Koniec lutego zbliża się wielkimi krokami, a ja dopiero ogarnęłam wpisy podsumowujące styczeń, czyli co pojawiło się u mnie nowego, a co udało mi się wykończyć. Zakupy kosmetyków udaje mi się mocno ograniczyć, ale łatwo zauważyć kolejną manię - lakiery hybrydowe. Pożądanie kolejnych naturalnych mydeł udało mi się wyciszyć (co jakiś czas przebiegnie mi myśl o czymś nowym, ale w mig staje mi przed oczami widok trzech pudeł, które czekają pod łóżkiem w sypialni), zbędnych kosmetyków do pielęgnacji staram się też nie kupować (oferta CND w Rossmannie przestała mi się śnić po nocach), a i propozycjom współpracy coraz częściej odmawiam.
12.2.16
Dermaglin - maseczka regenerująca i maseczka oczyszczająco-odżywcza || Czy polubiłam te popularne glinki?
O maseczkach z glinką Dermaglin pierwszy raz przeczytałam wiele lat temu, sporo przed erą blogową. Nie kojarzę, abym spotkała się wtedy z jakąś negatywną opinią, na forum często były polecane, jednak aż dziwne, że z jakiś powodów nie pognałam od razu do Rossmanna, aby którąś kupić. Z jakiś powodów były zupełnie poza moim kręgiem zainteresowania, a tymczasem okazuje się, że zupełnie niesłusznie. W ostatnim czasie wypróbowałam dwie z oferty: regenerującą i oczyszczająco-odżywczą i jedyne czego żałuję to to, że poznałam je dopiero teraz.
Przez ostatni tydzień na moich paznokciach znowu gościły dwa kolory - tym razem chłodna czekolada Semilac nr 076 nazwana nie wiem dlaczego Black Coffee i tani Unique nr 05 Skinny. Wielbicielką większej liczby kolorów niż jeden na paznokciach nie jestem, ale doszłam do wniosku, że tyle mam lakierów, że wieczność mi zajmie aż każdy z nich zostanie użyty. Więc to chyba dobry sposób.
Pamiętacie o konferencji Dove w
listopadzie, na której byłam? Każda z uczestniczek otrzymała wtedy
zestaw kosmetyków z nowej serii do włosów, która mnie zachwyciła (i nie,
nie dlatego, że dostałam - to tak odnośnie tematu, który wraca jak
bumerang; u mnie otrzymane nie jest jednoznaczne z zachwytem, z resztą
jeśli czytacie moje recenzje, to zauważyłyście to same) i kosmetyki
rozświetlające DermaSpa Goodness. Kosmetyki rozświetlające skórę ciała subtelnym blaskiem bardziej kojarzą
mi się z latem, kiedy drobinki uroczo połyskują w słońcu podkreślając
opaleniznę. Dziwna sytuacja, bo lubię taki efekt, ale nie lubię
smarowania się balsamami z drobinkami. Taki paradoks :D U mnie jest
wiele paradoksów, ale nauczyłam się już z nimi żyć, wszak nie mam
wyboru. Często do używania zniechęcały mnie wielkie kawałki brokatu, dlatego do nowości Dove podeszłam z dystansem i spokojem.
Poprzedni rok obfitował w nowości do makijażu w drogeriach Natura. Marki Sensique, My Secret i Kobo co rusz kusiły nowymi szminkami, lakierami, pudrami i wszystko wskazuje na to, że rok 2016 nie będzie gorszy pod tym względem. Od dzisiaj w sprzedaży pojawiły się zestawy dwóch lakierów do paznokci dobranych tak, aby móc urozmaicać manicure zachowując spójność kolorystyczną oraz trwała kredka do oczu.
Natural || Greys || Orient || Burgundy
Gdybym przygotowywała post z odkryciami i hitami 2015 roku, to jednym tchem wymieniłabym cudowne mydła z Pszczelej Dolinki, tusz L'Oreal So Couture (co on robi z moimi marnymi rzęsami!!) i absolutnie genialne serum z retinolem i witaminą C Norel Dr Wilsz. Całkiem możliwe, że ostatecznie lista byłaby dłuższa, ale te trzy pozycje ewidentnie wybijają się wśród innych godnych polecenia kosmetyków. Wczoraj z buteleczki z serum wydobyłam ostatnie kropelki a zachwyt ani na moment nie opadł!
Ciekawa jestem, czy jest jeszcze ktoś, kto nie lubi kupować ubrać w takim stopniu jak
ja. Dla mnie to największa kara i jak już jakimś cudem znajdę się na
ubraniowych zakupach wolę od razu kupić np. dwa-trzy swetry niż jeden, żeby
mieć na dłużej spokój. Najczęściej zniechęca mnie ich odtwórczość – w
większości sieciówek ubrania są bardzo do siebie podobne i trudno o coś
oryginalnego. Od czego jednak jest Internet? Daje przecież niesamowite
możliwości kupna czegoś, czego na próżno szukać w sklepach, czegoś innego i
przy tam zaskakującego. Nie ogranicza nas także geografia – bez problemu możemy
przecież kupić coś z drugiego końca świata, nawet nie płacąc kosztów przesyłki.
Takie
możliwości daje także sklep GearBest.com,
o którym jest jeszcze cicho w blogosferze.
Jeśli
szukacie ubrań, szczególnie podkoszulków i bluz z nietuzinkowymi nadrukami,
koniecznie zaglądnijcie na ich stronę. Ceny są bardzo przystępne, a przesyłka nie
wiąże się z dotykowym kosztem.
Poniżej
zobaczycie zaledwie kilka propozycji, ale naprawdę jest z czego wybierać.
Asortyment jest różnorodny i bogaty, przekonacie się w ich dziale z ubraniami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)