skrywają się u mnie (KLIK). Pora na drugą część: kolorówkę. Lakiery z racji liczebności pokażę osobno ;)
Dla porównania - zdjęcia z 2012 roku.

CIENIE:

 

1. Joko - Universe - nr 312, 2. Essence - Marble Mania - Let's get twisted, 
3. Essence - Good old times, 4. Avon - Pink sands, 5. Essence - Metallics - Copper rulez, 
6. Essence - Metallics - Nothing else metals, 7. Paese - nr 919, 8. Paese - nr 605, 
9. Essence - Party all night, 10. Catrice - Spectaculart - nr 02 Bombay Bauble
11. Catrice - Spectaculart - nr 04 Artfully Lustrous, 12. Manhattan - Intense Effect - Dim Brown,  
13. Catrice - C'mon cameleon , 14. Hean - High Definition - Smokey Eye ,
15. ELF - Eye transformer

Palety Sleek:
1. Storm, 2. Original, 3. Safari, 4. Ultra Matte Darks, 5. Curious,
6. Au Naturel, 7. Bad Girl, 8. Graphite

TheBalm - Shady Lady vol.2


PUDRY:


1. E.L.F. - High Definition, 2. Catrice - Mineral Compact Powder, 3. Joko - Mineral powder,
4. Bell - Multi Mineral, 5. Pierre Rene, 6. Manhattan - 2 in 1

 Guerlain - Meteorities
1. Beige Lumineux, 2. Nacre de Mers,
3. Beige Chic, 4. Pink Fresh, 5. Gold Temptation

 

RÓŻE i ROZŚWIETLACZE:


  1. Sleek - Scandalous, 2. Deborah - Mystic Brown, 3. Catrice - Light Burgundy
4. Sleek - Coral, 5. Bell - 2 skin - nr 055, 6. L'Oreal - Candy cane pink,
7. Essence - All over highlighter, 8. The Balm - Mary-Lou Manizer
9. Estee Lauder - Platinum Illuminator


 BAZY, TUSZE, KOREKTORY, PODKŁAD:


recenzje: baza pod cienie Hean - Stay on, baza pod makijaż  Virtual - Satin Smooth
tusz  Astor - Play it big (recenzje gościnne)
 

EYE-LINERY:


5. Essence - I love Berlin - Berlin Story, 6. My Secret - Evening passion - nr 7

 

 

KREDKI:


1. Avon - Wrapped in cashmere - Gold Wrap, 2. Avon - SuperShock - Chocolate melt + Cream dream (beżowa część), 3. Avon - Big colour - Berry, 4. Essence - LE Into the wild - Zulu, 
5. Essence - LE Metallics - Metal battle, 6. Essence - LE Metallics - Copper rulez, 
7. Sensique - LE Inspired by earth - nr 127, 8. Golden Rose - nr 407, 9. Golden Rose - nr 311,

1. Essence - Asia Glam - Blue Kimono, 2. E.L.F. - Blissful blush, 
3. Avon - 24K Gold - Golden black, 4. Avon - Professional khol - black, 
5. Avon - SuperShock - Golden Fawn,

BŁYSZCZYKI:


  1. Avon - szminka z błyszczykiem - Perfect nude, 2. Avon - SuperShock - Tickled pink, 
3. Avon - SuperShock - Melon Madness, 4. Avon - Onyx Lustre - Peach Sparkle, 
5. Avon - Onyx Lustre - Luminous Mauve, 6. Avon - Plump pout - Natural glow, 
7. Essence - Ballerina Backstage - On your gracile tiptoe, 8. Essence - Into the wild - 40 degree
9. Isa Dora - Express star gloss - nr 70 Dream pink, 10. Virtual - Juicy Explosion - Hot kiss
11. Miyo - Big Apple, 12. Eveline - 3D glam effect - nr 343

SZMINKI:

1. Avon - Pro to go - Provocative plum, 2. Avon - Pro to go - Perfect pink,
3. Avon - nie pamiętam serii, ale już niedostępna - Nude gold, 4. Avon - Frozen berry, 
5. Avon -  powiększająca usta: Naked truth, 6. Avon - powiększająca usta: Frozen rose, 
7. Isa Dora - Jelly Kiss - Bare Bliss, 8. Catrice - Urban Baroque - 02 Elisabeth, 
9. Catrice - Spectaculart - Artfully Lustrous, 10. Catrice - Absolute misture - nr 20 Caramel beige, 
11. Joko - Wet lips - nr 53, 12. Virtual - Creamy lipstick - nr 158 Carmen, 
13. Virtual - My Flower - Amarylis, 14. Gosh - Darling



 ZAPASY:



Tusze: Eveline Million Calories i Bell Wow mam już po raz drugi :)


W przeciwieństwie do pielęgnacji tragedii nie ma.
Zdjęcia uświadomiły mi za to, że mam spore zaległości w recenzjach - poprawię się i nadrobię to.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Kulinarnie cz. 20 - Ciasto czekoladowe z brzoskwiniami

Poczułam niedawno smak na ciasto czekoladowe z brzoskwiniami z puszki. Przepisu nawet nie szukałam - mam sprawdzony przepis na samo ciasto czekoladowe, pomyślałam więc, że tylko dodam do niego pokrojone brzoskwinie, które ułożę też na wierzchu.
Wielkiej filozofii nie ma - ciasto jest proste w przygotowaniu, szybkie no i bardzo dobre, zwłaszcza z kawą :)

 

 

SKŁADNIKI:

 

- 150 g margaryny
- 200 g gorzkiej czekolady
- 5 jajek
- 125 g drobnego cukru
- 100 g mąki pszennej
- 50 g mąki ziemniaczanej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- puszka brzoskwiń
- margaryna i mąka do obsypania formy


PRZYGOTOWANIE:


Margarynę roztopić, zdjąć z ognia i dodać czekoladę podzieloną na kostki. Mieszać do rozpuszczenia się czekolady.

Jajka ubić z cukrem na puszystą, jasną masę. Do masy jajecznej dodawać mąkę, mąkę ziemniaczaną i proszek do pieczenia delikatnie mieszając. Dodać ostudzoną masę czekoladową i wymieszać, następnie dodać pokrojone w kostkę 4 odsączone połówki brzoskwiń.

Ciasto wylać do wysmarowanej  margaryną i oprószonej mąką tortownicy. Resztę połówek brzoskwiń pokroić w paski i ułożyć na cieście.

Piec w 180 st.C około 40 minut.




SMACZNEGO :)


niedziela, 13 stycznia 2013

NOWOŚCI: Virtual - błyszczyki City Chic i potrójne cienie

Wraz z nowym rokiem firma Virtual przygotowała 2 nowości: błyszczyki City Chic i potrójne cienie w kasetce. Lubię kosmetyki Virtual oraz to, że często wprowadzają coś nowego do swojej oferty :)

 

BŁYSZCZYKI

CITY CHIC

 

Odkryj kolory miasta

Marzysz o lśniących ustach w niepowtarzalnym kolorze? Nic prostszego! Spektakularny efekt osiągniesz dzięki nowym, kremowym błyszczykom CITY CHIC lip gloss marki Virtual. Kolekcja inspirowana wielkomiejskim stylem, dla pełnych życia kobiet, które uwielbiają błyszczeć i czuć się wyjątkowo jak gwiazda. CITY CHIC to sześć błyszczyków w modnych kolorach, które nadają ustom delikatny kolor i olśniewający połysk, a dodatkowo intensywnie je pielęgnują. Specjalna formuła, oparta na oleju winogronowym oraz kompleksie witamin A, E i F sprawia, że usta po pomalowaniu wyglądają świeżo i zmysłowo. Intensywnie nawilżone, wyjątkowo gładkie i miękkie usta gwarantują uwodzicielski efekt. Błyszczyki urzekają przyjemnym, słodkim zapachem. Wybierz swój kolor i ruszaj w miasto!
Pojemność: 6 ml

Cena ok. 11,00 PLN


W kolekcji znajduje się 6 odcieni o uwodzicielskich nazwach: coral kiss, like candy, I am delicious, sexy lady, rebel apricot oraz sweet honey.


 ---------

POTRÓJNE CIENIE W KASETCE

TRIO




sobota, 12 stycznia 2013

Tusz Astor - Play it big i cień Manhattan Intense Effect - Dim Brown



Wczoraj poznałyście 5 opini nt. tuszu Astor Play it big, wśród których większość stanowią te negatywne. 

Liczba tych na „nie” właśnie się powiększa – nie jestem zadowolona z tego tuszu tak jak być powinno, żeby tuszu chętnie używać i wracać do niego,  co powoduje, że tuszu na pewno nie kupię, zwłaszcza, że mam kilka swoich faworytów, m.in. Eveline Volume Celebrities i Bell Wow (pierwsze egzemplarze dostałam do testów i zachwyciły mnie na tyle, że sama kupiłam; do tuszu Bell niedługo Was zachęcę).

Nie podoba mi się jego bardzo sucha konsystencja, jakby tusz się już kończył. Zdecydowanie wolę mokre tusze, które może na początku są aż za mokre i łatwo sklejają rzęsy, ale po kilku użyciach są odpowiednie.
Przez tą suchość kolor rzęs nie jest intensywny i odbieram go jako wręcz matowy, pozbawiony „mokrego” połysku.
Na końcówkach tworzą się suche grudki co wygląda niezbyt estetycznie i lekko się kruszy w ciągu dnia.
Posługując się nim „normalnie” trudno uzyskać satysfakcjonujący efekt, tzn. mnie satysfakcjonujący, bo w końcu nie po to używam tuszu, żeby rzęsy wyglądały „naturalnie”, jak nie pomalowane. Jeśli ktoś ma rzęsy długie, gęste i chce tylko przyciemnienia to tusz się sprawdzi, ale ja mam rzęsy krótkie, jasne, jednym słowem dosyć liche (bez tuszu wyglądam jakbym ich nie miałam w ogóle).
Dopiero precyzyjne, cierpliwe i powolne nakładanie na rzęsy robi z nich prawie to, czego oczekuję – rzęsy są wyraziste, wydłużone i pogrubione, ale mogłyby robić to zdecydowanie lepiej.
Na poniższych zdjęciach widzicie efekt właśnie powolnego malowania.
Nadal pozostaje jednak niedosyt głębokiej czerni na rzęsach.


Gruba szczoteczka niestety utrudnia malowanie, ponieważ dokładne wytuszowanie rzęs przy zewnętrznym kącikach jest nie lada wyzwaniem. Za to łatwo pobrudzić powieki i skórę zaraz przy rzęsach.

Tusz jest mocno średni, niezaspokajający moich tuszowych potrzeb.



Cień Manhattan - Intense Effect - Dim Brown



Pamiętacie promocję w Rossmannie: -40% na całą kolorówkę? Skusiłam się wtedy na 2 kosmetyki Manhattan, m.in. na cień. Ten właśnie cień mam na powyższych zdjęciach. Jestem w nim zakochana, choć zdjęcie może nie pokazywać w pełni dlaczego.
Cień ma piękny metaliczny połysk, a kolor jest niejednoznaczny (choć, co lubię w przypadku cieni, kredek/linerów i lakierów do paznokci) – najczęściej daje kolor szaro-brązowy, a momentami (jak właśnie na zdjęciu), wybijają tony lekko oliwkowe. Świetnie się rozprowadza, dobrze trzyma się powieki i jest zaskakująco trwały.


piątek, 11 stycznia 2013

Tusz Astor - Play it big - recenzje gościnne

Jeszcze w tamtym roku dostałam do testów tusz Astor Play it Big i 5 dodatkowych sztuk, do przekazania chętnym do wypróbowania. Tusze poleciały do 5 dziewczyn z forum Wizaż: Black Santcum, Djerby, Marsi, Meduzzy i Nafiygi.
Czy są zadowolone z tego tuszu? Opinie poznacie poniżej.

 

 

>Black Sanctum<

Tusz nie jest najgorszy. Sprawuje się tak w zasadzie w miarę dobrze, ale to nie jest to końca taki efekt, jakiego ja w tuszach szukam. Obietnice producenta co do 13krotnego pogrubienia - jak zwykle przesadzone, chyba że przy 13 warstwach. Cena jest jeszcze do przyjęcia - jak wyżej napisałam, kosztuje ok 30zł. Czy kupię? Raczej nie. Głównie ze względu na to, że nie jest to nic szczególnego ani nowego...

Ot, zwyczajny tusz, który robi to samo, co milion innych tuszy. Nie oczarował mnie, raczej troszkę rozczarował, bo po bujnej nazwie spodziewałam się ciekawszych efektów - a już na pewno takich, które by przebiły mój codzienny tusz, czyli Essence "I Love Extreme" (który, swoją drogą, kosztuje 13zł i ma taką samą pojemność). Niestety, nic takiego się nie wydarzyło. Ot, po prostu: zwyczajny tusz z nieco wygórowaną ceną.


>Djerba<

Ostatnio miałam do czynienia z trzema tuszami i niestety ten wypadł najgorzej... w sumie nie
spodziewałam się... myślałam, że jednak w końcu znajdę ten swój... ale to jednak nie wciąż nie ten.

Co mi się spodobało to opakowanie jedynie :] Szczoteczka - jak dla mnie za duża i chyba jednak preferuję gumowe..do tego jakoś strasznie mało tuszu nabiera, a ja lubię jak szczoteczka jest po prostu mokra.

Trwałość - u mnie wygląda to tak, pomaluję się ok 7-9 rano - tusz trzyma się do 13-14 i zaczyna się kruszyć, więc później wcale nie widać jak bym go miała na rzęsach...a jak jeszcze zaliczę drzemkę to po wstaniu wyglądam jak panda :]

Nie zauważyłam pogrubienia rzęs ani wydłużenia.. Dodatkowo przy nabieraniu tuszu strasznie brudzi się górna powieka, dolnej również nie umiem pomalować bez pozostawienia śladów... i jedno co mnie cały czas zastanawia czy ten tusz rzeczywiście powinien być taki suchy..czy to może mój egzemplarz taki akurat jest.


>Marsi<

Maskara nie spodobała mi się od pierwszego wejrzenia- trochę tandetne opakowanie, do takiego tuszu widziałabym raczej czarne, eleganckie opakowanie niż kiczowaty cukierkowo kolor.Następne wrażenie także było średnie, po otwarciu opakowania zdawało mi się,że tusz jest bardzo gęsty i czy oby na pewno świeży. 
Na szczęście dalej były już plusy. Ta gęsta formuła tuszu,w praktyce okazała się plusem, ponieważ tusz nie wydostaje się na zewnątrz i nie brudzi opakowania. Jest przyjemny w używaniu- pięknie rozdziela rzęsy, nie plącze ich, Bardzo ładnie wydłuża a przy malowaniu nie brudzi powieki. Jak dla mnie kolor mógłby być bardziej intensywny, ta czerń jest troszkę "mało wyraźna". 
Tusz nie odbsypuje się, choć za pierwszym razem zdarzyło mi się,że odbił się na dolnej powiece- ale to był incydent i nie wpływa to na moją ocenę. Jeśli chodzi o wydajność to pozostawia wiele do życzenia- szybko wysechł niestety. 
Ocena końcowa to w moim przypadku mogę pokusić się aby wystawić tej maskarze 4, a to dlatego,że równolegle z nią testowałam tusz wysokopółkowy Givenchy Noir Couture który postawiłabym w jednym rzędzie wraz z Astor :) 
Jak się okazuje za niewielkie pieniądze można mieć efekt podobny jak w przypadku tuszu z wysokiej półki. 
Jednak wrócę do opakowania- zdecydowania za mało luksusowe- ale jak widać, pozory mogą mylić bo w rzeczywistości jest to całkiem porządny kosmetyk,tyle,że pewnie w sklepie ze względu na wygląd nie sięgnęłabym po niego ;)


>Meduzza<

Zalety:

- Przede wszystkim tusz podoba mi się z opakowania:)
- Dobrze się go aplikuje, dzięki plastikowej szczoteczce, która nabiera odpowiednią ilość tuszu i nie brudzi oka wokół.
- Tusz ma bardziej suchą konsystencję, szybko schnie, nie odbija.
- Posiada dużo drobnych włosków, które dobrze wydłużają rzęsy.

Wady:

- Przez swoją "suchą" konsystencję po kilku godzinach osypuje się.
- Efekt tuszowania rzęs jest raczej lekki, nie nadaje się do nałożenia 2 warstwy.
- Mam wrażenie, że tusz wysycha w opakowaniu.
- Cena jak dla mnie nieproporcjonalna do jakości.


>Nafiyga<

+ nie tworzy skorupy na rzesach, jest niemal niewyczuwalny,
+ nie osypuje się,
+ ma intensywny czarny kolor

I tyle plusów...
- przy pierwszym malowaniu tusz był niemal suchy, nie mogłam go nabrać na szczoteczkę, dopiero przy 2-3 użyciu zrobił się „normalny”,
- zanika w trakcie dnia, rzęsy zachowują się jakby wcale nie były pomalowane; nie wiem, co się z nim dzieje,
 - gruba szczoteczka, trudno ją operować,
- jeśli nałożę zbyt wiele tuszu, to potem trudno go zmyć z powieki,
- nie pogrubia,
- wysoka cena w stosunku do jakości, produkty w cenie do 10zł spisują się o wiele lepiej (Essence,
Wibo),
- zawiera włókna (początkowo myślałam, ze to moje rzęsy tak lecą), które zostają na rzęsach i nieestetycznie to wygląda.  

Gdyby nie to, że dostałam do testów, to byłabym baaardzo niezadowolona z zakupu.


Cóż, recenzje nie są zbyt entuzjastyczne, z wyjątkiem opinii Marsi - faktycznie u niej efekt jest wyrazisty :) Jutro poznacie moje zdanie na jego temat.


Jak obstawiacie - przyłączę się do zdań negatywnych, czy do pozytywnego?



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...