piątek, 29 marca 2013

Przedświąteczna przesyłka od Virtual

Byłam już prawie w połowie drogi do domu, gdy zadzwonił telefon. Tak jak myślałam - dzwonił kierownik z informacją, że kurier przywiózł dla mnie paczkę. Odpowiedź na pytanie, czy ma schować ją do szafki i przesyłka przeczeka przez święta czy się wrócę mogła być tylko jedna: WRACAM!! :)

W domu od razu wzięłam się z rozpakowywanie. Oto co znalazłam:

 

Wesoła, kolorowa torebka (lubię takie gadżety :D) kryła mnóstwo skarbów:
 

1. Cienie Satin Quattro - nr 075

2. Nowość: kasetka z cieniami - 200 Desire

3. Cienie Mat Duo - nr 051 

4. Tusz - Full Screen Size (dubelek)




1. Szminka Creamy Lisptick - 160 - Scarlett

2. Szminka Creamy Lipstick - nr 156 - Elizabeth

Dwa inne kolory szminek z tej serii pokazywałam kilka dni temu - Carmen i Emma

3. Nowość: błyszczyk City Chic - nr 35 

na zdjęciu kolor wyszedł przekłamany


Nie mogło zabraknąć .... lakierów :D Ucieszyły mnie tym bardziej, że lakiery Virtual są jednymi z moich ulubionych, bardzo je lubię!


1. Street Fashion - Diamond gloss

posłuży raczej jako lakier nawierzchniowy

2. Street Fashion - Crazy cha cha

3. FashionMania - Rock and roll

4. FashionMania - Hazelnut

5. Mini - nr 2

 
(o ile numerek pod butelką to nr lakieru)
 

6. Mini - nr 6

7. Mini - nr 11 

totalnie mnie zauroczył! Zdjęcie nie oddaje jego uroku - to przybrudzona stonowana czerwień. Chyba to on jako pierwszy znajdzie się na paznokciach

8. Mini - nr 21


Lubicie kosmetyki Virtual? 

 

Co jest dla Was hitem i kitem?

poniedziałek, 25 marca 2013

Idą święta ...

Nie tylko dokładniejsze niż zwykle porządki pozwalają mi odczuć, że zbliżają się święta. Taką kropką nad "i" jest zawsze zmiana pościeli - nie myślcie, że robię to tylko przed świętami ;) W ciągu roku nie odczuwam tego aż tak "wzniośle" jak właśnie przygotowując mieszkanie do świąt.

Żółta haftowana pościel już wyprana, a w sypialni jest teraz iście fioletowo-szaro za sprawą kompletu z Jyska (Kronborg Sissy, kupiona w promocji w cenie ok. 150 zł). Prześcieradła niestety nie było w zestawie, kupiliśmy więc fioletowe z gumką w Tesco (F&F, ok. 50 zł).





Uwielbiam pierwsze noce w świeżo zmienionej pościeli :)


Moje święta w tym roku nie będą należały do wesołych (smutne myśli już się pojawiają, nie tak miały wyglądać te święta ...), ale Wam już teraz życzę:


dużo uśmiechu i spokoju w czasie Wielkanocy :)




Kula z lakierami leci do ....

Zgłoszeń było sporo! O pomoc poprosiłam panią Iwonę z Virtual.






Poprosiłam o podanie liczby z przedziału od 1 do 308, padło na:


11


(słownie: jedenaście)



pod tym numerem kryje się zgłoszenie:




Bella



Gratuluję z całego serca i po cichu zazdroszczę :)



Czekam na mail z adresem do wysyłki :)


Chcę bardzo podziękować Pani Iwonie z Virtual, bez której konkurs by się nie odbył :)

niedziela, 24 marca 2013

Nowa paletka Sleek - Showstoppers

Jak podaje Fanpage drogerii Cocolita.pl, 
 15.04 ma miejsce premiera nowej paletki 
firmy Sleek

Showstoppers



Paraguaya, Sunset, Me, Myself & Eye, Bad Girl, Noir, Ultramattes V2
  Oh So Special, Bohemian, Storm, Sparkle, Au Natural, Graphite

Nazwy pod paletką to nie pomyłka - tradycyjnie Sleek nazywa kolory, tym razem nazwami swoich poprzednich palet. Pomysłowe :)
Z informacji na TYM blogu dowiadujemy się, że nie są to cienie z tych konkretnych palet i złożone w nową - w niektórych paletkach nawet nie ma takich kolorów, a inne są podobne.

Od czasu matowych paletek żadna mi nie wpadła w oko, aż do tej pory.
Coś mi się wydaje, że się na nią skuszę :)



Co myślicie o tej paletce?


Szminki Virtual - Creamy Lipstick Carmen i Emma + informacja o konkursie Virtual

Natknęłam się na przygotowane dosyć dawno (poprzedni sposób podpisu) zdjęcia, więc nadrabiam. Szminki Creamy Lipstick marki Virtual otrzymałam już jakiś czas temu, w kolorach Emma i Carmen.


Szminki pod względem jakości bardzo mi się podobają - przyjemnie się je nakłada, nie wysuszają ust i są dosyć trwałe.

Emma: Z otrzymanych kolorów podoba mi się jedynie Carmen, natomiast barbiowy, lalkowy, plastikowy czy jak go inaczej nazwać róż jakim jest Emma jest zdecydowanie "nie mój" i niezbyt dobrze mi się kojarzy. Mocno kryje śwnikowym różem, przez co usta nie wyglądają naturalnie, choć nie wykluczam, że osobom o innym typie urody będzie pasował.

Carmen to dla mnie strzał w 10. Lubię takie odcienie.Ma ładny połysk (Emma jest mniej błyszcząca), który na zdjęciu wyszedł jak złotawe drobinki. Szminka nie ma takich drobinek! Jest to ciemniejszy, przybrudzony róż, z delikatną czerwoną nutą, która podbija mój naturalny kolor ust dodając im subtelnego koloru i połysku. Polubiłam ją :)




Skoro o Virtual mowa, to mam informację o lakierowym konkursie :)

Podliczyłam wczoraj wszystkie zgłoszenia i jutro dowiecie się, do kogo powędruje kula z 40 minilakierami :)


sobota, 23 marca 2013

Dbamy nie tylko o siebie, ale też o mieszkanie - czystościowe zakupy z Lidla i dzisiejszy zakup w Lidlu

Pedantką nie jestem, zdarzają się więc dni, kiedy nie chce mi się posprzątać stoliczków salonie czy ubrań w sypialni, a w soboty umyć łazienkę (najczęściej robi to mąż, ale jak jemu się nie chce, to prostu tak zostawiam - jest w tym też chęć nauki dla niego, że nie będę go wyręczać, a skoro kąpiel w brudnej wannie mu nie przeszkadza to ja też nie będę myła za niego ;)).

Ale czasami mam zryw i napływ weny i wtedy robota pali mi się w rękach. Okresowo też moje zainteresowanie przesuwa się z kosmetyków na środki czystości i wtedy każda "specjalistyczna" pierdółka wydaje mi się niezbędna.

Taki zew poczułam w zeszłą sobotę - zabrałam się za mycie okien. Niestety w trakcie skończyło mi się "psikadło" do mycia, trzeba było się więc wybrać Lidla (jakiś czas temu polubiłam Lidla i Biedronkę - mam odczucie, że jakość i asortyment poszły sporo w górę w porównaniem z tym, co było jakieś 10 lat temu), zwłaszcza, że w gazetce wypatrzyłam kilka innych produktów, które chciałam kupić.

Wróciliśmy z całym arsenałem przeciwko zimowemu brudkowi (większość rzeczy mam po raz pierwszy stąd zakupy wszystkiego na raz), prawie wszystko jest lidlowskiej marki W5 z wyjątkiem płynu do mycia okien.


1. Clin - płyn i pianka do mycia okien 

(w zależności czy ustawimy siateczkę przy dozowniku czy nie).
Niezbędny od lat. W Lidlu ma dobrą cenę - duża butelka ok 7 zł. Zastanawiałam się nad lidlowską pianką (5,99 zł/500 ml), ale jednak nie ośmieliłam się zaryzykować. Clin mam sprawdzony - psikam szyby, przecieram szmatką a zbieram i wycieram do sucha papierowym ręcznikiem. Po dokładnym umyciu  ściereczką (szyby zewnętrzne często muszę spryskać dwa razy) nie zostają smugi. Dobrze sprawdza się też do mycia luster.


I reszta już W5:

2. Multi-płyn przeciw tłuszczowi (ok. 5 zł / 750 ml) 

do mycia kuchenki, zlewu.
Do tej pory kuchenkę myłam płynem do naczyń, ale jednak zdarzało się to mało skuteczne. Tyle razy obiecuję sobie, że od "teraz" wycieram na bieżąco, żeby się później nie męczyć - niech ktoś wyrobi we mnie ten odruch .... Płyn radzi sobie świetnie i jest łatwy w użyciu - spryskujemy powierzchnię, czekamy ok 1 minutę i zmywamy wilgotną szmatkę. Dodatkowo kuchenkę wycieram do sucha papierowym ręcznikiem.

3. Spray przed praniem (6,99 zł / 750 ml) 

Głównie do stosowania na mankiety i kołnierzyk koszul męża. Mam Vanish, ale nie lubię go używać. Wydaje mi się, że spray będzie wygodniejszy w użyciu.

W takim samym opakowaniu był jeszcze spray odświeżający ubrania (miałam taki lata temu, chyba Ariel), ale jednak nie zdecydowałam się na zakup stwierdzając, że jednak nie będzie mi teraz potrzebny - dawniej, jeszcze w trakcie studiów to miało sens - nie było wtedy zakazu palenia w knajpach, więc ubrania nie były brudne czy przepocone a właśnie przesiąknięte dymem - taki spray sprawdzał się super.

4. Pianka do czyszczenia piekarnika (7,99 zł / 400 ml) 

sądziłam, że to to samo co płyn przeciw tłuszczowi, a jednak nie. Pianka jest o wiele mocniejsza i dobrze radzi sobie z zanieczyszczeniami piekarnika. Można użyć ją na zimo - spryskać wnętrze piekarnika i zostawić na ok godzinę, lub na ciepło - podgrzać piekarnik, wyłączyć, spryskać i pianę zostawić na ok 30 min. Potem należy zmyć wilgotną szmatką. Wstyd przyznać, ale miałam dosyć zaniedbany piekarnik, więc mimo użycia pianki na ciepło musiałam do zrobić 2 razy :o Pianka świetnie odmacza tłuszcz powodując, że piekarnik lśni.
Mam natomiast zastrzeżenia do samej aplikacji - pianka bardzo się rozpryskuje, co powoduje, że można się nawdychać środka, bo robi się z niego "chmura".

Gdybym miała zdecydować się tylko na piankę lub płyn opisany powyżej wybrałam piankę, ale tylko z tego względu, że można nią też myć płytę kuchenną. Natomiast spray jest zbyt słaby do piekarnika.

5. Środek do pielęgnacji skóry (9,99 zł / 375 ml)

 na razie stoi w szafce i czeka na debiut.

6. Spray odświeżający do butów 

nie pamiętam ceny, ale droższy niż 10 zł na pewno nie jest. W szafce mamy jeszcze spraw z Deichmanna i Rossmanna, ale używamy dosyć często, więc trzeci nie zaszkodzi. Miałam kiedyś spray z Sholla, ale że większej różnicy między nimi nie widzę - no może jedynie zapach, Sholl ma dosyć duszący, pozostałe są przyjemne, więc lepiej się ich używa, a przy tym są tańsze.


7. Chusteczki do czyszczenia WC (2,99 zł / 15szt.) 

od "zawsze" miałam problem czym umyć muszlę klozetową i krawędź toalety pod nią. Szmatka z wodą niezbyt do mnie przemawiała. Teraz mam problem z głowy.

8. Chusteczki zapachowe do czyszczenia wielu powierzchni (5,99 zł / 80 szt.) 

używam głównie do mycia i odświeżenie blatu w kuchni. Można przetrzeć też cukierniczkę, maselniczkę, sprzęty, umywalkę, kuchenkę czy wytrzeć nimi kurze w salonie. Są dosyć małe, więc zużywam 2-3 sztuki (blat, sprzęty). Warto mieć :)


9. Odświeżacz do zmywarek (9,99 zł / 3 szt.)  

wg. znalezionych informacji 1 zawieszka ma starczyć na 60 myć, więc oferta jest bardzo dobra. Spełnia swoją funkcję jak powinna.



Dzisiaj z samego rana  znowu odwiedziłam Lidla. Byłam w nim zaraz po 8, żeby kupić upatrzone buty Kappa (88,00 zł, 3 modele damskie i 3 modele męskie). Już się nauczyłam, że jak jest coś wyjątkowo fajnego i w dobrej cenie (obejmuje to przede wszystkim ubrania i sprzęt sportowy) trzeba iść zaraz po otwarciu, bo później albo nie ma, albo z odpowiednim rozmiarze może być problem (te najmniejsze są szybko wykupione).
Przy koszach z butami dziki tłum, jak za czasów komuny jak coś tylko "rzucili".
No i kupiłam jedne z tych, które chciałam - czarno-różowe. Jak zwykle numer 36 niedostępny (ale o tym wiedziałam z gazetki), na szczęście 37 okazały się nie być dużo za duże.


Sznurówki oryginalnie są dwie (czarna i różowa), ja zostawię jedną.
Chciałam kupić jeszcze inny model - biało-szare, na innej podeszwie - grubszej i twardszej, ale najmniejszy numer to 38 a ten był już zdecydowanie za duży.




Często robicie zakupy w Lidlu lub Biedronce?


czwartek, 21 marca 2013

Apteczna pielęgnacja ciała - niedawne zakupy kosmetyków Emolium i Oillan, głównie kąpielowych

Do zamówienia w perfumerio-aptece Henri (mają bardzo dobre ceny, przynajmniej tych kosmetyków, które mnie interesowały) zbierałam się już od początku lutego, ale walcząc sama z sobą postanowiłam powstrzymać się do marca. Ledwo marzec zawitał, a zamówienie z "koszyka" poszło dalej i po kilku dniach znalazło się u mnie.

Lista zakupów zmieniała się co jakiś czas. Początkowo chciałam zamówić np. dwupak miceli Biodermy (w pewnym momencie dzielnie stwierdziłam, że nie potrzebuję na "już") czy żel do mycia twarzy Avene Clean-Ac, ale później obrałam jeden kierunek - ostatecznie skupiłam się na kosmetykach do kąpieli i pod prysznic i nawilżaniu ciała, koncentrując się na dwóch markach - Emolium i Oillan.


Z perfumerio-apteki Henri jest 5 kosmetyków - oprócz lotionu do ciała.


Znacie któryś z powyższych kosmetyków?

środa, 20 marca 2013

Przydatny gadżet - szmatka do prania Paclan Color absorber vs chusteczki Domol

Dzisiaj nie będzie kosmetycznie ani kulinarnie.
Chcę Wam pokazać przydatny gadżet, który warto mieć i używać.

W tamtym roku z ciekawości (nie pamiętam, czy przeczytałam gdzieś czy ktoś mi mówił) kupiłam ściereczkę Color Absorber firmy Paclan zapobiegającą farbowaniu ubrań w trakcie prania, firmy.
Pierwszą kupiłam w cenie ok 12-13 złotych w sklepie sieci Społem, a  drugą w tamtym tygodniu za 8,90 (w Realu). Różnica spora.

Kartonik zawiera jedną ściereczkę, która swoje właściwości wyłapujące kolor utrzymuje przez 20 prań. Później może posłużyć do wycierania kurzy, choć trzeba przyznać, że niezbyt ładnie wygląda ;)



Przy opakowaniu znajduje się kartonik, z którego po każdym użyciu ściereczki odrywamy kolejny kwadracik (ułatwia to perforacja), dzięki czemu bez problemu wiadomo, do ilu prań można ją jeszcze wrzucić. Po praniu po prostu wieszamy ją do suszenia.


Ściereczka jest dosyć gruba i duża, co jest zdecydowanym walorem.

Czysta, nie używana ściereczka wygląda tak:


A po 20 praniach (nawet więcej):


Jest już zmechacona i zdecydowanie nie biała ;) Wrzucałam ją do prania kolorowego i ciemnego.
Nie wzbudziła żadnych zastrzeżeń, ale zamiast ponownie ją kupić postanowiłam wypróbować później kupiłam w promocji chusteczki Domol z Rossmanna:


W promocji kosztowały 4,99, w opakowaniu jest 15 sztuk (powyższe zdjęcie jest poprzedniej wersji, ale obecna wygląda bardzo podobnie i jest w niej więcej chusteczek).

Do białego prania wrzucamy 1 ściereczkę (zapobiega żółknięciu), a do kolorowego 1-2 sztuki.
Biorąc pod uwagę cenę jaką zapłaciłam pierwszy raz za ściereczkę Paclan chusteczki Domol wychodziły korzystniej.

Niestety szybko się nimi rozczarowałam. Chusteczki są małe, cienkie i lekkie co powodowało, że zamiast kręcić się w bębnie wśród ubrań, dosyć szybko osiadały na uszczelce, zdarzało się więc, że chusteczka była w połowie czysta. I drugie niestety - spowodowało to, że kilka ubrań jednak zafarbowało :/ Ze ściereczką Paclan nigdy się to nie zdarzyło.

Nie będę już eksperymentować, zostaję przy ściereczce Paclan, zwłaszcza za cenę 8,90 :)



Używacie takich wynalazków?


wtorek, 19 marca 2013

Konkurs Virtual zakończony!

Wczoraj zakończył się konkurs

Virtual





W zabawie wzięło udział ponad 200 osób!

Bardzo Wam za to dziękuję i mam nadzieję, że osoby, które trafiły na mój blog dzięki konkursowi zostaną na nim na dłużej :)


Wyniki powinny być w weekend, lub zaraz po nim.

poniedziałek, 18 marca 2013

Kulinarnie cz. 22 - Twaróg ze szpinakiem i kiełkami

Lubię szpinak, a nawet więcej - uwielbiam! Zawsze muszę mieć zapas mrożonego szpinaku w zamrażalce (kupuję 1-2 kg w Tesco lub Realu), czasami kupuję świeży (najczęściej w Biedronce).

Najczęściej szpinak jem z makaronem (zamrożony szpinak wrzucam do rondelka na roztopione masło, dodaję wyciśnięty czosnek, sól, pieprz i trochę śmietany), z naleśnikami (podobnie przygotowuje jak do makaronu, tylko dodaję mniej śmietany, żeby był mniej rzadki), a świeży w sałatce. Natomiast pierogi ze szpinakiem nie wywołały mojego zachwytu.

Ostatnio jednak poczułam chęć urozmaicenia i zrobiłam twarożek ze szpinakiem i kiełkami rzodkiewki.


Twaróg (kupuję półtłusty) rozdrabniamy w miseczce, dodajemy sól, pieprz, wyciśnięty przez praskę czosnek (wszystko to do smaku).
W między czasie dusimy świeży szpinak na maśle (bardzo traci na objętości). Gdy zmięknie i zrobi się go zdecydowanie mniej, kroimy go drobno, dodajemy do sera. Kroimy i dodajemy także kiełki (za pierwszym razem robiłam bez nich i też wyszło pyszne) i śmietanę do uzyskania odpowiedniej konsystencji.


Kiełki znajdziecie w np. Biedronce - w plastikowym opakowaniu, w lodówce, obok paczkowanego szpinaku, sałaty i miksu sałat.



Twarogiem smaruję kanapkę, na wierzch daję jeszcze pomidora albo jajko na twarde. Solo też mi bardzo smakuje.

Połączenie z serem białym jest jak najbardziej wskazane, ponieważ wapń zawarty w twarogu neutralizuje negatywny wpływ kwasu szczawiowego zawartego w szpinaku.

Jeszcze lepsze połączenie jest z serem żółtym (ma więcej wapnia) i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby podobna pastę zrobić własnie z serem żółtym (już wiem co zrobię dzisiaj wieczorem :)).


Smacznego :)


Macie swoje ulubione potrawy ze szpinakiem?

niedziela, 17 marca 2013

Lakier Misa - Little hands

W komentarzach pod postem z lakierami Misa dwa z nich przeważały - Little Hands i Shake it to the samba, więc jako pierwszy wybrałam jeden z nich - Little Hands.

Kolor uwiódł mnie już butelczce - pastelowa, kremowa niebieskawa mięta, która w zależności od oświetlenia jest bardziej niebieska lub bardziej zielona. Różnice jednak są bardzo subtelne, a przeważa jednak nuta niebieska.


Lakier cudownie się nakłada, gładko i bez problemu. Konsystencja jest idealna - nie jest ani za rzadki ani za gęsty. 2 warstwy dokładnie kryją bez smug i prześwitów, także końcówki nie przebijają spod lakieru (nie lubię takiego efektu).
Na łatwość nakładania składa się także pędzelek, którym bez problemu się operuje, nie brudząc przy tym skórek.


Atutem jest szybkie schnięcie i piękny połysk - nie jest potrzebny nabłyszczacz.


Trwałość ba bardzo dobrą - lakier zmyłam w czwartym dniu - nie przetrwał mycia okien i pojawiły się odpryski. Myślę jednak, że gdyby nie te porządki to byłby dłużej na paznokciach.
Łatwo i szybko się zmywa.


Lakier zwrócił uwagę kilku osób, co nie często mi się zdarza.

Często będzie gościł na moich paznokciach.
Ciekawa jestem, czy pozostałe 3 też wzbudzą tak pozytywne odczucia.

Pamiętajcie o promocjach na lakiery Misa 

w sklepie internetowym:

 






piątek, 15 marca 2013

Przygoda z lakierami Misa rozpoczęta

To niesamowite, jak kurier przywożący do pracy paczkę z samego rana może tak pozytywnie wpłynąć na resztę dnia :)

Paczkę dostałam w poniedziałek, w kartoniku znajdowały się 4 lakiery firmy Misa.



O tej firmie wiedziałam wcześniej, ale nie miałam żadnego ich lakieru w swoim zbiorze.
Teraz się to zmieniło.

Shake it t the samba i Little hands to lakiery o kremowym wykończeniu, natomiast Bubble pop i Frozen in time są shimmerowe. Nie widać tego na powyższych zdjęciach, ale Frozen in time posiada różowo-fioletowy shimmer.


Lakiery, aktualnie 50% taniej (!)  kupicie w sklepie internetowym:


Macie w swojej kolekcji lakiery Misa? Jeśli tak, to jakie kolory?

czwartek, 14 marca 2013

Green Pharmacy - aloesowy krem do rąk

Nie potrafię się obyć bez kremu do rąk, choć od jakiegoś czasu używam go rzadziej niż to było kilka lat temu - miałam wręcz obsesję i smarowałam ręce bardzo często, a już na pewno po każdym myciu. Teraz po krem sięgam 3-4 razy dziennie.

Ostatnio używam aloesowego kremu Green Pharmacy, który kupiłam w dwupaku z balsamem do włosów.


Opis producenta:

  Krem do rąk i paznokci ALOES nawilżający, zmiękczający do codziennej pielęgnacji i profesjonalnego masażu. Krem z aloesem wygładza skórę rąk i nadaje jej miękkość. Wspaniałe właściwości nawilżające aloesu są szeroko udokumentowane i nie wymagają rekomendacji. Na bazie ekstraktu tej cudownej rośliny została opracowana nowa formuła kremu łącząca działanie aloesu z odżywczo-regenerującymi i łagodzącymi właściwościami alantoiny. Korzystne oddziaływanie kremu na skórę rąk jest wynikiem obecności kompleksu multiwitaminowego powstrzymująсego procesy starzenia /witaminy А i Е/, stymulującego podział komórek naskórka /witamina D/, przyspieszającego gojenie i zmiękczenie skóry. Witaminy Н oraz z grupy В w połączeniu z keratyną wzmacniają płytkę paznokciową. Gliceryna kosmetyczna zmiękcza skórę a utrzymując wilgotność w komórkach przeciwdziała niekorzystnemu wpływowi czynników zewnętrznych. Krem działa szybko i skutecznie: wspaniale wchłania się i przyswaja, przenikając głęboko w skórę.

Pojemność: 100 ml

Krem z Green Pharmacy w moim odczuciu jest dosyć przeciętny - krem jakich wiele. Na dłoniach zachowuje się tak jak lubię - nie tworzy lepkiej warstwy, nie bieli rąk, ale nawilżenie jest niestety chwilowe.

Co prawda czuć, że dłonie zostały posmarowane kremem, ale na dłuższą metę efekt jest zdecydowanie zbyt słaby. Stanowczo nie radzi sobie z pielęgnacją skórek (co widać po moich ostatnich prezentacjach lakierów do paznokci), które stają się suche i odstające.

Krem zużyję, ale na pewno nie kupię ponownie.


Jakie są Wasze ulubione kremy do rąk?


Jeszcze 6 dni do końca konkursu Virtual

Jeśli nie wzięłaś jeszcze udziału - serdecznie zapraszam


:)










środa, 13 marca 2013

Lakier Wibo - Gel Like - Peaches and cream - seriously?

Jak obiecałam niedawno tak robię. Pokazuję lakier Peaches and cream z blogerowej serii Wibo.
Nie wiem jak dla Was, ale jak dla mnie z brzoskwinią i śmietanką nie ma nic wspólnego. Za dużo w tej brzoskwini różu.

Nie przyglądajcie się za bardzo skórkom - od pewnego czasu nie mogę dojść z nimi do ładu, ale jest coraz lepiej.




Kolor jest trudny do uchwycenia i pewnie dlatego zdjęcia, które widziałam wcześniej na blogach dawały obraz zupełnie innego odcienia. Sama podchodziłam do zdjęć 3 czy 4 razy - za każdym razem lakier wychodził zbyt pomarańczowo i za delikatnie. Ale w końcu udało się - co prawda nie w 100%, ale kolor jest bardziej wiarygodny niż pastelowy rozbielony pomarańcz z kropelką różu, z jakim się spotykam w blogosferze.

Lakier jest trudny w obsłudze. Jest gęsty, robią się smugi, nierówno się nakłada. Do tego pędzelek nie jest doskonały - pojedyncze włoski, odstają albo są podwinięte.
Schnie bardzo długo - malowałam paznokcie około 2 godziny przed spaniem, a obudziłam się z wgnieceniami i ... bąbelkami powietrza,a  tego bardzo nie lubię.



Poza kolorem, nie podoba mi się ogólny wygląd na paznokciach - wygląda tandetnie. Z określeniem "gel like" też bym dyskutowała.

Dla mnie to zdecydowane rozczarowanie.

Na użycie czeka jeszcze Blue Lake - mam nadzieję, że będzie zupełnie inny niż Peaches and cream.



wtorek, 12 marca 2013

Koszyczek z miniaturkami L'Occitane w końcu dotarł

Nie mam pojęcia co poczta robiła z tą przesyłką - została nadana 28.02, a dostałam dopiero wczoraj. Już myślałam, że i w tej edycji wysyłki zostałam pominięta, mimo otrzymanego maila.

Koszyczek zyskał już ogromną popularność w blogosferze ;) Mi się podoba, na pewno znajdę dla niego jakieś przeznaczenie.



 W koszyczku - miniaturki, które już pojawiły się na innych blogach, ale też się muszę pochwalić.


1. mydełko z masłem shea - 50g
2. krem do rąk z 20% masła shea - 10ml
3. żel pod prysznic Verbena - 50ml
4. woda toaletowa Pivoine Flora - 5ml
5. krem na noc Immortelle - 15ml

Miniaturki prezentują się uroczo (jak i sam koszyczek), ale jak już inne Bloggerki zauważyły - do pełnej recenzji mogą (ale nie muszą) okazać się niewystarczające.


Znacie któryś z powyższych kosmetyków?

A może coś innego z L'Occitane jest Waszym ulubieńcem?


niedziela, 10 marca 2013

Witajcie w moich skromnych progach :)

Co jakiś czas znajduję w skrzynce mailowej prośby o więcej postów o charakterze prywatnym - jesteście ciekawi czym się zajmuję zawodowo, jak mieszkam, jak mi upływają dni.

Nie obiecuję wpisów o takiej tematyce, wszak to nie blog-pamiętnik, ale postanowiłam uchylić rąbka tajemnicy i pokazać Wam moje przysłowie cztery ściany, zwłaszcza, że jest ku temu świetna okazja - właśnie mija rok, odkąd mieszkamy tu z mężem.

Mieszkanie jest dosyć duże, ma 65 m2 i oryginalnie składało się z 4 pokoi, ale poprzedni właściciele zrezygnowali z najmniejszego na rzecz większej kuchni. Coś zaczęli w mieszkaniu robić, ale z jakiś powodów postanowili je sprzedać w stanie zupełnie rozgrzebanym.

Gdy pierwszy raz weszliśmy do mieszkania, mąż był załamany, przerażony i nie chciał słyszeć o jego kupnie. Natomiast ja od razu zauważyłam potencjał, zwłaszcza, że wychowywałam się w mniejszym (46 m2).


Remont zaczęliśmy od łazienki i WC - to były nasze priorytety, ale nie od tych pomieszczeń rozpocznę prezentację mieszkania.

Wybrałam fragment, który mam dosyć dobrze udokumentowany.
Zdjęcia robione są z kuchni w kierunku przedpokoju. Po lewej stronie zdjęć widać jeden z pokoi, a na wprost - salon.

 

Ver. 1.0 - stan na "dzień dobry"

 

Na podłodze leży już jakiś kabel, więc musieliśmy się przymierzać do jakiejś roboty.


Ver. 2.0 - coś zaczyna się wyłaniać



(na tym etapie łazienka i WC były już gotowe, dopiero wtedy zabraliśmy się za resztę mieszkania)

Ściany wyprostowane (na ile się dało ...), wyszpachlowane, pomalowane, panele do przedpokoju i kuchni wybrane, podobnie jak podłoga do pokoi (bambus - do salonu ciemny, a do dwóch pozostałych pokoi jasny), więc po uprzednim zrobieniu nowych wylewek można je układać :)

 

Ver 3.0 - mamy w końcu ościeżnice i drzwi!



Czekaliśmy na nie prawie 3 miesiące! Byłam strasznie zła, zapewne w sklepie mają zablokowany mój numer telefonu ;)

Ver. 3.1 - stan obecny, utrzymujący się od marca 2012




Kolejna wersja tego fragmentu obejmować będzie stan z lampami (nadal spod sufitu smętnie zwisają gołe żarówki) i komodą pod obrazem.

Zwróćcie uwagę na grubość ściany po prawej stronie drzwi do salonu - po wyrównaniu rura gazowa biegnie jakby nad półeczką, a popatrzcie teraz na pierwsze zdjęcie. Różnica ogromna. Niestety dalej ściany w mieszkaniu nie są idealnie równe, ale przynajmniej nie ma wrażenia jakby się waliły.

Mieszkanie nie wygląda jeszcze tak jakbyśmy sobie tego życzyli, głównie z powodów finansowych. Być może byłoby inaczej, gdybyśmy mieszkanie zastali w lepszym stanie i gdyby nie wymagało tak dużego nakładu finansowego.

Do zrobienia było WSZYSTKO - od zerwania płytek PCV i płytek w łazience (niebiesko-zielone obrzydlistwo), poprzez wylewki we wszystkich pomieszczeniach, wyprostowanie ścian, przebudowę łazienki i WC, przebudowę instalacji gazowej i elektrycznej, zamontowanie nowych parapetów po kupno WSZYSTKIEGO (łącznie z ościeżnicami i drzwiami, których nie było nigdzie, no, poza drzwiami wejściowymi ;)).

W rezultacie utknęliśmy na etapie mieszkania bez lamp (są tylko w łazience i WC), bez wypoczynku w salonie (jego funkcję spełniają 2 wersalki), bez dużej szafy w przedpokoju i bez drobniejszych rzeczy.

Gdy tylko mamy większy przypływ gotówki dokupujemy niezbędne sprzęty i meble i tak we wrześniu 2012 wersalkę w sypialni zastąpiliśmy łóżkiem, doczekaliśmy się lakobelu między meblami w kuchni, doprowadziliśmy mały balkonik do ładu (nie było na nim płytek, tylko goły beton), na początku tego roku kupiliśmy zmywarkę, a teraz czekamy na szafę do sypialni (w tym tygodniu ma być :)). Kolejnym wydatkiem będzie szafa do przedpokoju i wypoczynek do salonu. Wymiana okien musi poczekać dłużej.


Tak teraz patrzę na zdjęcia sprzed remontu i wiecie co? Drugi raz chyba bym się tego nie podjęła. Za dużo kombinowania, myślenia, roboty i pieniędzy to kosztowało. W trakcie wychodziły przeróżne dodatkowe sprawy do zrobienia - np. nie przypuszczaliśmy, że wszędzie trzeba będzie zrobić nowe wylewki - podłogi były strasznie nierówne, ułożenie paneli czy podłogi bambusowej nie wchodziłoby w rachubę.


Cieszę się, że ten etap jest za nami!

piątek, 8 marca 2013

Pierre Rene - Color Balm - nr 14 Fuchs i nr 24 Cinnamon

Nie wiem jak to się stało, że nie wiedziałam wcześniej o balsamo-szminkach Color Balm firmy Pierre Rene.
Wpadły mi w ręce dopiero kilka dni temu, zupełnie przypadkowo. I już wiem .... chcę więcej! :)

Opis producenta:


Perfekcyjna, balsamiczna pomadka o wyjątkowo lekkiej formule nawilżającej usta. Delikatna struktura pomadki gwarantuje przyjemność stosowania kosmetyku, piękny zapach Orchidei dodatkowo wpływa na zmysły podczas aplikacji. Składniki pielęgnacyjne, koktajl witamin oraz filry UVB dbają o kondycję i nawilżenie skóry ust. Nadaje ustom subtelny, delikatny kolor.
Hypoalergiczna.
Poj. 2g


Cena: 10-13 zł
Dostępność: e-sklep Pierre Rene, małe drogerie. Nie wiem jak w Naturach, bo w moim mieście w jednej z Natur nie ma już szafy Pierre Rene :(

Szminka dostępna aż w 30 kolorach:

Źródło: E-Cosmetics

Moja opinia:


Bogactwo kolorów wprawiło mnie w osłupienie, nie wiedziałam od jakiego koloru zacząć, zwłaszcza, że niestety nie testowałam ich w sklepie samoobsługowym :/

Szminki różnią się stopniem krycia - niektóre kolory kryją bardziej, inne tylko lekko podbijają naturalny kolor, lub dają przejrzysty odcień. Nie ma co się kierować intensywnością koloru sztyftu - może się okazać, że daje transparentny, lekki kolor.
Różnią się też wykończeniem - w palecie są zarówno szminki perłowe jak i z delikatnym malutkim brokatem. Zapewne każdy znajdzie coś dla siebie.

Wybrałam (tak na początek ;)) dwa odcienie - Cinnamon i Fuchs.


Kupione przeze mnie szminki pokazują tę różnorodność wykończenia.

Cinnamon jest bardziej kryjąca i bardziej perłowa, podczas gdy Fuchs to rozwodniona, "mokra" czerwień (trochę przeraziła mnie w opakowaniu) z delikatnym drobnym brokacikiem (na zdjęciu efekt nie jest zbyt wiernie oddany, na niekorzyść).



Fuchs w rzeczywistości jest bardziej intensywna i bardziej czerwona niż na zdjęciu - aparat wybił pomarańczowe tony. Usta wyglądają na wilgotne, soczyste, pięknie połyskują, jak po błyszczyku - zdecydowanie podbiła moje serce!
Cinnamon bardziej wygląda na szminkę niż Fuchs, osobom, które wolą delikatny połysk, lub jego zupełny brak raczej nie przypadnie do gustu.

Kolory i wykończenie to kwestia gustu, mogą się podobać lub nie, natomiast co do samej jakości nie ma co się przyczepić.
Szminki są niesamowicie miękkie, suną po ustach aż miło! Jak dobry balsam do ust. Jest to typ szminki, który nie wymaga użycia lusterka - nakłada się gładko i równo.
Obawiam się, że ta przyjemność maziania nią przełoży się na słabą wydajność (do tego ma tylko 2 g).

O wysuszeniu ust nie ma mowy.

Nie sądziłam, że aż tak mi przypadną do gustu,
Jak tylko będę miała okazję, przyjrzę się dokładniej pozostałym kolorom. Na blogach znalazłam sporo zdjęć i mam już swoje typy do sprawdzenia.


Znacie te balsamo-szminki?



Kilka słów o konkursie Virtual


Od wtorku trwa konkurs, w którym możecie wygrać 40 mini lakierów Virtual.

Zgłoszeń jest już dużo, konkurs cieszy się sporym powodzeniem, ale przykro jest mi poinformować, że dużo z tych zgłoszeń jest nieprawdziwych:

- sporo osób twierdzi, że obserwuje mojego bloga, a tak nie jest - jeśli nie obserwujesz - nie bierz udziału w konkursie!
Osoby nie obserwujące bloga nie będ brane pod uwagę w konkursie!

- sporo osób twierdzi, że obserwuje Fanpage mojego bloga, a tak nie jest - jeśli nie obserwujesz - zostaw to pole puste!

- sporo osób podaje linki do profili na FB, na których nie ma udostępnionej informacji o konkursie - jeśli nie udostępniasz informacji - zostaw to pole puste!

- nie podajcie w zgłoszeniach linków do mojego bloga i fanpage bloga na FB - tu chodzi o Wasze strony! - jeśli nie masz bloga lub nie informujesz na nim o konkursie (notka lub zdjęcie w blogrollu) lub nie masz profilu na FB zostaw to pole puste!


Firma Virtual otrzymała ode mnie listę zgłoszonych do tej pory osób - trwa weryfikowanie, czy faktycznie wszystkie te osoby lubią Fanpage Virtual.

Pamiętajcie, że konkurs to zabawa, bądźcie jednak fair w stosunku do innych uczestników.







czwartek, 7 marca 2013

Tym razem kolorówka i kilka słów rozczarowania Oleśkową brzoskwinią od Wibo.

Nowa kolekcja lakierów Wibo, stworzona przez Blogerki - istny szał ciał. Uległam mu i ja (klik), ale jednak kolekcja zostawia u mnie niedosyt - po Blogerkach znających się na lakierach, mających spore kolekcje spodziewałabym się czegoś bardziej "wow". Kolory nie są za bardzo odkrywcze, nie są unikalne, co nie zmienia faktu, że mogą się podobać (bo brzydkie nie są).

Mam właśnie "brzoskwiniowy" na paznokciach, co chwilę zerkam na nie i myślę: "gdzie ta brzoskwinia?". Przeglądam zdjęcia na blogach i brzoskwinię widzę tylko tam, na zdjęciach - stonowana, ale wyraźna brzoskwinia w pomarańczowej tonacji. Niestety na żywo jest zupełnie inny - kojarzy mi się bardziej ciemniejszym majtkowym różem niż rozbieloną brzoskwinią.

Poza tym lakier fatalnie się nakłada - jest gęsty, robią się smugi, bąbelki powietrza, do tego dłuuugo schnie a szybko odpryskuje.

Na pewno pokażę go na blogu, ale zrobienie zdjęć nie jest taką łatwą sprawą (za mną 3 podejścia i to jeszcze nie "to") - jak na złość aparat kamufluje różowe tony powodując, że na zdjęciach wychodzi idealny dla mnie odcień.

Po rozczarowaniu blogerową brzoskwinią z Wibo poczułam konieczną potrzebę posiadania odpowiedniego lakieru w tym kolorze.

Wybór padł na Golden Rose nr 221 - w buteleczce zachęca, a jak będzie na paznokciach - to się okaże ;)

W tym samym sklepie Pani pokusiła mnie nowymi kolorowymi balsamami Pierre Rene - Color Balm. Wybrałam dwa - Cinnamon i Fuchs. Jestem oczarowana *.* Zdjęcia już zrobiłam, więc jutro je zamieszczę.





Jakie są Wasze odczucia nt. blogerowej kolekcji lakierów Wibo?


środa, 6 marca 2013

Nie zapomnij o konkursie! Do wygrania 40 mini lakierów Virtual

Nie zapomnij!


40 mini lakierów Virtual może trafić właśnie do Ciebie :D





[kliknij w zdjęcie żeby zobaczyć szczegóły]



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...