niedziela, 31 maja 2015

Spotkanie blogerek w Suchej Beskidzkiej - niestety na nie nie dotarłam, ale ...

Na 23 maja czekałam bardzo niecierpliwie, jednak mąż pokrzyżował mi plany. W ten dzień miałam jechać na spotkanie blogerek do Suchej Beskidzkiej, ale 1 maja złamał nogę i nie mógł mnie odwieźć, a że ja trasy nie znam nie podjęłam się samotnej wycieczki. Jeszcze bym się znalazła nad morzem :)

Kornelia, organizatorka spotkania wprawiła mnie w zdumienie i zrobiła mega niespodziankę oznajmiając, że wyśle pakę z kosmetykami od partnerów spotkania. 



(tu jeszcze powinien być żel Dairy Fun, ale będzie na innym zdjęciu)




Oprócz prezentów od partnerów uczestniczki robiły sobie wzajemnie niespodzianki. Bardzo dziękuję tajemniczej Blogerce za zestaw, który przygotowała dla mnie :) Cieszy mnie, że będę miała możliwość poznania mydła w piance Bath & Body Works, o których wiele czytałam.


Zapasy bogato uzupełnione, będzie o czym pisać :)

sobota, 30 maja 2015

Warto mieć - kwas hialuronowy i olej. Do czego się przydadzą?

Dobrych kilka lat temu (7? 8?) ruszyła lawina zachęcająca do robienia własnych kosmetyków z dostępnych naturalnych surowców, które też w większości przypadków można używać samodzielnie lub dodawać do gotowych kosmetyków. Częściowo uległam, nie wgłębiając się zbyt głęboko w tajniki "kręcenia" własnych kremów, ale dosyć szybko mi przeszło. Teraz co jakiś czas dla urozmaicenia lubię sięgnąć po hydrolat czy olej.

W ostatnim czasie prawie co wieczór sięgam po prosty duet do pielęgnacji twarzy: kwas hialuronowy i olej arganowy (lub inny, który akurat mam - migdałowy, makadamia lub tamanu), który dla skóry 30+ jest porządnym zastrzykiem nawilżenia, działania przeciwzmarszczkowego i ujędrnienia. Nic więc dziwnego, że są to bardzo często wykorzystywane składniki w kosmetykach, a szczególnie olej arganowy, który znaleźć możemy niemal we wszystkich mazidłach - kremy, balsamy czy maski do włosów.

Naturalissa kwas hialuronowy olej arganowy argan naturalny

Mieszanka potęguje działanie poszczególnego składnika, a dodatkowo kwas hialuronowy (w postaci wygodnego do użycia żelu) zmniejsza tłustość oleju, który wtedy lepiej się wchłania. Skóra twarzy jest świetnie nawilżona, gładka w dotyku i bardziej elastyczna i to bez zbędnych chemicznych dodatków.

Duet duetem, ale każdy ze składników możemy używać dodając do kosmetyków, które mamy, a których działanie chcemy poddać tuningowi. Zarówno kwas hialuronowy jak i olej (nie tylko ten, arganowy, a każdy inny także) możemy dodać do kremu do twarzy (można też nie mieszać, a użyć jako serum pod krem), kremu pod oczy, balsamu, a nawet odżywki czy maski do włosów. Kwas hialuronowy może być też stosowany solo do twarzy (najlepiej na wilgotną skórę, inaczej może się łuszczyć), do włosów - np. do końcówek. Dodany do toniku/hydrolatu i szamponu podkręci ich działanie nawilżające i pielęgnacyjne.

Naturalissa kwas hialuronowy olej arganowy argan naturalny

Kwas hialuronowy

z Naturalissa, który mam jest 3%-owy i łączy w sobie cząsteczki o różnej wielkości: ultraniskocząsteczkowe, niskocząsteczkowe i wielkocząsteczkowe, co zapewnia najlepsze i najbardziej wszechstronne działanie. Ma wygodne opakowanie z "dziubkiem", który pozwala na precyzyjne odmierzenie kropelek oleju.

Olej arganowy 

u mnie świetnie spisuje się do pielęgnacji włosów - są po nim miękkie i błyszczące. Przeważnie nakładam na włosy przed myciem (na im dłużej tym lepiej), ale zdarza się też, że 2-3 krople delikatnie wcieram w podsuszone lub całkiem suche włosy.


Lubicie taką pielęgnację?



piątek, 29 maja 2015

Czerwcowy, limitowany box Naturalnie z pudełka

Kilka dni temu pisałam o nowym pudełku, które w przeciwieństwie do innych zawierać będzie tylko naturalne kosmetyki, o sprawdzonych, rzeczywiście naturalnych składach. Taka idea przyświeca boxowi Naturalnie z pudełka, którego czerwcowa, limitowana wersja dotarła do mnie przedwczoraj.

Opakowanie idealnie wpisuje się w założenie boxa:


Samo pudełko bardzo mi się spodobało :) Na pewno się nie zmarnuje.


A w środku?


Orzeźwiający balsam do rąk Pat & Rub - nie miałam dotąd żadnego kosmetyku tej firmy, więc chętnie poznam.
Olej arganowy Nacomi - sprawdza się u mnie do stosowania do twarzy na noc i do włosów, więc się przyda.
Mydło 94b migdałowe - natknęłam się na te mydła jakiś czas temu, więc bardzo się cieszę, że trafiło do mnie. I to w dodatku migdałowe :D Jak dla mnie nie mogło być lepiej :)
Pomadka z peelingiem Sylveco - długo się wzbraniałam przed tą pomadką, a teraz mam dwie sztuki ;) Nie zmarnuje się, bo rzeczywiście jest fajna
Puder Earthnicity - czytałam na blogach o kosmetykach tej firmy, ale było mi z nimi nie po drodze. Jak widać do czasu :)
Peeling do ciała cedrowy Babuszka Agafia - z tej serii miałam jakiś czas temu maskę do włosów z łopianem  i co rusz kuszą kolejne kosmetyki. Cieszę się z tego peelingu, bo był na mojej liście zakupowej :)

Zawartość mi się bardzo podoba, a lipcowe już zamówione i opłacone. Nie mogę się doczekać :)


czwartek, 28 maja 2015

Piąte urodziny bloga! Są prezenty ... dla Was!

Ale ten czas leci! 10 czerwca minie pięć lat odkąd spontanicznie założyłam blog i powstał pierwszy wpis :D


Z tej okazji nie może braknąć prezentów ... dla Was :D Każdy nowy obserwator i każdy komentarz bardzo mnie cieszy, bo wiem, że nie piszę w pustkę :)

W tym roku mam dla Was trzy prezenty:

Odżywka do rzęs Miralash

Zestaw kosmetyków Melkior

Kupon o wartości 30zł na zakupy w sklepie Pszczela Dolinka

Pierwsze dwie nagrody wyślę ja, natomiast w zakupach w Pszczelej Dolinki będę pośredniczyła, a wysyłka nastąpi bezpośrednio ze sklepu. 
Zgłaszajcie się do 07 czerwca, wyniki ogłoszę w dniu urodzin bloga, czyli 10 czerwca.

Aby wziąć udział należy:
- być obserwatorem bloga
- podać adres mailowy
- polubić fanpage sponsorów: Miralash, Melkior, Pszczela Dolinka 
- odpowiedzieć na pytanie
- wypełnić formularz - zgłoszenia pod wpisem nie będą brane pod uwagę (możecie dać znać, że bierzecie udział, ale formularz musi pójść do mnie :))



Pora poznać Melkiora

Sądziłam, że Melkior jest zupełną świeżynką na polskim rynku, a jednak nie. Znalazłam na blogach nieco informacji o tej firmie np. przy okazji relacji z Targów kosmetycznych. Tak czy inaczej, ta francuska firma właśnie ruszyła z kopyta na podbój polskich kobiecych serc :D

Nie mogłam odmówić propozycji poznania tych kosmetyków. Zachwycona głównie lakierami dokupiłam później co nie co i obecnie moja Melkiorowa kolekcja prezentuje się tak:

Lakiery były moją manią (kto pamięta początki mojego bloga ten doskonale wie :D), nadal od czasu do czasu serce mocniej zabije na widok kolorowych buteleczek.

* Pearl Blush - jasna morela z drobinkami
* Tokyo Red - ciemniejszy niż na zdjęciu, czerwień z kroplą różu
* Candylicious - ciekawy odcień różu, mocny, ale nie wpada w barbiowe tony
* Jasper -  koralo-brzoskwinia
* Marble - szary, po zdjęciach na stronie spodziewałam się jaśniejszego odcienia
Lakiery zobaczycie niedługo na swatchach :)

Cena: 25,99 zł

Szminek mam pod dostatkiem, ale co to za różnica dwie w jedną czy w drugą stronę

* Candy - nietrafiony dla mnie kolor, chłodny, lalkowy róż, z nutką fioletu
* Mandarine - intensywny kolor, mocniejszy niż na stronie

Cena: 35,00 zł

Mają przyjemnie kremową konsystencję, dobrą pigmentację i nie wysuszają ust. Zapach jest trudny do zidentyfikowania. Niby kojarzy mi się z zapachem różanej pomadki ochronnej, którą miałam wiele lat temu, ale wyczuwam coś jeszcze. Nie wiem co.

Wkłady z cieniem w dwóch wersjach wykończenia: matowy i metaliczny.

* Meteorite - świetny kolor, atramentowy, brudny granat, mocno napigmentowany. Dobrze spisuje się do robienia kresek, do zaznaczenia wewnętrznych kącików jak i na całą powiekę. Podbił me serce :D
* Bronze metal - kojarzy mi się bardziej ze złotem. Jest mniej żółty i ciut ciemniejszy niż na zdjęciu niże, pozytywnie mnie zaskoczył.
Świetnie wyglądają w duecie.

Cena: 17,60 zł


Trwałość mają standardową - nie trzymają się idealnie przez cały dzień, ale też nie schodzą za szybko. Nie osypują się i łatwo się nimi operuje.

Jeśli zainteresowała Was oferta tej firmy, to warto skorzystać z promocji w sklepie internetowym - do końca czerwca za przesyłkę nic nie zapłacimy:D
Sklep niedawno ruszył, ma kilka niedociągnięć i błędów językowych, ale na pewno ulegnie to poprawkom. Nie wiem jak teraz, ale gdy robiłam zakupy nie dostałam żadnej informacji z danymi do wpłaty. Okazało się, że przesyłka będzie wysłana za pobraniem.


Znacie kosmetyki Melkior?

wtorek, 26 maja 2015

Oliwa na włosach - szampon i maska Olivolio || Promocja -30% z okazji Dnia Matki

Wpis miał się ukazać w niedzielę, ale wyszło jak wyszło i nie było to możliwe. W myśl "co Cię nie zabije to Cię wzmocni" będę chyba niemal nieśmiertelna, bo kolejna cegiełka bezpośrednio mnie dotycząca ku temu się przyczyniła.

No ale przejdźmy to przyjemniejszych spraw. Chciałam jak najwcześniej napisać o kosmetykach Olivoilo, bo do dzisiaj trwa promocja - 30% z okazji Dnia Matki. Macie więc jeszcze dzisiaj szansę na tańsze zakupy.
http://www.olivepharm.pl/


Od jakiegoś czasu używam szamponu przeciw wypadaniu włosów i maski do włosów suchych i zniszczonych. Oba te kosmetyki są z serii z oliwą z oliwek (jest jeszcze seria z aloesem i z olejem arganowym).


Szampon przeciw wypadaniu włosów z witaminami i proteinami

Doskonałe połączenie wysokiej jakości składników takich jak; oliwa z oliwek extra virgin**, pro-witamina B5, witaminy H, PP, B3, wyciągu z rozmarynu*, proteiny pszenicy*, wyciągu z rumianku**, żel z aloesu**, pantenol***, gliceryna*, biotyna***, dzięki swoim właściwością wzmacniają cebulki włosów. Szampon nadaje włosom zdrowy wygląd i spręzystość od nasady ,aż po same końce. Doskonały do codziennego użytku przeciw wypadaniu włosów.
  •  testowany dermatologicznie
  •  bez parabenów
  •  bez silikonu
  •  bez sztucznych barwników
  •  bez olei mineralnych
  •  nie testowany na zwierzętach
  •  składniki pochodzące z upraw ekologicznych
Skład: aqua, sodium laureth sulfate, lauryl glucoside, PEG-4 rapeseedamide, cocamidopropyl betaine, sodium chloride *, panthenol ***, glycerin*, parfum, hexyl cinnamal, linalool, alpha-isomethyl ionone, polyquaternium-11, polyquaternium-10, niacinamide***, aloe barbadensis gel**, olea europea (olive) oil**, disodium EDTA, citric acid, PEG-12 dimethicone, biotin***, rosmarinus officinalis (rosemary) leaf extract*, benzophenone-4, olivoyl hydrolyzed wheat protein*, chamomilla recutita flower extract**, methylchloroisothiazolinone, methylosothiazolinone.

* naturalne/roślinne, ** organiczne/certyfikowane, *** witaminy  

Pojemność: 200ml
Do kupienia: np. Olivepharm, Natura

Maska do włosów suchych i zniszczonych z proteinami roślinnymi i olejem olus
Doskonałe połączenie wysokiej  jakości składników takich jak: oliwa zoliwek** extra virgin, żel aloesowy**, biotyna***,silanetriol*, olej z owoców lauru szlachetnego*, ekstrakt z korzenia żeń-szenia*, proteiny roślinne**, olej olus*, wyciąg z granatu*, wyciąg z rozmarynu*, ekstrakt z liścia tymianku*, pro-witamina B5***, witamina B3***, witamina B7(H)***, pantenol***, gliceryna*. Maska regeneruje i nadaje włosom silny i zdrowy wygląd zachowując jednocześnie ich lekkość.  
  • testowana dermatologicznie
  • bez parabenów
  • bez olei mineralnych
  • nie testowana na zwierzętach
  • składniki pochodzące z upraw ekologicznych
 * naturalne/roślinne, ** organiczne/certyfikowane, *** witaminy 

Skład: aqua, cetearyl alkohol, cetrimonium chloride, behentrimonium chloride, ceteareth-20, behentrimonium methosulfate, olea europea (olive) oil**, panthenol***, butylene glycol, glycerin*, punica granatum (pomegranate) fruit extract*, hydrolyzed vegetable protein pg-propyl silanetriol*, panax ginseng root extract*, aloe barbadensis gel**, niacinamide***, dimethicone, biotin***, olus oil*, laurus nobilis fruit oil*, parfum, amyl cinnamal, hexyl cinnamal, lanalool, rosmarinus officinalis (rosemary) extract*, thymus vulgaris (thyme) leaf extract*, methylchloroisothiazolinone, methylisothiazolinone, magnesium nitrate, magnesium chloride, citric acid.

Pojemność: 250ml
Do kupienia: np. Olivepharm, Natura

Zacznę od maski, bo łatwiej mi o niej napisać coś więcej. Obawiałam się, że skoro maska jest przeznaczona do włosów suchych i zniszczonych, znacznie obciąży moje włosy, które nie potrzebują bardzo silnej regeneracji. Nic takiego się jednak nie dzieje. Włosy są lekkie, puszyste i jak na moje potrzeby wręcz za mało dociążone. Nie chciałam obciążenia, ale też nie widzę po niej choćby minimalnego dociążenia. Próbowałam trzymać na włosach krócej, dłużej, ale jedynie dodanie oleju migdałowego lub makadamia polepsza działanie. Maska jest gęsta i dobrze trzyma się włosów - to zdecydowany atut.
Maskę zużyję z przyjemnością (zostało mi jej może na 2-3 użycia), bo włosy są po niej bardziej miękkie i błyszczące. No i nie przetłuszczają się szybciej.

Szampon łagodnie myje i tworzy fajną zwartą pianę. Jest nieco śliski w dotyku i mimo, że nie zostawia włosów aż piszczących od czystości, to jednak czuję, że włosy są dobrze oczyszczone. Nadaje się do użycia solo (sprawdziłam), ale najczęściej używałam w duecie z maską.

Oba kosmetyki mają delikatne, oliwowe zapachy. Za zapachem oliwek/oliwy nie przepadam, ale ten jest na tyle łagodny, że mnie nie drażni.

Składy. Bez wątpienia lepsze, niż typowych drogeryjnych produktów - dużo olejów, ekstraktów, także certyfikowanych i składników pochodzenia naturalnego, brak parabenów. Ale jest butylene glycol, który może podrażniać, są PEGi no i SLS w szamponie, którego wiele z Was unika.

Dodam jeszcze, że opakowania są estetyczne i eleganckie - zdecydowanie nadają się na prezent :)


niedziela, 24 maja 2015

Sól i krem do stóp Biały Jeleń

Nie wiem jak u Was, ale u mnie stopy są najczęściej pomijane w pielęgnacji. Obserwuję typowe zrywy - postanawiam przeprosić się z kremami do stóp, po czym po 3 czy 4 dniach wymiguję się zmęczeniem, aby tylko go nie użyć. Na szczęście stopy mam w całkiem niezłym stanie, ale to nie znaczy, że nie mogłoby być lepiej.
W ostatnim czasie na tapecie są u mnie dwa stopowe kosmetyki firmy Biały Jeleń - sól do kąpieli stóp (na spotkaniu blogerek w Nowym Sączu dostałyśmy chyba wersje testerskie, bo w mniejszym opakowaniu, którego nie widzę na stronie ani w sklepach) i krem na suche i popękane pięty.


Już kiedyś używałam soli do stóp, ale innej firmy. Uwielbiam wymoczyć stopy po męczącym lub upalnym dniu czy bieganiu i ćwiczeniu. Uczucie ulgi i odpoczynku jest niesamowite. Sól Biały Jeleń spełnia te funkcje idealnie. Stopy są zrelaksowane i całe zmęczenie gdzieś się ulatnia. Kąpiel z rozpuszczoną solą zdecydowanie zmiękcza stopy i je pielęgnuje co czuję choćby po tym, że skóra nie jest ściągnięta. Sól powinna znaleźć się w każdej łazience - na gorące dni, po ćwiczeniach, lub jeśli ktoś ma "stojącą" pracę jest niezastąpiona. Ja wiem, że część z Was myśli w tym momencie: eeee, nie chce mi się z tym bawić. Mi też nie zawsze się chce, ale za każdym razem gratuluję sobie genialnego pomysłu :D Cudnie orzeźwia i przynosi ulgę stopom. Aaaaa, zapach :D Większość kosmetyków do stóp ma zapach miętowy czy eukaliptusowy, natomiast ta sól jest bardziej świeża, ziołowa, bez wyczuwalnych miętowych nut.

Kremy do stóp miałam przeróżne i przyznam, że przeważnie coś z nimi było nie tak. Były albo za rzadkie, albo z gęste, klejące i spływające ze skóry, a przy tym kiepsko nawilżające. Nic więc dziwnego, że do tego z Białego Jelenia podeszłam z nieufnością. A tu niespodzianka. Krem bardzo dobrze nawilża mimo dosyć szybkiego wchłaniania i niezbyt gęstej konsystencji. Nic się nie klei, nie spływa w nocy, a rano stopy są gładsze i odpowiednio wypielęgnowane. Obawiam się jednak, że dla stóp wymagających sporej dawki nawilżenia może okazać się za słaby.
Krem także nie pachnie jak typowe kosmetyki do stóp. Zapach jest świeżo-czysty, nie wyczuwam w nim mięty.


Dbacie o stopy regularnie czy od przypadku do przypadku?


sobota, 23 maja 2015

Czyste Mydło razy cztery + promocja z okazji Dnia Matki

Czyste Mydło to kolejne w pełni naturalne polskie mydła zdecydowanie warte uwagi. Dwa z czwórki, którą mam dostałam na spotkaniu blogerek w Nowym Sączu (awokado i różane), a pozostałe dwa kupiłam wcześniej.

Mydła na pierwszy rzut oka różnią się opakowaniem. Te w papierku mają późniejszą datę produkcji, wnioskuję więc, że właśnie ta wersja jest aktualna. Mi chyba bardziej przypadła do gustu minimalistyczna z banderolką, ale w sumie to szczegół.

 
Skład mydła różanego: sodium olivate/palmate/cocoate, olive oil, glicerin, castor oil, shea butter, cocoa butter,aqua, rose flowers, rose flower oil

 
Skład mydła awokado: Sodium olivate/cocoate, Olive oil, Castor oil, Glicerin, Shea butter, Cocoa butter, Avocado fruit puree

 
Skład mydła Luksusowe SPA: sodium olivate/palmate/cocoate, olive oil, glicerin, castor oil, shea butter, cocoa butter, mangifera butter, aqua, argan oil, titanium white.

 
Skład mydła Shea Butter: sodium olivate/palmate/cocoate, olive oil, glicerin, castor oil, shea butter, cocoa butter, titanium white, french clay


Mydła są do siebie bardzo podobne, zarówno pod względem zapachu jak i działania. Pachną bardzo delikatnie, kremowo-mydlanie. Różane nieznacznie od nich odbiega, ale też nie pachnie intensywnie różą. Wszystkie cztery świetnie spisują się zarówno do mycia twarzy jak i ciała, bo skutecznie oczyszczają, nie wysuszając przy tym skóry. Jedyne co mnie początkowo nieco irytowało to ich wielkość (nie waga) i kształt. Kostki są kwadratowe i dosyć szerokie, co w połączeniu z kanciastymi brzegami utrudnia używanie. Niewygodnie się je trzyma w dłoni i zmydla. Po kilku użyciach brzegi się zaokrąglają, mydła ubywa i jest lepiej. Można też kostkę przeciąć na pół i nie irytować się w ogóle ;)

Mydła polecam za fajne działanie, super składy oraz szeroki wybór (mnie jeszcze kilka kusi :)).


Takie mydła będą oryginalnym prezentem lub dodatkiem do niego dla mamy -  w końcu ich święto już niedługo. Z tej okazji mydła można kupić 15% taniej, czyli w cenie 8,50zł  za 100gramową kostkę.


piątek, 22 maja 2015

Promocja -40% na pielęgnację twarzy w Rossmannie - co kupiłam?

Kolejny szał promocyjny trwa. W trakcie promocji na kolorówkę NIC nie kupiłam (wow!!), a jak z pielęgnacją twarzy?

Dla mamy kupiłam 10 kremów oliwkowych Ziai. Zużywa je ekspresowo, więc tyle opakowań sobie zażyczyła (to nic, że zanim dowiedziałam się o promocji kupiłam jej 5 sztuk). Cena regularna to 3,89zł, a w promocji - jeszcze mniejsze grosze. Dokupię jeszcze wodę tonizującą z serii Liście zielonej oliwki i będzie prezent na Dzień Matki.


A dla siebie? Istne szaleństwo :D Znowu NIC! Oglądałam, odkładałam i na nic się nie skusiłam. W koszyku miałam już tonik nawilżający z Tołpy, ale wylądował z powrotem na półce. Niczego nie potrzebuję, więc nie kupuję. O!



A co Wy kupiłyście?

czwartek, 21 maja 2015

Eko gratka NATURALNIE Z PUDEŁKA - comiesięczny box z naturalnymi kosmetykami

No i w końcu w Polsce jest! Comiesięczne pudełko z naturalnymi kosmetykami


http://naturalniezpudelka.pl/

Od kilku dni wpatruję się w licznik na stronie, a on nic nie przyspiesza ;) O północy ruszają zapisy na subskrypcję od drugiego pudełka, którego wysyłka nastąpi na początku lipca. Pierwsze pudełko będzie limitowane do 20 sztuk i nie będzie można go kupić.

Odwiedźcie fanpage na FB - znajdziecie tam ciekawe informacji, choć tej najciekawszej, dotyczącej ceny chyba jeszcze nie podano chyba, że przegapiłam?


Kto zainteresowany?? Ja na pewno :)


Edycja: zapisy przesunęły się o 2 dni, ale co się odwlecze to nie uciecze

Żel peelingujący AA Oil Infusion

Nie lubię żeli peelingujących - ani tych do twarzy, ani do ciała. Czasem zdarzało mi się takie kupić i to właśnie te nieudane zakupy wyrobiły to moje stanowcze stanowisko. Żaden z takich żeli do tej pory i tak nie był w stanie zastąpić mi peelingu, a zbyt delikatne drobinki i w małej ilości tylko mnie irytowały podczas codziennego używania. A tymczasem jaka niespodzianka. Od ponad miesiąca używam ... żelu peelingującego do twarzy! Jak to możliwe? A no jest, pod warunkiem, że to żel AA z najnowszej serii Oil Infusion, z której bardzo polubiłam olejek do twarzy 30+.


Żel peelingujący do mycia twarzy AA Oil Infusion2 zawiera szlachetne olejki avocado i babassu o działaniu odmładzającym. Są one bogatym źródłem składników odżywczych, witamin, antyoksydantów i mikroelementów. Nowoczesna formuła dokładnie usuwa wszelkie zanieczyszczenia z powierzchni skóry, a jednocześnie delikatnie złuszcza obumarłe komórki naskórka, przywracając skórze gładkość i miękkość. Nie zawiera mydła ani SLES.

OPIS SKŁADNIKÓW:
  • Olejek babassu - pozyskiwany z orzeszków palmy Cohune, rosnącej w lasach Amazonii – intensywnie nawilża i zmiękcza skórę oraz chroni ją przed działaniem czynników zewnętrznych. 
  • Olejek avocado, bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe, proteiny, aminokwasy i witaminy, dostarcza skórze substancji budulcowych i głęboko ją odżywia.
  • Peelingujące mikrodrobinki pobudzają mikrokrążenie, dotleniając skórę, a dzięki złuszczaniu obumarłych komórek naskórka - przywracają jej gładkość i zdrowy koloryt.
[opis: Oceanic]
Pojemność: 150ml
Cena: ok 15 zł

Skład: Aqua, Glycerin, Polyethylene, Ammonium Lauryl Sulfate, Lauramidopropyl Betaine, Propylene Glycol, Triethanolamine, Avocado Oil Glycereth-8 Esters, Panthenol, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Babassu Oil Glycereth-8 Esters, Allantoin, Phenoxyethanol, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Benzoic Acid, Ethulhexylglycerin, Parfum



Żel przekonuje mnie mnóstwem drobinek, które świetnie czuć na twarzy. Nie jest ich przysłowiowe 2 na krzyż, ale na prawdę bardzo dużo zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę, że jest to żel peelingujący a nie typowy peeling. Co więcej, wg mnie nie jest na tyle delikatny, aby używać go i rano i wieczorem. Mi to nie przeszkadza, bo lubię zdecydowanie ścieranie, ale jeśli szukacie czegoś rzeczywiście do codziennego użycia, to mam wątpliwości.
To pierwszy żel, po którym nie myślę o użyciu stricte peelingu (nie znaczy to, że całkiem z niego zrezygnowałam). Skóra jest wyczuwalnie wygładzona, ale czy jakoś szczególnie nawilżony dzięki olejom, które ma w składzie? Nie zauważyłam, ale też nie zauważyłam wysuszenia.
Żel dobrze się pieni i dobrze oczyszcza, funkcje myjące spełnia więc idealnie.
Konsystencja. No właśnie. Żel nie jest żelowy, a bardzo lejący. W trakcie wylewania na dłoń lubi spływać i skapywać w trakcie nanoszenia na twarz, więc ostrożność jest jak najbardziej wskazana. Łatwo też wycisnąć go za dużo.
Nie zmienia to faktu, że żel jest dla mnie mega pozytywnym zaskoczeniem, co jest o tyle dziwne, że jestem zwolenniczką mocnych peelingów.

Lubicie żele peelingujące, czy wolicie peelingi?

środa, 20 maja 2015

Wodne klimaty z matowym lakierem My Secret Chalky Matt i flakesami Sensique

Moda na matowe lakiery i topy rozpoczęła się ładnych kilka lat temu i ja jej wtedy też uległam. Jednak żaden z lakierów i topów, które wtedy miałam nie dawał takiego prawdziwego, wręcz kredowego matu. Zawsze był to mniejszy lub większy mat, ale nie stuprocentowy. Co więcej, końcówki czybko nbierały większego połysku, więc efekt nie był zbyt dlugo trwały.
MySecret swoją wiosenną kolekcją mnie zachwyciło, ponieważ w serii Chalky Matt mamy prawdziwie matowe lakiery. Jeżeli lubicie od czasu do czasu zrezygnować z połysku na paznokcich koniecznie przyjrzyjcie się tym lakierom w Naturze. Posiadam jeden z nich-  intensywny błękit nr 243 Blue. Od razu widziałam go w połączeniu z połyskującymi flakesami innej naturowej marki Sensique z serii Nail Art nr 201 Blue Holo Mist.


Kredowy lakier Blue w buteleczce wygląda dosyć niepozornie i delikatniej niż na paznokciach. Bardzo dobrze kryje, bez żadnych smug i prześwitów. Jak wspomniałam mat jest idealny i nie ściera się tak szybko jak w innych lakierach matowych/topach, które miałam. W ogóle zaskoczyła mnie świetna trwałość lakieru - wytrwał 5 dni w stanie niemal idealnym i po tym czasie na paznokcie palców wskazujących były nieco bardziej błyszczące niż pozostałe. 


Jedyne co mi w nim niezbyt odpowiada to krótki i gruby pędzelek, który przy gęstej konsystencji lakieru sprawia kłopoty w trakcie nakładania. Nie potrafiłam nim pomalować paznokci oszczędzając skórki i równo przy nich malując (specjalnie przed zrobieniem zdjęć nie poprawiłam niedociągnięć zmywaczem).

Efektu lakieru nawierzchniowego Sensique niestety nie udało mi się uchwycić, a szkoda. Fajnie się prezentuje, choć mój mąż stwierdził, że wygląda jakby mi lakier schodził. Mężczyźni ;)


Nie jestem obeznana z najlepszą techniką nakładania i niezbyt potrafiłam sobie poradzić z płatkami, które w trakcie malowania ustawiły się nie do końca "leżąco", a odstająco. Zapewne kwestia wprawy.

Manicure prosty, a przypadł mi do gustu - z resztą preferuję prostotę na paznokciach (etap stempelków od kilku lat jest już za mną). 


Znacie lakiery Chalky Matt? Ciekawa jestem białego :)

wtorek, 19 maja 2015

PROMOCJA - 40% na kosmetyki do pielęgnacji twarzy w Rossmannie

Promocje na kolorówkę za nami (uwierzycie, że NIC nie kupiłam? :D) a tymczasem chodzą słuchy (podobno potwierdzone), że od 20.05 Rossmann szykuje dla nas akcję -40% na pielęgnację twarzy, z wyłączeniem maseczek i kosmetyków dla mężczyzn.
Zapasy mam dla całego osiedla, więc nie skorzystam, ale na pewno wiele z Was zainteresuje ta wiadomość :)

A tymczasem zapraszam na lekturę czerwcowego Skarbu


Jak zwykle na początek przewertowałam strony z nowościami i zapowiedziami. Zawiesiłam oko na szminkach w kredce Bell i nowości Tesori D'Oriente (ich piżmowe perfumy uwielbiam):

https://rossmann.okazjum.pl/gazetka/gazetka-promocyjna-rossmann-01-06-2015,13718/56/

Wśród Was jest wiele zwolenniczek Beauty Blendera, zapewne więc nie ujdzie waszej uwagi podobny produkt Rossmannowskiego For Your Beauty:

https://rossmann.okazjum.pl/gazetka/gazetka-promocyjna-rossmann-01-06-2015,13718/56/

Słodka Beyonce czy kwiatowa Halle Berry?

Odkąd pamiętam nie byłam fanką balsamów perfumowanych - miałam wyobrażenie o nich jako o rzadkim "czymś", które ma tylko ładnie pachnieć, bez choćby minimalnego działania nawilżającego. Nic więc dziwnego, że do balsamów, które dostałam od StrefaUrody.pl podeszłam jak przysłowiowy pies do jeża. Czy słusznie?


Balsam Pulse NYC z linii sygnowanej przez Beyonce w pierwszej chwili uderza w nozdrza intensywnie słodkim zapachem, który na szczęście szybko łagodnieje.

nuta głowy: gruszka, malina, granat, jaśmin, piwonia
nuta serca: orchidea
nuta bazy: babeczka cupcake, paczula

Wbrew nutom ja wyczuwam w nim ... bardzo subtelną czekoladę (może ta babeczka ma być czekoladowa? ;)), połączoną z czymś ostrym. Pieprz? Mieszanka ciekawa, ale drażniąca mnie na dłuższą metę choć pieprz (byle nie rożowy!!) w perfumach lubię. Balsam jest gęsty, ale przy tym klejący. Dosyć długo się wchłania tworząc niezbyt przyjemną lepką warstwę. Nawilża dobrze, lecz klejenie się to nie jest coś co lubię. 

Balsam Halle Berry Exotic Jasmin zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu choć nie obyło się bez zaskoczenia. Czy pachnie jaśminem? Nie. Nawet nie ma go podanego w nutach zapachowych. Więc skąd wybór takiej nazwy? Nie mam pojęcia. 


nuta głowy: dzika malina, nuty ozonowe
nuta serca: fiołek, mimoza, lilia wodna, akord fougere, jaśmin
nuta bazy: cedr, wanilia, mahoń, piżmo kaszmirowe

Zapach nie jest jaśminowy, ale delikatne kwiaty bez wątpienia czuć. Momentami zapach kojarzy mi się z herbaciano-mydlanymi aromatami a tych w składzie też nie ma. Zapach zdecydowanie nie jest górnych lotów, ani  szczególnie oszałamiający, ale przyjemny i w formie perfum mogłabym używać bez większych oporów.
Sam balsam spisuje się o wiele lepiej niż od Beyonce. Przede wszystkim - nie klei się :) Przez chwilę skóra jest trochę tępa, ale na szczęście to mija na rzecz gładkiej i dobrze nawilżonej skóry. Chętnie smaruję nim całe ciało po wieczornym prysznicu i kąpieli ciesząc się później dyskretnym i kojącym zapachem. Skóra nim pachnie co najmniej dwie godziny - nie wiem ile maksymalnie, bo przez sen nie wychwycę tego, a rano śladu już po nim nie ma (tzn. po zapachu, bo nawilżenie i gładkość jak najbardziej).


Lubicie balsamy perfumowane? 

poniedziałek, 18 maja 2015

Mydlano-lakierowe zakupy na Estreshop

Mydła Dr. Bronner's (podobno hit wśród gwiazd) chodziły mi po głowie od jakiegoś czasu, a że od przybytku głowa nie boli (choć mnie chyba powoli zaczyna), równocześnie z mydłami ze Pszczelej Dolinki zamówiłam cztery tej amerykańskiej, ekologicznej marki. 
Wybrałam ofertę sklepu Estreshop, gdzie mydła są w atrakcyjnej cenie 14,99 zł, a koszty przesyłki niewygórowane. Do tego świetny kontakt z właścicielem utwierdził mnie, że to dobry wybór.
Sklep nie ma zbyt szerokiej oferty (a szkoda), ale ku mojemu zaskoczeniu sprzedają także lakiery Models Own (21,99 zł). Wiele o nich czytałam, więc skoro nadarzyła się okazja wybrałam jeden z nich - pastelową brzoskwinię Peach Melba.

Jako gratis dostałam dwie próbki produktów Dr. Bronner's - mydła w płynie dla dzieci i balsamu do ciała lawendowo-kokosowego. Miło :)


Mydła Dr. Bronner's wykonane są na bazie oleju kokosowego, palmowego, oliwy z oliwek i oleju konopnego. Posiadają amerykański certyfikat USDA. Co więcej, firma angażuje się w akcje rolnicze zgodne ze Sprawiedliwym Handlem i przekazuje część zysków na fundusze mające poprawić warunki życia w krajach, w których uprawiane są surowce, z których powstają produkty Dr. Bronner's.


Mydła nie zawierają olejów mineralnych, sztucznych barwników i aromatów, parabenów, formaldehydu, silikonów ani organizmów modyfikowanych genetycznie. 
Dla przykładu skład mydła różanego: organiczny olej kokosowy*, organiczny olej palmowy*, wodorotlenek sodu**, woda, naturalny zapach różany, organiczna oliwa z oliwek*, organiczny olej konopny, organiczny olej jojoba, sól, kwas cytrynowy, witamina E.
*składniki z upraw ekologicznych, 
**zostaje całkowicie zużyty w reakcji zmydlenia, brak w końcowym produkcie 

Opakowania również wpisane są filozofię eko - wykonane są z plastiku z recyklingu, plastiku bez PCV, kartonu oraz aluminium.

Na kartonikach widzicie hasła "magic soaps" czy "all-one". Znaczy to ni mniej ni więcej że mydła możemy używać do czego chcemy - do mycia ciała, włosów, nawet zębów. Możemy użyć je do prania, mycia naczyń czy podłóg. Szczerze mówiąc, uwierzę temu na słowo, bo pasty nie zamienię na mydło, naczynia myje mi zmywarka, a podłogę wolę potraktować odpowiednim płynem.

O Dr. Bronner's przeczytacie np. na blogu Iwos.

To moje kolorowe cudeńka :) Wybrałam wersje: cytrynowo-pomarańczową, miętową, migdałową i różaną, ale kusiły niemal wszystkie.


Kostki mają wagę 140g, więc długo posłużą.

Pierwsze testy już za mną i wszystko wskazuje na to, że będę Was niedługo nimi kusić ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...