wtorek, 28 lutego 2012

Kosmetyki do włosów BioSilk - szampon, odżywki, jedwab - czy to zgrany kwartet?

Jak pamiętacie, jakiś czas temu dostałam kilka kosmetyków do testowania od portalu Ambasada Piękna.
Na pierwszy ogień poszła maska Dermaheal. Po kilkunastu użyciach nadeszła pora na pozostałe - kosmetyki do włosów BioSilk.


Opis ze strony strony producenta
Produkty marki BioSilk zawierają naturalny, czysty jedwab i ekstrakty z roślin, dzięki czemu regenerują, głęboko nawilżają i pozostawiają włosy jedwabiście gładkie i błyszczące. Przeznaczone są do wszystkich rodzajów włosów, ułatwiają ich rozczesywanie i poprawiają ich witalność. Regularne stosowanie produktów BioSilk chroni włosy przed promieniami UV i oddziaływaniem narzędzi fryzjerskich. Produkty nie są testowane na zwierzętach.

Smoothing Conditioner - Odżywka wygładzająca:

  • odżywka do włosów kręconych, podatnych na kręcenie, zniszczonych zabiegami chemicznymi
  • wygładza strukturę włosów i poprawia ich kondycję
  • produkt zawiera proteiny naturalnego jedwabiu oraz witaminę B
  • doskonale nawilża i wygładza włosy 

Silk Therapy 17 Miracle Leave-in Conditioner:

  • odżywka bez spłukiwania do włosów i skóry
  • odżywia i nawilża włosy i skórę, dodaje włosom objętości
  • kontroluje i definiuje loki, rekonstruuje zniszczone i suche włosy
  • wzmacnia włosy, rewitalizuje matowe i bez życia włosy i skórę
  • wygładza włosy i skórę
  • chroni końcówki włosów przed rozdwajaniem; zapobiega łamliwości
  • domyka łuskę włosów; chroni kolor przed blaknięciem
  • chroni włosy i skórę przed szkodliwym działaniem środowiska
  • chroni włosy przed wysoką temperaturą narzędzi
  • pozostawia skórę miłą i jedwabną
  • nadaje włosom wspaniałego połysku
  • Zastosowanie: Po umyciu, osusz ręcznikiem włosy, nałóż równomiernie i dowolnie stylizuj. Na skórę- nałóż dowolnie i wmasuj

Smoothing Shampoo - Szampon wygładzający

  • jedwabny szampon wygładzający włosy przeznaczony do włosów kręconych, falowanych oraz długich
  • kosmetyk poprawia kondycję włosów, bardzo dobrze je nawilża
  • szampon, dzięki zawartości protein naturalnego jedwabiu, witaminy B oraz wyciągów roślinnych, nadaje włosom matowym i zniszczonym zdrowy wygląd i połysk

Silk Therapy - Jedwab Silk Therapy

  • naturalny jedwab- Silk Therapy- odżywka regenerująca
  • zawiera czysty jedwab, witaminy i wyciągi z roślin
  • rekonstruuje i silnie nawilża włosy i skórę głowy
  • zapewnia włosom zniszczonym, suchym i  matowym bardzo zdrowy wygląd, sprężystość i zmysłową miękkość
  • włosy są podatne na układanie
  • regularne stosowanie jedwabiu chroni włosy przed utratą wilgoci, wysoką temperaturą, promieniami UV, skutkami chemii fryzjerskiej oraz zanieczyszczeniami środowiska
  • pozostawia włosy jedwabiste z niewiarygodnym połyskiem
  • sposób użycia: rozetrzyj kroplę w dłoniach, rozprowadź na całej długości włosów, zwłaszcza na końcówki. Nie spłukuj. Można używać do kąpieli i nawilżenia skóry
Zdecydowałam się na łączną recenzję, ponieważ produkty świetnie się uzupełniają i najfajniejsze efekty dają właśnie stosowane razem. Obawiałam się, że takie użycie zbytnio obciąży włosy, ale o dziwo nic takiego nie ma miejsca.
Zacznę od opakowań. Smukłe, profilowane buteleczki estetycznie i elegancko wyglądają na półce. Od razu widać, że to ni byle jaki szampon czy odżywka ;)
Szampon i odżywka do spłukiwania mają dosyć gęstą konsystencję, przez co wylewanie ich z butelek nie jest rzeczą bardzo prostą.Włosy po umyciu samym szamponem są miękkie, ale lekko fruwające, nie jest to "ten" efekt, jakiego oczekuję po profesjonalnym kosmetyku. Świetnym rozwiązaniem jest użycie odżywki - do spłukiwania lub w sprayu. Z takim duetem włosy są gładkie, lekkie, błyszczące, miękkie i nie fruwające. Co ważne, nie są też oklapnięte, ani nie sprawiają wrażenia nieświeżych. Bardzo łatwo się prostują prostownicą i co mi bardzo zaskoczyło - utrzymują się w takim stanie nawet następnego dnia (standardowo na drugi dzień muszę znowu prostować włosy). 
Odżywka do spłukiwania i w sprayu mają w zasadzie bardzo podobne działanie - co wybierzemy zależy od własnych upodobań. Chcę tu zwrócić uwagę na konsystencję odżywki w sprayu - była ona kolejną niespodzianką. Oczekiwałam wręcz wodnistej postaci, a okazuje się, że odżywka jest rzadkim mleczkiem, którym dla uniknięcia zbyt dużej ilości lepiej nie psikać bezpośrednio na włosy, a najpierw na dłoń i rozprowadzić równomiernie.
Osobom z grubymi, gęstymi włosami, nie mającymi tendencji do szybkiego przetłuszczania się nic nie stoi na przeszkodzie, aby użyć nawet i tych 3 kosmetyków na raz  (może nie każdego mycia, ale zwłaszcza, gdy szczególnie zależy na gładkich, błyszczących włosach)- szampon, odżywka do spłukiwaniu i odżywka w sprayu. Kilkukrotnie zastosowałam to trio i wszystko było ok z włosami.

Jedwab - jedyny kosmetyk z paczki, którego nie użyłam. Znam już ten produkt, miałam go wcześniej, dlatego otrzymanej buteleczki nawet nie odkręciłam. Kosmetyk jest ogólnie chwalony i polecany. Kupiłam zachęcona tymi zachwytami, jednak na moich włosach zupełnie się nie sprawdził. Nie dawał im zbyt dużo miękkości, ani połysku. Nie robił w zasadzie nic, nic, co by mnie zachwyciło i powaliło. 
Znawcą i "wyznawcą" składów nie jestem, ale wolałabym, aby miękkość i gładkość dawał faktycznie jedwab a nie silikony.

BioSilk jest dostępny np. w Rossmannach. Ceny należą do wyższych, ale też nie obezwładniają zwłaszcza, że produkty są naprawdę przyzwoite, przynajmniej te testowane przeze mnie.
Taniej możecie zakupić na stronie Ambasady Piękna - nawet o 30% taniej :)

Znacie produkty BioSilk? Co o nich myślicie?

sobota, 25 lutego 2012

Lakier Bell - Glam Wear - nr 513

Stęskniłyście się za lakierowymi wpisami? Jeśli tak, to dobra wiadomość - przygotowałam kilka o takiej tematyce :)
Zaczynam od lakieru Bell z serii Glam Wear, nr 513. Przeleżał sporo czasu (dostałam go w maju) i sama się sobie dziwię dlaczego, bo już w buteleczce kolor jest całkiem "mój". Może to z racji pory roku? Wiosną i latem najczęściej wybierałam intensywne róże, błękity i korale.



Jak wspomniałam - kolor zdecydowanie "mój". Przybrudzony granat *.* Bez drobinek, cudownie kremowy, elegancki *.*
Kojarzy mi się z lakierem OPI Ski Teal We Drop - nie są jak dwie krople wody, ale to bardzo dobrze. Bardzo dobrze dla Bell - w STWD widoczna jest domieszka zieleni, która w pewnym oświetleniu zdecydowanie przeważa, a to mi się już nie podoba. W Bell nie ma zieleni i bardzo mi to odpowiada!
Szkoda tylko, że z kryciem jest trochę na bakier - po dwóch warstwach końcówki są widoczne (zobaczycie to na zdjęciach), widać delikatne prześwity. Pozostałe aspekty wpływające na jakość lakieru są ok - szybko schnie, nie robią się bąbelki, trwałość także jest bardzo dobra.

Recenzje pozostałych kosmetyków otrzymanych wtedy od Bell:
błyszczyki WOW
puder rozświetlający
puder brązujący
podkład w musie
cień Pastel Palette
cień w musie
nabłyszczacz Top Shiny

Recenzje Bloggerek, które wygrały rozdanie z kosmetykami Bell:
podkład w musie (Farizah)
cień w musie (Farizah)
puder brązujący (Farizah)


błyszczyk WOW (Hot Chocolate)
puder rozświetlający (Hot Chocolate)
cień Pastel Palette (Hot Chocolate)



wtorek, 21 lutego 2012

Oriflame - maseczka na zimę Essentials

Z kosmetykami Oriflame mam raczej złe doświadczenie - albo wybitnie trafiałam na buble, albo po prostu u mnie się nie sprawdzały. Maseczki, toniki, pudry, lakiery, cienie, balsamy, kremy do rąk, pomadki ochronne, kremy do stóp, żele, płyny ... Wśród kilkudziesięciu kosmetyków (bo oczywiście i tak co jakiś czas coś mi wpada w ręce) te, z których byłam zadowolona stanowią znikomy procent, a tak na "już" do głowy przychodzą mi zaledwie 3:
- krem do rąk i paznokci, ale wersja sprzed kilku lat w zielono-białym opakowaniu - był bombowy! Faktycznie pozytywnie działał na paznokcie, niestety później wraz z opakowaniem pozmieniali skład i to już nie jest to
- sypki puder mineralny Giordani Gold - nie wiem, czy jest jeszcze dostępny, ładnie matuje, ujednolica kolor, lubię go
Trzecim kosmetykiem, który lubię, aczkolwiek szczególnie nie powalił mnie na kolana jest maseczka na zimę z serii Essentials.

Kupiłam ją pod koniec 2010 roku, wydaje mi się, że była to seria limitowana i nie mam pojęcia, czy na sezon zima 2011/2012 też jest dostępna.
Maseczka zawiera masło kakaowe, witaminę E, ma chronić, wygładzać i koić skórę.Opis jest dosyć lakoniczny, ale szczerze mówiąc co więcej mógłby producent zawrzeć na tubce?
Swoje zadanie spełnia - sprawdziła się po wypadach na narty, czy po dłuższym przebywaniu na mrozie i wietrze. Faktycznie koi skórę, przyjemnie nawilża i wygładza. Polubiłam ją, choć przyznam, że nie wiem, czy jakoś spektakularnie różni się od zwykłych, niezimowych maseczek nawilżających i odżywczych, czy nie bardziej jest tu wpływ na świadomość, że stosuje się "specjalną" maseczkę ;)
Konsystencja jest bardzo fajna - treściwa, lekko puchata. Brakuje mi tylko "zimowego" zapachu - liczyłam na wyczuwalną nutę kakao, podczas gdy maseczka ma zapach typowo kosmetyczny.
Zostało mi jej na 1, góra 2 użycia i w gruncie rzeczy nie żałuję zakupu.



poniedziałek, 20 lutego 2012

Przesyłka z nowościami Virtual :)

Jakiś czas temu pisałam o nowościach Virtual - cieniach Silky i lakierach nawierzchniowych Magic Nails. 1,5 tygodnia temu dotarła do mnie paczuszka zawierająca 3 lakiery i 2 cienie z tych serii.

Lakiery pękające: nr 406, 407 i nr 402
Cienie: nr 25 Camel i nr 17 Sweet Baby

Co prawda pękacze trochę mi się "przejadły", ale chętnie je przetestuję - od czasu do czasu lubię nałożyć na paznokcie, szczególnie dla odświeżenia manicure (nie zawsze mam czas i siłę zmyć lekko starty lakier).

niedziela, 19 lutego 2012

TAG: 5 kosmetycznych rzeczy, których wcale nie chcę mieć

Nadrabiając zaległości w blogach, które lubię czytać natknęłam się na bardzo ciekawy tag i postanowiłam się przyłączyć :)


Zasady:
- napisz, kto Cie otagował i zamieść zasady TAG'u
- zamieść baner TAG'u i wymień 5 rzeczy z działu kosmetyki ( akcesoria, pielęgnacja, przechowywanie, kosmetyki kolorowe, higiena), które Twoim zdaniem są Ci całkowicie zbędne bo:
- maja tańsze odpowiedniki
- są przereklamowane
- amatorkom są niepotrzebne
- bo to sposób na niepotrzebne wydatki...
...i krótko wyjaśnij swój wybór
- zaproś do zabawy 5 lub więcej innych blogerek
1. "Beauty blender", jajko "Cosmopolitan"
Nie rozumiem ich fenomenu. Czy na prawdę gąbeczką, pędzlem do podkładu czy choćby palcami nie da się nałożyć podkładu?

2. Palety "no name" i "manly"
Za każdym razem jak je widzę na blogach zastanawiam się po co komuś paleta, w której kolory się powtarzają. W palecie z kolorowymi cieniami doliczyłam się chyba 8 czy 9 zróżnicowanych kolorów (typu zielony, niebieski, różowy ...) a w obrębie tych głównych kolorów różnice są znikome. Czy naprawdę posiadaczki tych palet używają np. wszystkich (czy choćby większości) niebieskich cieni?

3. Masła do ciała i żele pod prysznic The Body Shop
Już ich nie chcę i tym samym nie rozumiem szału.
Przeszłam zafascynowanie tą marką. 
- żele pod prysznic- NIC nie usprawiedliwia ich wysokiej ceny zwłaszcza, że szczególnie cudownie na skórę nie działają. Ot, fajnie pachnące żele. Czy naprawdę nic podobnego nie znajdziemy w cenie poniżej 10 zł?
- masła kompletnie mi nie podeszły. Lubię ciężkie smarowidła, ale niekoniecznie takie, które się kleją do piżamy ... A ta właśnie na mojej skórze zachowuje się np. masło z shea. Z kolei te lżejsze (np. mandarynkowe czy truskawkowe) nie nawilżają jej w zasadzie w ogóle.


4. Olejki do mycia twarz
Miałam, zużyłam i do nich nie wróciłam. Oczekiwałam w końcu nie wysuszonej po myciu skóry a tu rozczarowanie. Ściągnięta skóra z uczuciem niezbyt dokładnie zmytych zanieczyszczeń. Dziękuje, wolę mieć ściągnięta skórę ale jednak czystą po użyciu drogeryjnych żeli.
Tej mody więc też nie rozumiem

5. Minerały
Żeby nie było - próbowałam. Miałam próbki podkładów o różnych formułach - moja skóra ich nie lubi. Nakładałam w różnych ilościach, różnymi technikami a efekt był zawsze ten sam - niesamowita maska, podkreślone pory, a po krótkim czasie nieestetyczne "ciasto" z sebum i podkładu.


Z chęcią poznam kosmetyki, których nie chcą mieć autorki blogów:

Agowe Petitki
Atqa Beauty
Idalia bloguje
Smieti i jej babska natura
Urban state of mind


czwartek, 16 lutego 2012

Puder w kulkach od ... Dax Cosmetics

Przeglądając kolorowy, z lekka plotkarski tygodnik dla kobiet w kąciku z nowościami (no powiedzmy, że z nowościami, bo większość przedstawianych tam kosmetyków jest już dostępna na rynku jakiś czas) wypatrzyłam puder w kulkach polskiej firmy Dax Cosmetics. Do tej pory firmę tą kojarzyłam głównie z kosmetyków pielęgnacyjnych, natomiast z tych do makijażu "znam" (z widzenia i słyszenia ;)) podkłady, bazy pod makijaż, korektory. Mam tu na myśli serię Perfecta i Cashmere, a pomijam Celię, która była pierwotnie osobną firmą.

Ze strony producenta dowiedziałam się, że są 3 rodzaje kulek: rozświetlające, korygujące i brązujące.

/zdjęcia i opisy ze strony www.dax.com.pl/

nr 1 - rozświetlające
Daje efekt pięknie rozświetlonej skóry. Jest doskonały do modelowania rysów twarzy. Perełki beżowe delikatnie ocieplają cerę, a lśniąca biel i dwa odcienie różu ożywiają ją i odbijają światło, tuszując widoczne oznaki zmęczenia.

 ****

nr 2 - korygujące
Zapewnia efektowne satynowe wykończenie makijażu. Pastelowe perełki wygładzają cerę, korygując jej drobne niedoskonałości, zielone i żółte neutralizują zaczerwienienia skóry  i ujednolicają jej koloryt,  fioletowe redukują przebarwienia, białe zaś subtelnie rozświetlają, dodając cerze naturalnego blasku.

****

nr 3 - brązujące
Z perełkami w subtelnych odcieniach słonecznych brązów, pięknie ociepla cerę, dając efekt opalonej, delikatnie rozświetlonej skóry. Doskonały do modelowania rysów twarzy.

Pudry mają wagę 20g.



Z tej samej serii zauważyłam bazę pod cienie:


CASHMERE Eyeshadow Base to baza pod cienie do powiek, o neutralnym, cielistym kolorze i delikatnej, kremowej konsystencji.
Baza wygładza skórę powiek i wyrównuje jej koloryt, ułatwia rozprowadzanie cieni i kredek, zapobiega ich osypywaniu się, a także intensyfikuje ich kolor. Dzięki zastosowaniu bazy cienie nie ścierają się ani nie rolują w załamaniach powiek, a makijaż oka utrzymuje się aż do 15 godzin.

waga: 7g




Znacie te kuleczki lub bazę? 
Chętnie bym je "zmacała" :)

wtorek, 14 lutego 2012

Z czym skończyłam 2011 rok i z czym rozpoczynam 2012 - inwentaryzacja cz. 2 - kolorówka

Stan mojej pielęgnacji już znacie (KLIK; BTW: zbiór powoli ulega zmniejszeniu :D Zużyłam kilka kosmetyków nie kupując w styczniu nic nowego - SUKCES :D), pora więc na kolorówkę.
W tym temacie jest o wiele lepiej - nie czuję się przytłoczona kosmetykami (jak to jest w przypadku pielęgnacji) a i na zakupy mnie tak bardzo nie ciągnie.
Lakierów tu nie znajdziecie :D Mam ich tyle, że to dla mnie osobny dział ;)

CIENIE:

Virtual - nr 079, Golden Rose: nr 24, nr 05, Clinique - Kittycat, Hean - 406 Smoky Eye,
Catrice - C'mon chameleon, My Secret - 505, Essence: Blockbuster, Part all night, 
LE Metallics - Nothing else metals,
Joko - Universe - nr 312, Paese - 919, TheBalm - If you're rich I'm a single,
Inglot - nr 36, Avon - Pink Sands, Essence - LE Metallics - Copper rulez

Sleek - Original, Bad Girl

 Sleek - Storm, Graphite

Sleek - Au Naturel, Curious

TheBalm - Shady Lady vol. 2, Meet Matt(e), Nude'tude


PUDRY:

 Catrice - Mineral sypki, Essence - Fix and Matte, ELF - High definition,
Bell - Multi mineral, Oriflame - Giordani Gold, Catrice - Mineral prasowany

RÓŻE:

Everyday Minerals - Truly tiger, Sleek - Scandalous,
Deborah - Mystic brown, Bell - 2 skin - nr 055, Sleek - Coral,
L'Oreal - Candy cane pink, Catrice - Light burgundy

PUDRY BRĄZUJĄCE I ROZŚWIETLAJĄCE:

Benefit - Hoola, Virtual - Secret bronze, Essence - All over highlighter,
Vipera - nr 601, Pierre Rene - nr 13 Bronzing face, The Balm - Mary-Lou manizer, 
Estee Lauder - Platinum Illuminator

KREDKI:

Avon - SuperShock - Chocolate melt + Cream dream,
Essence - LE Metallics: Copper rulez, Metal battle, LE Into the wild - Zulu, 
S-he - nr 002, Sensique - LE Inspired by earth: nr 126, nr 127, 
Avon - Big colour: Chocolate, Berry, Avon - Wrapped in cashmere - Gold Wrap
Już po zrobieniu zdjęć dotarła do mnie druga kredka z Avonu - SuperShock - Starry night + Moonshine

KREDKI cd I EYELINERY:

Golden Rose - Metallic: nr 1, nr 10, My Secret - LE Evening passion: nr 8, nr 7, 
Essence - LE I love Berlin: Buddy bear, Berlin story,
Essence - Ocean breeze, Avon - czarna kredka z gąbeczką, Avon - 24k - Golden black
Avon - SuperShock - Steel, Avon - Arabian Glow: Deep purple, Turquoise
Essence - LE Asia Glam - Blue kimono

TUSZE, KOREKTORY, BAZA, PODKŁAD:

Wibo - bibułki matujące, Bell - podkład Skin Matte Control natural,
L'Oreal - korektor mineralny sable/sand, Avon - korektor w pędzelku light,
Eveline - tusz Million calories, Joko - tusz Queen size, Isa Dora - tusz Extra volume,
Delia - korektor do brwi, Hean - baza Stay on, SebaMed - korektor Clear Face,
The Balm - korektor Time Balm light
zapomniałam o bazie pod makijaż Virtual Satin Smooth

BŁYSZCZYKI:

Joko - Chocolate - nr 204, Bell - Wow: nr 2, nr 3,  
Essence - LE Ballerina Backstage - On your gracile tiptoe, 
Essence - LE Into the wild: Heart chakra, 40 degree,
Avon - Onyx lustre: Peach sparkle (zmieszane kolory), Luminous mauve,
Avon - szminka z błyszczykiem - Perfect nude, Avon - Lip radiance - Rose foil,
Avon - Plum pout - Natural peck, Avon - Ultra color rich: Purple glam, Natural glow,
MAC - Dazzleglass - Spanking rich, Eveline - 3D glam effect - nr 343, 
Eveline - Colour celebrity - nr 563, Isa Dora- Express star gloss - nr 70 Dream pink, 
Sleek - High shine - nr 309 Crystal glaze


SZMINKI:

szminki Avon:
Pro to go: Provocative plum, Perfect pink, 
nie pamiętam serii, ale już niedostępna - Razzle dazzle, Nude gold, Pink diamond,
powiększające usta: Naked truth, Frozen rose,
nawilżająca - Frozen berry

SZMINKI cd:

szminki Catrice:
Rouge satin: Tearose,
LE Urban Baroque: 02 Elisabeth, 03 Victoria,
Absolute misture: 20 Caramel beige, 60 Light purple, 160 Rosewood
Gosh - Darling 
zapomniałam o szmince Isa Dora - Jelly Kiss - Bare Bliss

ZAPASY:


Tusze ... nazbierało się ich trochę :o 4 z nich (oprócz Million Calories i Bomb lashes) dostałam do testów.

Zdjęcia robiłam jeszcze w styczniu, od razu wrzuciłam do postu roboczego i dopiero teraz, przy dodawania treści i podpisów dotarło do mnie, że o czymś zapomniałam ... To aż nie prawdopodobne o czym. Przy obecnym świetle nie mam jak zrobić nowego zdjęcia, więc muszę posiłkować się starym, który kiedyś już zamieściłam.

 
Jak mogłam pominąć meteoryty Guerlain?
Kolejno: Pink Fresh, Gold Temptation, Beige Chic (moje pierwsze :D), Nacre des Mers (jedne z ulubionych) i Beige Lumineux.

Mam spore zaległości w recenzjach kosmetyków do makijażu :o Gdy tylko pogoda na to pozwoli będę nadrabiać :)

poniedziałek, 13 lutego 2012

Nagroda od męża

Niemożliwe okazało się możliwe :D Wraz z ujawnieniem swojego zbioru kosmetyków pielęgnacyjnych (klik) obiecałam sobie i Wam, że ograniczę zakupy kosmetyków. Rezultatem tego był zupełnie bezzakupowy styczeń :) Cudnie, prawda? W nagrodę dostałam od męża kosmetyk, który chodził mi po głowie od wypróbowania balsamu o tym samym zapachu - kąpiel solankowa jodowo-bromowa o zapachu bzu firmy Joanny.


Zapach jest równie obłędny jak w przypadku balsamu. Butla wytrwale czeka na przeprowadzkę, która planujemy z mężęm za 2-3 tygodnie :D
Recenzji balsamu możecie spodziewać się już niebawem.

Znacie serię z bzem? Jeśli nie, to koniecznie musicie to nadrobić - zapach bzu jest tak naturalny, że aż zaskakuje.

niedziela, 12 lutego 2012

Kulinarnie cz. 6 - sernik pomarańczowo-mandarynkowy

Tydzień temu zrobiłam sernik cytrynowy . Nie do końca mi podpasował, co nie znaczy, że był niedobry :)
Od razu w głowie pojawiły się pomysły, jak zmodyfikować przepis:
- przede wszystkim cytrynę zamienić na pomarańczę i mandarynki. Od dziecka pamiętam sernik z pomarańczowymi nutami i cytryna nie wygrała z tym smakiem
- po drugie - masę serową przygotować tak jak robią to rodzice plus wprowadzić swoje udoskonalenie
- zwiększyć ilość niektórych składników.

Ciasto jest przepyszne, ale niestety nie należy do najtańszych - ok 45 zł, więc zapowiedziałam mężowi, że będzie to świąteczne ciasto ;) Łatwo jednak o wersję tańszą - zrezygnowanie z ciastek da nam prawie 12 zł oszczędności.


Składniki na spód i boki: 
 - 340 g ciastek LU Digestive
- 170 g masła/margaryny 

Składniki na masę serową:
- 1,25 kg twarogu
- szklanka drobnego cukru
- 4 łyżeczki cukru waniliowego
- 3 łyżeczki otartej skórki z pomarańczy i mandarynki
- 4 łyżki soku z pomarańczy i mandarynki
- 5 jajek
- 125 g margaryny lub masła
- pół łyżeczki soli
- pół łyżeczki proszku do pieczenia

Składniki na orange curd: 
- 70 g masła/margaryny 
- 125 g drobnego cukru
- 2 jajka
- 2 łyżeczki otartej skórki z pomarańczy i mandarynki
- 3 łyżki soku z pomarańczy i mandarynki

Przygotowanie:
Ciastka pokruszyć palcami na piasek, a masło roztopić, po czym wymieszać.
Blachę wyłożyć papierem do pieczenia i wyłożyć masą ciastkowo-maślaną. Włożyć do lodówki na 30 minut.

Masa serowa:
Margarynę utrzeć z serem i żółtkami na jasną jednolitą masę. Ser zmielić (w maszynce lub urządzeniu typu "Fenomen" Zelmera - szybciej mieli, a równie dokładnie, wystarczy 1 mielenie) i dodać do masy. Dodać skórkę, sok, sól i proszek do pieczenia.
Białka ubić na sztywną pianę i delikatnie wmieszać do masy serowej, najlepiej drewnianą łyżką.
Wyjąć formę z lodówki i wylać masę serową.
Piec w temperaturze 180ºC przez około 50 minut, po czym wystudzić. 

Orange curd:
Masło rozpuścić i ostudzić. Dodać pozostałe składniki i zmiksować. Masę umieścić w garnuszku i gotować w kąpieli wodnej mieszając, aż zgęstnieje - trwa to dosyć długo. Lekko przestudzić.
Na wystudzony sernik wyłożyć orange curd, równo rozprowadzić. Włożyć do lodówki.

Różnica jest nieziemska - ciasto puchate, a przy tym wilgotne i rozpływające się.

Co dały zmiany?
- pomarańcza i mandarynki zamiast cytryny - ciasto jest bardziej słodkie niż kwaśne, nuta pomarańczowa zdecydowanie bardziej mi pasuje do sernika niż cytrynowa. Także orange curd bardziej mi smakuje niż lemon curd
- więcej margaryny do masy "ciastkowej" - łatwiej było wyłożyć nią formę i "uklepać" brzegi, a podczas krojenia kawałeczki nie odpadają
- dodanie margaryny do masy serowej - sernik jest cięższy, nie rozwala się
- ubicie piany zamiast wymieszania całych jajek z serem - ciasto jest puchate, razem z proszkiem do pieczenia spowodowało, że ładnie wyrosło


Często zmieniacie pierwotne przepisy, czy trzymacie się ich ściśle?

sobota, 11 lutego 2012

Barbra Pro - Regenerujacy krem do rąk Hydroactive 5

Krem do rąk regenerujący z Babry mam już dłuższy czas, ale dopiero od niedawna używam go regularnie, przez co mogłam w końcu wyrobić sobie o nim opinię.

/zdjęcie i opis ze strony producenta www.barbrapro.pl/
 
Przynosi ulgę od pierwszego zastosowania. Codzienna pielęgnacja odwraca negatywne skutki przesuszenia skóry, pozostawiając ją miękką i gładką. Krem może być stosowany do pielęgnacji rąk przy atopowym zapaleniu skóry.

Intensywne nawilżenie i regeneracja (wspomaganie naprawy bariery wodno-lipidowej skóry) przywracają elastyczność warstwy rogowej naskórka. Skóra rąk jest bardziej sprężysta, a tym samym bardziej odporna na częsty kontakt z czynnikami zewnętrznymi (twarda woda, detergenty, wiatr, mróz), co minimalizuje ryzyko podrażnień i alergii.


Bezwzględną zaletą kremu jest opakowanie - plastikowa buteleczka z pompką daje komfort używania, pozwalając zużyć krem do końca. Omija nas więc rozcinanie tubki celem całkowitego zużycia kosmetyku.
Krem faktycznie nawilża skórę, znika uczucie ściągnięcia i dyskomfortu. Jednak coś mi w tym kremie przeszkadza. Niby wchłania się szybko, nie czuć tłustości, ale jednak pozostaje lekko klejąco-tępawa warstwa (w zdecydowanym stopniu mniejsza niż w przypadku czerwonego kremu Garniera, który miałam kiedyś). Dodatkowo pod wpływem ciepła (np pod kołdrą) krem zaczyna delikatnie "spływać" (również pod tym względem miałam inny krem, który był mistrzem w takim spływaniu - był to któryś z kremów Ziai, chyba Kozie mleko, labo kokosowy).

Zapach ma neutralny, nie kojarzy mi się z niczym konkretnym.
Krem jest niby OK, ale te 2 kwestie sprawiają, że nie do końca jestem z niego zadowolona - efekty daje dobre, ale jednak komfort na dłoniach jest średni.

Jakie są Wasze ulubione kremy do rąk?
Ja bardzo lubię glicerynowy z Avonu - nie zlicze ile tubek zużyłam :)

wtorek, 7 lutego 2012

Naklejki na paznokcie z KKcenterHK

W końcu przekopiowałam zdjęcia ze "starego" komputera (od października wszystko wrzucam na laptopa), zatem pojawi się sporo zaległych recenzji, w tym także kosmetyków przesłanych mi do testów (w tym miejscu pominę dywagacje na temat nawiązywania/ nie nawiązywania współprac).

Jeszcze w tamtym roku otrzymałam drobną przesyłkę ze sklepu internetowego KKcenterHK. Miałam sobie wybrać jeden z dostępnych wzorów naklejek na paznokcie. Podeszłam do tego eksperymentu sceptycznie, ale ostatecznie zgodziłam się - wybór padł na czerwone gwiazdki na złotym tle.


Okazją do ich wypróbowania miał być mój wieczór panieński (1.10.2011), jednak skończyło się na tradycyjnie pomalowanych paznokciach. Dlaczego? Same zobaczcie:




Nie wygląda to ani ładnie ani estetyczne. 
Zdjęcia zrobiłam od razu po nałożeniu naklejek, nawet nie wytrzymałam do nakremowania skórek (stąd na zdjęciu są suche), ponieważ jak najszybciej chciałam pozbyć się ich z paznokci.
Nie zaobserwowałam żadnej pozytywnej cechy :(
Miałam wielki problem z dopasowaniem rozmiaru naklejek do płytki paznokcia a później z ich równym naklejeniem - marszczyły się, fałdowały, a w niektórych miejscach przykleić się w ogóle nie chciały i odchodziły od płytki.
Kolejną trudnością było pozbycie się nadmiarowej naklejki, spoza płytki paznokcia - trudno było obciąć, a jak już się udało, to zawsze jakieś skrawki zostawały, których nie dało się spiłować do końca pilniczkiem. 
Nie dość, że są trudne w obsłudze, to i sam ich wygląd na paznokciach nie jest satysfakcjonujący, nawet zakładając, że uda się je perfekcyjnie przykleić - paznokcie wyglądają sztucznie i brzydko. Być może po części jest to spowodowane błyszczącym wykończeniem, które sprawia, że po prostu widać, że coś jest naklejone na paznokciach.


Ciekawa jestem, czy wszystkie dostępne naklejki, nie tylko te z KKcenterHK, ale też np. Essence czy Donegal są tak problematyczne?
Jakie macie doświadczenia z takim wynalazkiem?

niedziela, 5 lutego 2012

Kulinarnie cz. 5 - sernik cytrynowy

Zachciało mi się sernika :) Ale nie takie klasycznego, jedynie z masy serowej. Inspirację znalazłam na blogu Moje wypieki. Cytrynowy sernik z masą cytrynową (lemon curd) na wierzchu bardzo mnie zaintrygował, więc nie pozostało nic innego jak w piątkowy wieczór go upiec.
Większość ciasta na blogu Moje wypieki pieczone są w tortownicy. Ja preferuję tradycyjną prostokątną formę, zatem ilość składników musiałam zwiększyć (i taką tu podaję). Oryginalny przepis rozszeszyłam o cukier waniliowy.


Składniki na spód i boki: 
 - 340 g ciastek LU Digestive
- 150 g masła/margaryny

Składniki na masę serową:
 - 1 kg twarogu
- 0,6 szklanki drobnego cukru
- 2 łyżeczki cukru waniliowego
- 3 łyżeczki otartej skórki z cytryny
- 4 jajka

Składniki na lemon curd: 
- 60 g masła/margaryny 
- 0,6 szklanki drobnego cukru do wypieków 
- 1 jajko, roztrzepane 
- 2 łyżeczki otartej skórki z cytryny 
- 3 łyżki soku z cytryny

Przygotowanie:
Ciastka pokruszyć palcami na piasek, a masło roztopić, po czym wymieszać.
Blachę wyłożyć papierem do pieczenia i wyłożyć masą ciastkowo-maślaną. Włożyć do lodówki na 30 minut.

Zmielony ser zmiksować z cukrem i skórką z cytryny. Kolejno dodawać całe jajka, miksując po każdym dodaniu.
Wyjąć formę z lodówki i wylać masę serową.
Piec w temperaturze 180ºC przez około 50 minut, po czym wystudzić.

Masło rozpuścić i ostudzić. Dodać pozostałe składniki i zmiksować. Masę umieścić w szklanej miseczce, którą ustawić na rondelku z gotującą się wodą. Gotować w kąpieli wodnej mieszając, aż zgęstnieje - trwa to dosyć długo. Lekko przestudzi.
Na wystudzony sernik wyłożyć lemon curd, równo rozprowadzić. Włożyć do lodówki.


Po kilku udanych eksperymentach z nieznanymi mi dotąd ciastami sądziłam, że dobra passa trwa nadal. Niestety ten sernik niezbyt przypadł mi do gustu (sernik robiłam w piątek wieczorem, dopiero w sobotę zaczął mi smakować, jak się "uleżał"), co też nie znaczy, że mi nie smakuje. Smakuje, ale nie powala (choć mąż się zachwyca, ale z drugiej strony wyjścia nie ma ;) żart ;) )
To chyba przez tą masę cytrynową, bo pomysł na wykorzystanie ciasteczek uważam za bardzo udany i ten element bym zostawiła. Następnym razem dam jednak mniej ciastek lub więcej masła - powinno to trzymać boki w ryzach i nie będą kawałeczki odpadać podczas krojenia.
Może chodzi tu ogólnie o cytrynowy charakter sernika - od dziecka znam sernik w wersji pomarańczowej, tzn. z sokiem albo aromatem pomarańczowym. Muszę się rozeznać, czy analogicznie można przygotować orange curd (wydaje mi się, że nie powinno być z tym problemu ;) ).
Kolejną modyfikację, jaką zrobię jest dodanie tłuszczu do masy serowej (ten jest trochę za suchy jak dla mnie). Z jajkami też się inaczej rozprawię: nie dam całych do sera, a jedynie żółtka, z białek ubiję pianę i wymieszam z serem - sernik będzie bardziej pulchny.

sobota, 4 lutego 2012

Początek znajomości z kosmetykami Fenjal

Aż dziwne, że do tej pory nie znałam kosmetyków Fenjal, wszak tyle przeróżnych mazideł przeszło przez moje ręce. Stale było mi nie po drodze. Dzięki portalowi Wizaż mam teraz możliwość poznać tą markę :) Wypełniłam ankietę zgłoszeniową do testów, zakwalifikowałam się i w czwartek dostałam paczuszkę z 4 kosmetykami z kategorii: kąpiel, prysznic, dezodorant i pielęgnacja ciała, które sama wybrałam.


  
Kremowy olejek do kąpieli
Kultowy produkt marki fenjal - cudownie pachnący olejek do kąpieli o zapachu pomarańczy, róży i wanilii na bazie 82% naturalnego olejku z soi. Zapewnia intensywną pielęgnację skóry, pozostawia ją miękką, jedwabiście gładką i nadaje jej długotrwałą warstwę ochronną. Do stosowania jako kuracja SPA 2-3 razy w tygodniu.
Testowany dermatologicznie. Nie zawiera parabenów, substancji konserwujących, olejów mineralnych i silikonowych.
  
Kremowy olejek pod prysznic - Sensual Rose
Kremowy olejek pod prysznic o zmysłowym zapachu róży, który zapewnia wyjątkową pielęgnację skóry, dzięki unikalnej formule myjącej na bazie wysokiej zawartości naturalnych olejków i wyciągu z kwiatów róży.
Testowany dermatologicznie. pH neutralne dla skóry. Nie zawiera parabenów, alkoholu, olejów silikonowych.

Balsam do ciała - Sensitive 
Balsam do ciała, stworzony do pielęgnacji suchej i wrażliwej skóry na bazie olejku migdałowego, aloesu i naturalnego wyciągu z owsa. Doskonale nawilża skórę, zapewniając jej długotrwały efekt wygładzenia i młody wygląd. Dzięki unikalnej kompozycji witamin E, C i B5 zapewnia trwałą ochronę skóry i nadaje jej delikatny zapach białych kwiatów. Szybko się wchłania.
Testowany dermatologicznie. pH neutralne dla skóry. Nie zawiera parabenów, parafiny, barwników, olejów mineralnych i silikonowych.

Dezodorant w kulce - Intensive
24-godzinna skuteczność, intensywna pielęgnacja i ochrona skóry na bazie allantoiny o łagodzących właściwościach. Zawiera skuteczną kompozycję antyperspiracyjnych i antybakteryjnych składników.   
Testowany dermatologicznie. Nie zawiera alkoholu, parabenów, barwników, olejów mineralnych.

środa, 1 lutego 2012

Nowe limitowanki Essence - Marble Mania i Season of extremes

Ostatnie limitowanki Essence nie zachwyciły mnie za bardzo, ale i tak zaciekawił mnie wpis na blogu Nihridy nt. 2 nowych serii - Marble Mania i Season of extremes, które mają się ukazać na wiosnę (marzec, kwiecień). Tylko pytanie: czy będą w Polsce ?


(zdjęcia ze strony producenta www.essence.eu)

Marble mania




Season of extremes

W tej kolekcji są tylko lakiery i zgodnie z nazwą są zarówne kolory szalone, jak i z drugiego końca: spokojne i stonowane.




Co myślicie o nowościach Essence? Która z kolekcji bardziej trafia w Wasze upodobania? Na co będziecie polowały, o ile oczywiście kosmetyki pojawią się w Polsce.
Mi zdecydowanie bardziej podoba się Marble Mania, a z niej: róż, błyszczyki (szczególnie brzoskwiniowy).
Cienie też wygladają niegłupio, ale zawsze mam obiekcje przed wyborem tego typu cieni. Obawiam się, czy na obu oczach uda się uzyskać dokładnie taki sam kolor i efekt ;) Macie doświadczenie z takimi cieniami? Czy moje obawy są słuszne czy nie?

Polecane posty

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...