Obserwuj!

Plan był taki, żeby pokazać wszystkie kosmetyki Kobo, My Secret i Sensique, które dostałam w ostatnich paczkach w jednym wpisie (stąd pierwsze zdjęcie). Szalony pomysł :D Najpierw wyłączyłam z tego wpisu dwie palety cieni: Sensique Late Summer i Kobo Midnight Wonders które pokazałam Wam osobno, ale i tak z całą resztą zrobił się mega tasiemiec i sądzę, że mało kto by przeczytał go od początku do końca. Podzieliłam więc wpis na kolejne trzy części, każdą poświęcając kosmetykom jednej marki. Zacznę od Kobo.

Pudry brązujące Sunny Splendor

Puder brązujący Sunny Splendor dostępny jest w trzech ładnych, bardzo naturalnych kolorach dających efekt skóry muśniętej słońcem. Jeśli szukacie jasnego brązera, to koniecznie zerknijcie na właśnie te. Nr i nr 2 nadają się na całą twarz, dla delikatnego przyciemnienia skóry np. gdy użyje się rozbielającego pudru, natomiast nr 3 może pełnić także rolę dyskretnego rozświetlacza, jest też z nich najciemniejszy.
Zrobiłam swatche tych brązerów, ale nie byłam z nich zadowolona, głównie dlatego, że kolory są jasne i wyszły za mało widocznie na zdjęciu.

Rozświetlacz w płynie Drop of Sun - 02 Beach Party

Rozświetlacz w płynie Drop of Sun na buteleczce nazwany jest primerem - przyznam, że dosyć odważnie. Toż to sam metaliczny blask! Jako punktowy rozświetlacz, lub dodatek do podkładu - jak najbardziej. Idealny dla fanek mocnego, zdecydowanego połysku.

Puder pod oczy Under Eye Brightenig Powder

Sypki puder pod oczy zdobył szturmem Instagram jak tylko się pojawił. W ogóle mnie to nie dziwi, bo jednak jest deficyt tego typu kosmetyków na drogeryjnych półkach. 
Miałam nieco obaw w stosunku do niego, ale jednak skusiła mnie promocja -50%, a niedługo później dostałam drugi słoiczek :)
Jest bardzo drobno zmielony, bez drobinek i cudnie satynowy w dotyku. Nakładam go na wcześniej użyty krem pod oczy i korektor, na "gołą" skórę raczej bym się nie odważyła. Jest takim dopełnieniem makijażu.
Przedłuża trwałość korektora, a skóra pod oczami jest ładnie rozjaśniona, wygładzona i z efektem wypoczęcia. 
Najistotniejsze jest jednak, czy podkreśla zmarszczki i wysusza delikatną skórę pod oczami. Te właśnie pytanie nurtowały mnie przed zakupem. I jakie są moje odpowiedzi? Przez większą część dnia skóra pod oczami wygląda nieskazitelnie, z tym, że ja bardzo dbam o tę strefę. Jak wspomniałam, zawsze rano używam lekkiego kremu pod oczy (obecnie wykańczam serum Baikal Herbals, wcześniej miałam ogórkowy Make me Bio), na noc wybieram bardziej gęste kosmetyki (np. krem z marakują Make me Bio, masełko D'Alchemy), od czasu do czasu robię też maseczkę algową z Ecospa.
Makijaż zmywam po około 15 godzinach i wtedy, gdy już zmęczenie daje o sobie znać i skóra pod oczami nie jest tak idealnie gładka, to jednak w liniach tych nie ma zgromadzonego pudru. Nie zauważyłam, aby zebrał się w jakieś skupiska, zrobił prześwity itp, więc ... jest super :)

Jego przewaga nad pudrem do twarzy (stosowanym pod oczy) jest bezapelacyjna - jest od niego zdecydowanie delikatniejszy i drobniejszy, więc zachęcam do wypróbowania pudru dedykowanego skórze pod oczami.

Sypkie cienie, pigmenty Fantasy Pure Pigment

Sypkie pigmenty to już kultowy produkt Kobo. Nie przepadam za pojedynczymi cieniami, ani sypkimi, ale rzeczywiście warto się im przyjrzeć. Niektóre są bardziej kryjące, inne nadają się raczej do nałożenia na inny cień, są też wersje brokatowe. Dla każdego coś dobrego.
Od razu oczy mi się zaświeciły na widok koloru Sea Abyss, jednak tylko w słoiczku. Nie kryje on, ani nie nakłada się tak łatwo jak  błękitny Azure.


Cienie Pro Formula Eyeshadow i Pro Formula Foil Eyeshadow

Pojedyncze prasowane cienie to też sztandarowy i polecany produkt Kobo. Są piękne, ale też niezwykle delikatne - dwa z nich dotarły do mnie w formie proszku i wiem z wielu blogów, że często się to zdarza. Raczej nie nadają się do zabrania w podróż.
Z dziewięciu kolorów, które dostałam: Burgundy, Seashell, Copper, Sunlight Touch, Golden Leaf, Exotic Beach, Blazung Sun, Ocean Splach i Rainforest Fruit to te trzy ostatnie totalnie mnie uwiodły. Są miękkie, aksamitne, suną po skórze aż miło a ich pigment ... zobaczcie sami!

Paletka cieni Desert Jewels

Jeśli kochacie błysk, także na powiekach, to zobaczcie na to cudo - paletkę trzech cieni Desert Jewels! Mega pigment, przyjemna aplikacja i ten połysk! Co jak co, ale cienie są mocną stroną Kobo (z wyjątkami, ale generalnie tak jest).

Brokatowe eyelinery Sparkle Eyeliner

Jak błysk to błysk! Kobo o to zadbało i proponuje też trzy brokatowe eyelinery. Aurora i Diamond Dust to połyskujący wieloma kolorami brokat w bezbarwnej bazie, natomiast Siren nadaje też kolor. Wypróbowałam go na bordowym cieniu z paletki Paese Warm Memories i to było coś! Sam kolor jakby się zatarł przez podobny bazowy cień, ale za to zobaczyłam kreski połyskujące na złoto-srebrzysto-oliwkowo i nie wiem jak jeszcze bez żadnego prześwitu :D Zaniemówiłam :)

Tusz Marvellous Lashes


Mam duże wymagania co do tuszu do rzęs i nie zadowolę się byle jakim. Mam liche i jasne rzęsy, a upodobania takie, że muszą być WOW. Przyznacie, że to nie lada wyzwanie, więc do każdego tuszu podchodzę sceptycznie. Ostatnio, o dziwo, trafiam na super tusze, które wyśmienicie robią z moich rzęs to, czego oczekuję. Do takich tuszów dopisuję Marvellous Lashes i polecam każdej z Was, która od tuszu wymaga znacznie więcej niż "naturalnego efektu".

Paletka cieni do brwi Brow Bar


Uwielbiam paletki, ale niekoniecznie te do brwi. Wystarcza mi jeden cień lub pomada (co prawda czytałam kiedyś, że powinno się używać 2 czy 3 kolorów i to nie tyle po to, aby je) połączyć dla uzyskania odpowiedniego odcienia, tylko żeby na różnym odcinku brwi użyć innego i raczej wolę poszukać odpowiedniego koloru, niż mieszać X kolorów. Według mnie taka paletka jak właśnie Brow Bar z Kobo lepiej się sprawdzi u makijażystki lub gdy ktoś używa paletki z mamą czy siostrą. I oczywiście u tych, którzy jednak wolą łączyć odcienie. 

Szminki Colour Trends - Hazel Nuit i Fashion Color - Cinnamon

Oba kolory szminek lubię tak na co dzień, Dobrze kryją, pół dnia nie utrzymują się na ustach, ale nie jest źle pod tym względem.
Hazel Nude to przyjemny, niezbyt ciepły jasny brąz, natomiast Cinnamon czasami wpada w róż (jak na zdjęciu) co mnie w zasadzie dziwi biorąc pod uwagę nazwę koloru. W drogeryjnym oświetleniu była bardziej brązowo-pomarańczowa i rzeczywiście taką też widzę na ustach w zależności od światła.

Moi ulubieńcy z tej gromadki? Bez wątpienia puder pod oczy, tusz, cień Rainforest Fruit i Blazing Sun, eyeliner Siren (jednak tak na co dzień raczej nie będę go używała) i szminka Hazel Nude.

A co Wam się najbardziej spodobało?




8 komentarzy:

Nie proś o wzajemne obserwowanie - zaglądam na blogi osób komentujących :)

UWAGA! Usuwam komentarze z podlinkowanymi słowami kluczowymi!