niedziela, 31 lipca 2011

Sleek Storm, czyli moja paletka nr 5 :D

Apetyt rośnie w miarę jedzenia ... Do 4 paletek Sleek, które mam (Original, Graphite, Bad Girl, Sparkle) dołączyła Storm :D

I pomyśleć, że gdy testowałam ją rok temu w Londynie nie skusiłam się na zakup, a teraz mnie zachwyca.

Storm jest zbiorem cieni uniwersalnych - możemy nimi zrobić makijaż zarówno spokojny, jasny, jak i odważniejszy. Nie rozdzielam makijaży na "dzienny" i "wieczorowy", bo przeważnie moje "dzienne" to "wieczorowe" ;) Jeśli jednak ktoś preferuje inny makijaż na dzień, do pracy, niż na imprezę to będzie równie z niej zadowolony jak ja :)
Drugim plusem jest zróżnicowanie kolorów, które daje nam spore pole manewru jeśli chodzi o liczbę możliwych do wykonania makijaży.
W górnym rzędzie znajdują się jasne kolory, błyszczące i jeden mat - bardzo jasny beż.


W dolnym - kolory ciemniejsze, z dwoma matami - brąz i czerń.


Kolory są piękne - najbardziej urzekł mnie złamany róż pierwszy z prawej w górnym rzędzie, a miło zaskoczyła czerń - jest matowa i dobrze kryjąca. Niestety pozostałe 2 maty są bardzo słabo napigmentowane, prawie w ogóle nie widać ich na oku, ale zauważyłam, że zależy czym je nałożymy - wypróbowałam zbity i gęsty pędzelek z Essence i zyskały na intensywności. Dobrze się spisują jako "baza" pod inny kolor, otrzymujemy wtedy trochę inny odcień cienia nawierzchniowego. Lubię w ten sposób łączyć nie tylko te przejrzyste maty, ale tez inne cienie z paletek :) Daje to wręcz nieograniczoną liczbę kombinacji i zachwycania za każdym razem innym makijażem :)

Żadna z obecnych wersji mnie nie korci - Oh So Special czy Nude to nie moje kolory ... Czekam na całkiem nowe propozycje Sleeka :D

Zapewne chętnie zobaczyłybyście na moim blogu makijaże wykonane cieniami z palet Sleek (i nie tylko). Przyznaję, brak ich tutaj (wyjątkiem były linery Essence i tusz Maybelline), a powód jest bardzo prosty- nie mam cierpliwości do ich fotografowania. Przeważnie kolory są "pozjadane" , albo pod złym kątem robię zdjęcia i oczy dziwnie wyglądają ;) Druga kwestia to czas - rano nie mam go na sesję zdjęciową, a po południu makijaż nie jest już tak świeży, żeby się nadawał do utrwalenia. Postaram się coś wykombinować, żeby jednak od czasu do czasu się pojawiały :)

czwartek, 28 lipca 2011

Alterra - Szampon i odżywka morela i pszenica -> duet nie dla mnie

Uległam szałowi na Alterrę (do kupienia w Rossmannie) i  ... niesłusznie.
Prawie wszędzie ochy i achy pod adresem m.in. szamponów i odżywek. Zatem kupiłam (nie ze względu na brak silikonów i substancji pochodzenia zwierzęcego, ponieważ ich obecność nie zniechęca mnie do zakupu, a z powodu ogólnego zachwytu efektu jaki dają) - szampon i odżywkę z morelą i pszenicą.

Szampon:
/zdjęcie i opis ze strony www.rossnet.pl/


Każde włosy zasługują na indywidualną pielęgnację. Do produkcji nadającego połysk szamponu Alterra zastosowaliśmy specjalnie dobrane składniki najwyższej jakości: Wartościowy roślinny kompleks pielęgnacyjny z wyciągiem z moreli*,pszenicy* i winogron* nawilża włosy, wzmacniając tym samym ich strukturę; pielęgnuje w równym stopniu włosy i skórę głowy. Efekt to łatwiejsze rozczesywanie i pięknie błyszczące, wyraźnie mocniejsze włosy.
*z kontrolowanej biologicznie uprawy.

Gwarantowane cechy produktu:

  • nie zawiera syntetycznych barwników, substancji zapachowych i konserwujących
  • bez silikonów, parafiny i innych związków olejów mineralnych
  • łagodne związki powierzchniowo czynne i substancje aktywnie myjące z surowców roślinnych
  • dobra tolerancja przez skórę potwierdzona dermatologicznie
  • produkt nie zawiera substancji pochodzenia zwierzęcego
Odżywka: 
/zdjęcie i opis ze strony www.rossnet.pl/



Każde włosy zasługują na indywidualną pielęgnację. 
Do produkcji nadającej połysk odżywki Alterra zastosowaliśmy specjalnie dobrane składniki najwyższej jakości: wartościowy roślinny kompleks pielęgnacyjny z wyciągiem z moreli* i winogron* wraz z olejkiem z kiełków pszenicy nawilżają włosy, wzmacniają ich strukturę i chronią jednocześnie skórę głowy. Efekt to łatwiejsze rozczesywanie i pięknie błyszczące, wyraźnie mocniejsze włosy.
*z kontrolowanej biologicznie uprawy

Gwarantowane cechy produktu:
  • nie zawiera syntetycznych barwników, substancji zapachowych i konserwujących 
  • bez silikonów, parafiny i innych związków olejów mineralnych
  • dobra tolerancja przez skórę potwierdzona dermatologicznie
  • produkt nie zawiera substancji pochodzenia zwierzęcego

    Wydawałoby się, że wszystko super - począwszy od ładnego opakowania, korzystnej ceny (zwłaszcza w promocji), przyjemnego zapachu po obietnice producenta. Okazuje się jednak, ze dla moich włosów te kosmetyki są zupełnie nie odpowiednie.
    Za pierwszym razem użyłam szamponu i odżywki
    Efekt - "latające", sianowate włosy i przy tym trudne do wyprostowania. Obiecywanego połysku nie zauważyłam. Nie dość, że same z siebie się łatwo kręcą pod wpływem wilgoci (ta pogoda ostatnio ...), tak po tym duecie jeszcze bardziej. Na drugi dzień były mocno oklapnięte, wyglądały nieświeżo i jakoś tak bez ładu i składu.  Horror.

    Ale, że nie od dzisiaj wiem, że odżywki i maski mi nie służą, dając właśnie efekt sianowatych i ogólnie pojętych brzydkich włosów, dałam szansę samemu szamponowi (taki sposób jak najbardziej służy moim włosom, tolerują jeszcze wodę brzozową i olej kokosowy przed myciem włosów). 
    Sam szampon również nie dał rewelacyjnych efektów, choć jest już troszkę lepiej niż w połączeniu z odżywką. Włosy mniej fruwały, były bardziej okiełznane, ale nadal to nie TO.
     Po raz kolejny się przekonuję, że wszelkie hity i pójście tropem :"bez silikonów", "bez SLS", "kosmetyki dla dzieci" i podążanie za innymi modami nie sprawdzają się u mnie w ogóle.
    W szafce czeka jeszcze drugi szampon Alterry i aż się boję go użyć. Jednak wracam do szamponu Garniera z mango i tiare

    środa, 27 lipca 2011

    lakier Barbra - Colour Alike - nr 450 Drwiny z cytryny

    Dawno nie pokazywałam lakierów Barbry Colour Alike.
    Lakiery z serii Wszystko Gra kupicie m.in. w sklepie Barbry

    Drwiny z cytryny - fajna nazwa ^^ I pasujące, ponieważ drwiąc z cytryny nie ma dosłownie cytrynowego koloru.



    Jeżeli szukacie chłodnego (jednak nie aż tak jak na zdjęciu, jest troszkę cieplejszy), jasnego, ale nie rozbielonego żółtego lakieru to ten będzie idealny.  Aż mi się zimno robiło, gdy patrzyłam na niego.

    Kolor bardzo mi się podoba, ale nakładanie już nie. Pod tym względem jest problematyczny, trzeba uważać, żeby nie zrobił smug, prześwitów. Trudno jest nim pomalować paznokcie na gładko z idealnie równomierną warstwą. Jeśli jednak nam się to uda, to efekt jest zadowalający.

    Trwałość - standardowa: ani nie zachwyca ani nie zraża. Podobnie jak z czasem schnięcia. Ot, normalny lakier.


    poniedziałek, 25 lipca 2011

    Eveline - Pure Control SOS - Antybakteryjny krem nawilżający i podsmowanie

    Ostatni kosmetyk z niebieskiej serii Pure Control SOS firmy Eveline.

    Antybakteryjny krem nawilżający:

    /Opis ze strony producenta/

    - długotrwale matuje
    - zmniejsza widoczność porów
    - łagodzi podrażnienia
    - cynk + kompleks fast-mat

    Pure Control SOS antybakteryjny krem nawilżający dzięki innowacyjnej formule opartej na cynku i aktywnej siarce zapobiega rozwojowi bakterii i skutecznie zapobiega powstawaniu zmian. Zawarty w nim kompleks matujący fast-mat pochłania nadmiar sebum, zmniejszając jednocześnie widoczność zaskórników i łagodząc podrażnienia. Wyciąg z ogórka nawilża i delikatnie rozjaśnia. Pomaga zwalczać ślady po pryszczach.
    Zarówno w dzień, jak i podczas nocnego odpoczynku krem pobudza skórę do prawidłowego funkcjonowania, pozostawiając ją świeżą, matową i wygładzoną.
    Zauważalne efekty:
    - świeża i matowa cera przez cały dzień
    - zmniejszona widoczność pryszczy, zaskórników i śladów po trądziku
    - odczuwalne zmniejszenie podrażnień.

    Od dawna unikam tego typu kremów - na mojej kiedyś tłustej skórze nie spisywały się dobrze, a wręcz na odwrót - powodowały wysuszenie skóry, które z kolei prowadziło do jeszcze większej produkcji sebum. Kremy bowiem bardziej skupiały się na matowieniu niż na nawilżeniu, którego przecież skóra tłusta również potrzebuje.
    Obecnie mam skórę normalną, w kierunku suchej (intensywnym natłuszczaniem i nawilżaniem wyleczyła się z przetłuszczania), ale z pojawiającymi się od czasu do czasu wypryskami. Na szczęście nie są to duże ropne "wulkany" jak kiedyś, ale i tak najpiękniej nie wyglądają ;). Od otrzymanego kremu oczekiwałam więc głównie działania antybakteryjnego i również ujętego w nazwie nawilżania.

    Krem ma dosyć lekką konsystencję, która nie matuje, jak typowe kremy matujące. Mat jest bardzo subtelny, cudów nie ma co oczekiwać, ponieważ bez pudru się nie obejdziemy. Efekt matu wynika jedynie z lekkiej konsystencji, która nie powoduje świecenia się na twarzy, jak cięższe kremy. Mi ten efekt odpowiada. Nie tworzy tez "skorupy" na twarzy ani się nie wałkuje (miałam kiedyś krem o podobnym działaniu z Clearasil i strasznie się rolował, a przy tym skóra wybitnie się błyszczała ...)

     

    Niespodzianka - krem nawilża :) Co prawda na czole czuję lekkie ściągnięcie, ale po nałożeniu pudru znika. Pozytywnie mnie zaskoczył  tak samo jak pod względem działania antybakteryjnego. Wyraźnie podsusza wypryski i łagodzi zaczerwienienia.
    Lubię używać go na noc i tak najczęściej go stosuję.

    Warto się za nim rozejrzeć :)

    Podsumowanie testów kosmetyków Eveline z serii 
    Pure Control SOS:

    Nie ma to jak zmasowany atak na wypryski, a już z wykorzystaniem kosmetyków Eveline z serii Pure Control SOS atak na pewno się powiedzie.
    Stosowałam kosmetyki osobno, a także razem, zwłaszcza zaraz po otrzymaniu paczki (dostałam ją akurat 2 dni przed ślubem i weselem kuzyna a jak na złość wyskoczyło mi kilka krostek ... wrrr). Muszę przyznać, że poradziły sobie bardzo dobrze i w sobotę nie potrzebowałam tony pudru i korektora aby zakryć zaczerwienienia.
    Jednak w moim przypadku długotrwałe używanie całej serii nie wchodzi w rachubę - tak, chodzi znowu o cerę.  Przez 2-3 dni, w razie "W" jak najbardziej :)

    Recenzje pozostałych kosmetyków: Tonik ; Żel + peeling + maseczka ; Roll on - preparat punktowy

    niedziela, 24 lipca 2011

    Paczka z Shoko i YR

    We wtorek odebrałam paczkę z Shoko (sprzedaż prowadzą również na Allegro - SHOKO_PL)


    Skusiłam się na paletę Sleek - Storm i puder ELF High Definition. Reszta (lusterko, tester różu Coral i mini błyszczyk - wszystko Sleek) to niespodziewane dodatki :) Dziękuję :*
    Paletkę przedstawię Wam jutro :p

    W czwartek odebrałam od koleżanki zamówione 2 żele Yves Rocher - waniliowy i ... malinowy (miał być oliwkowy, ale się pomyliła, trudno).
    Pamiętacie moje żelowe nabytki ze Słowacji? Dla usprawiedliwienia - żele YR zamówiłam wcześniej ;) Nałożyłam sobie zakaz kupowania żeli - z pamięci doliczyłam się ... 26 żeli (może być ich jednak więcej :o)


    Czy kiedyś przestanę kupować kosmetyki w ilościach wręcz hurtowych? ;)

    sobota, 23 lipca 2011

    Co łączy firmy: Celia, Ados i Lovely?

    Taaaaaak, to kolejne firmy, które wprowadziły do swojego lakierowego asortymentu pękające lakiery.

    Celia - Crackle:

    /zdjęcie o opis ze strony producenta www.celia.pl/

    Celia podążając za najnowszymi trendami w zdobieniu paznokci wprowadziła na rynek limitowaną kolekcję lakierów pękających – CRACKLE. W serii znajduje się 6 kolorów: złoty, srebrny, czarny, niebieski, zielony i czerwony. Pękające lakiery dodadzą szaleństwa spokojnym stylizacjom, sprawią, że za każdym razem uzyskasz oryginalny zaskakujący efekt.
    Wykonanie niepowtarzalnego manicure jest niezwykle proste. Pomaluj paznokcie na dowolny kolor. Odczekaj aż dokładnie wyschną, a następnie pokryj lakierem pękającym. Baw się kolorami, łącz różne barwy lakierów. Bardziej stonowany i elegancki manicure uzyskasz malując paznokcie na brązowo, beżowo i używając srebrnego lub złotego „pękacza”.
    Z lakierem pękającym zapomnisz o nudzie. Chcąc uzyskać różnorodne efekty aplikuj lakier pękający cieńszą lub grubszą warstwą, poziomo, pionowo lub na ukos, całą płytkę paznokcia lub jej fragmenty.
    Eksperymentuj! Zaaplikuj kolejną warstwę lakieru pękającego w przeciwnym kierunku niż poprzednia lub w tym samym. Nałóż punktowo, poczekaj aż wyschnie i pomaluj ponownie całą płytkę paznokcia. Pomaluj paznokcie dwukolorowo lub każdy w innym kolorze i dopiero wtedy pokryj lakierem pękającym.

    Złoty pokazywałam TUTAJ 

    Ados - Graffiti Professional:

    /zdjęcia i opis ze strony producenta www.ados.pl/

     Tworzy na paznokciach fantazyjne, niepowtarzalne wzory. Każdy paznokieć ma swój oryginalny deseń, nie do skopiowania.  Daje możliwość świetnej zabawy z kolorami , które tworzą artystyczny manicure paznokci. Poj. 9 ml.
    Sposób użycia:
    1. Pomaluj paznokcie Lakierem Long Lasting wybranym przez siebie kolorem, który będzie stanowił tło dla lakieru pękającego.
    2. Odczekaj, aż lakier dobrze wyschnie.
    3. Nanieś cieńszą warstwę lakieru pękającego GRAFFITI dla uzyskania efektu cienkich popękanych wzorków, lub grubszą warstwę lakieru dla uzyskania efektu bardziej wyraźnych pęknięć.

     Lovely - Special Effect Magic Cracking:


    Eveline - balsam po opalaniu 3 w 1

    Balsam po opalaniu Eveline 3w1 testowałam na Narzeczonym, który mimo, iż ma ciemną karnację porządnie spiekł sobie kark, ramiona i plecy :(  (kilkugodzinne codzienne wystawianie pleców do słońca zrobiło swoje).
    Niestety nie miałam możliwości poratowania go wcześniej, od razu po pierwszym dniu, a przecież "facet nie będzie się smarował balsamem po opalaniu" :cool:

    Skóra na ramionach, karku, plecach była wręcz czarna! Narzeczony skarżył się, że piecze (wręcz boli), w dotyku była wysuszona i szorstka. Stwierdziłam, że doskonała okazja do wypróbowania tego balsamu (sama nie miałam jeszcze okazji się opalać - no, poza jednym wypadem na rower z koleżanką, w wyniku którego miałam spieczony kark i ramiona, ale nie miałam wtedy tego balsamu, a szkoda).


    Poprosiłam Narzeczonego, aby na bieżąco mi mówił, jakie ma odczucia na temat balsamu (od razu poinformowałam, że na tej podstawie napiszę recenzję ;) ).
    Ehh z facetem o kosmetykach to się jednak pogadać nie da. Jedyne co słyszałam to kolejno:
    - aaaaaa jakie zimne! (w chwili wyciśnięcia balsamu na skórę)
    - mmmm ładnie pachnie
    - jak przyjemnie
    - chyba rzeczywiście nawilżył mi skórę
    - nałóż mi jeszcze
    Po czym po upływie jakiejś dłuższej chwili stwierdził, że skórę ma mniej szorstką, czuje ukojenie, skóra już tak bardzo nie piecze, ani nie jest napięta.

    Tyle od niego, teraz moje 2 grosze ;)
    Balsam ma konsystencję mleczka - po wyciśnięciu na skórę wydaje się być gęsty, ale zaczynając rozsmarowywać widzimy, że taki nie jest.


     

    Skóra Narzeczonego była tak rozpalona, że balsam od razu topniał! Miałam wrażenie, że smaruję go niemal wodą! 
    Była też na tyle wysuszona, że przyjęłaby każdą ilość preparatu. Nakładałam balsam 3 razy (i to wcale nie w małej ilości) i prawie od razu znikał z powierzchni skóry. Co ważne - mimo dużej ilości, nie wałkował się ani nie tworzył białawej warstwy. Po tej porządnej dawce skóra rzeczywiście była mniej szorstka i przyjemna w dotyku.
    Wypróbowałam go też na sobie, ale nie po opalaniu. Wrażenia całkiem przyjemne - co prawda, na nie nagrzanej słońcem skórze nie czuć prawie efektu chłodzenia, ale rzeczywiście dobrze nawilża i potrafię sobie wyobrazić jego działanie na skórze do jakiej jest przeznaczony.
    Niestety,  balsam nie mógł już ochronić Narzeczonego przed schodzeniem skóry (a wg. producenta przeciwdziała łuszczeniu), ale nic by już nie pomogło, ponieważ tak jak pisałam wcześniej, nie miałam możliwości wysmarowania go od razu a dopiero po 5 dniach kontaktu ze słońcem.

    Jak najbardziej jest godny polecenia, szkoda tylko, że tegoroczne lato uniemożliwia opalanie. Przed nami jeszcze sierpień, mam nadzieję, że okazji do użycia tego balsamu będzie wiele :)

    piątek, 22 lipca 2011

    Brązujemy ciało, czyli ... pokażę Wam świetny wynalazek :D

    Sposobów na złocistą skórę jest kilka - wylegiwanie się na słońcu, wizyta w solarium, stosowanie balsamu brązującego albo samoopalacza ... Co wybierzemy zależy od naszych upodobań, ale istotne jest jedno: na uzyskanie opalenizny potrzebujemy CZASU.
    A co jeśli podejmiemy nagłą decyzję o włożeniu spódnicy czy krótkich spodenek, a skóra na nogach jest przeraźliwie biała, zwłaszcza z opalonymi ramionami i twarzą (jak np. u mnie)? Balsamem czy samoopalaczem nie uzyskamy tak szybkiego efektu, a już na pewno ten efekt nie będzie pięknie pachnący ;)
    Olejek z Eveline z bardzo subtelnym efektem smagnięcia skóry słońcem zaostrzył mój apetyt i postanowiłam poszukać czegoś mocniejszego. Czytałam o tego typu kosmetykach w internecie, jednak wiedząc, że w Polsce dostęp do wszystkich jest niemożliwy uznałam, że najlepiej spytać w drogerii .
    I co? I są! :D
    Tytułowy "świetny wynalazek" - preparat dający NATYCHMIASTOWĄ opaleniznę możemy kupić w drogerii, w tej w której pytałam był w sprzedaży L'Oreal i Gosh.
    Co nie co poczytałam o nich i po kilku dniach zdecydowałam się na ten drugi.


    Gosh Instant Tan Gel
    /zdjęcie i opis ze strony producenta http://www.gosh.pl//

    Idealny do twarzy i ciała.

    Z systemem dzienne nawilżenie i organiczną wilczą jagodą.
    Błyskawicznie Brązujący  Żel GOSH daje piękną, błyskawiczną i naturalnie wyglądającą opaleniznę, która zmywa się wodą i mydłem. Nie zawiera kwasów DHA. Łatwy do nałożenia, łatwo się wchłania i pozostawia cię z równomiernym kolorem. Szybko wysycha, nie lepi się i nie pozostawia smug.

    Został stworzony z systemem dziennego nawilżania, wielofunkcyjnego, naturalnie pozyskiwanego nawilżacza. Zawiera ekstrakt z buraka cukrowego i skrobi kukurydzianej. Witamina A oraz kwas linolowy zapewniają skórze optymalną ochronę przed wolnymi rodnikami i stresem. Błyskawiczny Żel Brązujący GOSH zawiera także organiczną wilczą jagodę – nazywaną też „szczęśliwą jagodą” (ponieważ wywołuje spokój i dobre samopoczucie), zwiększa energię, witalność i siłę oraz chroni ciało przed przedwczesnym starzeniem.

    Dostępny w 2 odcieniach: light i medium; cena ok 40-42 zł

    Opakowanie bardzo trafia w mój gust - proste, eleganckie, a przy tym wygodne w użyciu i ekonomiczne - dzięki pompce wyciśniemy zawartość do samego końca.


    Wyciskam żel i okazuje się być on ... prawie czarny :D Nie wiem czemu byłam zaskoczona, skoro miał on od razu barwić skórę, a nie działać jak samoopalacz?


    Żel jest łatwy w równomiernym rozprowadzeniu, rzeczywiście nie musimy obawiać się smug i nierównego krycia. Jedynie co, to żel musimy nałożyć szybko i równie szybko zmyć go rąk (producent radzi używać rękawiczki, ale ja w nich tracę czucie, więc najzwyczajniej w świecie nie lubię ich używać, również np. do sprzątania ;) ). Utrudnieniem w nakładaniu mogą okazać się włoski, ale pewna tego nie jestem, bo wcześniej ogoliłam nogi.

    W minutę mamy to co chcemy - opaloną skórę, bez smug, bez samoopalaczowego smrodu (jak pisze producent - nie zawiera DHA), która przy tym nie jest podrażniona ani wysuszona (powiedzieć, że żel nawilża to za dużo, ale na pewno nie wysusza).

    Nie mogłam podjąć decyzji w kwestii odcienia, ostatecznie zdecydowałam się na jasny, uważając go za bezpieczniejszy. I rzeczywiście - odcień skóry staje się bardzo delikatny, nawet bladziochom nie zrobi krzywdy.
    Efekt na nogach:


     Zdjęcia w recenzji nie oddają w pełni efektu jaki daje, poza tym daję więcej żelu - efekt można stopniować.

    Dla mnie mógłby być ciemniejszy, bo jednak różnica między nogami a "górą" nadal jest. Następnym razem użyję więcej żelu - za pierwszym razem wycisnęłam go oszczędnie nie wiedząc, czego się spodziewać.

    Skusiłam Was, czy mi się to nie udało?

    środa, 20 lipca 2011

    lakier Eveline nr 632 + złoty pękacz Celii

    Przedostatnia wariacja na temat lakieru Eveline nr 632. Przedostatnia, ponieważ planuje jeszcze zrobić porównanie podobnych lakierów, ale dam Wam odetchnąć trochę od tego koloru;)

    Tym razem nałożyłam na niego złoty pękacz z Celii. Jak widzicie, jest to jasny, chłodny odcień, momentami wydaje się wręcz, że to srebrny kolor. Daje lekko metaliczny efekt - nie widać pojedynczych drobinek.
    Na wierzchu - nabłyszczający top coat, ale nie pamiętam jaki :o




    wtorek, 19 lipca 2011

    Top Shiny z Bell w praktyce

    Lakier to nr 632 z Eveline, recenzji nie będę powtarzać, jest TUTAJ, natomiast o Top shiny z Bell pisałam TUTAJ.

    Co uzyskamy kładąc Shiny Top na lakier Eveline?
    /chyba nie muszę pisać, na którym paznokciu jest top ;) )



    Jak Wam się podoba? Bo mi bardzo ^^

    Zakupowo :-D

    Obiecywałam sobie, że po żelowych szaleństwach na Słowacji odpuszczam zakupy kosmetyczne na dłuższy czas. Jakże jednak słaba ma wola.
    Wczoraj miałam dzień wydawania pieniędzy na kosmetyki lekką ręką, więc poniżej tego skutek:

    lakiery Virtual Street Fashion:

    Całą serię pokazywałam TUTAJ. Miesiąc temu dostałam 4 lakiery (TUTAJ) - doszłam do wniosku, że tak całkiem na pokuszenie i zaostrzenie apetytu, bo okazały się na tyle świetne, że dokupiłam jeszcze 5:

    nr 83 Sweet kiss, nr 88 Must have, nr 103 Purple fever, nr 108 Passo doble i nr 109 I want to dance

    smarowidła do ciała:

    Joanna Natura - Z apteczki babuni - balsam regenerujacy z bzem
    Eveline - Spa Professional - masło cynamonowe - pachnie smakowicie!

    podobno cudeńko z Delii:

    brązowy korektor do brwi

    Avon:

    Z biżuterią z Avonu to loteria: coś wygląda super w katalogu a na żywo tandeta, albo na odwrót. Zdarza się też CZASEM, że to, co podoba mi się w katalogu, podoba mi się też na żywo :)
    Kolczyki Ivala już Wam pokazywałam (TUTAJ), natomiast wczoraj odebrałam kolczyki Tamara (całe "złote) i Halesia (z niebiesko-zielonymi kuleczkami):
    I coś kosmetycznego: nawilżająca mgiełka z serii Senses.

    i jeszcze raz lakiery:
    to zakupy sprzed kilku dni

    pachnący lakier Eveline nr 705
    pękajacy lakier Celia - Gold

    poniedziałek, 18 lipca 2011

    Eveline - lakier nr 632

    Wiem, że się ucieszycie :-D Tak, pokazuję lakier!
    Typowo letni Eveline nr 632 (niestety producent zrezygnował z nazw kolorów, podobnie jak w nowych seriach dotychczasowych lakierów :( nazwy były zdecydowanym ułatwieniem).
    To jeden z kolorów, których się obawiałam z tej serii.





    W buteleczce wydaje się, że lakier ma domieszkę różu. Na paznokciach jego go bardzo niewiele a kolor jest mocniejszy - to dosyć intensywna, soczysta pomarańcza, w delikatnie koralowym odcieniu.
    Konsystencja jest odpowiednia - nie jest ani za gęsty, ani za rzadki. Nie rozpływa się po skórkach ani nie maże po płytce.
    Dobrze się nakłada - bez smug, prześwitów ani bąbelków a do tego schnie szybko - nie ma do czego się przyczepić.
    Trwałość jest również bez zarzutu, no chyba, że ktoś uznaje tylko lakiery wytrzymujące tydzień czy dłużej (znam takie osoby).

    W mojej opinii lakier jest jak najbardziej godny polecenia, lecz jedynie dla osób lubiących odważne, żywe, wręcz intensywne i dające po oczach kolory paznokci :D

    DOPISANE:
    zdałam sobie teraz sprawę, że mogłabym porównać ten lakier do innych podobnych, które mam :) Szykujcie się więc na taki post :)

    Tag: One Lovely Blog Award

    Po raz kolejny mój blog został otagowany :) Tym razem przez 14 Blogerek:

    Dziękuję Wam, to bardzo miłe :*

    Zasady:
    - Podziękuj i podaj link blogera, który przyznał wam tę nagrodę.    
    - Skopiuj i wklej logo na swoim blogu
    - Napisz o sobie 7 rzeczy
    - Nominuj 16 innych cudownych blogerów (nie można nominować blogera, który wam przyznał nagrodę)
    - Napisz im komentarz, by dowiedzieli się o nagrodzie i nominacji :)

    7 rzeczy o mnie:
    - kocham i jestem kochana 
    - nie będę standardową Panną Młodą - precz z welonem, białymi butami (mam nadzieję, że znajdę takie, jakie chce, a jeśli nawet skończy się na białych, ale na pewno nie typowo ślubnych) , białymi pończochami/rajstopami, mdłym makijażem i tipsami z frenczem bleeee
    - nie pracuję w wyuczonym zawodzie i nie chcę  - pracowałam rok i bardzo się rozczarowałam
    - kiedyś zmieniałam lakier na paznokciach codziennie, lub nawet 2 razy dziennie - teraz nie mam na to czasu a i zapał do malowania mniejszy, choć lakiery nadal uwielbiam
    - w 2010 spełniłam jedno z moich marzeń - byłam na koncercie Die Toten Hosen (chwaliłam się tutaj)- niezapomniane przeżycie
    - mam za sobą próbę emigracji do Anglii - wytrzymałam ok 3 tygodnie - życie "na wygnaniu" to nie dla mnie

    Nominuję:
    1) Polish Makeup Bag: http://polishmakeupbag.blogspot.com/
    2) Vexgirl: http://vexgirl.blogspot.com/
    3) Tysiąc jeden pomysłów i pasji:  http://tysiacjedenpomyslowipasji.blogspot.com/
    4) Shopaholic dream: http://shpcdream.blogspot.com/
    5) F000U: http://f000u.blogspot.com/
    6) Idalia: http://idaalia.blogspot.com/
    7) Siulka: http://siulka.blogspot.com/
    8) Opinie zkaupoholiczki: http://krotkim-okiem-zakupoholiczki.blogspot.com/
    9) Kosmetyczny kuferek Burn: http://kosmetyczny-kuferek-burn.blogspot.com/
    10) Stop buying crap: http://martaluizat.blogspot.com/
    11) Hawa: http://urodowy.blogspot.com/
    12) Sweet & punchy: http://sweet-and-punchy.blogspot.com/
    13) Alekowa: http://alekowa.blogspot.com/
    14)  Panna Joanna: http://joannapanna.blogspot.com/
    15) Smieti: http://smieti.blogspot.com/
    16) Co Sroce w oko wpadnie: http://cosrocewokowpadnie.blogspot.com/

    Bell - Top Shiny - nabłyszczacz i utrwalacz lakieru

    Lubicie na lakier kłaść jeszcze preparat nabłyszczający?

    Przyznam, że stosunkowo niedawno odkryłam uroki takiego wynalazku i teraz bardzo lubię mieć takowy pod ręką.
    W paczce od Bell znalazłam m.in. top coat Top Shiny, który ma nabłyszczać i utrwalać lakier.


     
     Opis producenta: 

    Preparat tworzy bardzo szybko schnącą warstwę, która nadaje paznokciom trwały, intensywny połysk. Dodatkowo podkreśla kolor lakieru i przedłuża jego trwałość. Równomiernie rozprowadza się na lakierowanym paznokciu. Preparat nie zawiera szkodliwych dla paznokci formaldehydu, toluenu i kamfory. Sposób użycia: Stosuj jako wierzchnią warstwę po nałożeniu lakieru kolorowego. Po około 60 sek. lakier będzie idealnie suchy i twardy.

    Top coat bardzo dobrze spełnia swoją rolę a zarazem obietnice producenta.
    Wyraźnie dodaje połysku lakierom - niby może się wydawać, że lakier ładnie się błyszczy, ale po nałożeniu tego preparatu jednak widać, że połysk może być jeszcze większy :) Przygotowałam zdjęcie porównawcze lakieru bez i z Top Shiny - zobaczycie je jutro.
    Rzeczywiście szybko schnie, co jest niewątpliwym atutem, podobnie jak to, że nie rozmiękcza lakieru.
    Trwałości lakieru nie przedłuża w sposób spektakularny, ale dzień czy dwa i tak zyskujemy.

    Za ok 12 zł mamy fajny, działający nabłyszczacz. Warto się za nim rozglądnąć :)


    niedziela, 17 lipca 2011

    Bell - błyszczyki WOW

    Dziś mała odmiana - recenzja kosmetyku do makijażu :)
    Od długiego czasu testuję błyszczyki Bell z serii WOW i trochę mi zeszło z zabraniem się do recenzji, co jest dziwne zważywszy na fakt, że dosyć szybko wyrobiłam sobie opinię na ich temat.
    Posiadam nr 2 i nr 3 - jasny, dosyć intensywny róż i ciemniejszy róż. Miałam jeszcze bezbarwny, ale jak pamiętacie, został rozlosowany w giveaway.


    Błyszczyki bardzo mi się spodobały. Rzeczywiście mają żelową konsystencję, co powoduje, że fajnie się je nakłada i prawie ich nie czuć na ustach i co ważne - nie kleją się.
    Nie wysuszają ust, a mam wręcz wrażenie, że delikatnie nawilżają. Gdy już zejdą z ust (po ok 2 godzinach) usta są nadal miękkie, nie ma żadnych suchych skórek - już przez samo to są godne polecenia. Pachną malinowo - ogólnie nie zachwyca mnie szczególnie ten zapach, ale też nie drażni.
    Oprócz konsystencji, podoba mi się również miękki aplikator i efekt jaki błyszczyki dają na ustach. Jak widać w opakowaniach, kolory są transparentne, rozwodnione i nie mają drobinek. Na ustach dają efekt zwilżonych ust, co bardzo mi odpowiada :)
    Zdawać by się mogło, że kolory znacznie różnią się od siebie, zwłaszcza, że na dłoni również to widać:


    Jednak na ustach różnica jest prawie nie zauważalna - piszę prawie, bo bez porównania ust bez błyszczyków i z błyszczykami raczej mało kto zauważy, że z jasno-różowym usta są leciutko bledsze, a z ciemniejszym - kolor jest delikatnie podbity.

    Warto się za nimi rozejrzeć, ponieważ są świetnymi błyszczykami do użycia "na szybko" i pasującymi do każdego makijażu i ubioru, a jednocześnie dające komfortowe uczucie na ustach :)
    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...